" /> Dyskusje ogólne :: prof. Andrzej Nowak; Obama przyjechał po głosy
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

prof. Andrzej Nowak; Obama przyjechał po głosy
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Pon Lut 08, 2010 9:18 pm    Temat postu: prof. Andrzej Nowak; Obama przyjechał po głosy Odpowiedz z cytatem

http://www.rp.pl/artykul/430664.html

"Ostrożnie z rosyjską grą
Andrzej Nowak 07-02-2010, ostatnia aktualizacja 07-02-2010 18:25

Dzielenie polskiej sceny politycznej przez rosyjskie władze jest rzeczą najbardziej niebezpieczną – podkreśla historyk z UJ

Zaproszenie na wspólne obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej, które Władimir Putin skierował do Donalda Tuska, nie jest aktem bez znaczenia. Jednak poznamy je ostatecznie dopiero w trakcie uroczystości. Teraz dysponujemy tylko kilkoma przesłankami.

Pierwszą z nich jest osoba nadawcy zaproszenia. O ile nie ma sensu w każdym przypadku przypominać instytucjonalnej przeszłości obecnego premiera Rosji, o tyle nad grobami katyńskimi fakt jego kariery w KGB ma znaczenie i powinien być przypomniany. Do prawdziwego przełomu doszłoby wtedy, gdyby premier o takim życiorysie zdecydował się jednoznacznie potępić aparat przemocy, z którego się wywodzi i któremu przez kilkanaście lat służył.

Andrzej de Lazari: Nie żądajmy przeprosin

Warto przypomnieć (zostało to nagrane w siedzibie KGB na Łubiance i można to zobaczyć w filmie dokumentalnym „Towariszcz priezidient"), że Władimir Putin z chwilą wyboru na prezydenta Federacji Rosyjskiej wygłosił ważki komunikat: „Towarzysze oficerowie, zadanie wykonane". Pod zdjęciem Dzierżyńskiego i Andropowa te słowa, skierowane do kadry dowódczej KGB, brzmią upiornie i rzucają się cieniem na wszystkie następne lata jego kariery. Nigdy tych słów nie odwołał.

(...)

Andrzej Nowak jest profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego i redaktorem naczelnym czasopisma „Arcana". Specjalizuje się w historii myśli politycznej Europy Wschodniej XIX i XX wieku "

Więcej:

http://www.rp.pl/artykul/430664.html


Ostatnio zmieniony przez Witja dnia Sob Cze 04, 2011 12:40 pm, w całości zmieniany 22 razy
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 03 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 03, 2016 7:43 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Pią Lut 12, 2010 3:29 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100212&typ=my&id=my11.txt

NASZ DZIENNIK Piątek, 12 lutego 2010, Nr 36 (3662)

"Nie pozwólmy Rosji nas dzielić

Z prof. Andrzejem Nowakiem, historykiem, sowietologiem, wykładowcą Uniwersytetu Jagiellońskiego, redaktorem naczelnym dwumiesięcznika "Arcana", rozmawia Mariusz Bober

Spodziewał się Pan wygranej Wiktora Janukowycza? I to zaledwie sześć lat po "pomarańczowej rewolucji", która wymierzona była właśnie w niego?
- Na pewno sześć lat temu trudno było spodziewać się takich wyników w następnych wyborach. Trudno też było przewidzieć, że Janukowycz nie tylko utrzyma się na scenie politycznej, ale wygra kolejną elekcję, tym bardziej że nie jest to jakaś wyrazista osobowość.

Minimalna wygrana Janukowycza sprawiła, że zaczęto znowu mówić o wyprowadzeniu ludzi na ulice...
- Najgorszy scenariusz, jaki mogę sobie obecnie wyobrazić dla Ukrainy, to długotrwała, wielomiesięczna walka o wynik tych wyborów i pogrążenie kraju w dalszym chaosie, swego rodzaju "zimnej wojnie domowej" pomiędzy zwolennikami premier Julii Tymoszenko i Wiktora Janukowycza. Być może się mylę, ale według mnie, dla stabilności tego kraju lepiej byłoby uszanować wybór Ukraińców, jakikolwiek on jest. To bardzo ważne, by nauczono się tam szanować wyniki wyborów, by ci, którzy je wygrają, obejmowali taki zakres władzy, jaki określa prawo, i byli za ten obszar odpowiedzialni. Ukraina już pozytywnie odróżnia się od swoich sąsiadów - Białorusi i Rosji, szanując demokratyczne wyniki elekcji, podobnie jak to się dzieje w krajach zachodnich.

Co dla Ukrainy będzie oznaczało objęcie urzędu prezydenta przez Janukowycza?
- Pierwszy wniosek, jaki nasuwa się po niedzielnym głosowaniu, jest taki, że widocznie ten kandydat był wygodny, że jest to człowiek, którym można w dużym stopniu kierować, by nie powiedzieć - manipulować. Druga obserwacja jest oczywista dla wszystkich: "pomarańczowa rewolucja" poniosła porażkę.

Dlaczego?
- Przyczyn jest kilka. Pierwsza to walki wewnętrzne w obozie "pomarańczowych" między dwojgiem jego przywódców: prezydentem Wiktorem Juszczenką i premier Julią Tymoszenko. Druga to nieudolne rządy, zwłaszcza prezydenta Wiktora Juszczenki.

Powiedział Pan, że Janukowycz jest kandydatem, którym można kierować. To sugestia, że jego wybór był efektem oddziaływań socjotechnicznych, podobnie jak to się dzieje na Białorusi czy w Rosji?
- Nie widzę argumentów za tym, by uznać, że elekcja ta była zmanipulowana przez wpływ mediów. Moim zdaniem, to był demokratyczny wybór większości Ukraińców. Warto zauważyć, że w głosowaniu uczestniczyła duża część społeczeństwa. Dlatego myślę, iż można zrozumieć ten wybór jako np. reakcję na dotychczasowe rządy "pomarańczowych". Wojna na wyniszczenie, którą prowadzili przywódcy tego obozu deklarujący wprowadzenie moralnej odnowy na Ukrainie, musiała przynieść reakcję np. w postaci przyzwolenia społeczeństwa na objęcie rządów przez polityka mniej "wyrazistego", który wydaje się obiecywać więcej "świętego spokoju".

A może wybór Ukraińców jest oznaką rozczarowania, bo "pomarańczowi" nie spełnili swoich obietnic? Prócz wspomnianej odnowy moralnej proponowali też skok gospodarczy kraju i integrację z Zachodem...
- Poza omawianymi konfliktami między przywódcami obozu "pomarańczowych" cała formacja nie popełniła aż tak poważnych błędów, za które wyborcy mogliby teraz ją potępić. Stopa życiowa na Ukrainie nie jest obecnie niższa niż sześć lat temu. To, że nie nastąpił spadek, a wystąpiło nawet minimalne podniesienie poziomu życia, należy wiązać z reformami "pomarańczowych", choć były one wprowadzane tylko w ograniczonym zakresie i niekonsekwentnie. Poza tym przedwyborcze zapowiedzi tych polityków, że Ukraina w krótkim czasie stanie się krajem mlekiem i miodem płynącym, były po prostu nierealistyczne. Nigdzie na świecie takie zmiany nie dokonują się w tak szybkim tempie. Ponadto do przeprowadzenia szybkiej modernizacji kraju nie wystarczy wysiłek samych Ukraińców ani mobilizacja klasy politycznej, która zresztą nie była wystarczająca. Potrzebna była też wola wciągania do takiej współpracy Unii Europejskiej. Tymczasem w UE nie było takiej woli i obecnie tym bardziej jej nie ma.

Program Partnerstwo Wschodnie, o którym z dumą mówi szef polskiego MSZ Radosław Sikorski, jak o realnej i konkretnej pomocy, m.in. dla Ukrainy, to niewystarczająca oferta?
- Jest to oferta zdecydowanie gorsza niż namiastka UE. Nie twierdzę, że to program nierealny. Jest to jednak realizm z kategorii tych najmniejszych. Mówiąc wprost - program Partnerstwo Wschodnie pozwala załatwić kilka drobnych spraw, jak np. ułatwienia wizowe. Jest to oczywiście ważne; dobrze, że polskie MSZ pomogło w uruchomieniu tego programu i we wprowadzeniu ułatwień w ruchu wizowym. Rzecz w tym, że w odniesieniu do strategicznego wyboru Ukrainy - z Zachodem czy z Rosją są to niezwykle małe kroki. Omawiana propozycja stanowi odwrót od ambitnie zakreślonego zadania, jakim była próba wciągnięcia naszego wschodniego sąsiada do UE i NATO. Takie właśnie próby podejmował najpierw rząd PiS, a ostatnio prezydent Lech Kaczyński. Po objęciu rządów przez PO cofnęliśmy się o kilka kroków. Szczególnie ważne i niepokojące jest skorelowanie tego procesu z ofensywną i przemyślaną polityką rosyjską. Metoda Moskwy polegająca na stopniowym antagonizowaniu Warszawy i Kijowa przyniosła oczywiste i niezaprzeczalne rezultaty. Przykładem tego jest szantaż gazowy Rosji wobec Ukrainy w styczniu 2008 roku. W czasie, gdy określano dopiero kierunek polityki ukraińskiej gabinetu Donalda Tuska, Rosjanie zaplanowali wizytę ministra Radosława Sikorskiego w przeddzień przyjazdu do Moskwy premier Julii Tymoszenko. Z pistoletem gazowym przyłożonym do skroni miała ona podpisać "akt kapitulacji" Ukrainy w negocjacjach gazowych z Rosją. Przyjazd Sikorskiego do Moskwy w takim momencie był manifestacją skuteczności rosyjskiej polityki, poprzez którą Kreml zademonstrował ukraińskiej premier, że Polska też siedzi w rydwanie polityki Moskwy i odcina się od Kijowa. Tak właśnie odebrali tę sytuację Ukraińcy - jako pokaz tego, że dla rządu Tuska Rosja jest ważniejsza niż Ukraina. Można oczywiście dyskutować o tym, czy Rosja może być naszym głównym partnerem na Wschodzie zamiast Ukrainy. Ale w polityce zagranicznej rządu Donalda Tuska taki wybór stał się faktem. Poza tym o warunkach takiego porozumienia z Moskwą decyduje wyłącznie Kreml.

A czy będzie on także decydował o naszych relacjach z Ukrainą dzięki wyborowi na najwyższe stanowisko w tym państwie polityka, który uznawany był za "człowieka Rosji"?
- Nie obawiałbym się, że po objęciu władzy Janukowycz od razu pobiegnie do Moskwy, by sprzedać Ukrainę Rosji. To polityk, który reprezentuje przede wszystkim potężnych oligarchów ze wschodu kraju. Ci zaś wolą pozostać oligarchami ukraińskimi, niż podzielić los niektórych kolegów rosyjskich, jak np. Michaiła Chodorkowskiego. Wolą dysponować majątkiem rzędu 4-5 mld USD, niż szyć spodnie w obozie gdzieś na granicy z Chinami, jak np. były szef koncernu naftowego Jukos. Dlatego paradoksalnie oligarchowie są obecnie strażnikami niepodległości Ukrainy. Oni już wiedzą, jak walczyć o władzę. Natomiast pod rządami Janukowycza mogą zwiększyć się wpływy rosyjskie na kulturę Ukrainy. Przecież polityk ten nie ukrywa, że lepiej mówi po rosyjsku niż ukraińsku. Z drugiej strony można spodziewać się, że pod jego rządami osłabnie nuta nacjonalistyczna czy wręcz szowinistyczna w polityce ukraińskiej, na której grał w sposób żałosny prezydent Wiktor Juszczenko. Trudno bowiem wyobrazić sobie, by Janukowycz firmował taką apologię UPA czy nacjonalizmu spod znaku Dmytro Doncowa [twórca ideologii Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów - przyp. red.], jak to się działo zwłaszcza w ostatnich miesiącach rządów Juszczenki. Dlatego nie można od razu przedstawiać prezydenta elekta Ukrainy jako nieszczęścia dla Polski, ale trzeba zacząć z nim rozmawiać.

Jaki wpływ na relacje z Polską będzie miał wybór Janukowycza na prezydenta i jego wizja polityki zagranicznej?
- To zależy od tego, w jakim stopniu rząd polski będzie umiał zareagować na długofalową politykę rosyjską, której cele są jasne. Sprowadzają się one do powiększania dystansu między Warszawą a Kijowem i prowokowania następnych "okazji" do manifestowania "ocieplenia" relacji z Polską, za którymi jednak nie będą szły żadne ustępstwa ze strony Rosji w sprawach dla Polski zasadniczych. Przykładem tego jest perfekcyjnie wykonana, sądząc po dotychczasowych informacjach, "operacja Katyń 2010". W jej ramach premier Władimir Putin zaprosił Donalda Tuska na groby ofiar mordu katyńskiego, poniżając ich pamięć i Naród Polski.

W jaki sposób?
- Przecież obecny premier Rosji wywodzi się z organizacji, która bezpośrednio odpowiada za mord katyński. Choć jestem przeciwny, by ciągle wypominać mu karierę w sowieckiej bezpiece, to jednak kiedy zapowiadana jest jego wizyta w Katyniu, nie sposób zapomnieć o tym, że Putin był oficerem KGB, czyli bezpośredniego następcy NKWD. Nigdy nie odciął się od KGB. Przeciwnie. Jak pokazuje np. film dokumentalny "Towarzysz Prezydent", na Łubiance, w mrocznej siedzibie sowieckiej i rosyjskiej bezpieki, po wyborze na prezydenta Rosji w 2000 r. zameldował swoim kolegom: "Towarzysze oficerowie! Zadanie zostało wykonane!"... Ponieważ Putin nigdy nie potępił działalności organów bezpieczeństwa Związku Sowieckiego, można uznać, że nadal sprawuje władzę w imieniu osób wywodzących się z tej instytucji odpowiedzialnej za wymordowanie milionów ludzi. Oznacza to, że chce przekształcić uroczystości w Katyniu w swego rodzaju parodię symbolicznego zadośćuczynienia. Dlatego jeśli ktoś twierdzi, że dzięki tym planowanym uroczystościom mamy do czynienia z jakimś historycznym przełomem w skali porównywalnej z listem biskupów polskich do niemieckich, powinien zastanowić się kilka razy nad takimi słowami.

Nie widzi Pan szans na prawdziwe zmiany w relacjach polsko-rosyjskich?
- Pozytywnym aspektem planowanych uroczystości jest zaangażowanie rosyjskiej Cerkwi prawosławnej w upamiętnienie zbrodni katyńskiej. Tu właśnie widać przełom - niezależnie od intencji politycznych, które mogą temu towarzyszyć. Myślę, że obecność przedstawicieli Patriarchatu Moskiewskiego, a najlepiej samego patriarchy, i np. przewodniczącego Episkopatu Polski na uroczystościach religijnych w Katyniu miałaby wielką wymowę. Na płaszczyźnie religijnej bowiem upamiętnienie mordu katyńskiego jako wielkiej zbrodni komunistycznej miałoby moc oczyszczającą, pod warunkiem, że nie będzie tam kogoś, kto odwraca znak tej uroczystości i czyni z niej szyderstwo. Dlatego też należy odróżnić aspekt czysto polityczny i stwierdzić, że Rosja pod rządami Władimira Putina dąży do tego, by dzielić Polskę, tak jak robiła to pod rządami np. Stalina, gdy w 1944 r. dyktowała rządowi londyńskiemu, z kim chce rozmawiać, twierdząc, iż może spotkać się z premierem Stanisławem Mikołajczykiem, ale nie z prezydentem Władysławem Raczkiewiczem. Podobnie caryca Katarzyna II przeciwstawiała króla Stanisława Poniatowskiego opozycji magnatów w XVIII wieku. Jeśli strona polska zgodzi się na to, że to Moskwa dyktuje, z kim chce rozmawiać i kto ma reprezentować Polskę, będzie to smutny przykład triumfu imperialnej polityki Rosji i dowód niedojrzałości polskiej kultury politycznej.

Ale prezydent Lech Kaczyński już zapowiedział, że pojedzie na uroczystości nawet bez zaproszenia, więc chyba sam rozstrzygnął problem?
- Nie chciałbym w tym kontekście podsuwać ani prezydentowi, ani premierowi żadnych rozwiązań. Wyjazd samego premiera i pozostanie prezydenta w kraju byłby tryumfem polityki Moskwy. Natomiast wyjazd Lecha Kaczyńskiego na uroczystości wraz premierem i potraktowanie prezydenta w Katyniu w sposób pogardliwy, jako gościa drugiej kategorii - to również urągałoby godności państwa, którego głową jest właśnie prezydent. Dlatego powinniśmy umieć odpowiedzieć na to wyzwanie, które rzucił polskiej kulturze politycznej premier Putin. Najważniejsze jest, by nie przenosić wojny politycznej między obozem prezydenckim i rządowym na zewnątrz, zwłaszcza w relacjach z Rosją, bo byłby to triumf prowadzonej przez Rosję polityki "dziel i rządź". Dlatego w takiej sytuacji prezydent i premier nie powinni uprawiać rywalizacji nad grobami katyńskimi, lecz wspólnie uzgodnić, jak wybrnąć z tej sytuacji. Powinny to zrozumieć również media i nie egzaltować się nagłaśnianiem sporów między prezydentem i premierem.

Dziękuję za rozmowę."
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Marek-R
Weteran Forum


Dołączył: 15 Wrz 2007
Posty: 1476

PostWysłany: Sob Lut 13, 2010 1:14 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Zaproszenie na wspólne obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej, które Władimir Putin skierował do Donalda Tuska, nie jest aktem bez znaczenia.


Taka sytuacja jak ta opisywana wyżej będzie miała miejsce, dopóki w Polsce nie zacznie obowiązywać jednoznaczna w swej wymowie definicja polskiej racji stanu, wypracowana na zasadzie ogólnej zgody i stosowana bez względu na to, jaka opcja polityczna sprawuje aktualnie władzę – to musi być standard . Od wpływu na politykę zagraniczną, trzeba też za wszelką cenę odsunąć agenturę poprzedniego systemu, która w resorcie spraw zagranicznych, jest reprezentowana szczególnie licznie. Do tego czasu każdy a Rosja w szczególności, nie przepuści okazji, żeby pewnych obszarów uprawiania polityki zagranicznej nie wykorzystywać do ingerencji w nasze wewnętrzne sprawy. Przyznam że jako Polak czuję się upokarzany, kiedy widzę jak jeden polski polityk, lub osoba która usiłuje robić wszystko ażeby ją tak tytułowano, poprzez zabiegi pijarowskie, demonstruje niekłamaną radość z tego, że to właśnie jego a nie sprawującego najważniejszą funkcję w państwie ale konkurenta politycznego, zaprasza się do złożenia wizyty zagranicznej. Tym bardziej jest to żenujące, że abstrahując już od tego o czym na początku, to kontekst tej wizyty, powinien w sposób absolutny wykluczać takie zachowania. Chodzi przecież o rzecz najświętszą, celem jest mianowicie oddanie hołdu, ofiarom komunizmu, jednego z dwóch najbardziej zbrodniczych systemów w dziejach ludzkości. Ale do tego trzeba mieć klasę. To co w związku z tą sprawą, w pewnym programie telewizji publicznej nadawanym na żywo, zaprezentował pewien pętak usiłujący zostać kandydatem na kandydata, przekracza granice dopuszczalne nawet w tak bananowej wizji uprawiania polityki zagranicznej, jaką prezentuje Donald Tusk. Pewnym chichotem historii można nazwać to, że gospodarzem tych uroczystości ma być człowiek, który był wysokiej rangi pracownikiem KGB - aparatu ucisku tamtego systemu Ale na to nie mamy niestety wpływu. Wobec opisywanej przed momentem sytuacji, jeszcze bardziej powinniśmy demonstrować naszą jedność. Dużą rolę do odegrania, powinny mieć tutaj niezależne media i niezależni dziennikarze, którzy powinni natychmiast i krytycznie reagować na takie zachowania. Oni bez narażania się na posądzanie o polityczną interesowność, powinni być surowymi recenzentami. Pytanie, czy są jeszcze w Polsce tacy dziennikarze, zdolni piętnować wyczyny cherlawych pseudopolityków.







Marek Radomski - Rada Oddziałowa SW - Jelenia Góra.

_________________
"Platforma jest przede wszystkim wielk?
mistyfikacj?. Mamy do czynienia z elegancko
opakowan? recydyw? tymi?szczyzny lub nowym
wydaniem Polskiej Partii Przyjació? Piwa....." - Stefan Niesio?owski - "Gazeta Wyborcza" nr 168 - 20 lipca 2001.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Sob Lut 27, 2010 12:05 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=20474

Obchody rocznicy moru w katyńskiego
prof. Andrzej Nowak - historyk, publicysta (2010-02-26)

Aktualności dnia

słuchaj
zapisz

http://www.radiomaryja.pl/dzwieki/2010/02/2010.02.26.akt05.mp3
http://www.radiomaryja.pl/download.php?file=2010.02.26.akt05&d=2010-02-26
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Pon Mar 22, 2010 6:15 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.rp.pl/artykul/9133,450424_Nowak__Wyrok_w_sprawie_kalendarium.html

"Wyrok w sprawie kalendarium
Andrzej Nowak 22-03-2010, ostatnia aktualizacja 22-03-2010 00:37

Sąd swoim wyrokiem w sprawie książki Zyzaka zakwestionował prawo do kontynuowania badań konkretnego wycinka historii. Uznał, że ów wycinek ma na zawsze pozostać interpretowany tak, a nie inaczej – pisze historyk, redaktor wydawnictwa Arcana

Wydawnictwo Arcana wydało dotychczas, w ciągu 16 lat swej działalności, nieco ponad 250 książek. Wśród nich, od 1999 roku, serię „Arcana historii”. Seria ta, w której publikowali tacy badacze, jak m.in. Richard Pipes (Harvard University), Piotr Wandycz (Yale), Roman Szporluk (Harvard), a także wielu wybitnych historyków krajowych, zawiera głównie niskonakładowe monografie naukowe.

"Dla małego wydawnictwa kara całostronicowego ogłoszenia w najdroższym dzienniku może być niszcząca. I może o to chodzi"

Spotykały się one na ogół z uznaniem fachowej krytyki. Takie choćby książki, jak Antoniego Dudka „Reglamentowana rewolucja”, Marka Kornata „Polska szkoła sowietologiczna”, Jana Jacka Bruskiego „Petlurowcy”, Włodzimierza Marciniaka „Rozgrabione Imperium (Upadek Związku Sowieckiego i powstanie Federacji Rosyjskiej)”, Jacka Bartyzela „Umierać, ale powoli! (O monarchistycznej i katolickiej kontrrewolucji w krajach romańskich 1815 – 2000)”, Henryka Głębockiego „Fatalna sprawa (Kwestia polska w rosyjskiej myśli politycznej: 1856 – 1866)”, czy Jakuba Polita „Pod wiatr (Czang Kaj-szek 1887 –1975)” – stały się pozycjami klasycznymi w dorobku polskiej historiografii ostatniego 20-lecia.

(...)"

Więcej:

http://www.rp.pl/artykul/9133,450424_Nowak__Wyrok_w_sprawie_kalendarium.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Pon Mar 22, 2010 6:27 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100322&typ=po&id=po42.txt

NASZ DZIENNIK Poniedziałek, 22 marca 2010, Nr 68 (3694)

"W Rosji standardem jest propaganda

Z prof. dr. hab. Andrzejem Nowakiem, historykiem z Uniwersytetu Jagiellońskiego, rozmawia Jacek Dytkowski

Jaki obraz Polski zarysowuje się w rosyjskiej historiografii?
- Zróżnicowany. Rosyjska historiografia jest bardzo duża i rozgałęziona. Pewien niepokój budzi jednak fakt, że ta jej część, która ma szansę dotrzeć do masowego odbiorcy - czyli znajdująca odzwierciedlenie w mediach - jest popierana przez państwo. Jest to najgorsza, najbardziej prymitywna propaganda, manipulująca faktami, zdecydowanie nastawiona na neoimperialną nutę i w związku z tym bardzo nieprzychylna Polsce. Ale podkreślam - nie jest to całość historiografii rosyjskiej. Jest bardzo wielu znakomitych historyków rosyjskich, którzy w sposób uczciwy na bardzo wysokim poziomie naukowym analizują problemy najnowszej, a także tej dawniejszej historii stosunków polsko-rosyjskich. Możemy za ich pośrednictwem poznać mnóstwo pożytecznych spraw i interesujących dokumentów. Trzeba więc brać pod uwagę jedną i drugą stronę tej rzeczywistości. Niestety, w masowym odbiorze dominuje nurt nastawiony propagandowo.

I to on zdominował rosyjską politykę historyczną...
- Tak. Różnica między polityką historyczną państw takich jak Rosja a innych krajów: Polski, Niemiec czy Francji (bo każde państwo prowadzi ją we własnym zakresie), jest taka, że w tym pierwszym przypadku nie ma wolności mediów, zwłaszcza elektronicznych i telewizji. W związku z tym to, co ustala się jako kanoniczną wersję historii, jest bardzo konsekwentnie wtłaczane ogromnej większości obywateli tego państwa, bez żadnej możliwości repliki lub konfrontowania tej wizji z innymi. Nie ma w masowym obiegu pluralizmu spojrzenia na historię. Nie ma sporu o historię, jest tylko jedna wersja. Tymczasem w krajach, w których państwo - w niektórych skuteczniej, w innych mniej skutecznie - próbuje tworzyć politykę historyczną, ale gdzie istnieje wolność mediów, spór o historię trwa. Ma on charakter publiczny, co jest oczywiście zdrowe dla historii i posiada swoje uzasadnienie. Niestety, akurat ostatnie wydarzenia w Polsce napawają mnie pesymizmem. Fakt, że sądy zaczynają ustalać prawdę historyczną w naszym kraju, wydaje mi się zbliżać standardy polskie do Rosji Władimira Putina.

Jakie zarzuty są stawiane Polsce przez propagandowych historyków rosyjskich?
- Ich wizja jest dość prosta. Polska zawsze była agresorem w relacjach z Rosją, poczynając od X w., kiedy Mieszko I, a potem Bolesław Chrobry zaczęli się spierać z Włodzimierzem kijowskim o Grody Czerwieńskie. Przedstawiają tę historię jako ciągłą agresję Polski na Rosję, utożsamiając Ruś Kijowską z Rosją, co jest kłamstwem historycznym. Ruś Kijowska jest bowiem wspólnym dziedzictwem Ukrainy, Białorusi i Rosji. Otóż przedstawia się te dzieje jako ciągły napór Polski w awangardzie świata łacińskiego, katolickiego, na prawosławną Rosję. Przykładem tej "długiej pamięci" i budowania państwowej polityki historycznej w Rosji na wrogości do Polski jest wybór święta narodowego Rosji w rocznicę przepędzenia polskiej załogi z Kremla w 1612 roku. Następnie mamy oczywiście usprawiedliwianie własnych realnych zbrodni, jak np. rozbiorów Polski. Padają tutaj takie pseudoargumenty, że to nie było żadne przestępstwo, a Rosja odebrała tylko to, co jej się należało. Poza tym jeśli ktokolwiek jest winny rozbiorom, to wyłącznie Prusy. Ponieważ caryca Katarzyna II robiła wyłącznie to, co jej kazał Fryderyk II. Są to oczywiste kłamstwa historyczne, niemniej jednak bardzo głęboko zakorzenione w tym sposobie widzenia historii. Polska jest również przedstawiana jako główny ośrodek terroryzmu poprzedzający dzisiejszych Bin Ladenów. Te twierdzenia dotyczą XIX-wiecznych polskich bojowników o niepodległość. Są oni w ujęciu historiografii rosyjskiej synonimem współczesnych terrorystów, których słusznie Rosja zwalczała.

A jak kształtują się poglądy dotyczące dziejów najnowszych?
- Bardzo przykre jest to, że w historiografii czy raczej propagandzie wykorzystywanej przez politykę historyczną dzisiejszego państwa rosyjskiego utożsamia się ono w dużym stopniu z Rosją Sowiecką i tym systemem. Ta propaganda broni najgorszych zbrodni sowieckich, a Rosja mogłaby się od nich odciąć. Przecież Rosjanie cierpieli tak jak Polacy, a może nawet bardziej, od systemu sowieckiego. A jednak współczesne państwo rosyjskie postrzega czasy Józefa Stalina jako okres swojej wspaniałej wielkości. Traktuje zbrodnie popełniane przez Związek Sowiecki jako kwestię, której należy bronić. I czyni to konsekwentnie. Jest to przerażające, przygnębiające, ale w Rosji wciąż są kłopoty z powiedzeniem prawdy o zbrodni katyńskiej, powraca wersja, że to zrobili Niemcy. "A jeśli zrobili to 'nasi', czyli sowieccy funkcjonariusze - to dobrze zrobili" - do tego stopnia posuwają się niektóre wersje tego historycznego kłamstwa. Na przykład pada takie uzasadnienie: "zamordowano policjantów polskich, a przecież wiadomo, jakimi strasznymi antysemitami oni byli, więc może w ten sposób ograniczono holokaust". Takiego argumentu używa na przykład Stanisław Kuniajew. Wynika z tego, że dobrze, iż zamordowano polskich oficerów - oczywiście jest to skrajna wersja. Bardziej popularna jest taka, że "nie wiadomo, kto to zrobił, może jednak Niemcy. A jeśli Sowieci, to cóż to znaczy wobec innych zbrodni sowieckich?". Oczywiście nagminnie powtarzane przez premiera Putina, także w okolicznościach związanych z 70. rocznicą wybuchu II wojny światowej, są usprawiedliwiania paktu Ribbentrop - Mołotow. Miał on być rzekomo normalnym paktem międzynarodowym, odpowiedzią na "niesprawiedliwość" traktatu wersalskiego, który skrzywdził Niemcy, a Związek Sowiecki pomógł im tę krzywdę naprawić. Jest to argumentacja premiera Putina z 1 września 2009 roku. Szokująca, a znakomita większość mediów w Polsce - nie mówię tu o "Naszym Dzienniku" - potraktowała to jako dobrą monetę. Tymczasem są to przerażające kłamstwa, manipulacje, które niestety dominują w oficjalnym rosyjskim dyskursie państwowym i propagandzie historycznej, która mu towarzyszy.

Dziękuję za rozmowę. "
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Pią Kwi 09, 2010 5:47 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100409&typ=my&id=my11.txt

NASZ DZIENNIK
Piątek, 9 kwietnia 2010, Nr 83 (3709)

"Ocieplenie z Polską za cenę reimperializacji Europy Wschodniej


Z prof. Andrzejem Nowakiem, historykiem, sowietologiem, wykładowcą na Uniwersytecie Jagiellońskim, redaktorem naczelnym dwumiesięcznika "Arcana", rozmawia Mariusz Bober

Stojąc nad grobami w Katyniu, premier Donald Tusk wejście na drogę pojednania polsko-rosyjskiego uzależnił od przyjęcia drogowskazu "prawdy i pamięci". Czy to wystarczające warunki do rozpoczęcia tego procesu?
- Te sformułowania, podobnie jak wiele innych zwrotów z przemówienia premiera Tuska, są słuszne. Problemem jest natomiast ich praktyczne zastosowanie. Także wystąpienie premiera Władimira Putina i towarzysząca mu w rosyjskich mediach propagandowa oprawa, bo i na nią należy zwrócić uwagę, nie przybliżają nas do prawdy o Katyniu ani do rzeczywistego pojednania.

Jak zatem rozumieć słowa premiera Rosji?
- Szef rosyjskiego rządu wyraźnie zmierza w kierunku relatywizacji zbrodni katyńskiej. Wyobraźmy sobie bowiem, że do obozu Auschwitz-Birkenau przyjeżdża kanclerz Niemiec i mówi: "Zebraliśmy się tutaj w związku ze wspólną pamięcią i wstydem; mamy wspólny dług historyczny i wiarę w przyszłość. Tutaj zginęli niemieccy antyfaszyści i Żydzi oraz Polacy i inne narodowości...". Może w tym kontekście łatwiej będzie zrozumieć słowa premiera Rosji. Bo czego my, Polacy, mamy się wstydzić w Katyniu? Takie słowa premiera Rosji brzmią w moich uszach fałszywie. Wynika z nich bowiem, że polskie ofiary w Katyniu są wręcz mniejszością, bo większość z nich stanowili "obywatele Rosji", co jest sprzeczne z prawdą historyczną. Przecież w latach 30., a o tym okresie mówił Władimir Putin, nie było Rosji, tylko Związek Sowiecki, więc ofiarami represji z tego okresu padli mieszkańcy ówczesnego ZSRS. Innym elementem tamtej historii zafałszowanym w wystąpieniu rosyjskiego premiera jest twierdzenie, że "kaci totalitaryzmu zabijali ludzi, niszczyli ich, niezależnie od ich pochodzenia, rasy, religii". Zbrodnie nazywane potocznie "wielką czystką", do których odwołał się Putin, były bowiem popełniane przede wszystkim z powodów etnicznych. Historycy już dawno ustalili, że największa liczba ofiar - ponad 250 tys. rozstrzelanych w latach 1936-1938 spośród blisko 650 tys. (według danych NKWD)
- została zamordowana ze względów narodowościowych. W tej grupie absolutną większość stanowili Polacy, zamordowani właśnie dlatego, że byli Polakami. Jeden rozkaz nr 00485 wydany 11 sierpnia 1937 r. przez Nikołaja Jeżowa, szefa NKWD [w latach 1936-1938 - przyp. red.], w tzw. sprawie polskiej spowodował rozstrzelanie 111 tys. osób oskarżonych o... polskość, czyli związki z Polską lub polskie pochodzenie! Ta największa zbrodnia dokonana na Polakach w ogóle nie stanowi przedmiotu refleksji ani polskiego premiera, ani tym bardziej rosyjskiego. Chciałbym tymczasem podkreślić, że powinna ona znaleźć należne miejsce w polskiej pamięci! Dlatego nie powinniśmy godzić się z taką relatywizacją zbrodni wymierzonej szczególnie w polskość i Polaków.

Słowa Władimira Putina, że "jesteśmy zobowiązani pielęgnować pamięć o przeszłości, i oczywiście będziemy to czynić, jakkolwiek gorzka byłaby ta prawda", nie stanowią uznania odpowiedzialności za zbrodnię katyńską?
- To, co mówiłem do tej pory, odnosiło się do mojej pamięci jako Polaka i historyka. Jeśli natomiast odnoszę wystąpienie premiera Putina do sytuacji wewnętrznej w Rosji i toczącej się w tym kraju dyskusji nad jego przeszłością, powiedziałbym, że fragmenty wypowiedzi Putina oceniam pozytywnie. Niedawno rozmawiałem z przedstawicielami rosyjskiego stowarzyszenia Memoriał skupiającego wspaniałych, uczciwych historyków, którzy z narażeniem swoich karier, a w niektórych przypadkach nawet i życia (kilku członków stowarzyszenia dociekanie prawdy przypłaciło życiem). Wyrażali oni nadzieję, że podczas uroczystości w Katyniu premier Putin choć trochę "cofnie się" w dotychczasowej praktyce propagandowej tłumaczenia zbrodni stalinowskich racją stanu imperium. Spotkanie w Katyniu jest niestety krokiem wstecz w realizacji owej doktryny. Stanowi natomiast krok do przodu w wyjaśnianiu zbrodni stalinowskich. Zostały one
- ogólnie rzecz ujmując - potępione, i bardzo dobrze, że się tak stało.

Putin przyznał, że "polscy obywatele (...) zostali zabici na rozkaz Stalina"...
- Obecny premier Rosji mówił o tym już kilkakrotnie. Gdy w 2002 r. jako prezydent przyjechał do Polski, w o wiele mocniejszych słowach potępił zbrodnie stalinowskie, w tym zbrodnie na Polakach. Co więcej - zapowiadał wtedy, że przywiezie nowe dokumenty na temat nieznanych jeszcze miejsc pochówku polskich jeńców wojennych z lat 1939-1940. Jednak zapowiedzi tych nie spełnił. Mieliśmy nadzieję na przekazanie tzw. listy białoruskiej. To również nie zostało zrealizowane.

Jak w tym kontekście ocenia Pan słowa rosyjskiego premiera, że "historycy polscy i rosyjscy (...) pracują teraz, aby odkryć tę prawdę i ułatwić kontakty między naszymi krajami"?
- Są one także odbiciem pewnej mentalności historycznej tego, który je wypowiedział. Zadaniem historyków nie jest bowiem "ułatwianie kontaktów między krajami", ale badanie przeszłości i dochodzenie - choć często popełniamy błędy - do prawdy historycznej.

Jesteśmy w takim razie bliżej czy dalej od pojednania, o którym mówili szefowie rządów Polski i Rosji?
- Władze Federacji Rosyjskiej po raz kolejny w kontaktach ze stroną polską podkreślają, że uznają odpowiedzialność państwa sowieckiego za zbrodnię katyńską. Problem stały i niezmienny polega na tym, że w stosunku do odbiorcy rosyjskiego władze posługują się retoryką zgoła odmienną. Sprawia to, że choć zarówno Władimir Putin, jak i jego poprzednicy - Borys Jelcyn i Michaił Gorbaczow, wielokrotnie uznawali tę odpowiedzialność, to w przekazie dla społeczeństwa rosyjskiego nadawali zupełnie inny komunikat, mianowicie, że "za Katyń odpowiedzialni są Niemcy". W ankiecie przeprowadzonej we wtorek przez rozgłośnię Echo Moskwy 70 proc. respondentów wypowiedziało się właśnie w taki sposób. To efekt rosyjskiej "dwumowy". Może teraz się to zmieni. Sygnałem zmian może być czynny udział Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej w tak wyraźnym potępieniu zbrodni stalinowskich.

Czy słowa premiera Donalda Tuska o tym, że "prawda o Katyniu stała się mitem założycielskim niepodległej Polski", nie osłabiły przekazu stanowiska strony polskiej w sprawie oceny zbrodni katyńskiej?
- Sformułowanie to może być uznane za niezręczne. Może być bowiem odczytane literalnie, tzn. w ten sposób, że sama zbrodnia staje się mitem. Nie sądzę jednak, że taka była intencja premiera. W warstwie słownej jego przemówienie nie zawiera fałszywych tonów poza jednym. Jest nim sugestia, że zamordowani w Katyniu czekają na pojednanie. Żadnemu politykowi nie wolno dokonywać tego rodzaju nadużyć. Bo o tym, na co czekają zamordowani Polacy, wiedzą tylko oni sami i Pan Bóg. W tym kontekście bliższe są mi słowa Zbigniewa Herberta, który napisał, że "nie w twojej mocy przebaczać w imieniu tych, których zdradzono o świcie". Zasadniczą sprawą w ocenie obecności Donalda Tuska w Katyniu wydaje się cena polityczna, a nie waga jego słów. Chodzi o cenę ocieplenia w relacjach z Rosją.

Jaka jest cena ocieplenia relacji między Polską a Rosją?
- W środowym wydaniu rosyjskiej gazety "Izwiestia" opublikowano dwa artykuły na temat środowych obchodów zbrodni katyńskiej. Pierwszy autorstwa prof. Aleksandra Czubarjana [dyrektora Instytutu Historii Świata Rosyjskiej Akademii Nauk
- przyp. red.]. Wypowiadał się on właśnie w duchu relatywizacji zbrodni katyńskiej, wskazując, że w Katyniu leży także 8 tys. obywateli sowieckich i 4 tys. Polaków, co można odczytać w ten sposób, iż tak do końca nie wiadomo, kto komu powinien współczuć... Ważniejsza jest jednak wiadomość podana w drugim artykule, mianowicie, że Polska wyrzuca 4 tys. uchodźców z Gruzji. Rosyjska gazeta z satysfakcją pisała o takich planach. Taki właśnie kontekst rosyjska polityka nadaje ociepleniu z Polską. W ten sposób pojawia się sugestia, że Rosja zgodzi się na jakieś gesty wobec naszego kraju i ocieplenie relacji, ale w zamian oczekuje od nas, byśmy odcięli się od Gruzji, krajów nadbałtyckich, które wyraźnie zapowiadają bojkot obchodów 9 maja 2010 r., słusznie przypominając, że data ta oznacza dla nich, i dla nas, rocznicę zniewolenia Europy Wschodniej. To, że polskie władze prawdopodobnie będą uczestniczyły w tym czasie w obchodach rocznicy wyłącznie rosyjskiego tryumfu nad nazizmem, a nie jednocześnie zniewolenia naszego kraju, ma ogromne znaczenie, także dla Rosji. To element gry strategicznej tego kraju. W ostatnich latach władze Polski potwierdziły, że zgadzają się na rolę, jaką wyznacza nam Moskwa.

Moskwa wyznaczyła nam już rolę, jaką mamy odgrywać w Europie?
- Zależy jej przede wszystkim na tym, żebyśmy przestali być przeszkodą w procesie reimperializacji Europy Wschodniej przez Rosję. Jeśli faktycznie przestaniemy przeszkadzać w tym procesie, wówczas Moskwa "pojedynczo" poradzi sobie z Gruzją, Estonią, Łotwą, Litwą, a także z Ukrainą. Warto podkreślić, że nowy prezydent tego kraju Wiktor Janukowycz jest źle postrzegany, ponieważ nie akceptuje wszystkich propozycji Rosji. Jeśli obecne władze Polski będą prowadziły ugodową politykę wobec Moskwy, pozwolą jej tym samym na realizację starej "taktyki salami", czyli odcinania "po plasterku" krajów wcześniej uzależnionych od ZSRS i przyłączania ich do strefy dominacji wpływów rosyjskich. Dopóki Polska przeciwstawiała się tej polityce, współorganizując opór krajów wokół Rosji, dopóty polityka rosyjska była nieskuteczna. Odkąd nasze władze się z nią godzą, zagrożenie reimperializacji Europy Wschodniej przez Moskwę staje się realne. Wątpię, by było to korzystne dla naszego kraju... Dziś Gruzja, jutro Ukraina, a kto pojutrze? Powinniśmy postawić sobie to pytanie, ciesząc się z krótkotrwałego ocieplenia relacji z Rosją. Polepszenie kontaktów z tym krajem wtedy miałoby sens i przyniosłoby nam korzyść, gdyby Moskwa była w stanie stanąć twarzą w twarz z prawdą o historycznych zbrodniach sowieckiego systemu, także na jej sąsiadach. Ale stałoby się tak również wtedy, gdyby Rosja zmierzyła się ze swoim imperialnym dziedzictwem i je przezwyciężyła. Powoduje ono bowiem, że do dziś politycy w Rosji patrzą na sąsiednie kraje wyłącznie jak na pionki w grze rosyjskiej albo amerykańskiej. Dopóki ta mentalność się nie zmieni, dopóty poszukiwanie ocieplenia w stosunkach z włodarzami Kremla nie będzie sygnałem polepszenia sytuacji Polski, a może być wręcz przejawem uśpienia polskiej wrażliwości na imperialne zagrożenie ze Wschodu.

Dziękuję za rozmowę. "
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Pon Kwi 12, 2010 7:23 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100412&typ=tk&id=tk37.txt

NASZ DZIENNIK Poniedziałek, 12 kwietnia 2010, Nr 85 (3711)

"Ta tragedia nas przebudzi


Wypowiedź prof. Andrzeja Nowaka, historyka, sowietologa, wykładowcy na Uniwersytecie Jagiellońskim, redaktora naczelnego dwumiesięcznika "Arcana"

Jest to tragedia dla wszystkich Polaków - w tym dla mnie osobiście, bo pod Smoleńskiem zginęli także moi Przyjaciele. Zginęli tam przedstawiciele niemal wszystkich orientacji politycznych, dlatego jest to tragedia dla całego kraju. Wszystkich, którzy ponieśli śmierć pod Smoleńskiem, połączyło to, że chcieli oddać hołd polskim patriotom tam zamordowanym, których pogrzebano w Katyniu 70 lat wcześniej.
Pytania o przyczynę tragedii należy pozostawić przede wszystkim komisjom, poprowadzą śledztwo i zbadają okoliczności tego fatalnego wypadku. I pod tym względem nic więcej nie da się powiedzieć kilka godzin po katastrofie, i nie powinno się mówić. Może to Opatrzność tak zdecydowała, bo i miejsce tragedii, i czas są symboliczne. Doszło do niej przecież przed Niedzielą Miłosierdzia Bożego, co przypomina nam śmierć polskiego Papieża przed pięcioma laty. Nie chcę tu robić żadnych porównań, zwłaszcza wchodzących na teren teologii, bo nie jest to moja dziedzina. Oczywiście są to całkiem różne wydarzenia, choć oba tak ważne dla Polaków. Myślę jednak, że Polska te ofiary doceni. Może przez ten smoleński grób wpłyną one na naszą narodową wspólnotę bardziej, niż mogliby to zrobić za życia? Taką próbę szukania sensu tej tragedii można podjąć. Ale przecież każda z tych ofiar miała swoją rodzinę, która przeżywa teraz straszną, osobistą tragedię. Modlimy się i mamy jednak nadzieję, że mimo wszystko jakieś dobro wyrośnie z tego nieszczęścia, tak jak wyrosło mimo bólu z ofiary katyńskiej - w postaci świadomości tego, jak wielką wartością jest Polska. Może z tej sobotniej tragedii wyniknie przebudzenie narodowe, a w każdym razie odnowienie naszej świadomości patriotycznej.
Myślę, że najbliższe miesiące będą czasem, w którym raczej trudno będzie zapomnieć o tym nieszczęściu. Pamiętajmy, że będzie to okres kampanii wyborczej, bo najpóźniej za 2,5 miesiąca wybierzemy nowego prezydenta. Mam nadzieję, że chociaż formy tej walki będą inne niż kilka tygodni temu, gdy mówiło się o "dorzynaniu watah", "dyplomatołkach" i używano jeszcze innych obelg w odniesieniu do przeciwników politycznych.
Mam też nadzieję, że ta tragedia nie pogorszy naszych relacji z Rosją, a może nawet przyczyni się do ich polepszenia. Kultura narodu rosyjskiego cechuje się dużym współczuciem okazywanym ofiarom. A Polska stała się teraz ofiarą strasznego, bezprecedensowego w najnowszej historii nieszczęścia. Myślę, iż nawet media rosyjskie wyciszą swoją bezpardonową krytykę wobec braci Kaczyńskich. Poza tym mam nadzieję, że nikt w Rosji nie będzie już próbował wykorzystywać sprawy Katynia jako "pałki" wobec Polski, jak to dość powszechnie się działo w ostatnich miesiącach i latach. Może więc Katyń zostanie wreszcie przyjęty jako wydarzenie, z powodu którego należy Polakom współczuć, a nie rozgrywać z nami jakieś gry polityczne wokół tej sprawy. Efektem tego może być poprawa nastawienia do Polski i Polaków.
Natomiast bardzo prostym wnioskiem z wydarzenia, który powinni wyciągnąć nasi politycy, jest zakup nowych samolotów. Mam nadzieję, że po tej katastrofie już nie będzie żadnych wahań i Polska będzie godnie reprezentowana przez polityków, którzy będą latać maszynami nadającymi się do latania, a nie na złom.
Z kolei głębsze, moralne konsekwencje dotyczą nie tyle polityków, co społeczeństwa. Chodzi mianowicie o przypomnienie - poprzez pamięć Katynia - że patriotyzm jest czymś najważniejszym tu, na ziemi, w publicznym życiu - poza religią. Może ta tragedia nie pozwoli o tym zapomnieć, bo w ostatnich latach postawy patriotyczne były wyśmiewane. Liczę, że nikt nie wstawi już bezkarnie flagi narodowej do psich odchodów, i że obrażanie polskiego patriotyzmu i poświęcenia dla Ojczyzny nie będzie tak łatwe, podobnie jak ośmieszanie "Solidarności". W katastrofie zginęło przecież wielu jej wspaniałych działaczy, w tym matka "Solidarności" pani Anna Walentynowicz.
Żywię nadzieję, że podczas tegorocznych obchodów kolejnej rocznicy powstania "Solidarności" prezydent Lech Wałęsa nie wykorzysta ich przeciwko swoim nieżyjącym już rywalom politycznym. Ta rocznica - w obliczu tragedii z 10 kwietnia - nie powinna nas przynajmniej dzielić, jeśli już nie może nas połączyć.
not. BM "
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Wto Kwi 13, 2010 6:23 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.rp.pl/artykul/9133,460642_Nowak__Sprzeczne_interesy.html

"Sprzeczne interesy
Andrzej Nowak 12-04-2010, ostatnia aktualizacja 12-04-2010 19:40

Rosyjskie władze po wypadku zachowały się bez zarzutu, dlatego, że chciały zatrzeć nieprzyjemne wrażenie po wcześniejszej kampanii nienawiści przeciw Lechowi Kaczyńskiemu – rozważa historyk

Spotkanie premiera Polski z premierem Rosji w Katyniu, które odbyło się 7 kwietnia 2010 roku, pełne było ze strony Władimira Putina fałszywych gestów, półprawd i obliczonej na krótką metę gry polityczno-historycznej. Premier Putin próbował relatywizować zbrodnię katyńską, a jej polskie ofiary utopić w morzu ofiar rosyjskich (w tym, wbrew prawdzie historycznej, mówił o rozstrzelanych w Katyniu przez nazistów jeńcach sowieckich).

(...)"

Więcej:

http://www.rp.pl/artykul/9133,460642_Nowak__Sprzeczne_interesy.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Pią Kwi 16, 2010 1:14 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100416&typ=tk&id=tk16.txt

NASZ DZIENNIK Piątek, 16 kwietnia 2010, Nr 89 (3715)

"Niezmiernie ważne jest, by jak najszerzej otworzyć się na nowych ludzi i środowiska, które się rozpierzchły, które do tej pory kłóciły się o sprawy ważne. Ale sprawy te muszą zejść na drugi plan w obliczu takiej tragedii i takiego zagrożenia dla przyszłości Rzeczypospolitej

Trzeba próbować działać wspólnie



Z prof. Andrzejem Nowakiem, sowietologiem, redaktorem dwumiesięcznika "Arcana", rozmawia Marcin Austyn

Jak, Pana zdaniem, potoczy się życie polityczne po tragicznej śmierci pary prezydenckiej i osób jej towarzyszących? Możemy się spodziewać zwrotu jakościowego w polityce?
- Zacznę od tego, że straszliwie przygnębiły mnie ostatnie dni. Nie doczekano końca żałoby, nie uszanowano powagi chwili, i pojawiły się słowa, które mnie bardzo zasmuciły poziomem agresji, nienawiści i złości, który przypomina mi to, co widziałem wcześniej tylko w filmie "Śmierć prezydenta" opisującym wściekłość masy podburzonej przez podżegaczy. Nie twierdzę, że ten znakomity obraz Jerzego Kawalerowicza był prawdziwy historycznie, ale teraz przekonałem się o tym w rzeczywistości. Ci ludzie, którzy chyba nigdy nie byli w katedrze na Wawelu, w krypcie, krzyczą: "won z Krakowa!", "zabierzcie go do Warszawy!". Jak tak można? Jako krakowianin z urodzenia przeżywam to i bardzo się wstydzę. Oczywiście nie jest to cały Kraków i niech cała Polska wybaczy podobne zachowanie, które nie jest postawą krakowian, a podburzonej tłuszczy. Mówię o tym, ponieważ te smutne wydarzenia zburzyły nadzieje, które można było mieć - być może na wyrost - w tej atmosferze tuż po katastrofie. Niestety, agresja polityczna ujawniła się w listach, protestach i pełnych zawiści słowach. Kto dał tym ludziom prawo do wypowiadania się w takiej chwili, w takich okolicznościach i z takim poczuciem wyższości o prezydencie RP, który był przecież dobrym i skromnym człowiekiem? To przerażające.

Te ekscesy świadczą, że wszystko wróci na dawne tory?
- Nie, że wróci, ale już wróciło.

Jednak czołowi politycy zachowują się z godnością...
- Dlatego wciąż żywię nadzieję, że ta tragedia, w której połączeni zostali politycy wszystkich opcji dotąd walczących, coś zmieni. Katastrofa najboleśniej dotknęła reprezentację PiS, ale też poważnie SLD, jak również PO i PSL. Wszyscy ci ludzie polegli w służbie Ojczyźnie. Wszyscy więc zasługują na najwyższy szacunek. Mam nadzieję, że żadna partia nie zlekceważy tego moralnego dorobku, który uzyskała w wyniku tej tragedii. Zmarnowanie tego tytułu do bycia dumnym z polskości w przypadku każdej z tych partii byłoby - ujmując w kategoriach politycznych - ogromnym błędem. Trzeba jednak pamiętać, że ludzie są omylni, i obawiam się, iż taki błąd może zostać popełniony... Nadzieję na polepszenie sytuacji budzi też fakt, że politycy połączeni tragedią przekonają się, iż Naród zobaczył ich w innym świetle niż dotychczas, że społeczeństwo uświadomiło sobie, iż zajmowanie się polityką to trudny obowiązek - nie tylko wystawne kolacje, pokusy korupcyjne, ale też ciężka, nieustanna praca. Byłoby szkoda zmarnować to doświadczenie. Liczę więc na pewne wyhamowanie ze strony polityków. Zresztą w tej chwili widzę wyraźnie, że wśród partii politycznych nie ma żadnego negatywnego sygnału. To ludzie z zewnątrz, tzw. autorytety - bo przecież ludzie wypowiadający się w tak haniebny sposób za wyrzuceniem zwłok prezydenta RP z Wawelu, zanim jeszcze one ostygły, stracili wszelkie prawa do noszenia miana autorytetu moralnego - niszczą tę atmosferę.

Uda się zastąpić tych wszystkich znakomitych ludzi?
- Nie da się ich zastąpić. Wspomnę tylko niektórych: prezydent Lech Kaczyński, Janusz Kurtyka, Zbigniew Wassermann, Władysław Stasiak, Aleksander Szczygło, Przemysław Gosiewski - gdzie znaleźć drugiego tak pracowitego posła? Kto zastąpi rzecznika Janusza Kochanowskiego? Drugiego takiego umysłu w Polsce nie mamy. Nikt ich nie zastąpi. Jednak z drugiej strony widać mobilizację ludzi, którzy dotąd odmawiali udziału w polityce, patrząc na nią jak na obrzydliwe widowisko, w którym ujawniają się tylko najgorsze instynkty. Widząc śmierć wybitnych polityków wszystkich orientacji, wiele osób czuje dziś potrzebę zamanifestowania być może poprzez to, że trzeba spróbować ich zastąpić, i nie mówię tu o zajmowaniu stanowisk. To wydaje mi się pozytywnym zjawiskiem.

Czekają nas wcześniejsze wybory prezydenckie. Prawica jest w dramatycznej sytuacji, ale musi stanąć na nogi. Pozostaje pytanie, czy wystarczy sił.
- Decyzje leżą w gestii jednej osoby i jest niezręcznością występowanie tu w roli doradcy. Wydaje mi się, że bez względu na to, na kogo wskaże Jarosław Kaczyński, to niezmiernie ważne jest, by jak najszerzej otworzyć się na nowych ludzi, ale także na te środowiska, które się rozpierzchły, które spierały się do tej pory o sprawy ważne, ale sprawy, które muszą zejść na drugi plan w obliczu takiej tragedii i takiego zagrożenia dla przyszłości Rzeczypospolitej. Trzeba odsunąć waśnie na bok i próbować działać wspólnie. Jak wspomniałem, konkretne decyzje w obecnej sytuacji są związane z decyzją brata tragicznie zmarłego prezydenta RP.

Dziękuję za rozmowę. "
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Czw Kwi 22, 2010 4:55 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.rp.pl/artykul/9133,465151__Nowak__Najtrudniejsze_pytanie___Kto_winien_.html

" Nowak: Najtrudniejsze pytanie: Kto winien?
Andrzej Nowak 22-04-2010, ostatnia aktualizacja 22-04-2010 00:34

Nie ma dotąd śladu na potwierdzenie tej tezy, lecz wciąż słyszę w mediach pozornie niewinne pytanie: „Czy były naciski z kabiny pasażerskiej?” – pisze historyk

(...)"

Więcej:

http://www.rp.pl/artykul/9133,465151__Nowak__Najtrudniejsze_pytanie___Kto_winien_.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Wto Lip 06, 2010 6:17 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100706&typ=my&id=my21.txt

NASZ DZIENNIK Wtorek, 6 lipca 2010, Nr 155 (3781)

"To będzie prezydent od żyrandoli


Z prof. Andrzejem Nowakiem, historykiem i publicystą, wykładowcą na Uniwersytecie Jagiellońskim, redaktorem naczelnym dwumiesięcznika "Arcana", rozmawia Mariusz Bober

Co wynik wyborów prezydenckich oznacza dla Polski?
- Przede wszystkim bezprecedensowe - w całej historii 21 lat III RP - skupienie władzy w rękach jednego ośrodka decyzyjnego, a dokładnie Donalda Tuska. Bo przecież to on delegował do Pałacu Prezydenckiego Bronisława Komorowskiego. Ale ta ogromna władza oznacza też ogromną odpowiedzialność za państwo.

Zwolennicy PO pewnie będą niedługo przekonywać, że PiS też miało podobną władzę...
- Władza PO ma obecnie bezprecedensowe rozmiary. W dodatku rozszerzono ją, obsadzając w niegodnym pośpiechu stanowiska po ofiarach katastrofy smoleńskiej. W ten sposób wybrano Marka Belkę na szefa Narodowego Banku Polskiego, zmieniono zapisy ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, a także obsadzono urząd Rzecznika Praw Obywatelskich, który powinien reprezentować tych właśnie, którzy mogą czuć się zagrożeni przez dominację większości. Ta łapczywość PO w zagarnianiu wszystkich instytucji demokratycznych w Polsce, w połączeniu z poparciem mediów, zwłaszcza największych prywatnych stacji telewizyjnych - TVN i Polsatu, jest uderzająca. Przypomnę, że to właśnie te stacje podczas zakończonej kampanii prezydenckiej zostały określone przez przedstawicieli komitetu honorowego poparcia Bronisława Komorowskiego jako "nasze" bądź "zaprzyjaźnione". Jednocześnie skrytykowano telewizję publiczną jako jeszcze "nie dość zaprzyjaźnioną" z Bronisławem Komorowskim i Donaldem Tuskiem. To wszystko czyni sytuację w Polsce niebezpieczną.

Niebezpieczną dla demokracji?
- Niebezpieczną dla wolności. PO odwołuje się w swych hasłach do liberalizmu. Warto zatem przypomnieć, że od czasów Monteskiusza i Johna S. Milla za fundament wolności w każdym ustroju uznaje się zabezpieczenie prawa mniejszości przed totalną dominacją większości. Służyć ma temu trójpodział władz i system ich wzajemnej kontroli, dodatkowo wzmocnionej przez pluralizm silnych mediów. PO zdobyła po 10 kwietnia nie tylko pełnię władzy wykonawczej i ustawodawczej (prezydent nie może już hamować złych decyzji Sejmu swoim wetem). Ma również zdecydowaną przychylność trzeciej władzy - czyli sądowniczej, którą to przychylność (czy raczej: tendencyjność) będzie mogła teraz jeszcze istotnie wzmocnić. Warto przypomnieć, że nowemu prezydentowi pozostały jeszcze ważne nominacje w czasie jego kadencji: są to nominacje na członków Trybunału Konstytucyjnego. Ta władza ma coraz większe znaczenie - i teraz o jej składzie zdecyduje prezydent z PO. Platforma ma teraz również możliwość ostatecznego przejęcia kontroli nad mediami - czyli czwartą władzą. Połączenie tych wszystkich sił - politycznych i pozapolitycznych, które wspierają jeden ośrodek władzy, czyni sytuację w naszym kraju niebezpieczną. Takie skupienie władzy prowokuje wręcz do jej nadużywania. Lord Acton [brytyjski polityk, historyk i filozof polityki - przyp. red.], intelektualny patron brytyjskiego liberalizmu, rozumianego jako obrona wolności jednostki, doskonale określił istotę tej sytuacji, w jakiej znalazła się teraz Platforma: "władza absolutna korumpuje absolutnie". A PO znalazła się właśnie w sytuacji władzy absolutnej - przy wsparciu sądownictwa, poklasku mediów i wsparciu oligarchicznych elit biznesu oraz najważniejszych korporacji w Polsce (prawniczej, akademickiej, dziennikarskiej). W ten sposób pierwsza, druga, trzecia i czwarta władza znalazła się w rękach jednej partii politycznej.

Jak ją wykorzysta Platforma?
- Sprawdzianem rzeczywistych intencji PO będzie stosunek tej partii do resztek niezależnych jeszcze mediów: Radia Maryja, TV Trwam, "Naszego Dziennika", a przede wszystkim telewizji i radia publicznego. Jeśli obecny ośrodek władzy wykorzysta swą bezprecedensową dominację, by zniszczyć lub zawłaszczyć któreś z tych mediów, w których swój głos odnajduje połowa czynnych obywatelsko Polaków - będzie to oznaczało, że mamy do czynienia z próbą budowy państwa autorytarnego, na wzór niektórych naszych wschodnich sąsiadów.

Jednak różnica między poparciem dla obu kandydatów jest niewielka, a polaryzacja społeczeństwa - ogromna...
- Rzeczywiście, te wybory pokazały, że siła poparcia społecznego opozycji jest ogromna, a wybory przyniosły wynik bliski remisu. Prawie 50 proc. aktywnych wyborczo Polaków poparło Jarosława Kaczyńskiego. Mimo to nie mają oni poza parlamentem niemal żadnej reprezentacji w instytucjach państwa. PiS jako partia opozycyjna jest systematycznie szykanowane i moralnie delegitymizowane. Temu służyła także ostatnia kampania wyborcza w wykonaniu PO. Marszałek Komorowski używał hasła wyborczego "Zgoda buduje", a jednocześnie zarówno on, jak i przede wszystkim jego koledzy z rządu i partii prowadzili systematyczną kampanię nienawiści wobec jego kontrkandydata, i to do ostatniego dnia. Przypomnę przesycone wręcz histeryczną nienawiścią wystąpienia ministra Radosława Sikorskiego zaledwie dwa dni przed II turą, w których wrócił do retoryki, którą wyraża najlepiej jego własne hasło: "dorżnąć watahę PiS". Zaś premier Tusk kilkakrotnie w czasie kampanii prezydenckiej powtarzał, że wybór Jarosława Kaczyńskiego to wybór "piekła". Ponadto próbował obrażać kandydata PiS, twierdząc, że nie jest męski, że "nie powinien nosić spodni" itp. Taki język stoi w całkowitej sprzeczności z hasłem wyborczym Komorowskiego. Niestety, jakże symbolicznie, z chwilą ogłoszenia swojego wyboru, marszałek Komorowski zaprosił na trybunę jednego z największych siewców nienawiści w czasie całej tej kampanii - ministra Władysława Bartoszewskiego. Ten człowiek systematycznie obrażał śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego - także, bez najmniejszych zahamowań, po jego śmierci, jak również starał się obrazić swoimi prostackimi "żartami" tę blisko połowę wyborców polskich, którzy ostatecznie zdecydowali się głosować na Jarosława Kaczyńskiego. Nigdy za to nie przeprosił - i oto wystąpił w chwili wyboru Bronisława Komorowskiego obok niego jako główny moralny autorytet prezydenta "zgody". To nader zgrzytliwe memento o tym, jakie mogą być rządy PO uzupełnione przez nowego prezydenta. Polska potrzebuje zakopywania rowów wojny domowej, jaką ogłosił Andrzej Wajda, ale z ludźmi takimi jak Palikot (najbliższy polityczny przyjaciel nowego prezydenta), Bartoszewski czy Sławomir Nowak trudno będzie to konieczne minimum zgody budować.

Jak taką "pękniętą" Polskę Bronisław Komorowski będzie reprezentował na zewnątrz jako prezydent?
- O ile mi wiadomo, dotychczasowy marszałek nie miał w PO żadnego istotnego zaplecza politycznego, które miałoby inny program niż Donald Tusk. Nie słyszałem też nigdy o żadnych pomysłach Komorowskiego na politykę zagraniczną, które różniłyby się od tego, co proponują premier i szef MSZ Radosław Sikorski. Od czasu dojścia PO do władzy przed blisko 3 laty ciągle dochodziło do tarć ze śp. prezydentem Lechem Kaczyńskim. Teraz będziemy mogli mówić o "jednolitej i spójnej" polityce zagranicznej. Pytanie o to, czy będzie ona dobra dla Polski, pozostawiam tym, którzy oceniają politykę PO. Obecnie nie widzę żadnych powodów, by Platforma zmieniła politykę zagraniczną. Nie widzę też żadnej w niej roli dla nowego prezydenta.

Czyli Bronisław Komorowski będzie "żyrandolowym prezydentem"?
- Tak, w dziedzinie polityki zagranicznej na pewno.

To znaczy, że sojusze z państwami naszego regionu, o które tak dbał śp. Lech Kaczyński, pomagające w załatwianiu różnych spraw zwłaszcza w Unii Europejskiej, zostaną pogrzebane?
- Tu warto podkreślić, że w ostatnich miesiącach i tygodniach pojawiła się ogromna szansa na polepszenie pozycji Polski i zwiększenie naszej aktywności w tej dziedzinie, dzięki współpracy z nowymi partnerami w Europie Środkowo-Wschodniej. Chodzi przede wszystkim o Węgry, gdzie miażdżące zwycięstwo odniosła prawicowa partia Fidesz, odsuwając po 8 latach rządów skrajnie prorosyjskich socjalistów. Warto też odnotować sukces koalicji centroprawicowej w Czechach, na Słowacji i korzystne warunki do współpracy z Rumunią. Zaktywizowanie współpracy z tymi krajami mogłoby zrównoważyć straty, jakie wynikają z niekorzystnego rozwoju sytuacji za naszą wschodnią granicą, zwłaszcza na Ukrainie. Obecnie dochodzi tam do gwałtownego przyspieszenia procesu zacieśniania współpracy z Rosją, żeby nie powiedzieć: zacieśniania kontroli Moskwy nad Kijowem. Nie widać jednak żadnego ruchu rządu Tuska, aby chciał zaktywizować współpracę z wymienionymi krajami naszego regionu. Prowadzi on bowiem politykę nastawioną na uzgadnianie jej z interesami niemieckimi i rosyjskimi.

Czego możemy się spodziewać po takiej polityce?
- Tak jak zaznaczył w niedzielę prezes PiS, obecne władze będą musiały przede wszystkim doprowadzić do wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. To zaś musiałoby oznaczać rozważne, ale też stanowcze stanowisko wobec Rosji, a nie prowadzenie polityki - najdelikatniej mówiąc - uników wobec pytań o odpowiedzialność za co najmniej zaniedbania, do jakich doszło w sprawie tej największej tragedii politycznej Polski po II wojnie światowej. Wierzę, że siła nacisku - przynajmniej wyborców Jarosława Kaczyńskiego, a jestem przekonany, że także wielu uczciwych wyborców jego przeciwnika - nie pozwoli na to, by obecne władze zamiotły tę sprawę pod dywan.

To znaczy, że Bronisław Komorowski w roli prezydenta nie zadba również o nasze interesy podczas zbliżającego się polskiego przewodnictwa w UE oraz rozpoczęcia prac nad jej nowym budżetem?
- Moim zdaniem, prezydencja Polski w UE nie niesie za sobą nic istotnego. Po wejściu w życie traktatu lizbońskiego instytucja prezydencji niesłychanie straciła na znaczeniu. Będzie to więc okazja najwyżej do przecinania wstęg i wyjazdów zagranicznych dla większej liczby urzędników, a nie do wzmocnienia pozycji naszego kraju w Unii. Tę zaś lepiej buduje dbanie o dobrą sytuację gospodarczą Polski oraz umiejętność konstruowania sojuszy w ramach Unii, także tych regionalnych. Warto tymczasem podkreślić, że to właśnie marszałek Komorowski i jego sztab wyborczy niemal wypowiedzieli wojnę obecnemu rządowi Wielkiej Brytanii. Wezwania Bronisława Komorowskiego pod adresem Jarosława Kaczyńskiego, by zerwał kontakty z "tym koszmarnym" premierem brytyjskim Davidem Cameronem są wręcz szokujące. W taki sposób przedstawiciele obecnej ekipy rządzącej potraktowali przecież szefa suwerennego państwa i jednego z mocarstw europejskich. Tym samym szanse na współpracę z nowym gabinetem brytyjskim, który ma przed sobą co najmniej kilka lat rządzenia, są poważnie osłabione, a w związku z tym osłabiona została także pozycja Polski w UE. Utrwala się w ten sposób tendencja do ograniczenia współpracy w UE praktycznie tylko do Niemiec, na które polityka PO najbardziej się nastawiła. Tymczasem, aby zawierać korzystne dla nas kompromisy z Niemcami, musimy brać pod uwagę właśnie sojusze z innymi silnymi państwami Unii. Dlatego trzeba chcieć wykorzystywać także zmieniającą się sytuację międzynarodową dla naszych interesów, a nie tylko tkwić w skostniałych schematach politycznych, które każą wyłącznie kłaniać się w pas naszym silniejszym sąsiadom, zarówno tym ze Wschodu, jak i z Zachodu.

Schemat, że Ameryka jest "za daleko", też zostanie utrzymany przez nowego prezydenta?
- Nie widzę możliwości żadnego oryginalnego wkładu prezydenta Komorowskiego w politykę, którą jednoznacznie wyznaczyła PO. A jest to polityka małej wrogości wobec USA. Zresztą marszałek podczas ostatniej kampanii wyborczej jakby podświadomie dał wyraz tej wrogości, np. mówiąc o "wyjściu Polski z NATO". Charakterystyczne jest, że to jemu przytrafił się ten lapsus. Propagandowe wygrywanie wycofywania Polski z Afganistanu również o czymś świadczy. Jeśli więc ktoś tak programowo dystansuje się od amerykańskiej polityki, nie może liczyć na dobre stosunki z obecną administracją USA. Rząd Donalda Tuska jasno podkreśla: to nie Stany Zjednoczone są naszym ważnym partnerem, ale Rosja i Niemcy.

Dziękuję za rozmowę. "
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Sro Lip 07, 2010 6:12 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.rp.pl/artykul/9133,504563_Nowak__Przekroczone_granice_podlosci.html

"Przekroczone granice podłości
Andrzej Nowak 06-07-2010, ostatnia aktualizacja 06-07-2010 23:59


Czy pomiatanie zmarłymi, poniewieranie nieżyjącej głowy państwa dzień po wyborze następcy zachęca do szacunku wobec nowego prezydenta? – pyta publicysta i historyk


Wiceprzewodniczący Klubu PO, jeden z najbliższych politycznych przyjaciół prezydenta elekta, dzień po wyborach wezwał do sprawdzenia, czy poprzedni prezydent RP Lech Kaczyński był trzeźwy podczas tragicznego lotu do Katynia. Pytanie to – a raczej jednoznaczną sugestię – człowiek ten związał ze stwierdzeniem: Lech Kaczyński ma na rękach krew ofiar tragedii smoleńskiej (bo pił, spieszył się, był nadęty pychą i chciał za wszelką cenę, także za cenę życia swoich 95 współpasażerów, postawić na swoim). Wezwał także rodzinę prezydenta do przeproszenia rodzin pozostałych ofiar tragedii.

(...)"

Więcej:


http://www.rp.pl/artykul/9133,504563_Nowak__Przekroczone_granice_podlosci.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Sro Lip 07, 2010 8:37 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wzięte z dalszej części niedługiego tekstu prof. Andrzeja Nowaka:
Cytat:
Wszystkie granice podłości zostały przekroczone. Przekroczy je także każdy, kto zaprosi polityka PO, który pozwolił sobie na ten akt nieludzkiej nienawiści, do programu, na łamy gazety, każdy, kto podejmie z nim dyskusję. Przekroczy je partia, która utrzyma go choć jeden dzień na stanowisku wiceprzewodniczącego klubu i wojewódzkiego barona. Przekroczy je przede wszystkim nowy prezydent, jeśli choć raz jeszcze pokaże się publicznie z tym człowiekiem, jeśli dopuści go do swego otoczenia.

Przekroczy je również Prawo i Sprawiedliwość, jeśli podejmie jakiekolwiek rozmowy z klubem, którego wiceprzewodniczącym pozostaje człowiek w taki sposób depczący pamięć zmarłego prezydenta.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 03 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 03, 2016 7:43 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Pią Lip 23, 2010 5:54 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.fronda.pl/news/czytaj/w_co_putin_gra_z_polska

"W co Putin gra z Polską?
Kategoria: Polska
środa, 21 lipca 2010 19:23

Rosja Władimira Putina konsekwentnie prowadzi swoją grę w sprawie smoleńskiego śledztwa. Jej celem wydaje się być uwikłanie Polski w podział wewnętrzny, a zarazem w całkowitą bierność wobec niezwykle agresywnej neoimperialnej polityki Rosji na Wschód od Polski – ostrzega prof. Nowak.

Profesor zaczyna od skrytykowania bierności Polski wobec rosyjskich władz, które dzień po wyborze Bronisława Komorowskiego na prezydenta oświadczyły, że nie przekażą już Polsce żadnych dokumentów związanych ze śledztwem. Jego zdaniem polski rząd powinien zdecydowanie i stanowczo zaprotestować i zażądać zmiany tego stanowiska. Jak zareagowała Polska?

- Dokładnie w tym samym dniu pojawił się wpis na blogu pewnego posła z Lublina – nie chcę nawet wymieniać jego nazwiska – który wezwał do zbadania krwi w ciele nieżyjącego prezydenta Kaczyńskiego. I to miałby być główny trop, prowadzący do wyjaśnienia przyczyn katastrofy. Tego rodzaju sojusznicy Rosji, a raczej Putina, w dążeniu do utrudnienia dojścia do prawdy, doskonale realizują scenariusz odwracania uwagi od istoty rosyjskiej gry śledztwem smoleńskim. Choć przyznam, że nie wiem czy ta współpraca z Moskwą jest świadoma, czy nieświadoma – pisze prof. Nowak.

- Istotą rosyjskiej gry jest nakręcanie spirali konfliktu w Polsce, tak, żeby ci, którzy chcą dochodzić prawdy o katastrofie, byli przedstawiani jako nieodpowiedzialni siewcy konfliktów, jako ci, którzy grożą wręcz pokojowi w całej Europie Wschodniej – tłumaczy prof. Nowak. Dodaje, że konflikt ten ma wywołać fala oskarżeń przeciwko samej Polsce. Chce się spowodować, aby Polacy szukali winnych katastrofy w sobie, a w szczególności w tej części Polski, którą reprezentował zmarły Lech Kaczyński. Taki konflikt, jego zdaniem, nie tylko znacznie osłabia Polskę, ale eliminuje ją także z pozycji mocnego gracza na arenie międzynarodowej.

- Tymczasem rosyjska polityka neoimperialna w ostatnich tygodniach postępuje niezwykle szybko – niepokoi się Nowak. Profesor wymienia „zajęcie się” Kirgistanem i Białorusią, podporządkowanie Ukrainy i zmiany na Litwie. - Na tych przykładach widać wyraźnie, że Polska jest spychana na margines Europy Wschodniej, w której pełną kontrolę przejmuje Rosja. Polska rezygnuje z aktywnej polityki na tym obszarze, uwikłana w strach przed otwartym stawianiem pytań Rosji w sprawie katastrofy smoleńskiej – wyjaśnia.

W obecnej sytuacji prof. Nowak nie widzi szans na powodzenie wyjaśnienia przyczyn katastrofy przez międzyparlamentarny zespół powołany przez PiS. - Taką szansę Polska miałaby tylko wówczas, gdyby i rząd i opozycja potrafiły przezwyciężyć podział wewnętrzny, który jest tak bardzo na rękę polityce rosyjskiej. (...) Bez takiego głębokiego namysłu, sam PiS, występujący z niewygodnymi dla Rosji pytaniami o katastrofę będzie wpisany w logikę, której chce Moskwa – konstatuje prof. Nowak.
eMBe/Fakt.pl "
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
Strona 1 z 3
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group