" /> Dyskusje ogólne :: pos. Antoni Macierewicz; Nominacja gen. Kozieja nie była k
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

pos. Antoni Macierewicz; Nominacja gen. Kozieja nie była k

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Pon Kwi 12, 2010 4:48 pm    Temat postu: pos. Antoni Macierewicz; Nominacja gen. Kozieja nie była k Odpowiedz z cytatem

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100412&typ=tk&id=tk41.txt

NASZ DZIENNIK Poniedziałek, 12 kwietnia 2010, Nr 85 (3711)

"Żył dla Polski niepodległej


Prezydent Lech Kaczyński był, w moim przekonaniu, najwybitniejszym polskim mężem stanu od czasów Józefa Piłsudskiego i Romana Dmowskiego. Był człowiekiem, który w polityce państwowej odznaczył się całkowitym poświęceniem swojego życia odbudowie niepodległego państwa polskiego, zarówno w jego wymiarze międzynarodowym, jak i w wymiarze kształtowania ładu społeczno-gospodarczego i kształtu prawnego Rzeczypospolitej. Jego działalność była w oczywisty sposób naznaczona osobistym doświadczeniem, zarówno jako naukowca, prawnika, profesora prawa pracy, jak i polityka opozycjonisty, jednego z odważniejszych działaczy podziemia antykomunistycznego, który wiele wysiłku włożył w zbudowanie niezależnych, wolnych związków zawodowych, ucząc działaczy działalności związkowej oraz udzielając im pomocy prawnej.

Lecha Kaczyńskiego poznałem w drugiej połowie lat 70. poprzez jego brata Jarosława, który współpracował najpierw z Komitetem Obrony Robotników przy organizowaniu akcji pomocy ludziom pracy, a później w redakcji pisma "Głos" założonego w 1977 roku. Szczególnie bliską współpracę nawiązaliśmy w czasie strajków lipcowych w 1980 r., gdy już było jasne, że zbliża się wielki przełom i należy być przygotowanym w zakresie problematyki wolnych związków zawodowych. Trzeba pamiętać, że wówczas duża część opozycji, zwłaszcza lewicowej, była przeciwna powstawaniu wolnych związków zawodowych. W tej sprawie mieliśmy z Lechem Kaczyńskim jednoznacznie wspólne stanowisko i robiliśmy wszystko, żeby "Solidarność" powstała jako niezależny związek zawodowy. Od tego czasu współpracowaliśmy przez wszystkie lata.

Bez niego nie byłoby wolnych związków zawodowych

Lech Kaczyński był człowiekiem niesłychanie skromnym, który bardzo rzadko opowiadał o sobie, a jak już opowiadał, to umniejszał swój rzeczywisty wkład w działalność opozycyjną oraz trud i niebezpieczeństwa z tym związane, które musiał przełamywać, najpierw jako młody doktorant, a później jako ojciec rodziny. Bardzo wiele wtedy ryzykował, nie tylko złamanie kariery zawodowej i utratę wolności, ale i bezpieczeństwo rodziny. Dziś trudno sobie wyobrazić, na co narażali się ci, którzy wówczas angażowali się w działalność związkową, niepodległościową. Przedstawiciele reżimu komunistycznego gotowi byli zniszczyć im życie.
Dziś można śmiało powiedzieć, że bez Lecha Kaczyńskiego wolne związki zawodowe nigdy by nie powstały. Zapewne dlatego został głównym doradcą strajkujących stoczniowców podczas wielkiego strajku sierpniowego. Dziś mało się o tym mówi, przypominanych jest wiele innych nazwisk, a zapomina się o Lechu Kaczyńskim, który związkowcom przekazywał podstawowe informacje dotyczące prawa pracy i który współkształtował związek "Solidarność" jeszcze w okresie narodzin związku, podczas strajku.

Budował silną Polskę

Tak jak był skromny w swojej działalności politycznej, tak był również bardzo skromny w swoim zachowaniu osobistym: ciepły, niesłychanie delikatny i dyskretny. Te cechy, które go tak wyróżniały i sprawiały, że tak dobrze się z nim współpracowało, nabierały szczególnego wymiaru wtedy, gdy podejmował wyzwania państwowe, polityczne, zasadnicze dla Polski. Lech Kaczyński żył dla Polski niepodległej. W wymiarze międzynarodowym było to związane z jego głębokim przekonaniem, że Polska, aby istnieć, musi być wielka. Jeżeli Polska nie zbuduje szerokiego porozumienia między Bałtykiem, Morzem Czarnym i Kaukazem, zostanie skazana na zagładę, starta z powierzchni przez dwa kolosy ze wschodu i z zachodu. Prezydent włożył w to olbrzymi wysiłek i jak mało który polityk polski osiągnął wspaniałe efekty mimo działań przeciwnych mu środowisk: albo pozbawionych wiary w Polskę, albo świadomie działających na szkodę naszej Ojczyzny, które oprócz tego, że niszczyły nocą to, co on w dzień budował, z olbrzymim wysiłkiem prowadziły kampanię medialną przeciwko niemu, wyśmiewając jego działania i starając się o to, żeby Polacy nie wierzyli i nie aprobowali tego kierunku politycznego.
Szczególnie dotyczy to działań prezydenta Lecha Kaczyńskiego wobec Niemiec i Rosji oraz budowania sojuszu od Bałtyku po Morze Czarne. Stanowiły one podjęcie dziedzictwa zarówno Piłsudskiego, jak i Dmowskiego w dzisiejszych realiach, które z pewnością będzie mu poczytane za jego największy dorobek. Ta idea i praca będzie musiała być kontynuowana. Warto sobie też uświadomić, że w zestawieniu z zakorzenieniem tej myśli w działaniach gospodarczych związanych z dostępem do źródeł energetycznych jest to największa polska myśl polityczna.
Towarzyszył temu jego szczególny nacisk na sprawy związane ze środowiskami pracowniczymi, zarówno robotniczymi, jak i rolniczymi. Bardzo wiele wysiłku poświęcił zwłaszcza polskiej wsi, ale także polskiemu prawu pracy, szczególnie w zakresie ochrony najuboższych, ochrony pracy ludzkiej, której był jednym z najwybitniejszych znawców. Równocześnie Lech Kaczyński dbał bardzo o polski majątek narodowy. Pamiętam szereg spotkań, np. w Bełchatowie z udziałem ponad 1000 pracowników tamtejszych zakładów. Jak wiele nadziei pokładali Polacy właśnie w tej jego zdecydowanej obronie polskiej własności, zwłaszcza głównych gałęzi przemysłu, dotyczy to także ziemi. Lech Kaczyński zdawał sobie sprawę, że nie wolno żyć na kredyt, wyprzedawać majątku narodowego. Warto przypomnieć, jak wiele zrobił, by nie zniszczono polskich stoczni, żeby nie doszło do największego dramatu w polskiej gospodarce. A więc na tych obu polach - wewnętrznym i spraw międzynarodowych - był człowiekiem, który budował wielką, silną Polskę.

Był wielkim patriotą


Trzeba też powiedzieć o jeszcze jednej kwestii. Lech Kaczyński nie był człowiekiem, który demonstrował swoje uczucia, swoją wiarę, swoje najbardziej intymne przekonania. Ale trzeba pamiętać, że przez całe swoje życie był bardzo głęboko wierzącym i praktykującym katolikiem, dla którego wiara była nie tylko najważniejszym przesłaniem jego odczucia metafizycznego, ale też immanentną cechą polskości. Lech Kaczyński był wielkim polskim patriotą, a równocześnie tak skromnym i dyskretnym człowiekiem, iż znosił nawet największe upokorzenia od ludzi, którzy próbowali kpić z jego wiary, patriotyzmu, jego rodziny. A to były dla niego wartości najważniejsze, czemu dawał na co dzień wyraz swoim działaniem.
Antoni Macierewicz, poseł na Sejm RP


Ostatnio zmieniony przez Witja dnia Sro Kwi 14, 2010 6:07 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 06 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Wto Gru 06, 2016 4:57 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Sro Kwi 14, 2010 5:54 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100414&typ=tk&id=tk31.txt

"NASZ DZIENNIK Środa, 14 kwietnia 2010, Nr 87 (3713)

Obowiązkiem Bronisława Komorowskiego jest bezpieczne doprowadzenie do wyborów, a nie pełnienie rządów rozumianych jako nadawanie państwu jakiegoś nowego kursu czy nowego kształtu

Nominacja gen. Kozieja nie była konieczna


Z posłem Antonim Macierewiczem (PiS), byłym przewodniczącym Komisji Weryfikacyjnej Wojskowych Służb Informacyjnych i byłym szefem Służby Kontrwywiadu Wojskowego, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Nie odbył się jeszcze pogrzeb Aleksandra Szczygły, szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, a marszałek Bronisław Komorowski mianował już jego następcą gen. Stanisława Kozieja. Konieczne było tak szybkie jego powołanie?
- Nie, nie było takiej konieczności. Z punktu widzenia porządku prawno-państwowego to bardzo zaskakująca decyzja. W Biurze Bezpieczeństwa Narodowego pełnili swoje funkcje dwaj zastępcy pana ministra Aleksandra Szczygły - pan Witold Waszczykowski i pan Zbigniew Nowek. Pierwszy z nich to jeden z najbardziej doświadczonych i wybitnych polskich dyplomatów, wieloletni ambasador, wiceminister spraw zagranicznych, człowiek o niesłychanie szerokich kontaktach międzynarodowych, zwłaszcza w sferze związanej z bezpieczeństwem państwa. Pan Waszczykowski negocjował najważniejsze polskie układy międzynarodowe dotyczące bezpieczeństwa, w tym sprawę tarczy antyrakietowej. To najbardziej kompetentny w tych kwestiach człowiek. Drugi z nich, pan generał Nowek, od dziesiątków lat zajmował się bezpieczeństwem państwa na najwyższych stanowiskach, począwszy od Urzędu Ochrony Państwa po Agencję Wywiadu. To niesłychanie doświadczona i kompetentna osoba o olbrzymiej wiedzy i możliwościach działania. Z tego powodu nie było konieczności powoływania na stanowisko szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego pana generała Stanisława Kozieja.

Jak Pan sądzi, co przesądziło o tym, że marszałek Komorowski tak się pospieszył?
- Nie chcę niczego domniemywać ani snuć jakichkolwiek domysłów; nie znam powodów, które kierowały panem marszałkiem, a on sam nie podał ich do wiadomości publicznej. Ta interwencja jest jednak zaskakująca i moim zdaniem niepokojąca. Zarówno pan Waszczykowski, jak i pan generał Nowek byli w pełni kompetentnymi ministrami, którzy mogli i powinni kontynuować swoje zadanie aż do rozstrzygnięcia przez Naród, w jakim kierunku miałaby być prowadzona polityka państwowa. Należy podkreślić, że z punktu widzenia funkcji, jaką pełni pan marszałek Komorowski, a która jest przecież funkcją swoistego interregnum, jego obowiązkiem jest bezpieczne doprowadzenie do wyborów, a nie pełnienie rządów rozumianych jako nadawanie państwu jakiegoś nowego kursu czy nowego kształtu. A ta nominacja ma właśnie charakter gwałtownej zmiany niepodległościowej, solidarnościowej polityki prezydenta Lecha Kaczyńskiego i Aleksandra Szczygły, a nie bezpiecznego prowadzenia do wyboru nowego prezydenta.

Dlatego Platforma chce przejąć kolejny ważny urząd?
- Nie chcę się wdawać w żadne hipotezy. Jestem jednak zaniepokojony decyzją marszałka Komorowskiego, która nie jest podyktowana żadną koniecznością natury państwowej. Naród olbrzymim wzruszeniem demonstruje przywiązanie do osoby i wartości, jakie reprezentował pan prezydent Lech Kaczyński, a więc raczej wolę kontynuacji jego polityki, a nie gwałtownych zmian. I to właśnie Naród w tak dramatycznej sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, powinien zadecydować w wyborach o ewentualnych zmianach.

Według Pana, Stanisław Koziej jest odpowiednią osobą do pełnienia obowiązków szefa BBN?
- Pan generał Koziej jest doświadczonym, wieloletnim wojskowym i na pewno posiada bardzo duże doświadczenie jako planista i teoretyk wojskowy. Wiadomo jednak, że podczas dyskusji o sojuszu strategicznym ze Stanami Zjednoczonymi w 2006 złożył dymisję. Popiera on po prostu całkiem odmienną wizję polskiej polityki.

W Biurze Bezpieczeństwa Narodowego znajdują się dokumenty dotyczące działalności WSI. W nowej sytuacji to Platforma Obywatelska będzie miała nad nimi pieczę?
- Nie wiem, jakie dokumenty znajdują się w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Gdyby jednak znajdowały się tam dokumenty komisji weryfikacyjnej, to trzeba sobie jasno powiedzieć, że szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego w żaden sposób nie jest władny ani kompetentny do dysponowania tymi materiałami; leży to w wyłącznej gestii przewodniczącego komisji weryfikacyjnej, a funkcję tę ostatnio pełnił pan premier Jan Olszewski. Zatem próba przejmowania tych dokumentów, dysponowania nimi, dzielenia ich, czytania czy podejmowania wszelkich innych działań związanych z tymi dokumentami bez zgody i współdziałania przedstawiciela komisji weryfikacyjnej miałaby - gdyby do tego doszło - charakter kontynuacji bardzo niebezpiecznych, bezprawnych i nieroztropnych działań, które zostały podjęte w czerwcu 2008 roku. Prowadziłoby to jedynie do zamieszania, ponieważ tego typu dokumenty muszą być przekazywane w sposób protokolarny. Osoby, które te dokumenty wytworzyły bądź gromadziły, muszą poświadczyć ich autentyczność oraz fakt, że przekazują je w komplecie.

Czy wgląd do aneksu do raportu z weryfikacji WSI, jaki miał prezydent Lech Kaczyński, może mieć obecnie marszałek Komorowski pełniący obowiązki głowy państwa?
- Nic nie wiem na ten temat. Pytał pan, czy Platforma będzie miała teraz nad tymi dokumentami pieczę. Mogę powiedzieć tyle, że jeżeli samowolnie i jednostronnie ktoś będzie chciał te dokumenty przejąć, to będzie to miało daleko idące konsekwencje prawne i wszelkie inne; powstanie zamęt i pozbawi tę sprawę cech wiarygodności. Podkreślam, że jedynym kompetentnym dysponentem, bez względu na miejsce, gdzie komisja miała swoją siedzibę - czy to w Biurze Ochrony Rządu, czy to w siedzibie Służby Kontrwywiadu Wojskowego, czy wreszcie w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego - jest wyłącznie przewodniczący komisji weryfikacyjnej i tylko jego protokolarne potwierdzenie zawartości tych dokumentów może być w przyszłości prawnie uznane za ważne.

Dziękuję za rozmowę. "
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group