" /> Dyskusje ogólne :: Nie byli przygotowani na przylot prezydenta?
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Nie byli przygotowani na przylot prezydenta?

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Wto Kwi 13, 2010 7:46 am    Temat postu: Nie byli przygotowani na przylot prezydenta? Odpowiedz z cytatem

http://glos.com.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1973&Itemid=76

"Rosjanie wprowadzili w błąd pilotów? Ale czy tylko...
Redaktor: JMJ
12.04.2010.

"Nie możemy wykluczyć hipotezy, że piloci zostali wprowadzeni w błąd lub po prostu źle usłyszeli kolejne liczby od naprowadzającego ich kontrolera" - powiedział "Dziennikowi" jeden z polskich prokuratorów nadzorujących śledztwo w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem. Według innych źródeł przyczyną katastrofy mogła także stać się umyślna blokada układu sterowania, uniemożliwiająca lądowanie.

Jak na razie nie sprawdziły się opinie - przedstawiane wcześniej jako pewnik - że polska załoga podchodziła 4 razy do lądowania. Obecnie przypuszcza się, że próbę lądowania podjęto prawdopodobnie tylko raz. Choć z analizy zawartości czarnych skrzynek wynika, że plscy piloci nie zastosowali się do zaleceń wieży kontrolnej, to zastanawia fakt, dlaczego w pewnym momencie zerwali łączność z Rosjanami. "Nie możemy wykluczyć hipotezy, że piloci zostali wprowadzeni w błąd lub po prostu źle usłyszeli kolejne liczby od naprowadzającego ich kontrolera" - powiedział "Dziennikowi" jeden z polskich prokuratorów nadzorujących śledztwo w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem.

Nieuprawnione są też twierdzenia o problemach komunikacyjnych między polskim pilotem a Rosjanami. - Dobrze mówimy po rosyjsku, nie mieliśmy nigdy językowych problemów w kontaktach z rosyjskimi kontrolerami lotów - powiedział dowódca eskadry samolotowej Pułku Lotnictwa Specjalnego Bartosz Stroiński w rozmowie z RMF FM. - Moim zdaniem jest to - nie wiem, jak to nazwać - ściema. 7 kwietnia nie było najmniejszych problemów językowych, ja byłem dowódcą załogi, a drugim pilotem był Arek Protasiuk, świętej pamięci niestety. On prowadził korespondencję przy podejściu do lądowania. Nie było najmniejszych problemów - powiedział Stroiński.
Pilot w wywiadzie z RMF FM wypowiedział jeszcze inne ważne słowa: - Dowódca prezydenckiego Tupolewa nie lądowałby w Smoleńsku, gdyby pilot dostał z wieży kontrolnej jasną informację, że nie ma do tego warunków. [...] Jeśli pogoda jest poniżej minimum lotniska, lotnisko powinno być zamknięte. Wtedy lotnisko nie istnieje w rozumieniu załogi i wtedy w ogóle nie wykonuje lotu na tych lotniskach .

Stroiński poddał również w wątpliwość forsowaną przez niektórych tezę o wpływie polityków lub generalicji na zachowanie pilota.

Sceptycznie podchodzi do takiej możliwości także Andrzej Seremet, prokurator generalny. Stwierdził on dziś na konferencji prasowej, że ma obecnym etapie śledztwa nie ma danych, z których wynikałoby, że na pilotów prezydenckiego samolotu była wywierana presja.

W bład polskiego pilota wątpi także Ryszard Drozdowicz z Laboratorium Aerodynamicznego Politechniki Szczecińskiej. "Jako pilot oceniam, że sugerowany w mediach błąd pilota jest mało prawdopodobny. Na podejściu do lądowania nie wykonuje się żadnych manewrów typu silne przechylenie lub nagłe zmiany prędkości. A takie silne przechylenie zauważyli świadkowie. Pilot wykonał dodatkowe kręgi nadlotniskowe, aby upewnić się co do warunków lądowania i na tej podstawie podjął uzasadnioną decyzję o lądowaniu. Nieprawdopodobne też jest, aby doświadczony pilot wraz z drugim pilotem pomylili się co do wzrokowej oceny wysokości, nawet w przypadku awarii przyrządów, która jest również nieprawdopodobna. Należy tutaj zauważyć, że mgła jest na ogół z prześwitami i przy dziennym świetle nie stanowi istotnej przeszkody do wzrokowej oceny warunków lądowania. Okoliczności wskazują jednak na poważną awarię lub celowe zablokowanie układu sterowania. Taką blokadę można celowo zamontować tak, aby uruchomiła się przy wypuszczeniu podwozia lub klap bezpośrednio na prostej przed lądowaniem. Przy blokadzie klap lub lotek na prostej katastrofa była nieunikniona, gdyż pilot nawet zwiększając nagle ciąg, nie był w stanie wyprowadzić mocno przechylonej ciężkiej maszyny, mając wysokość rzędu 50-100 m i prędkość rzędu 260 km/h" - powiedział Drozdowicz w rozmowie z "Naszym Dziennikiem".
JMJ"


Ostatnio zmieniony przez Witja dnia Pią Kwi 16, 2010 10:48 am, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 10 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 10, 2016 11:21 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Sro Kwi 14, 2010 6:43 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100413&typ=tk&id=tk06.txt

"NASZ DZIENNIK Wtorek, 13 kwietnia 2010, Nr 86 (3712)

Lista rozbieżności w ocenie możliwych przyczyn katastrofy prezydenckiego samolotu


1. Była słaba widoczność, mgła, i samolot nie powinien lądować.

Widoczność była ograniczona, ale pozwalała na lądowanie, skoro lotnisko nie zostało zamknięte.


2. Samolot kilka razy krążył i podchodził cztery razy do lądowania.

Pilot latał nad lotniskiem, aby ocenić warunki do lądowania, i podjął jedną (najwyżej dwie, bo na tyle pozwalają mu procedury) próbę posadzenia maszyny na ziemi.


3. Pilotom zalecano lot na zapasowe lotnisko, ale ci nie posłuchali.

Wieża albo zezwala na lądowanie, albo zakazuje - nie ma miejsca na negocjacje.


4. Piloci nie znali języka rosyjskiego.

Załoga dobrze znała rosyjski, jej członkowie byli też wcześniej w Smoleńsku na rekonesansie.


5. Przyczyną wypadku na pewno nie była awaria maszyny.

Za wcześnie na takie wnioski, bo nie przeprowadzono jeszcze niezbędnych badań wraku, ponadto miejsce katastrofy zostało dopiero wczoraj odpowiednio zabezpieczone i nie wiadomo, czy część śladów nie została przez to zatarta.


6. Samolot zahaczył o drzewa statecznikiem, bo był za bardzo przechylony.

Tu-154 zaczepił o drzewa skrzydłami, zawadzenie statecznikiem było niemożliwe, bo tupolew nie jest w stanie wykonać tak gwałtownego skrętu.
oprac. KL"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Sro Kwi 14, 2010 6:50 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100414&typ=tk&id=tk03.txt

NASZ DZIENNIK Środa, 14 kwietnia 2010, Nr 87 (3713)

"Wszyscy wyżsi dowódcy, którzy zginęli w katastrofie prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem, byli absolwentami zachodnich szkół wojskowych

Co zabezpieczyła Warszawa?


Po katastrofie ważną kwestią pozostaje zbadanie szczątków samolotu i znalezionych rzeczy w celu rzetelnego wyjaśnienia jej przyczyn. - Mogę tylko wyrazić przekonanie, że chociaż o tym nie wiemy, to pan premier Donald Tusk, pan minister obrony Bogdan Klich i inne osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa zadbały, aby to wszystko najpierw znalazło się w dyspozycji władz polskich. Mam taką nadzieję - mówi poseł Antoni Macierewicz, wiceminister obrony narodowej w rządzie PiS.

Zdaniem Macierewicza, nie ma wątpliwości, że zarówno samolot, jak i wszystko, co się w nim znajdowało, a zwłaszcza ciała ofiar, pełna dokumentacja, którą najwyżsi polscy dostojnicy mieli przy sobie, należy do Polski. - W sprawie badania szczątków samolotu całkowicie wystarczające są polskie przepisy. Zginęła głowa państwa, ministrowie, szefowie wojsk, instytucji. Dokumentacja, jaką posiadali, chociażby w telefonach komórkowych, jest niesłychanie wrażliwa i istotna dla bezpieczeństwa państwa polskiego. To jest własność państwa polskiego - wyjaśnia poseł. - Toczy się odrębne polskie śledztwo. Czy zostało to zabezpieczone, to pytanie do polskich władz. - mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Romuald Szeremietiew, p.o. minister obrony narodowej w 1992 roku.
Strona rządowa zapewnia, że bezpieczeństwo tych materiałów jest zapewnione. - Od soboty pracują tam Polacy, jest pełna współpraca stron, także w badaniach czarnych skrzynek. Rosjanie czekali ze skrzynkami, nie otwierali ich sami, praca jest wspólna - mówi rzecznik prasowy ministra obrony narodowej Janusz Sejmej. - Na miejscu jest minister Ewa Kopacz, minister Tomasz Arabski, osoby z kancelarii premiera, cały zespół prokuratorów, ekspertów policyjnych - dodaje Małgorzata Woźniak, rzecznik MSWiA.
Według Antoniego Macierewicza, "jest niewyobrażalne, żeby ktokolwiek bez zgody przedstawicieli państwa polskiego tym dysponował, działanie w tej mierze bez pierwotnego przejęcia rzeczy bez zgody państwa polskiego nie mieści się w żadnych standardach". - Nie wyobrażam sobie, aby czarne skrzynki były przez rosyjskie służby specjalne najpierw przeglądane, w tym cała dokumentacja, a dopiero później dostarczona Polakom. Wierzę, że porządek był odwrotny, że to przedstawiciele Polski dysponują tymi materiałami, dopiero później ewentualnie udostępniają je stronie rosyjskiej w takim zakresie, w jakim byłoby to konieczne dla zbadania przyczyn katastrofy i tylko w tym celu, nie w żadnym innym, bo tylko ten cel uzasadnia dostęp strony rosyjskiej do dokumentacji - mówi poseł Macierewicz. Jego zdaniem, na razie nie ma pewności, jak sytuacja w zakresie zabezpieczenia pozostałości po katastrofie wygląda. - Niestety, nie wiemy, jak cała ta procedura jest w tej chwili realizowana, a obecnie docierają szczątkowe informacje na ten temat. Być może jednak o bezpieczeństwo zadbano. Ale ja nie mam żadnej wiedzy na ten temat - wyjaśnia.
Według dr. Ireneusza Kamińskiego z PAN, specjalisty od prawa międzynarodowego, zgodnie z prawem państwo, na terenie którego miała miejsce katastrofa, jest zobowiązane do przeprowadzenia śledztwa, co oznacza, że leży to w gestii władz rosyjskich. Zaznacza, że jest regułą dobrego obyczaju, iż państwo, którego samolot uległ wypadkowi, może mieć udział w tym śledztwie.
Dyrektor Departamentu Prasowo-Informacyjnego płk Wiesław Grzegorzewski podkreśla, że na pokładzie samolotu nie było żadnych wrażliwych danych, istotnych ze względu na bezpieczeństwo państwa. Dodaje, że członkowie komisji polskiej zostali włączeni w skład komisji rosyjskiej i panują nad sytuacją, a Polak jest zastępcą komisji. - Jest to zgodne z międzynarodowym prawem lotniczym, które mówi, że za zorganizowanie komisji i wyjaśnienie przyczyn wypadku odpowiada państwo gospodarz, a państwo poszkodowane może wysłać swoją grupę roboczą, co strona polska zrobiła. Daje to pełnię praw stronie polskiej w przypadku rozbieżności zdań - wyjaśnia pułkownik.
Rzecznik MON Janusz Sejmej wskazuje także, iż po ubiegłorocznym wypadku białoruskiego Su-27 w sierpniu 2009 r na terenie Polski komisja polska pracowała we współpracy z Białorusinami.
W katastrofie zginęło pięciu generałów i jeden wiceadmirał. Wszyscy byli absolwentami zachodnich uczelni.
Szef sztabu generał dr Franciszek Gągor był absolwentem Akademii Obrony NATO w Rzymie, ukończył także z wyróżnieniem Podyplomowe Studia Strategiczno-Operacyjne na Uniwersytecie Obrony w Waszyngtonie (USA). Generał dyw. Włodzimierz Potasiński ukończył kurs oficerów operacyjno-sztabowych oraz kurs dowodzenia i kierowania NATO w Szkole NATO w Oberammerga, a także kurs zarządzania zasobami obrony w Podyplomowej Szkole Marynarki Wojennej w Monterey.
Generał broni Bronisław Kwiatkowski był absolwentem Akademii Dowodzenia Bundeswehry w Hamburgu (Niemcy), a wiceadmirał Andrzej Karweta - Royal College of Defense Studies w Londynie. Generał broni pil. Andrzej Błasik ukończył kurs International Staff Officers Orientation Course (ISOOC) w Holenderskiej Akademii Obrony w Hadze i roczne studia w Szkole Wojennej Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych (Air War College), zaś generał dywizji Tadeusz Buk - podyplomowe studia dowódczo-sztabowe w Leavenworth w USA, a w latach 2000-2001 szkolił się w Joint Forces Staff College, National Defense University w Norfolk (USA).
Paweł Tunia"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Sro Kwi 14, 2010 6:59 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100414&typ=tk&id=tk04.txt

NASZ DZIENNIK Środa, 14 kwietnia 2010, Nr 87 (3713)

"Kluczowe będą rozmowy pilotów


Rosjanie twierdzą, że wstępne dane z odczytu czarnych skrzynek prezydenckiego Tu-154 nie potwierdzają, by załoga przed tragedią miała problemy z maszyną. Nie ma też żadnych podstaw, by twierdzić, że piloci byli naciskani, aby wylądować w Smoleńsku.

Po wstępnym zapoznaniu się z zapisem z czarnych skrzynek prezydenckiego Tu-154 rosyjscy śledczy potwierdzają swoją wersję dotyczącą dobrego stanu technicznego samolotu. Mówił o tym Aleksander Bastrykin, szef komitetu śledczego przy prokuraturze Federacji Rosyjskiej. Natomiast jak podaje PAP, rosyjski wicepremier Siergiej Iwanow poinformował na posiedzeniu komisji rządowej, iż ustalono, że na pokładzie prezydenckiego samolotu nie doszło ani do wybuchu, ani do pożaru, a silniki pracowały do końca. Według Rosjan, z nagrań rozmów ma wynikać, że piloci w rozmowach z obsługą lotniska nie zgłaszali problemów z maszyną. Załoga miała prowadzić rozmowy w języku rosyjskim i angielskim. Analiza ma wskazywać też, że prezydencki Tu-154 podchodził do lądowania dwa razy. Śledczy mają teraz przyjrzeć się bliżej zapisom rozmów między pilotami, jednak jak podkreślił Krzysztof Parulski, naczelny prokurator wojskowy, nie ma żadnych podstaw, by twierdzić, że na załogę próbowano wywierać jakikolwiek nacisk związany z lądowaniem w Smoleńsku. Śledczy badający przyczyny katastrofy przyjęli trzy możliwe jej wersje: awarię maszyny, błąd ludzki i złe warunki pogodowe. Choć dotychczasowe ustalenia nie wykluczyły jednoznacznie żadnej z nich, to jednak Rosjanie wyraźnie skłaniają się do zamknięcia wątku związanego z możliwością awarii samolotu. Czy rozmowy pilotów, bez analizy parametrów lotu - rejestrowanych w czarnej skrzynce - są wystarczającą podstawą do stawiania jednoznacznych opinii? Czy pośpiech w osądach może mieć związek z tym, że rozbity samolot był niedawno remontowany właśnie w rosyjskiej fabryce? Z pewnością komplet danych pozwoli na pełne spojrzenie na katastrofę. Jednak w ocenie Wojciecha Łuczaka, eksperta ds. lotnictwa z miesięcznika "Raport", już na podstawie rozmów pilotów z obsługą lotniska można wiele wywnioskować. - Zapis z rejestratorów lotu nie jest tu konieczny. Oczywiście potwierdzi, jeżeli byłyby jakieś problemy techniczne. Jednak w takiej sytuacji załoga musiałaby te problemy zgłaszać, a z tego, co już wiemy, nic takiego nie miało miejsca. Moim zdaniem, samolot zderzył się z ziemią w perfekcyjnym stanie technicznym - ocenił. Jak dodał, istotne dla wyjaśnienia sprawy będą również zapisy rozmów, jakie przed katastrofą prowadzili między sobą piloci.
Po katastrofie pojawiło się także pytanie o los i zawartość pamięci urządzeń elektronicznych należących do dowódców wojskowych. Istnieje bowiem obawa, że tajne materiały mogły trafić w ręce Rosjan. Z oświadczenia wydanego przez płk. Krzysztofa Duszę, dyrektora gabinetu szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego, wynika, że żaden z wojskowych będących na pokładzie samolotu nie miał przy sobie urządzeń umożliwiających gromadzenie lub przetwarzanie informacji niejawnych. Jak zapewnił Dusza, SKW w dniu katastrofy miała podjąć także czynności techniczne "mające na celu zabezpieczenie nośników mogących zawierać inne - niestanowiące tajemnicy służbowej lub państwowej - informacje, którymi dysponowały ofiary wypadku". Uspokajał także Bogdan Klich, minister obrony narodowej, który zapewniał, że wszelkie znalezione urządzenia są transportowane z udziałem strony polskiej.
Wczoraj na miejscu katastrofy trwały prace. Z pomocą dźwigu udało się podnieść fragment samolotu, pod którym znaleziono ciało jednej z ofiar wypadku.
Marcin Austyn"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Sro Kwi 14, 2010 7:02 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100414&typ=tk&id=tk05.txt

"Rozmowa z prokuratorem pracującym w Moskwie nad oględzinami szczątków prezydenckiego samolotu

Liczymy na to, że Rosjanie ujawnią raport

Z płk. Zbigniewem Rzepą, rzecznikiem prasowym naczelnego prokuratora wojskowego, prokuratorem biorącym udział w śledztwie, m.in. obecnym przy odczytywaniu rejestratorów z rozbitego samolotu, rozmawia Marta Ziarnik

Jakie są ustalenia śledztwa? Co wiadomo już z dotychczasowego odczytu z dwóch czarnych skrzynek?
- Mogę tutaj podać zaledwie niektóre z ogólnych informacji. Same czarne skrzynki zachowały się w dobrym stanie. Miały tylko lekkie uszkodzenia zewnętrzne, natomiast wewnątrz wszystko było w bardzo dobrym stanie. Taśmy nie pogięły się, nie spadły też z urządzeń, na których były zamontowane, dlatego można je bez problemy sczytywać i poddawać rutynowej obróbce, która pozwoli na dokonanie ich spisu i przekazanie w raporcie informacji przez nie zarejestrowanych. Jeden z tych rejestratorów dotyczy głosu, a drugi parametrów lotu. Obecnie pracujemy więc nad tymi dwoma rejestratorami. Nie możemy jednak na razie przekazywać jakichkolwiek szerszych informacji, gdyż nie ma jeszcze zakończonych prac. Tutaj trzeba bowiem bardzo szczegółowo podejść do każdego słowa, które padło. Pamiętajmy także, że to nie są zwyczajne rozmowy, gdyż są one prowadzone w slangu lotniczym i nie są tak dobrze słyszalne, jak można by sądzić, gdyż to wszystko jest zniekształcone przez odbiór radiowy. Naszym zadaniem jest więc ich kilkukrotne odsłuchanie, aby być pewnym, jakie słowo rzeczywiście padło. A że są tutaj słowa zarówno w języku polskim, rosyjskim, jak i angielskim, to tym bardziej trzeba się nad tym pochylić, ażeby nie doszło do jakiegoś przekłamania. Stąd prace nadal trwają i nie można jeszcze powiedzieć, co już usłyszeliśmy, gdyż sami nie jesteśmy jeszcze do końca tego pewni. Proszę zrozumieć, że jest to bardzo żmudna praca. Aczkolwiek Rosjanie powiedzieli, że będą starali się zrobić to w miarę szybko.

Na kiedy więc jest spodziewa ne zakończenie tych odczytów?
- Wydaje mi się, że w ciągu najbliższych 2-3 dni powinien powstać z tego raport. Taki termin wynika z naszych rozmów prowadzonych ze stroną rosyjską. Muszę także zauważyć, że Rosjanie i tak działają szybko. W końcu przy takiej katastrofie rzeczy do zrobienia jest bardzo dużo, a to są niestety kwestie wymagające bardzo dużo czasu.

Czy ten raport zostanie podany do publicznej informacji?
- Choć nie mogę odpowiadać za to, co Rosjanie będą robili z tym raportem, to jednak myślę, że tak, że zostanie on ujawniony. Przecież jest to jakiś krok do tego, żeby wyjaśnić, co naprawdę wydarzyło się 10 kwietnia w Smoleńsku.

Tylko od Rosji będzie ostatecznie zależało, czy ten raport będziemy mogli poznać?
- Przyznam szczerze, że nie wiem dokładnie, jakie są szczegółowe ustalenia polsko-rosyjskie odnośnie do tej kwestii. Wiem tylko tyle, że nasza dotychczasowa współpraca jest bardzo owocna i Rosjanie nie bronią nam dostępu do zdobytych w trakcie ich śledztwa materiałów. Dlatego właśnie mam nadzieję, że i ten raport zostanie Polsce przekazany i że nie będzie problemu z jego ujawnieniem. Osobiście uważam, że sami Rosjanie go kiedyś ujawnią.

W jaki sposób zostały zabezpieczone dane z nośników, które mieli przy sobie polscy wojskowi lecący prezydenckim tupolewem?
- To zostało zabezpieczone w spo sób procesowy na miejscu zdarzenia. Każdy tego typu ślad został zabezpieczony, obfotografowany, dokonano jego oględzin i zabezpieczono go po to, by móc go dalej badać. Jeżeli znaleziono komórki, laptopy, pendrive'y, to te wszystkie przedmioty zostaną przekazane biegłym po to, żeby oni mogli postarać się wydobyć z nich informacje. To jest jednak rutynowa procedura, która zawsze w tego typu przypadkach ma miejsce.

Czy Rosjanie mają prawo wglądu do tajnych dokumentów państwowych? Bo przecież takie też znajdowały się na pokładzie.
- Jeżeli to są dokumenty dyplomatyczne, to w żadnym wypadku. One są w tym momencie eksterytorialne, więc do tej poczty Rosjanie absolutnie nie mają dostępu. Muszą ją zabezpieczyć i przekazać właścicielom, czyli w tym przypadku państwu polskiemu.

Do wraku samolotu dotarł już ciężki sprzęt, który miał pomóc wydobyć pozostałe ofiary?
- Tak, już dotarł. Rosjanie budowali nawet specjalną, prowizoryczną drogę dojazdową, gdyż okoliczny teren jest podmokły i była groźba, że ten ciężki sprzęt mógłby się w przeciwnym wypadku zapaść. Z wcześniejszych informacji mogę jedynie wnioskować, że powinien on tam już być.

Posiada Pan jakiekolwiek informacje o odnalezieniu kolejnych ciał?
- Niestety, musze powtórzyć to, co mówiłem wcześniej, że na ten temat nie mam dokładnych informacji. Tymi kwestiami zajmują się moi koledzy przebywający w Smoleńsku. Wiem tylko tyle, że oni liczyli na to, że kiedy ten ciężki sprzęt dotrze już na miejsce i podniesie szczątki samolotu, wówczas odnajdą się brakujące ciała. W ostatnich godzinach nie miałem jednak kontaktu ze Smoleńskiem, więc nie wiem, czy jest coś nowego w tej kwestii.

Z czego - Pana zdaniem - wynika cała masa sprzecznych informacji, pojawiających się chociażby w sprawie dyspozycji wydawanych polskim pilotom przez kontrolerów z wieży, z lotniska Siewiernyj w czasie ostatnich minut lotu?
- Myślę, że wynikają one z tych samych źródeł, co zawsze. Media rosyjskie też żyją tą sprawą, też chcą przekazywać opinii publicznej kolejne wiadomości i starają się je w różnoraki sposób zdobyć. U nas też przecież tych informacji było bez liku, też dziennikarze je powtarzali.

Jednak w trakcie przesłuchiwania głównego kontrolera lotów informacje uzyskane przez Rosjan, a później przez polskich prokuratorów, w niektórych kwestiach znacznie się różniły. Chodzi o różnicę w liczbie podejść do lądowania i rzekomą nieznajomość rosyjskiego przez pilotów Tu-154M?
- Jeżeli ktoś jest przesłuchiwany dwa razy i mówi wówczas dwie różne rzeczy, wówczas trzeba przyjąć, że mówi nieprawdę. Tak to należałoby rozpatrywać. My, jako prokuratorzy, opieramy się na zdobytych informacjach i każdy dowód zostaje przez nas poddany późniejszej ocenie. Jeżeli wychodzi nam, że ktoś kłamie, wówczas wyciąga się konsekwencje. Aczkolwiek trzeba pamiętać, że w tym przypadku świadkowie przesłuchiwani są według procedury rosyjskiej, gdyż śledztwo prowadzi prokuratura rosyjska.

Na kiedy jest planowany powrót prokuratorów do Polski?
- Tego jeszcze nie wiemy. Śledztwo nadal trwa.

Dziękuję za rozmowę."
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Czw Kwi 15, 2010 4:58 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100415&typ=tk&id=tk14.txt

NASZ DZIENNIK Czwartek, 15 kwietnia 2010, Nr 88 (3714)

"To Polacy powinni być gospodarzami śledztwa


Śledztwo w sprawie katastrofy Tu-154 może potrwać wiele miesięcy, nawet 2-3 lata. Ale już teraz pojawia się sporo wątpliwości dotyczących postępowania prowadzonego w Rosji. Przede wszystkim od początku byliśmy za mało aktywni i oddaliśmy inicjatywę rosyjskim śledczym. Tymczasem gdyby taka katastrofa dotyczyła samolotu z premierem lub prezydentem kraju zachodniego, zapewne tamtejsze służby specjalne i prokuratorzy mieliby decydujący głos w takim postępowaniu.

Jeden z byłych prokuratorów okręgowych przyznaje, że był zaskoczony tym, iż śledztwo od początku prowadzą Rosjanie, a nasi prokuratorzy z nimi współpracują. Co prawda prowadzone jest też odrębne śledztwo polskie, jednak zdaniem naszego rozmówcy, powinniśmy od początku dążyć do tego, aby to Polska była jego gospodarzem. - To prawda, że katastrofa miała miejsce na terytorium Rosji, ale nie był to zwykły lotniczy wypadek z udziałem samolotu rejsowego. Tupolewem leciał przecież prezydent Polski, ministrowie, parlamentarzyści, generałowie. W tej sytuacji Polska powinna żądać od Rosjan zabezpieczenia miejsca tragedii, ale wszystkie czynności śledcze powinni natychmiast podjąć nasi prokuratorzy i eksperci, a strona rosyjska powinna im pomagać i współpracować - mówi prokurator.
Na argument, że taki tryb śledztwa, jaki przyjęto, jest właściwy właśnie w myśl prawa międzynarodowego i lotniczego, bo gospodarzem postępowania jest kraj, gdzie doszło do katastrofy, prokurator powtarza, że mamy do czynienia z sytuacją wyjątkową. - Proszę sobie wyobrazić, że taka katastrofa ma miejsce w przypadku premiera lub prezydenta jakiegoś zachodniego kraju. Przecież na pewno od razu pojawiliby się tam agenci służb specjalnych i prokuratorzy tego państwa, a dyplomaci Niemiec, USA czy Francji natychmiast zażądaliby zabezpieczenia miejsca upadku samolotu i przekazania śledztwa ich krajowi. Nie wiem, czy nie byłoby i tak, że ciała swoich obywateli wywoziliby do kraju, aby tam je poddać badaniom i identyfikacji. Rosja prowadziłaby oczywiście swoje postępowanie, ale miałoby ono drugorzędne znaczenie - mówi nasz rozmówca. - Nie chodzi o to, że nie ufamy Rosjanom. Ich pomoc i współpraca jest nieodzowna i - jak wynika z informacji medialnych - zachowują się oni w tej materii wzorowo. Ale to Polacy powinni być gospodarzami śledztwa, bo w Lesie Katyńskim zginął nasz prezydent - podkreśla prokurator. Jego zdaniem, gdyby sytuacja była odwrotna i to któryś z przywódców rosyjskich zmarłby w Polsce na skutek katastrofy, to na pewno Moskwa chciałaby mieć decydujący głos w takim śledztwie.
Z pewnością wyników śledztwa nie poznamy szybko, najwcześniej prokuratorzy poznają ekspertyzy dotyczące zapisów z czarnych skrzynek. Na odczytanie tych zapisów czekają chyba wszyscy, bo być może dadzą one odpowiedź lub pozwolą na postawienie dość prawdopodobnych hipotez dotyczących przyczyn sobotniej katastrofy. Pilotom trudno jest uwierzyć w winę załogi. - Rosjanie dziwnie się tłumaczą. Najpierw mówili, że było kilka podejść do lądowania, teraz twierdzą, że tylko jedno, które zakończyło się tak tragicznie. A skoro było jedno podejście, to bardzo prawdopodobne jest, iż wszystko wskazywało na to, że mimo pewnych problemów pogodowych związanych z mgłą można było w sobotę w Smoleńsku wylądować - mówi nam jeden z emerytowanych pułkowników pilotów-instruktorów wojskowych. Nie zgadza się on ze stwierdzeniami, jakoby piloci wojskowi latali bardziej ryzykownie od cywilnych, że mniej uwagi zwracają na warunki pogodowe i inne czynniki decydujące o możliwości wykonania bezpiecznie manewru lądowania, i że przez to mogło pośrednio dojść do katastrofy. - Ktoś, kto wygłasza takie rzeczy, nie wie, co mówi. Jeśli piloci wojskowi mieliby taką kiepską renomę wśród cywilów, to nie byliby tak chętnie zatrudniani przez LOT i inne linie lotnicze. Wielu moich kolegów, z którymi służyłem w jednostkach bojowych, po odejściu z armii pracowało w liniach cywilnych. I znakomicie sobie radzili, byli uważani za elitę wśród pilotów - podkreśla. Przypomina też, że jeszcze niedawno te same media, które teraz piszą o brawurze i ryzykanctwie wpisanym w zawód pilota wojskowego, ubolewały nad tym, że nie będzie miał kto pilotować F-16, migów, su i innych maszyn bojowych, bo piloci uciekają z armii do cywila, gdzie linie lotnicze oferują im kilka razy wyższe zarobki. - Nikt nie miał zastrzeżeń do ich kunsztu, znajomości języków obcych, skoro po niedługim przeszkoleniu siadali za sterami wielkich boeingów, airbusów i innych maszyn. I naprawdę z sił powietrznych uciekło do cywila wielu doświadczonych pilotów - podkreśla pułkownik.
Jego zdaniem, skoro było tylko jedno podejście do lądowania, to należy wykluczyć także to, że prezydent lub dowódca wojsk lotniczych mogli wywierać nacisk na pilota, aby lądował w Smoleńsku, mimo rzekomych wezwań wieży do lotu na inne lotnisko. Nie byłoby po prostu na to czasu. - Znałem pana generała Andrzeja Błasika dość dobrze, choć na pewno nie zaliczyłbym siebie do grona jego przyjaciół, bo to nie była aż tak bliska znajomość. Ale wiem jedno, że generał Błasik bardzo mocno pilnował przestrzegania hierarchii i porządku w wojsku. I dlatego na pewno nie ingerowałby w kompetencje pilota, który był dowódcą samolotu - podkreśla nasz rozmówca. - Nie wyobrażam też sobie, aby ktoś z pasażerów miał swobodny dostęp do kabiny pilotów. Miałem okazję parę lat temu lecieć samolotem rządowym i procedura lądowania jest tutaj ściśle określona. Tak jak w lotach zwykłymi liniami lotniczymi wiele minut przed tym, zanim samolot dotknie kołami pasa, pasażerowie otrzymują komunikat o konieczności zajęcia miejsc i zapięcia pasów. Nawet stewardesy, które sprawdzają dokładnie, czy wszyscy pasażerowie zajęli swoje miejsca i są zapięci, nie chodzą już przed samym lądowaniem po pokładzie maszyny, tylko też w fotelach czekają na uziemienie maszyny. Jak więc ktoś w ogóle mógłby wstać i pójść do pilotów? I to w sytuacji, gdy oni szykują się do lądowania, które jest zawsze trudnym manewrem? To po prostu niemożliwe - twierdzi emerytowany pilot.
Krzysztof Losz "
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Witja
Weteran Forum


Dołączył: 23 Paź 2007
Posty: 5320

PostWysłany: Pią Kwi 16, 2010 10:47 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100416&typ=tk&id=tk08.txt

NASZ DZIENNIK Piątek, 16 kwietnia 2010, Nr 89 (3715)

"Nie byli przygotowani na przylot prezydenta?


Coraz więcej informacji wskazuje na to, że Rosjanie zaniedbali podstawowe procedury przygotowawcze przed sobotnim przylotem samolotu z prezydentem Lechem Kaczyńskim do Smoleńska. Chodzi m.in. o nieściągnięcie na ten czas systemu nawigacji ILS (Instrument Landing System), dzięki któremu Tu-154 bez najmniejszych problemów wylądowałby na lotnisku przy słabej widoczności. Tymczasem - jak zaznaczają piloci - Rosjanie powinni być przygotowani na każdą ewentualność, zwłaszcza że nad smoleńskim lotniskiem bardzo często zalega mgła. Wspomniany system nawigacyjny został jednak ściągnięty kilka godzin później, gdy przylatywał premier Rosji Władimir Putin.

Jak podkreśla w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" jeden z pilotów latających na Tu-154, bardzo nieprawdopodobne jest, że do katastrofy doprowadził błąd pilota, zwłaszcza tak doświadczonego jak prezydencki. Tym bardziej że piloci obsługujący tupolewa znali smoleńskie lotnisko, które testowali jeszcze dwa dni wcześniej. - Ja w to nie bardzo wierzę - mówi. Nasz rozmówca, który pragnie zachować anonimowość, podkreśla ponadto, iż tragedii można było z całą pewnością uniknąć, gdyby lotnisko w Smoleńsku posiadało na stałe system nawigacyjny ILS, wspomagający lądowanie w warunkach ograniczonej widoczności i niskiego zachmurzenia. - Gdyby taki sprzęt był, w stu procentach tragedii tej można by uniknąć. Samolot wylądowałby wówczas bezpiecznie i nie byłyby potrzebne żadne krążenia nad lotniskiem - mówi. - Przy ILS, gdyby podchodzili do lądowania, byliby cały czas w ścieżce schodzenia, nie byłoby obniżenia lotu poniżej ścieżki, i byliby nadal na bezpiecznej wysokości - dodaje wspomniany pilot.
Tymczasem lotnisko wojskowe w Smoleńsku dysponuje jedynie prymitywnym systemem OSP, który sygnalizuje pilotowi wyłącznie mijanie poszczególnych punktów orientacyjnych. Ponadto dla lądowania z pomocą tego systemu bezpośrednia widzialność musi wynosić nie mniej niż 1800 metrów, pułap chmur zaś nie może być niższy niż 120 metrów. W sobotę warunki były jednak o wiele gorsze, co oznacza, że rosyjski system był całkowicie bezużyteczny. ILS został ustawiony na smoleńskim lotnisku dopiero w momencie, gdy przylatywał na nie premier Władimir Putin, by odwiedzić miejsce katastrofy. Wówczas także - jak wynika z informacji podawanych w mediach - pracownicy lotniska wymieniali dopiero żarówki w sygnalizacji naprowadzającej i lampach. Tymczasem port w Smoleńsku znany jest z tego, że posiada niesprzyjające warunki do lądowania, a ponadto bardzo często panują tam złe warunki pogodowe. I jak zauważają polscy piloci, chociażby z tego względu powinny się na nim znajdować - przynajmniej na czas przylotu tak ważnych delegacji - najnowocześniejsze urządzenia potrzebne do lądowania.
Odnosząc się z kolei do informacji podawanych przez świadków katastrofy o przechyleniu samolotu nawet o 45 stopni, nasz rozmówca zaznacza, iż mogło to wynikać z awarii sterów. Pilot zauważa także, że wyjaśnić to może już tylko analiza ostatnich minut rozmów pilotów, która została zapisana na czarnych skrzynkach. - Musiały tam paść słowa, które to wyjaśnią. A to, jakie one były, czy: "padł silnik", czy też: "poleciało ciśnienie sterowania i nie mamy czym sterować", to możemy się dowiedzieć już tylko z zapisów czarnych skrzynek - zauważa nasz rozmówca. Tymczasem strona rosyjska odmawia ujawnienia tych zapisów, podkreślając, że zawierają one "intymne rozmowy". Zastanawiające jest jednak, co za "intymne" słowa mogą padać w obliczu zbliżającej się katastrofy, kiedy piloci za wszelką cenę starają się w pierwszej kolejności ratować maszynę i pasażerów.
Wiele dodatkowych wątpliwości pojawiło się także po zamieszczeniu w internecie amatorskiego nagrania z kilku minut po katastrofie Tu-154. Naczelna Prokuratura Wojskowa postanowiła w związku z tym poddać film szczegółowym analizom, dzięki którym będzie można stwierdzić, czy jest on autentyczny. Jeśli okaże się, że nagranie jest prawdziwe, może ono dużo wnieść do sprawy. - Nie mogliśmy zbagatelizować tego nagrania - powiedział w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" rzecznik NPW płk Jerzy Artymiak.
Tymczasem w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Wiktor Suworow, były agent sowieckiego wywiadu wojskowego GRU, zapytany o to, czy Rosja jest zdolna do mordu politycznego, bez wahania odpowiada twierdząco. - Są i wielokrotnie to pokazali - powiedział dysydent. Wyjaśnia on jednak, że jak na razie w tej sprawie nie ma żadnych dowodów. Suworow podkreśla ponadto, iż okoliczności katastrofy powinna w związku z tym zbadać międzynarodowa komisja.
Marta Ziarnik"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Pią Kwi 16, 2010 8:44 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.rp.pl/artykul/462863_Hipotezy__spekulacje__przecieki_.html

Hipotezy, spekulacje, przecieki
Piotr Zychowicz

Wiele informacji o wypadku okazało się nieprawdziwych. Eksperci przekonują: poczekajmy na wynik śledztwa

Nieprawdziwe okazały się doniesienia o czterech podejsciach do lądowania. Na zdjęciu część skrzydła prezydenckiego samolotu

Już około godziny, góra półtorej, po katastrofie tupolewa z Lechem Kaczyńskim na pokładzie do polskich dziennikarzy zgromadzonych w pobliżu wraku przyszedł rzecznik gubernatora obwodu smoleńskiego Andriej Jewsiejenkow. Oświadczył, że winę za katastrofę ponoszą polscy piloci.

Według niego lądowanie na lotnisku było niezwykle niebezpieczne ze względu na mgłę. Dlatego kontrolerzy lotu radzili pilotom, żeby zmienili kurs i wylądowali w Mińsku na Białorusi lub w Moskwie. – Na własną odpowiedzialność załoga podjęła decyzję o lądowaniu w Smoleńsku. Po zatoczeniu kilku kół maszyna skierowała się na pas startowy – mówił urzędnik.


Winny prezydent?

Wkrótce inny Rosjanin – nie przedstawił się, był w cywilu – w "prywatnej" rozmowie z jednym z dziennikarzy zasugerował, że być może to prezydent Kaczyński wywierał presję na pilotów. Podobne sugestie zostały przekazane kilku innym osobom. Wielu reporterów zawarło tę wersję wydarzeń w swoich artykułach i audycjach. Po nich zaczęły ją powielać media zagraniczne.

Przypomniano, że w sierpniu 2008 roku, podczas rosyjskiej inwazji na Gruzję, prezydent próbował nakłonić pilota do lądowania w Tbilisi. Ten jednak sprowadził maszynę na bezpieczniejsze lotnisko w Ganji w Azerbejdżanie. Być może, spekulowali dziennikarze, tym razem pilot się ugiął.

– Sugerowanie przyczyn katastrofy zaraz po wypadku było zupełnie niepotrzebne – powiedział "Rz" chcący zachować anonimowość były pilot i ekspert ds. lotniczych. – Zwykle do wyjaśnienia przyczyn katastrofy potrzeba tygodni, a nawet miesięcy. Rosjanie powinni się zatem powstrzymać. Prawdziwą odpowiedź na nurtujące nas pytanie da komisja badająca okoliczności katastrofy.

Szybko się okazało, że podejrzenie, iż to prezydent spowodował katastrofę, było nieprawdziwe. Przecieki, jakie przedostały się do prasy po odsłuchaniu nagrań rozmów prowadzonych w kokpicie i zapisanych na czarnych skrzynkach, wskazują, że żaden z pasażerów tupolewa nie wywierał najmniejszych nacisków na pilotów.

– Od początku wiedzieliśmy, że tak było. Naszą żelazną zasadą jest to, że na pokładzie najważniejsi są piloci. To oni podejmują ostateczną decyzję. A to byli znakomici fachowcy, odporni ludzie, latali z najważniejszymi ludźmi w państwie od lat. Na pewno nie ulegliby presji – powiedział "Rz" pułkownik Grzegorz Kułakowski, kolega ofiar z 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego.

Nieprawdziwe okazały się także doniesienia o rzekomych czterech podejściach do lądowania. – Podejście było tylko jedno i od razu złe – oświadczył rzecznik prokuratury wojskowej płk Zbigniew Rzepa, który jest na miejscu w Smoleńsku. Nie ma również mowy o tym, żeby polski kapitan Arkadiusz Protasiuk nie znał rosyjskiego, o co oskarżył go kontroler lotu ze Smoleńska Paweł Plusnin.


Błąd pilota?

– Absurd. On mówił po rosyjsku znakomicie. Bez najmniejszych problemów prowadził korespondencję w tym języku. Doskonale znał również lotnisko. Trzy dni wcześniej lądował na nim z premierem Donaldem Tuskiem – podkreślił płk Kułakowski.

Kolejny zarzut, jaki pojawił się w rosyjskich mediach wobec Protasiuka, był taki, że nie znał on pilotowanej przez siebie maszyny. "Załoga najwyraźniej nie uwzględniła specyfiki rosyjskiego samolotu" – napisał portal Newsru.com, powołując się na rosyjskich ekspertów. Polacy mieli nie wziąć pod uwagę, że Tu154 traci wysokość szybciej niż inne samoloty. Problem w tym, że jak wynika z akt Protasiuka, na tupolewie przelatał on imponującą liczbę 2937 godzin.

Im dłużej trwa śledztwo, tym więcej wątpliwości wzbudza natomiast lotnisko pod Smoleńskiem. Jest w złym stanie, posiada przestarzały sprzęt, a kontroler lotów nie zabronił pilotom lądowania. Jedynie odradzał. – Niestety, na rosyjskich lotniskach panują totalny chaos, niekompetencja i nieporządek. Być może oni byli źle przygotowani do przyjmowania samolotów w takiej sytuacji pogodowej. Wieża mogła na przykład podać złe współrzędne, źle pokierować pilotów – powiedział "Rz" Władimir Bukowski, rosyjski dysydent, który mieszka w Wielkiej Brytanii.

Polski ekspert lotniczy Tomasz Hypki przestrzega jednak przed szukaniem winnych po stronie rosyjskiej. – To klasyczna próba usprawiedliwiania, odwracania uwagi od naszych własnych błędów. Niestety, oni w takich warunkach pogodowych po prostu nie powinni byli tam lądować. Przeszarżowali – powiedział "Rz".

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 10 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 10, 2016 11:21 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Stanislaw Siekanowicz
Weteran Forum


Dołączył: 19 Paź 2008
Posty: 1145

PostWysłany: Pią Kwi 16, 2010 9:16 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Polski ekspert lotniczy Tomasz Hypki przestrzega jednak przed szukaniem winnych po stronie rosyjskiej. – To klasyczna próba usprawiedliwiania, odwracania uwagi od naszych własnych błędów. Niestety, oni w takich warunkach pogodowych po prostu nie powinni byli tam lądować. Przeszarżowali – powiedział "Rz".

Niech ten Hypki nie będzie taki hypki. Jak narazie, jest wiele przesłanek, że mówienie o "przeszarżowaniu" jest nie na miejscu!
Chociażby tutaj:
http://swkatowice.mojeforum.net/temat-vt9101.html?postdays=0&postorder=asc&start=0
a zwlaszcza obszerny i kompetentny artykul polskiego znawcy przedmiotu Mariusza Fryckowskiego (drugi od gory):
http://swkatowice.mojeforum.net/temat-vt9119.html?postdays=0&postorder=asc&start=0
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group