" /> Dyskusje ogólne :: Zebrane rózne info
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Zebrane rózne info

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Sob Kwi 17, 2010 9:06 am    Temat postu: Zebrane rózne info Odpowiedz z cytatem

Szanowni, prawdopodobnie każdy z Państwa zna przynajmniej niektóre z
niżej wskazanych informacji, proszę jednak nie przejmować się tą
redundancją. Ja mam to z 4 różnych źródeł.

pozdrawiam

Konrad


-----------------------------------------------------------------------------


filmik + próby transkryptu fragmentów jego ścieżki dźwiękowej:

http://www.youtube.com/watch?v=frgKTW3jm_Y

http://zezorro.blogspot.com/

http://www.tvn24.pl/1,251,8,68308911,179456665,8243976,0,forum.html






tzw. dokumentacja Amielina (Amielin = pewne rosyjskie
nazwisko):

http://foxmulder.blox.pl/2010/04/Dokumentacja-Amielina-dowod-ktory-trzeba-zobaczyc.html

http://www.altair.com.pl/start-4421

http://foxmulder.blox.pl/2010/04/Bardak-bardak-bardak.html

http://foxmulder.blox.pl/2010/04/Historyczna-analogia-bieszanowowski-burdel.html

http://swkatowice.mojeforum.net/temat-vt9097.html?postdays=0&postorder=asc&start=0




http://mariusz.fryckowski.salon24.pl/170097,mozliwe-przyczyny-katastrofy-samolotu-rzadowego-tupolew-154m

http://www.onet.tv/wine-ponosza-konkretni-ludzie,6599651,1,klip.html#





Pod spodem informacje od kogo podpisanego "MG" (nie wiem, kto to,
otrzymałem to, w tym załącznik, za pośrednictwem innej osoby):




Czołem!

Chciałem podzielić się informacjami, które zbieram od soboty na
temat przyczyn katastrofy.
Może niektóre widzieliscie, a niektóre będa nowością. Jeśłi
ktoś ma coś ciekawego chętnie się zapoznam.

Najpierw symulacja lotu z gazety.pl, gdzie twierdzą, że problemem
była tylko wysokość a Tutka znajdowała się na osi pasa
startowego:

http://www.youtube.com/watch?v=LnPh7cTnPcs&feature=player_embedded

Dalej ciekawym materiałem jest zabezpieczenie przez Rosjan
terenu
katastrofy:

http://wiadomosci.wp.pl/gid,12158518,title,Miejsce-tragedii-pod-Smolenskiem,gpage,23,img,12160014,galeria.html


http://wiadomosci.wp.pl/gid,12158518,title,Miejsce-katastrofy-prezydenckiego-samolotu---zdjecia,gpage,26,img,12159968,galeria.html


http://edition.cnn.com/video/?/video/world/2010/04/11/robertson.russia.crash.site.cnn


Te ostatnie zdjęcia CNN są z niedzieli.

Następny jest fragment zdjęcia satelitarnego publikowanego już w
mediach z widocznymi szczątkami samolotu i widocznym odchyleniem od
osi pasa startowego:

http://www.flickr.com/photos/digitalglobe-imagery/4515204703/sizes/o/


Dalej o problemach z komunikacją miedzy wieżą a załogą, na
ciekawostkę zasługuje fakt w róznicach obliczania wartości
ciśnienia co ma wpływ na obliczenie
wysokości:

http://www.rmf24.pl/raport-lech-kaczynski-nie-zyje-2/kaczynski-fakty/news-problemy-z-komunikacja-miedzy-kontrolerem-a-zaloga,nId,272444


Polecam także wywiad z pilotem, który leciał z Prezydentem do
Gruzji- to na temat rzekomej presji wywieranej na
pilotach:

http://dziennik.pl/katastrofa-smolensk/article586721/Ostateczna_decyzja_nalezy_do_pilota.html


Ciekawe zdjęcia pokazali Rosjanie, w drugim linku widać pościnane
drzewa:

http://s40.radikal.ru/i089/1004/14/095459e246f5.jpg

http://picasaweb.google.ru/Amlmtr/MWzNeJ#5459881356386012002

Zdjęcie z anteną ścięta przez Tutkę:

Tu mapa:
http://img686.imageshack.us/img686/4840/smolesk7.jpg

Na koniec wywiad z T. Hypkim ze "Skrzydlatej Polski"

http://www.onet.tv/wine-ponosza-konkretni-ludzie,6599651,1,klip.html#


oraz film tez już bardzo upubliczniony, nakręcony zaraz
po
zdarzeniu:

http://www.tvn24.pl/-1,1652088,0,1,wrak-jeszcze-plonie-_-amatorski-film-z-miejsca-katastrofy,wiadomosc.html


Mój Ojciec zwrócił uwagę na ciekawą rzecz - zdjęcia kręcone
zaraz po katastrofie, bardzo blisko wraku, jednak nie widać ani
jednego ciała- za to ktoś wygania kręcących zdjecia, być może
strzela w górę na postrach?

Na razie tyle moich obserwacji.

Pozdrawiam!

GM

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 04 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Nie Gru 04, 2016 11:12 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Sob Kwi 17, 2010 8:24 pm    Temat postu: Zbiór materiałów i hipotez związanych Odpowiedz z cytatem

Zbiór materiałów i hipotez związanych

Zamieszczam zbiór materiałów i hipotez związanych z katastrofą prezydenckiego samolotu w Smoleńsku. Starałem się wyselekcjonować te najbardziej prawdopodobne. Wina Rosjan jest niemal pewna – pytanie czy było to przypadkowe czy celowe. Na celowe działanie wskazuje krótki film mogący świadczyć, że z katastrofy ocalało przynajmniej kilka osób.

Film nagrany na miejscu tragedii. Najlepiej słuchać ze słuchawkami. 00:12 Słychać po polsku stanowczym tonem "uspokój się" 00:16 "patrz mu w oczy" 00:21 "uspokój się" 00:44 "uchodit 00:47 po rosyjsku "dawaj tuda paskuda" 00:48 "dawaj gnata! 00:50 "ubijaj tuda" 00:53 "żyje" 00:57 strzał 00:59 "nie zabijaj mnie" 01:06 strzał 01:07 śmiechy 01:13 "gdie! na zad! 01:22 strzał. Według internautów widać również rannych w katastrofie ludzi.

Minimum, jakie rząd Tuska musi zrobić, to powołanie międzynarodowej komisji ekspertów do wyjaśnienia tej katastrofy oraz natychmiastowe przewiezienie do Warszawy i sekcja zwłok wszystkich ofiar, a przynajmniej tych, które doznały znacznych obrażeń należy sprawdzić, czy te obrażenia nie zostały dokonane wiele godzin po śmierci, aby ukryć ślady po nabojach. Zamieszczam kilka linków, ponieważ pierwszy filmik został usunięty z youtube.com i to samo może się stać z następnymi.

www.elblag24.pl/index.php?m=376&id=384
www.youtube.com/watch?v=frgKTW3jm_Y
www.youtube.com/watch?v=11LpvGjd9RU
www.youtube.com/watch?v=SHEHSfTdz4w&feature=player_embedded
www.dailymotion.pl/video/xcxpvt_first-minutes-after-the-crash-of-th_news

Ten sam filmik w rosyjskiej telewizji. Dźwięk jest w nim już ewidentnie zmanipulowany. Nie słychać strzałów ani krzyków.

www.youtube.com/watch?v=TjJX2xSL-sw&feature=player_embedded

- Biegliśmy. Chcieliśmy wyciągać ofiary, jednak nikogo nie mogliśmy znaleźć relacjonuje pierwsze chwile po katastrofie ambasador RP w Rosji Jerzy Bahr. Skierowałem się natychmiast za pierwszym zobaczonym wozem straży pożarnej i dzięki temu znalazłem się na miejscu bardzo, bardzo szybko. Po prostu biegłem przez jakieś tam łąki w tym kierunku, gdzie widać było, że się coś stało" opowiada Bahr. Gdy dotarł na miejsce szczątki samolotu jeszcze się paliły. Zobaczyłem krajobraz jak po trzęsieniu ziemi - mówi. Nikogo? Czy to możliwe bez wybuchu/wybuchów w kabinie pasażerskiej?

wiadomosci.onet.pl/2155117,28350,wiadomosceu.html

Sławomir Wiśniewski, montażysta TVP był jedną z pierwszych osób, które dotarły na miejsce katastrofy prezydenckiego sam. Patrzę w mgle i widzę, że idzie samolot bardzo nisko, lewym skrzydłem prawie w dół. I normalnie przez okno usłyszałem taki straszny huk. Widać było jakby coś było niszczone, tratowane. Dwa błyski ognia, ale nie jakaś wielki wybuch jak zwykle się widzi przy katastrofach lotniczych. Wiśniewskiego robił zdjęcia tylko przez chwilę. Potem został wyprowadzony przez służby ratownicze. Próbowałem uciekać przed funkcjonariuszami, ale jak wpadłem w błoto, to już nie mogłem. Złapali mnie i kazali oddać kasetę mówił Wiśniewski. Kaseta została uratowana tylko dlatego, że Wiśniewski dał im inną kasetę oraz wyciągnęli mu resztę kaset z plecaka, o czym mówił w TVP INFO.

www.tvp.pl/www.tvp.info/informacje/swiat/na-miejscu-byla-potworna-cisza/1642519

Sprawa 3 ciężko rannych. Informacja podana przez wiceministra spraw zagranicznych Paszkowskiego podobna do zupełnie niezwykłej śmierci kobiety uratowanej z samolotu przewożącego ministra USA w 1996 roku podejrzanego o korupcję. Oczywiście może to była plotka, ale przekazano ją wiceministrowi jako wiarygodną - gdyby te osoby żyły mogłyby powiedzieć co się działo na pokładzie tuż przed katastrofą, jeśli był wybuch w środku samolotu ich słowa byłyby niezbitym dowodem na to.

Po południu w dniu katastrofy na miejsce wokół wraku przyjechały koparki i ciężarówki, które sprzątają góry śmieci zalegające przy ogrodzeniu lotniska.

wiadomosci.onet.pl/2153248,12,smolensk_przepychanki_dziennikarzy_z_milicja,item.html

Zdjęcia z katastrofy, które zrobił świadek, zostały zarekwirowane przez Federalną Służbę Bezpieczeństwa. "Wielu oficerów FSB, którzy ścisłym kordonem otaczają miejsce wypadku, pilnuje, aby nikt, w tym dziennikarze, nie zbliżył się w pobliże roztrzaskanego samolotu - powiedział na antenie TVN24 reporter "Faktów" Andrzej Zaucha.

www.tvn24.pl/0,1651564,0,1,samolot-rozstarzaskany-czesci-plonely-chaos,wiadomosc.html

Polski reporter zobaczył przyjazd wielu rządowych samochodów już w 10 minut po katastrofie.

wolnemedia.net/?p=21081

Komórki w niektórych sieciach nagle straciły zasięg.

www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100412&typ=tk&id=tk17.txt

W trakcie przesłuchiwania głównego kontrolera lotów informacje uzyskane przez Rosjan, a później przez polskich prokuratorów, w niektórych kwestiach znacznie się różniły. Chodzi o różnicę w liczbie podejść do lądowania i rzekomą nieznajomość rosyjskiego przez pilotów Tu-154M. Jeżeli ktoś jest przesłuchiwany dwa razy i mówi wówczas dwie różne rzeczy, wówczas trzeba przyjąć, że mówi nieprawdę. Tak to należałoby rozpatrywać. My, jako prokuratorzy, opieramy się na zdobytych informacjach i każdy dowód zostaje przez nas poddany późniejszej ocenie. Jeżeli wychodzi nam, że ktoś kłamie, wówczas wyciąga się konsekwencje. Aczkolwiek trzeba pamiętać, że w tym przypadku świadkowie przesłuchiwani są według procedury rosyjskiej, gdyż śledztwo prowadzi prokuratura rosyjska.

www.naszdziennik.pl/index.php?typ=tk&dat=20100414&id=tk05.txt

Na zdjęciach, wykonanych kilka godzin po tragedii, wojskowi wymieniają żarówki w naprowadzaczach na pas startowy. Publikujemy zdjęcia, wykonane przed godziną 18:00 przez białoruskiego fotografa i blogera, który był na miejscu zdarzenia. Na fotografiach widać wojskowych, niosących reflektory i kabel, a potem wymieniających lampy w żarówkach naprowadzających na pas startowy. Czy oznacza to, że wymieniany sprzęt był niesprawny? To jedno z pytań, na które - miejmy nadzieję - odpowiedzą polscy śledczy badający przyczyny katastrofy. Zdjęcia otrzymała pocztą elektroniczną polska Fundacja Wolność i Demokracja.

www.niezalezna.pl/article/show/id/33027

Samolot z polskimi dziennikarzami wylądował wcześniej, później mgły się zwykle unoszą. Tymczasem świadkowie mówią o gęstej mgle. Zgromadzeni w odległym o kilkanaście kilometrów Katyniu mówią, że w momencie katastrofy nie było mgły, a jedynie chmury. Około 10 było już w rejonie lotniska pogodnie, co pokazywały telewizyjne kamery. Spostrzeżenia naocznych świadków katastrofy z okolic Smoleńska, wziąwszy pod uwagę, iż miała miejsce ( w/g czasu polskiego o 8,56) - w/g czasu moskiewskiego o 10,56. Przetłumaczone z rosyjskiego forum:

Winzard 11:56 - Rano żona jechała autem - mgły nie było żadnej! Red Angel 11:59 - Właśnie ok. 11-tej mgła zrobiła się nagle gęsta.

forum.smolensk.ws/viewtopic.php?f=2&t=48375

Wywołanie mgły nie jest żadnym problemem technicznym. Zwraca uwagę fakt jej nagłe pojawienie się i zniknięcie, oraz fakt że błędne informacje przekazane pilotom z wieży kontrolnej nie miałyby żadnego znaczenia, gdyby piloci dobrze widzieli ziemię.

Główne śledztwo prowadzi prokuratura rosyjska. Niezależne postępowanie Prokuratury Wojskowej w Warszawie jest uwarunkowane przez śledztwo rosyjskie. Choć i nasze wnioski zostaną uwzględnione. Rosjanie na bieżąco informują polskich śledczych o postępach w śledztwie.

www.se.pl/wydarzenia/opinie/jestesmy-uzaleznieni-od-rosyjskiego-sledztwa_136276.html

Na wieży kontroli lotów powinni być polscy eksperci i służby, patrzeć Rosjanom na ręce. Rząd Tuska nie powinien na tym oszczędzać.

Zastanawiająca jest informacja świadków mówiąca o krążeniu nad lotniskiem przez około dwie godziny samolotu. Rosjanie mają od kilkudziesięciu lat perfekcyjnie opanowaną sztukę wywoływania deszczu przy pomocy jodku srebra, którego niewielka ilość po rozpyleniu powoduje powstanie niskiej chmury deszczowej.

Gdyby w Polsce rozbił się samolot prezydentem innego kraju, to po kilku godzinach przyleciałyby i przejęły kontrolę służby tego kraju aż nie odszukaliby ciał ofiar i wszystkich dokumentów i ważnych elementów samolotu (aparatura do nawigacji, łączności, książki kodowe, kody dostępu, itp.). Tymczasem Polska lekkomyślnie zdała się w pełni na Rosję.

Wrak samolotu. Widać kilka poszczególnych części samolotu, które można by było policzyć na palcach obu rąk. Było to może 10%, maksymalnie 15% kadłuba samolotu. Gdzie się podziała reszta szczątków tej potężnej maszyny? Jest to 55 tonowy samolot o powierzchni nośnej ponad 200 m2, zabierający max 160 pasażerów. Jedyny większy kawałek skrzydła widoczny na filmach ma jakieś 3-4 m2. Do tego fragment dziobu samolotu. A gdzie reszta? Już na pierwszy rzut oka widać było, że cały kadłub został dosłownie rozerwany na strzępy, w drobny mak - jego tam po prostu nie było! Co spowodowało takie uszkodzenia? Czy aby na pewno był to wybuch paliwa lotniczego? Świadkowie naoczni, pracownicy bazy i mieszkańcy potwierdzają, że samolot skręcał na bardzo niskiej wysokości, zahaczając niemalże o samochody jadące lokalną drogą. Kierowcy i przechodnie widzieli upadek oraz wybuch i pożar. Niektórzy twierdzą, że wybuch miał miejsce zanim maszyna rozbiła się o ziemię. Jak na sprawę nie patrzeć, Tupolew 154 jest konstrukcją typu nie gniotsa, nie łamiotsa. Prędkość przy lądowaniu jest znikoma, rzędu 200 km/h (i stąd wynika niebezpieczny brak manewrowości) i trudno przy takiej prędkości wytłumaczyć wrak w kawałkach. Wbrew wyobrażeniom samolot to nie jest latająca bomba, która przy uderzeniu wybucha. Więcej paliwo lotnicze pali się jak każde inne, a wybucha tylko starannie zmieszane z tlenem. Jak zatem wytłumaczyć wybuch? Nijak. Przy tej prędkości wrak samolotu powinien być w jednym kawałku. Dodatkowo trzeba uwzględnić, że zgodnie z oficjalną wersją oraz relacjami świadków - prezydencki tutek zahaczał o drzewa, więc spadł efektywnie z wysokości ok 20 m. Cały impet uderzenia pochodził zatem od ruchu w poziomie, przy minimalnej prędkości. Co wywołało eksplozję? Nie wiadomo. Rzadki zagajnik, w którym leżą szczątki, właściwie nie powinien być nawet przeszkodą przy szczęśliwym lądowaniu w linii prostej. Znane są przypadki awaryjnych lądowań Tu-154 na polach. Tu-154 ma konstrukcję konia roboczego i dlatego z lubością jest używany w wersji transportowej przez różnej maści mafie. Potrafi wylądować bezpiecznie (i wystartować) w metrowym śniegu oraz na polnej drodze. Nie ma lepszego samolotu dla przemytników. Skoro tak, dlaczego nie mógł położyć się na zagajniku? Bo pilot najwyraźniej będąc tuż nad ziemią, zorientował się, że pas lotniska jest z boku i do niego już nie zdążył dolecieć. Jeszcze raz: maszyna spadła przed pasem startowym, a nie za nim, jak by należało oczekiwać przy nieudanym podchodzeniu. Pilot celował w niewłaściwe miejsce na mapie. Czy był pijany, czy przyrządy wskazywały mu niewłaściwe położenie?

blogmedia24.pl/node/27550

Oto zeznanie naocznego świadka, który mówi, iż widział samolot, z którym dzieje się coś poważnego. Potem świadek ten usłyszał w oddali wielki hałas - jakby wybuchła bomba.

wp.tv/i,Swiatek-katastrofy-polskiego-samolotu,mid,549061,klip.html

Paliwo czy to ropa czy benzyna nie eksploduje tak łatwo jak byśmy tego chcieli a jeśli już to siła eksplozji nawet znacznej ilości paliwa nie jest zbyt silna. Wielkiego pożaru nie było! Dodatkowo sama eksplozja jak twierdzą domniemani świadkowie była niejako krótkim błyskiem a tymczasem: paliwo eksplodując spala się dużo wolniej niż materiały wybuchowe dodatkowo mamy wtedy bardzo efektowną kulę ognia i gęsty czarny dym tak dopala się pozostała część paliwa która nie zdążyła wymieszać się z powietrzem. Nie bez przyczyny podczas kręcenia filmów stosuje się dodatkowo jakieś paliwo płynne. Nikt nie widział kuli ognia ani dymu. Ponoć był tylko szybki błysk i silna eksplozja co sugeruje użycie silniejszych materiałów wybuchowych gdzie prędkość detonacji dochodzi do 7000m/s co by tłumaczyło spory rozsiew kawałków samolotu i sporą fragmentację zwłok.

Ilość eksplozji. Niektórzy świadkowie mówią, iż słyszeli kilka odgłosów detonacji, inni wspominali o dwóch takich odgłosach. Dyrektor departamentu wschodniego MSZ nie słyszał eksplozji, jednocześnie wiedząc o tragicznym wypadku. W takim razie czy eksplozje te były wcześniej, w powietrzu, kiedy samolot był w pewnym oddaleniu od lotniska? Szczątki o małej wielkości są rozsypane po szerokim na co najmniej kilometr pasie. Skoro maszyna rozbiła się na ziemi, to co robią te szczątki na tak dużym obszarze? Wszystko wygląda na to, że maszyna rozbiła się już w powietrzu, zaś na ziemie spadały pojedyncze szczątki.

astral-projection.blog.onet.pl/2,ID404487538,index.html

Podejrzany jest stan ciał. Tylko 14 ciał udało się zidentyfikować bezpośrednio, przez rodziny ofiar. Na chwilę obecną media podają, iż w wypadku innych ciał potrzebne będą testy DNA. Wczoraj podano informację, iż niektóre ciała były rozczłonkowane. Na uwagę zwraca też inny fakt. Otóż pan Prezydent i pani Prezydentowa siedzieli obok siebie w momencie lądowania. Procedury zabraniają wychodzenia do toalety w czasie lądowania. Dlaczego więc ciało Prezydenta zidentyfikowano od razu, zaś ciało Pierwszej Damy rozpoznano dopiero po szczegółach typu obrączka ślubna? Przecież siedzieli obok siebie, a z tego, co głosi wersja kreowana przez media, na pokładzie nie doszło wybuchu bomby, który mógłby poczynić takie różnice? Dlaczego nie dokonano sekcji zwłok, która jednoznacznie ustaliłaby zamach. Gaz, związki chemiczne po wybuchu bomby, kula w ciele ofiary. W takich przypadkach jak ten szczegółowo powinny być zbadane ciała wszystkich pasażerów dosłownie centymetr po centymetrze.

astral-projection.blog.onet.pl/2,ID404487538,index.html

Jeżeli strona rosyjska nie ma nic do ukrycia w sprawie wypadku, to Rosjanie (obsługa lotniska, milicjanci, wojskowi) powinni być podczas przesłuchania podłączeni do wariografu. Szczególnie należy wypytać o strzały i krzyki tuż po katastrofie. Jest to katastrofa, w której zginęły najważniejsze osoby w państwie Polskim i dochodzenie do prawdy wymaga wyjątkowych starań i metod postępowania.

Zdaniem drugiego pilota samolotu prezydenckiego, kpt Tomasza Pietrzaka, było tylko jedno podejście do lądowania prezydenckiego samolotu. - Ci piloci, którzy byli szkoleni i wyznaczani na dowódców załogi musieli spełniać kryteria trzeźwej oceny sytuacji. Charakteryzowali się odpornością, która pozwalała mieć pewność, że nie będzie w żaden sposób ulegała presji, że będą tzw. "twardzielami" - komentuje pokątne insynuacje, jakoby pilot prezydenckiego samolotu miał ulec czyimś presjom, by jednak lądować w Smoleńsku, kpt Tomasz Pietrzak. Według jego wiedzy, podejść do lądowania było nie cztery, jak podaje strona rosyjska, a jedno. Samolot bowiem może podchodzić do lądowania tylko dwa razy, później musi odlecieć na lotnisko zastępcze. Jeżeli lotnisko nie jest w stanie wykonywać żadnych operacji, to się je zamyka. Natomiast w tym przypadku były sugestie - proponujemy żebyście pojechali tu - , to nie był nakaz wykonania lotu na lotnisko zapasowe. Jeżeli byłby to nakaz, to byłoby jednoznaczne, nie byłoby dyskusji. Tu były sugestie, dlatego dowódca załogi mając możliwość lądowania zawsze sprawdza, robi jedno zajście, drugie zajście, więc może to sobie ocenić - twierdzi pilot.

fronda.pl/news/czytaj/kpt_pietrzak_to_nie_pilot_zawinil_nad_smolenskiem

"Nie możemy wykluczyć hipotezy, że piloci zostali wprowadzeni w błąd lub po prostu źle usłyszeli kolejne liczby od naprowadzającego ich kontrolera -- powiedział -Dziennikowi - jeden z polskich prokuratorów nadzorujących śledztwo w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem. Zastanawia fakt, dlaczego w pewnym momencie zerwali łączność z Rosjanami.

www.niezalezna.pl/article/show/id/32967

Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła śledztwo w sprawie - nieumyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu powietrznym, w wyniku której śmierć ponieśli wszyscy pasażerowie samolotu TU-154 Sił Powietrznych RP, numer boczny 101, w tym prezydent RP, pan Lech Kaczyński oraz członkowie załogi. Bardzo mało wiadomo o okolicznościach, skąd pewność prokuratury, że było to nieumyślne?

wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,We-wraku-6-ofiar-glos-z-czarnej-skrzynki-odczytany,wid,12168692,wiadomosc.html

Lista rozbieżności w ocenie możliwych przyczyn katastrofy prezydenckiego samolotu.

www.naszdziennik.pl/index.php?typ=tk&dat=20100413&id=tk06.txt

Prezydencki Tupolew był wyposażony w urządzenie zabezpieczające, które ostrzega pilotów przed nadmiernym zbliżeniem się do ziemi. Ten fakt pogłębia tylko tajemnicę upadku i eksplozji samolotu z Lechem Kaczyńskim - pisze - USA Today. Na zagadkowość katastrofy zwrócił uwagę dwa dni temu John Hamby, rzecznik Universal Avionics Systems of Tucson - producenta urządzenia, zwanego Terrain Awareness and Warning System (TAWS).TAWS zawiera skomputeryzowane mapy świata i ostrzega pilotów za każdym razem, gdy za bardzo zbliżą się do szczytu, wieży radiowej lub innej przeszkody - a także w przypadku zbyt małej odległości do ziemi. To bowiem właśnie kłopoty przy lądowaniu są najczęstszą przyczyną wypadków samolotowych. Od 2005 r. urządzenia TAWS są obowiązkowo montowane we wszystkich nowo wyprodukowanych samolotach linii komercyjnych. Jeśli samolot jest na zbyt małej wysokości, TAWS reaguje głośnym sygnałem dźwiękowym. Dzięki temu doprowadzono do całkowitego wyeliminowania katastrof lotniczych przy lądowaniu. Wystarczy powiedzieć, że od końca lat 90., gdy zaczęto montować TAWS w starych i nowych maszynach, ŻADEN samolot z tym systemem nie uległ katastrofie. Żaden - do 10 kwietnia 2010 r. Fakt, że prezydencki TU-154 miał zainstalowany TAWS, -stawia więcej pytań niż odpowiedzi - - stwierdził John Cox, konsultant ds. bezpieczeństwa i ekspert od wypadków. - Naprawdę chciałbym wiedzieć, co działo się na pokładzie, ponieważ niezależnie od tego, pod jaką presją byli piloci i z jakimi warunkami pogodowymi mieli do czynienia, nigdy żaden pilot nie zignorował ostrzeżenia TAWS. Czym różnił się ten samolot, że stało się inaczej?" - pyta Cox. Jedną z ewentualnych przyczyn według Billa Vossa, prezesa Fundacji Bezpieczeństwa Lotów (Flight Safety Foundation) może być niedokładność mapy Rosji w systemie TAWS. Ani rosyjscy, ani polscy śledczy badający sprawę katastrofy pod Smoleńskiem ani razu nie wspomnieli o systemie TAWS. Nie wiadomo też, czy z zapisu czarnych skrzynek udało się uzyskać informację o aktywności urządzenia.

www.niezalezna.pl/article/show/id/33083

Ze wstępnych informacji przekazanych premierowi Władimirowi Putinowi wynika, że przed wypadkiem rządowego Tu-154 silniki pracowały prawidłowo. Tymczasem świadkowie twierdzą, że odgłos silników był dziwny. Zapewnienia, że wybuchu i pożaru na pokładzie samolotu nie było również są sprzeczne z relacjami świadków, którzy mówią o wybuchu przed uderzeniem w ziemię.

www.rp.pl/artykul/461265_Nie_bylo_wybuchu_ani_ognia.html

Zdjęcie satelitarne szczątków samolotu prezydenckiego i pasa na którym miał wylądować.

img710.imageshack.us/img710/9725/smolenskv4.jpg
www.flickr.com/photos/digitalglobe-imagery/4515204703/sizes/o/

Zdjęcia pokazujące drzewa ścięte przez samolot i ich umiejscowienie. Obraz warto powiększyć.

img255.imageshack.us/img255/8929/095459e246f5.jpg

Trzy dni przed katastrofą prezydenckiego Tupolewa w Smoleńsku na tym samym lotnisku lądowały samoloty z Władimirem Putinem i Donaldem Tuskiem. Na ich przyjazd do Smoleńska sprowadzono dodatkowy sprzęt nawigacyjny. Jest prawdopodobne, że przed lądowaniem samolotu z Lechem Kaczyńskim sprzęt ten usunięto z lotniska. O sprawie w 'Moscow Times - napisała znana rosyjska komentatorka Julia Łatynina. Źródłem informacji mieli być piloci znający procedury lotów rosyjskiego premiera. W rozmowie z korespondentem RMF FM Przemysławem Marcem Julia Łatynina powiedziała, że o ile wizyta Tuska była przygotowana, to wizytę prezydenta Kaczyńskiego rosyjskie władze traktowały jak zbędną. Kiedy Putin i Tusk przylatywali, na miejsce przywieziono specjalne radiolokacyjne przyrządy. Ponieważ nie było śladu takich urządzeń, gdy przylatywał Kaczyński, to oznacza, że je zabrano -mówiła Łatynina. - Otwarcie mówiąc ja nie potrafię sobie wyobrazić naszego premiera, który ląduje na starym lotnisku wojskowym, na którym niczego nie przygotowano. Pułkownik Bartosz Stroiński, dowódca Tupolewa, którym 7 kwietnia do Smoleńska poleciał premier Tusk powiedział, że załoga podchodziła do lądowania, wykorzystując standardowe wyposażenie tamtejszego lotniska wojskowego.

fakty.interia.pl/felietony/ziemkiewicz/news/z-lotniska-pod-smolenskiem-usunieto-sprzet-ktory-sluzyl,1465168,2943

Jak twierdzą eksperci, Tu-154 ma dużą wysokość lądowania, co oznacza, że na sporej wysokości podchodzi do pasa, gdzie ma dotknąć ziemi. Zastanawiające jest więc, dlaczego będąc jeszcze dość daleko od miejsca przyziemienia, Tu-154 znalazł się ledwie kilkadziesiąt metrów nad ziemią i na tej wysokości zahaczył o drzewa. Każdy, kto choć raz oglądał podchodzenie do lądowania samolotów, wie, że nie lecą one tuż nad ziemią, ale docierają na skraj pasa na dość sporej wysokości. Czy maszyna mogła nagle stracić moc w silnikach, a w konsekwencji bardzo szybko stracić także wysokość, przez co pilot nie miał nawet czasu na to zagrożenie zareagować? Jeśli tak, to jaka była tego przyczyna? Trzeba postawić też inne pytanie: dlaczego prezydencki Tu-154 miał lecieć akurat do Mińska lub Moskwy? Przecież Rosja i Białoruś mają kilka innych lotnisk, głównie wojskowych, położonych znacznie bliżej Smoleńska, jak Wiaźma lub Witebsk. I na pewno mają one odpowiednie pasy do przyjmowania takich maszyn, skoro lądowały tam i lądują wojskowe transportowce.

www.naszdziennik.pl/index.php?typ=tk&dat=20100412&id=tk10.txt

Wypowiedź Ryszarda Drozdowicza z Laboratorium Aerodynamicznego Politechniki Szczecińskiej (ZUT). Jako pilot oceniam, że sugerowany w mediach błąd pilota jest mało prawdopodobny. Na podejściu do lądowania nie wykonuje się żadnych manewrów typu silne przechylenie lub nagłe zmiany prędkości. A takie silne przechylenie zauważyli świadkowie. Pilot wykonał dodatkowe kręgi nadlotniskowe, aby upewnić się co do warunków lądowania i na tej podstawie podjął uzasadnioną decyzję o lądowaniu. Nieprawdopodobne też jest, aby doświadczony pilot wraz z drugim pilotem pomylili się co do wzrokowej oceny wysokości, nawet w przypadku awarii przyrządów, która jest również nieprawdopodobna. Należy tutaj zauważyć, że mgła jest na ogół z prześwitami i przy dziennym świetle nie stanowi istotnej przeszkody do wzrokowej oceny warunków lądowania. Okoliczności wskazują jednak na poważną awarię lub celowe zablokowanie układu sterowania. Taką blokadę można celowo zamontować tak, aby uruchomiła się przy wypuszczeniu podwozia lub klap bezpośrednio na prostej przed lądowaniem. Przy blokadzie klap lub lotek na prostej katastrofa była nieunikniona, gdyż pilot nawet zwiększając nagle ciąg, nie był w stanie wyprowadzić mocno przechylonej ciężkiej maszyny, mając wysokość rzędu 50-100 m i prędkość rzędu 260 km/h.

www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100410&typ=ks&id=ks19.txt

Elektromagnetyczna broń pulsacyjna jest w stanie usmażyć elektronikę na pokładzie pasażerskich samolotów. Informacje i części potrzebne do jej budowy dostępne są w internecie - "New Scientist" cytuje izraelskich ekspertów z International Institute for Counter-Terrorism w Hercliji. Do rozbicia samolotu wystarczyłby jeden silny puls z urządzenia ukrytego na jego pokładzie, ale i takiego na ziemi. Yael Shahar, dyrektorka Instytutu, zbadał używaną i dopiero projektowaną broń elektromagnetyczną i dla każdej znalazła tani odpowiednik możliwy do zbudowania “domowymi metodami". Im technologia dojrzalsza, tym większym zagrożeniem może się stać - twierdzi Shahar.

www.tajne.org/forum/read.php?f=1&t=123700

Russian military carried out experiments in the past with electromagnetic weapons on its military base in the area of the military airfield where the plane of the Polish president tried to land. In 2008, Moscow said it had created the most powerful electromagnetic weapon of all time, known as the EMP (electromagnetic pulse), the Russian paper Pravda reported. -The immense power of billions of watts is being generated, and the weapon is of extremely small size. The innovation is that electromagnetic pulses emitted by the new weapon is much shorter, but extremely powerful, said Gennady Mesyats, the Vice President of the Russian Academy of Science and director of the Lebedev Physics Institute. Such small weapon has never been created in the past and yet it is extremely powerful. . There were similar devices, made during the Cold War, but their size was huge. Our device is at least 10 times more powerful than any weapon created abroad, said Mikhail Yaladin, a scientist credited with the development of the electromagnetic super weapon. Any electronic equipment fails to operate in the near of the electromagnetic device, when the generator is running. The device was shown in Yekaterinburg. According to Russian military scientists, it produces results similar to a lightning stroke or a nuclear explosion. The weapon was called Nika, after the Greek goddess of victory.A weapon of this type can interfere with electronic equipment and engines of any aircraft. On April 12, the newspaper Ha-aretz noted that Russian solidarity with Poland in the Smolensk tragedy is only meant to deceive the world.

kavkazcenter.com/eng/content/2010/04/14/11842.shtml

Ze słów kontrolera lotów wynika, że było tylko jedno podejście do lądowania: Co nastąpiło dalej? On powiedział, ze zrobi jeszcze jedno koło i poleci na zapasowe lotnisko?- Nie, on powiedział, że jeśli nie wyląduje, to poleci na zapasowe lotnisko. Przyznał, że wszelkie dane, w tym także te o pułapie, na którym znajdował się Tu-154 były podawane po rosyjsku, a nie w języku angielskim obowiązującym w międzynarodowym lotnictwie. Nasi piloci mieli mieć trudności ze zrozumieniem podawanych parametrów lotu. Na pokładzie nie było nikogo, kto znał rosyjski?- Byli, ale dla nich cyfry to czarna magia. To znaczy, że nie miał Pan żadnej informacji o ich wysokości?- Żadnej.

www.tvp.info/informacje/swiat/rozmawiali-z-wieza-po-rosyjsku-mieli-problemy/1645736

Tymczasem były dowódca 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego płk Tomasz Pietrzak zaprzecza i zapewnia, że dowódca samolotu doskonale rozumiał rosyjski.

www.tvn24.pl/-1,1651830,0,1,odradzalem-ladowanie-mowili-ze-sprobuja,wiadomosc.html

Zastanawia fakt, że Pan Wiśniewski mówił w TVP INFO, że widział czarną skrzynkę, a oficjalnie - znaleziono je kilka godzin później… Skoro mówił to na antenie, to dlaczego nikt z - szukających - po prostu go nie spytał gdzie leży? Co działo się jeśli skrzynki jednak odnaleziono wcześniej niż się podaje? Brak wybuchu, ognia (bo to co widać na zdjęciach to ledwie małe ognisko) też zastanawia. I te dwa niewielkie wybuchy (jak stwierdził Pan Wiśniewski). Pilot zachowywał się tak jakby nie słyszał kontrolera lotów. No właśnie może nie słyszał, dlaczego? Bo np. nie miał już sprawnego sprzętu. Wiele wskazuje na to jakby ni stąd ni zowąd elektronikę w samolocie szlag trafił! Około g. 21.20 wczoraj na TVP Info prowadząca rozmawiała z jednym z dziennikarzy wysłanych do Katynia do obsługi transmisji. Uderzyło mnie to co mówił Około godziny wcześniej lądowali w Smoleńsku Jakiem-40. Bez żadnego problemu, przy dobrej pogodzie. Stwierdził: No może pułap chmur był trochę niższy, to wszystko. To nie możliwe żeby w pogoda tak szybko się zmieniła! Tam była ładna pogoda. Warunki pogodowe były świetne! Potem powiedział jeszcze coś: Jak-40 to samolot, że tak powiem, manualny. Wszystko zależy od pilota. Nie ma tam żadnej wypasionej elektroniki. Nie to co w Prezydenckim Tupolewie - tam było najnowocześniejsze oprzyrządowanie! Wylądowaliśmy Jakiem jak to się mówi - na kreskę, bez żadnych, podkreślam żadnych problemów. To co mnie zdziwiło mówi dziennikarz to widok przez okienko samolotu jak kołowaliśmy po płycie, jak wojskowy samolot rosyjski podchodzi do lądowania i ma jakieś problemy. Dziwnie przechylił się na jedno skrzydło. Potem poderwał maszynę. To było dziwne, bo jakby jakiś powietrzny prąd w niego uderzył nagle, a przecież my przed chwilą lądowaliśmy i nic takiego jak silny prąd powietrza nie miało miejsca. No właśnie. Przechylił się na jedno skrzydło. Miał problemy z lądowaniem. Podobnie jak prezydencki TU-154. Czy Ił - też był naszpikowany elektroniką? Czy właśnie "ubogość i "zacofanie" elektronicznego wspomagania lotu w Jaku-40 miało ten dziwnie cudowny wpływ na bezproblemowość jego lądowania?

Montażysta TVP widział nienaturalnie przechylony samolot. Czy pilot, na tak niskiej wysokości wykonywał by tak ryzykowny manewr bez powodu? Jest to tym bardziej dziwne, że niedługo przed prezydenckim samolotem wylądował JAK z polskimi reporterami. Jakiś czas później próbował tam lądować transportowy IŁ, który wykonał dokładnie taki sam dziwny manewr, tzn. zaledwie kilka metrów nad ziemią przechylając skrzydło. Poza tym są relacje świadków, mówiące, że samolot leciał z przechyłem na jedno skrzydło, dowodem jest ścięte drzewo, któż tak podchodzi do lądowania?! Czyżby samolot prezydencki nie miał urządzeń automatycznie stabilizujących go przy podchodzeniu do lądowania? Jest też relacja dziennikarza, który był w jaku lądującym godzinę przed prezydentem. Po wylądowaniu (twierdzi że lądował w o wiele gorszych nieraz warunkach), widział transportowy samolot, który dotknął płyty lotniska (dziennikarz nie jest w stanie potwierdzić, czy lądował, czy startował), i który przy tym niepokojąco przechylił się na prawe skrzydło, prawie dotykając jaka dziennikarskiego stojącego na drugim pasie. Dziennikarz użył słów "ratował się".

astral-projection.blog.onet.pl/2,ID404487538,index.html

Rozmawiałam niedawno z ministrem Stasiakiem. Rozmowa dotyczyła kwestii transmisji, które były planowane od dawna w Telewizji Polskiej. I to co powiem za chwilę mówię z pełną odpowiedzialnością jako doradca zarządu Telewizji Polskiej. Przez godzinę rozmawiałam z ministrem Stasiakiem. I wtedy też odważnie zasugerowałam, żeby prezydent pojechał z wdowami katyńskimi pociągiem. Byłby to najbezpieczniejszy środek transportu. Po drugie, media mogłyby zobaczyć prezydenta, najważniejszego człowieka w państwie, który zauważył wdowy, sieroty katyńskie. Prezydenta, który byłby z nimi. Do tego pani Maria Kaczyńska, cudowny człowiek, który miał wspaniały kontakt z ludźmi starymi - Prezydent się zgodził. Dostałam informację, że prezydent podchwycił ten pomysł, że pojedzie z wdowami i sierotami katyńskimi pociągiem. Zaczęliśmy myśleć, żeby wysłać na bieżąco informacje z satelity z tej podróży prezydenta pociągiem do Katynia. Potem przyszła wiadomość, że tak go obsiedli, że jest decyzja, że poleci, a te wdowy pojadą same. Pomyślałam sobie, kolejny prezydent, który nie docenił wdów i dzieci katyńskich. Ktoś mu to odradził. Ktoś mu to odebrał Ciekawe dlaczego?- wywiad z red. Anną Pietraszek, doradcą zarządu Telewizji Polskiej. Dodam, że ciekawe jest także kto doradzał lot samolotem.

www.konserwatyzm.pl/publicystyka.php/Artykul/5541

Lataliśmy z wysokiej rangi wojskowymi, a jako dziennikarka podróżowałam czy to z prezydentem Lechem Wałęsą, czy to z innymi wysokimi urzędnikami państwowymi. Tak więc z mojego bogatego doświadczenia wiem, że ktoś, kto odpowiadał za bezpieczeństwo lotu, czyli nie tylko pilot, ale również generał, chronił listę osób, które miały być zabierane na pokład. Jestem tego absolutnie pewna, że taka lista nie miała prawa wydobyć się na światło dzienne, była po prostu tajna. Owszem, dziennikarze między sobą mogli wiedzieć, że leci np. minister obrony narodowej i taki czy inny dziennikarz, ale kto jeszcze, to już absolutnie nie było możliwe. Tymczasem lista pasażerów samolotu prezydenckiego dotarła do mnie w ubiegły poniedziałek, czyli otrzymałam pełen zestaw osób z rangami dowódców wojskowych włącznie. Listę tę otrzymałam od młodych dziennikarzy proszących mnie o konsultację w sprawie rozmów, jakie mieli przeprowadzić z osobami, które leciały w tym samolocie. Nie wiem skąd mieli tę listę. W każdym razie zdobycie tej listy i wysłanie jej do mnie nie było dla nich niczym specjalnie trudnym. Kiedy usłyszałam o katastrofie w pobliżu Lasu Katyńskiego, po kilku godzinach mogłam porównać listę, która została podana do wiadomości publicznej, z tą, która była w moim komputerze, i okazało się, że były identyczne.

www.naszdziennik.pl/index.php?typ=tk&dat=20100413&id=tk04.txt

W Polsce od wielu lat trwa dyskusja i polityczne przymiarki do zakupu nowych maszyn dla VIP-ów. Kilkakrotnie anulowano przetarg w wyniku wykrycia korupcji. Dopiero podczas rządów Jarosława Kaczyńskiego doszło do finalizacji i podjęcia ostatecznej decyzji wymiany samolotów rządowych. Decyzję tę podjęto pomimo niewybrednej nagonki antyrządowej w mediach i sprzeciwu polityków Platformy Obywatelskiej. Jednak Donald Tusk obejmując urząd premiera podjął decyzję o definitywnej rezygnacji z przetargu na samoloty dla VIP-ów. Tusk oświadczył wtedy, że zakup nowych maszyn jest niepotrzebny i że lepiej byłoby gdyby głowa państwa i rząd latali samolotami wydzierżawionymi, a reszta urzędników państwowych, samolotami rejsowymi. Chcąc pokazać jak bardzo przekonany jest do tej - z gruntu niesłusznej - decyzji, premier Tusk w 2008 roku skorzystał z samolotu rejsowego lecąc z oficjalną podróżą do Stanów Zjednoczonych. Wywołał tym konsternację amerykańskich służb specjalnych. Koszt jego propagandowej podróży był większy niż koszt przelotu samolotem służbowym. Otwartym pozostaje pytanie czy nowy sprzęt dla VIP-ów mógłby zapobiec katastrofie. Zakładając dokładnie te same warunki pogodowe i podjęte decyzje pilotów, można stwierdzić, że nowoczesny samolot, o doskonalszej konstrukcji i lepszym wyposażeniu w systemy nawigacyjne, zachowałby się bardziej elastycznie przy podchodzeniu do lądowania i umożliwiłby nawet dokonanie operacji touch-and-go, czyli ponownego wzniesienia się przy próbie nieudanego lądowania.

www.bibula.com/?p=20278

Służby specjalne i PO przejmują władzę w Polsce, analiza. Oczywiście zakładając celowe działanie Rosjanie nie informowaliby o nim Polaków, najwyżej podjęli działania, aby niektórzy z polityków nie wsiedli do samolotu z prezydentem.

www.wykop.pl/artykul/347274/sluzby-specjalne-i-po-przemuja-wladze-w-polsce-analiza

Jarosław Kaczyński miał lecieć Tupolewem razem z bratem. Szefa PiS zastąpił jednak Zbigniew Wassermann. Gdyby nie jego chora mama, zginąłby w sobotę tak jak Lech Kaczyński, pierwsza dama i kilkudziesięciu najważniejszych ludzi w państwie.

www.wprost.pl/ar/191957/Nosimy-po-Was-zalobe

Eksperci ustalili, że taśma z zapisem parametrów lotów przemieściła się wewnątrz "czarnej skrzynki", - najprawdopodobniej z powodu wstrząsu - poinformował komitet w komunikacie. Rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej płk Zbigniew Rzepa jako jedyny z polskich prokuratorów uczestniczył w odsłuchiwaniu zapisów z czarnych skrzynek. Dlaczego mimo, że do Rosji pojechało 8 prokuratorów tylko jeden uczestniczył w tak kluczowym elemencie? Przy tej czynności powinno być przynajmniej kilku polskich prokuratorów.

fakty.interia.pl/raport/lech-kaczynski-nie-zyje/news/pierwsze-wyniki-badania-czarnych-skrzynek,1463092

Rosyjski kontroler nie bardzo orientował się, w jakim systemie należy podawać wartości ciśnienia atmosferycznego na lotnisku w Smoleńsku. To kluczowa wartość, bo od niej zależą wskazania pokładowych wysokościomierzy. W Rosji używa się innego systemu określenia tej wartości, niż jest to przyjęte w międzynarodowym lotnictwie. Na świecie przyjmuje się, że ciśnienie jest podawane według QNH, czyli średniego ciśnienia na poziomie morza. Inaczej rzecz ujmując, ten standard nie uwzględnia wysokości terenu. Ustawiony według tej wartości wysokościomierz wskazuje na lotnisku nie zero, a pewną wysokość – taką, na jakiej jest położony teren nad poziomem morza. Natomiast w Rosji używa się systemu QFE, czyli podaje się ciśnienie uwzględniające wzniesienie terenu. Tak ustawiony wysokościomierz pokazuje na lotnisku zero. Załoga prezydenckiego samolotu lecąc z ciśnieniem mierzonym według QNH, mogła sądzić, że jest wyżej, niż była w rzeczywistości. W tym momencie ważna jest komunikacja między kontrolerem a załogą, bo obie strony muszą ustalić, jakimi systemami się posługują. A z tym w sobotę był właśnie kłopot. Pod warunkiem, że kontroler wie, co mówi (…) A z tego, co słyszałem, to tak za bardzo nie wiedział o niektórych rzeczach, bo tam go pytali od razu nasi, co tam byli, on pytał, co to jest. Ale to już niech komisja sobie ustala – mówi pułkownik Tomasz Pietrzak, były dowódca pułku, który woził polskich VIP-ów. Być może dlatego tak ważne było ponowne przesłuchanie rosyjskiego kontrolera, o co zwróciła się strona polska po katastrofie. Korespondencja z wieżą jest już zapewne znana ekspertom z komisji. O ile zachowały się instrumenty pokładowe, możliwe będzie sprawdzenie ustawień wysokościomierzy, czyli to, jaka wartość ciśnienia została na nim ustawiona. Pilot zdecydował się na lądowanie, schodząc jak najniżej i szukając przez okna dziury we mgle, próbował posadzić maszynę. Można założyć, że ustawił na odpowiednich przyrządach tzw. wysokość decyzyjną – bezpieczną wartość nad terenem. Miał schodzić do tej wysokości i jeśliby warunki na to pozwoliły, wylądowałby. To jednak było niemożliwe, jeśli nie porozumiano się co do systemów wartości ciśnienia. Samolot schodził coraz niżej, a do założonej wcześniej wysokości decyzyjnej – według przyrządów – było jeszcze daleko. To by jednak nie przesądzało czy podano fałszywe dane przypadkowo czy celowo.

www.rmf24.pl/raport-lech-kaczynski-nie-zyje-2/kaczynski-spekulacje-o-przyczynach

Dla porównania rosyjski TU-204, który rozbił się w lesie pod Moskwą. Kadłub jest w dość dobrym stanie. Oczywiście znaczenie ma kąt uderzenia. Pracownik TVP słyszał 2 niezbyt głośne wybuchy, tak jakby były one w środku kadłuba przed uderzeniem w ziemię.

news.bbc.co.uk/2/hi/europe/8580179.stm

Na myśl na katastrofie przypomina się upadek samolotu w którym zginął minister w rządzie Billa Clintona, Ronald Harmon Brown. Sprawa bardzo podejrzana – m.in. 3 telewizje poinformowały o wydobyciu czarnych skrzynek, a władze stwierdziły że to były przedmioty tylko wyglądające identycznie, fałszywie informowano o złej pogodzie, a jedyna ocalała z katastrofy tuż po uratowaniu złamała kark. Polityk, który zginął miał stanąć przed niezależnym prokuratorem i ostrzegł, że nie pójdzie do więzienia sam.

en.wikipedia.org/wiki/Ron_Brown_%28U.S._politician%29
whatreallyhappened.com/RANCHO/CRASH/BROWN/brown.html

W wyemitowanym miesiąc temu “fałszywym” reportażu TV podano informację o śmierci Lecha Kaczyńskiego. Audycja, która miesiąc temu wywołała popłoch wśród Gruzinów, opowiadała o ataku Rosjan na Gruzję. W wyniku inwazji śmierć miał ponieść prezydent Gruzinów Micheil Saakaszwili. Co ciekawe – w filmie poinformowano też o wybuchu lecącego na pomoc Gruzji samolotu Lecha Kaczyńskiego. Zasugerowano, ze za zamachem na prezydenta RP stoją Rosjanie. Komentatorzy twierdzili wówczas, że za emisją programu, stylizowanego na prawdziwy reportaż z bieżących wydarzeń, odpowiedzialne są gruzińskie władze, pragnące na podstawie informacji wywiadowczych przestrzec przed imperialnymi planami Rosjan.

niezalezna.pl/article/show/id/32899

Dlaczego władze Rosji tak pospiesznie informują o błędzie jednego z najbardziej doświadczonych z polskich pilotów, od razu wszczynając śledztwo z odpowiedniego paragrafu? Jak to możliwe żeby samolot znajdujący się na wysokości zaledwie kilkunastu metrów tak doszczętnie się rozbił? Drzewostan w okolicy jest rzadki i z niewielkimi drzewkami. Co przyczyniło się aż do takiej skali katastrofy ? Niedawno w Holandii zdarzył się podobny wypadek i prawie wszyscy ocaleli.

www.globalnaswiadomosc.com/prezydentzginal.htm

Od katastrofy prezydenckiego TU-154 minęło ledwie kilka dni, śledztwo w tej sprawie potrwa na pewno jeszcze wiele tygodni, może nawet miesięcy, a strona rosyjska już wykluczyła awarię maszyny. I twierdzi, że do katastrofy miała rzekomo przyczynić się lekkomyślność polskich pilotów i brak znajomości języka rosyjskiego, co utrudniało kontakty z wieżą kontroli lotów. Takie przesądzanie sprawy dziwi ekspertów. Ekspertów od wypadków lotniczych takie stanowisko zaskakuje, bo przecież aby wykluczyć awarię samolotu, trzeba najpierw przeprowadzić skrupulatne badania wraku. W przypadku katastrofy trzeba zebrać wszystkie kawałki samolotu i złożyć je w hangarze. Wtedy inżynierowie, technicy, specjaliści od budowy silników, aerodynamiki, konstrukcji samolotów, wytrzymałości materiałów muszą obejrzeć dokładnie wszystkie szczątki i wydać opinię na temat ewentualnych przyczyn katastrofy. Przecież piloci mogli nawet nie zdążyć poinformować wieży o kłopotach z samolotem, bo wszystko mogło wydarzyć się dosłownie w ciągu sekundy. Zresztą nie trzeba być ekspertem od lotnictwa, aby zauważyć, iż autorytatywne rozstrzyganie sprawy dotyczącej stanu technicznego tupolewa jest teraz zbyt wczesne.- Skoro my na polecenie prokuratury badaliśmy często przez wiele dni różne elementy silnika, zawieszenia, hamulce, instalacje elektryczne, aby poznać stan techniczny samochodu i czy nie to było przyczyną wypadku, to jak bez ekspertyzy można wydawać jednoznaczną opinię o stanie technicznym samolotu? – zastanawia się inżynier Stanisław Krupski, który był przez kilkadziesiąt lat rzeczoznawcą samochodowym i uczestniczył w badaniu wielu rozbitych aut, biorących udział w śmiertelnych wypadkach drogowych. – Przecież duży samolot pasażerski to o wiele bardziej skomplikowana maszyna niż nawet najnowocześniejszy samochód – dodaje. Kontrolerzy mieli mu podobno radzić, aby poleciał do Mińska lub Moskwy, gdzie można bezpiecznie lądować. Tymczasem jak podkreśla wielu pilotów, ich koledzy nie byli samobójcami i skoro decydowali się na lądowanie, to musieli stwierdzić, iż można lądować. Po pierwsze, mgła (o ile była) nie musiała być dużą przeszkodą, bo zawiera ona wiele prześwitów, przez które dobrze widać lotnisko. O tym, że warunki jednak pozwalały na posadzenie maszyny, świadczy przede wszystkim to, iż lotnisko nie zostało zamknięte. Gdyby podjęto decyzję o zamknięciu portu, żadna maszyna nie mogłaby tam lądować – także Tu-154 z prezydentem Kaczyńskim na pokładzie. Skoro – jak twierdzą Rosjanie – tuż przed przylotem polskiego samolotu nie zezwolono na lądowanie rosyjskiemu wojskowemu samolotowi transportowemu, to dlaczego nie zamknięto portu? Jednak jeden z kontrolerów lotu – Paweł Plusnin zapewnia, że radził załodze lot do innego miasta. Na pytanie, dlaczego pilot go nie posłuchał, odpowiedział: “To jego trzeba by zapytać”. Trudno o przykład większej arogancji i braku taktu, w sytuacji gdy powszechnie wiadomo, iż wszyscy, także piloci, zginęli w katastrofie. Kuriozalne jest także twierdzenie, że polscy piloci nie znali rosyjskiego i dlatego mieli problemy z porozumieniem się z wieżą. Bo piloci rosyjski znali bardzo dobrze. Żaden z nich nie zostałby wysłany na lot do Smoleńska, gdyby nie posługiwał się biegle językiem rosyjskim. To nie jest zwykłe lotnisko cywilne, ale dawne wojskowe. Nie ma tu regularnych lotów i obsługa jest rosyjskojęzyczna. I za każdym razem, gdy jakiś polski samolot tam lądował, musiał nim kierować pilot znający język rosyjski. W dodatku 36. specjalny pułk lotniczy, który zawiaduje prezydencką flotą powietrzną, nie raz organizował loty do krajów za naszą wschodnią granicą, również do Smoleńska, i dla nikogo nie było zaskoczeniem, że z tamtejszą wieżą trzeba się porozumiewać po rosyjsku. Tym bardziej że ci piloci przylecieli kilka dni wcześniej Tu-154 do Smoleńska, gdy przywieźli delegację na czele z premierem Donaldem Tuskiem na uroczystości z udziałem premiera Rosji Władimira Putina. Ale rosyjska wersja katastrofy już przedostała się do zachodnich mediów. I być może o to Rosjanom chodziło, aby przekaz był taki, jak we włoskiej lewicowej gazecie “La Repubblica”, który napisał, iż należy wyjaśnić, dlaczego “dwóch doświadczonych pilotów wykazało się tak małym profesjonalizmem, że chcieli wylądować w Smoleńsku za wszelką cenę”.

www.naszdziennik.pl/index.php?typ=tk&dat=20100413&id=tk05.txt

Skrzydlata Polska 11/2008 Tomasz Hypki. Władzę objął rząd Donalda Tuska, ale Maciej Wnuk pozostał w MON. Trafił nawet do… rady nadzorczej AMW. Mógł więc dalej wpływać na procedurę zakupu samolotów dla VIP. I to mimo oczywistego zamieszania w wiele afer (poza sprawą samolotów, m.in. próba doprowadzenia do zerwania dostaw KTO Rosomak i spowodowanie niepotrzebnego zniszczenia kompletnie wyposażonego transportera o dużej wartości). Sytuacji nie zmieniło nawet pismo Transparency International Polska (TIP), z którego wynikało, że niezależni obserwatorzy przetargu na zakup samolotów dla VIP, powołani na podstawie porozumienia MON z tym stowarzyszeniem, nie są znani jego władzom, a faktycznie reprezentują znaną kancelarię prawną. TIP nie było nawet informowane o działaniach tych obserwatorów. Z pisma wynikało, że przynajmniej niektóre z tych osób zostały mianowane przez ministra obrony narodowej po rekomendacji… Macieja Wnuka. Z innej korespondencji wynika, że zajmujący się walką z korupcją urzędnik MON próbował wyeliminować z udziału w procedurach przetargowych co bardziej niezależnych ekspertów, choćby pod pretekstem konfliktu interesów związanego z pracą w… Urzędzie Lotnictwa Cywilnego. Wnuk pozostał, bo jego patron zmienił koalicję i resort, ale ma nadal ogromne wpływy w MON. Odeszli za to inni ludzie, którzy mogli przeprowadzić uczciwy przetarg na samoloty dla VIP. Przede wszystkim dr Jerzy Krawiec, sekretarz komisji przetargowej, który zaproponował obiektywne procedury uwzględniające koszty eksploatacji, z wykorzystaniem programów używanych przez wyspecjalizowane przedsiębiorstwa na całym świecie. Tacy niezależni specjaliści nie są potrzebni w kraju przypominającym pod wieloma względami republikę bananową.

obnie.info/Joomla/index.php?option=com_content&view=article&id=854:do-krwi-ostatniej&catid=96:sluzby&Itemid=27

Rosjanie mieli kilka motywów. Przy czym nie musieliby o tym wiedzieć obaj przywódcy. Miedwiediew do niedawna uważany za marionetkę, od 4 miesięcy wykazuje się coraz większą samodzielnością. Wywalenie bez konsultacji z Putinem 18 generałów milicji, całego zarządu więziennictwa i połowy szefostwa prokuratury – to było wypowiedzenie wojny. Po antyputinowskich demonstracjach w przeszło 100 miastach Rosji, początkowo nikt nie zwrócił uwagi, że były to miasta garnizonowe. Teraz się już mówi, że siłą wspierającą Miedwiediewa jest armia, która nie tylko dąży do pozbycia się kurateli kagebistów, ale też do przejęcia całości schedy po nich. Zatem mogłoby to być nie tylko wymierzone w Polskę, ale elementem wewnętrznej rozgrywki w Rosji, a w przypadku bezpardonowej walki ze sobą służb siłowych Rosji kontrola Miedwiediewa i Putina nad nimi może być niepełna.

Rosjanie mogą zyskać na śmierci Kaczyńskiego. Pretendował do roli lidera w regionie widzianym przez Rosjan jako ich naturalna strefa wpływów (Europa Środkowa); – był głównym polskim politykiem, który nie obawiał się wystąpić przeciw interesom Rosji (a w obronie interesu Polski) na forum UE, jak trzeba było, to drastycznie (np. blokując rozmowy UE-Rosja), wszedł w drogę Rosjanom w Gruzji (zwrócił uwagę Europy, a może i świata na to, co tam Rosjanie robili), a pewnie i na Ukrainie podczas pomarańczowej rewolucji. Ale oczywiście nie można wykluczyć wyeliminowania Prezesa NBP w celu wprowadzenia w Polsce waluty euro czy przejęcia akt Biura Bezpieczeństwa Narodowego przez ludzi na których Rosjanie mają wpływ poprzez WSI. Oczywiście te osoby nie byłyby informowane o bestialskim zamiarze, ale szantażowane już po katastrofie aby wypełniać wolę Rosjan. Na pokładzie samoloty był szef polskich wojsk, Generał Gągor. Za kilka miesięcy miał zostać szefem wojsk NATO. Polak na czele wojsk NATO? Czy jest większa zniewaga dla Rosjan? Na pokładzie był też szef wojsk specjalnych.

Dlaczego Rosjanie proponowali lądowanie w Moskwie lub Mińsku? Są bliżej lotniska wojskowe spełniające podobne kryteria jak przestarzale wyposażone lotnisko w Smoleńsku. Podając tak odległe lotniska Rosjanie mogli być pewni, że pilot podejmie przynajmniej jedną próbę wylądowania w Smoleńsku – pilot nie wiedział jak gęsta jest mgła, w przypadku bardzo gęstej o jakiej mówi się że nagle pojawiła się dziwnym trafem akurat tuż przed lądowaniem samolotu prezydenckiego Rosjanie powinni zamknąć lotnisko. Nie zrobili tego. Jeśli dodamy do tego możliwość zakłócenia lub wyłączenia urządzeń elektronicznych (w tym także celowego zafałszowania wskazań wysokościomierza na przykład o 50-100 metrów) to katastrofa była praktycznie pewna mimo przekonania pilota, że ryzyko jest minimalne – po prostu w razie nieudanego podejścia wiedział, że spokojnie przeleci nad pasem startowym i poleci na inne lotnisko, tak jak potężny Ił-62, który zrobił to samo przed samolotem prezydenckim.

Obecne przyjazne zachowanie władz Rosji nie wyklucza zamachu. Putin dopuszcza do dziś do mordowanie niewinnych kobiet i dzieci w Czeczenii, zaatakował Gruzję, Jesienią 1999 roku w Moskwie doszło do serii eksplozji w domach mieszkalnych. Potężny wybuch zniszczył też jeden z domów w Wołgodonsku. Zginęło ponad trzysta osób. O dokonanie zamachów władze oskarżyły czeczeńskich terrorystów. W rosyjskiej prasie pojawiły się informacje, iż ich sprawcami mogły być w rzeczywistości rosyjskie służby specjalne, które chciały dostarczyć Putinowi pretekstu do ostatecznego rozwiązania problemu Czeczenii. Znamy również z historii przypadek domniemanego zamachu przez władze, po którym osobę zabitą te same władze niezwykle uhonorowały. Siergiej Kirow w 1934 na XVII Zjeździe WKP(b) podczas głosowania władz partyjnych otrzymał więcej głosów niż Stalin. Podobno bardzo zazdrosnego o swoją pozycję Stalina zdenerwowało to, że przemówienie Kirowa podczas XVII Zjazdu WKP(b) poprzedziła 10-minutowa owacja (zamiast zwyczajowej 5-minutowej), która przysługiwała Stalinowi. Na zjeździe wybrany członkiem Biura Organizacyjnego i sekretarzem KC, ale 1 grudnia 1934 został zastrzelony przez bolszewika Leonida Nikołajewa. Wielu historyków uważa, że zabójstwo Kirowa było zlecone przez Stalina i zorganizowane przez NKWD. Zarzut uczestnictwa w spisku postawiono wielu dawnym działaczom podczas wielkiej czystki. Pochowany w murze Kremla, jego nazwiskiem nazwano liczne przedsiębiorstwa i miasta (Kirow w Rosji, Kirowabad w Azerbejdżanie, Kirowohrad na Ukrainie).

Jak powiedział Krzysztof Parulski naczelny prokurator wojskowy to Rosjanie prowadzą śledztwo i tylko informują Polaków o jego efektach – jeśli będą chcieli cokolwiek ukryć lub podmienić, pamiętając historię (mataczenie po wypadku okrętu atomowego Kursk, po zajęciu przez terrorystów szkoły w Biesłanie, a nawet doniesienia o organizowaniu przez Rosjan zamachów na wieżowce u siebie w kraju i zrzucanie winy na organizacje terrorystyczne) tylko człowiek bardzo naiwny może myśleć, że tego nie ukryją. I to nie tylko w przypadku zamachu, ale też gdyby było jakiekolwiek nieumyślne zaniedbania (na przykład błędne wskazania wysokości pilotowi czy złe oświetlenie pasa i jego okolicy). Dziwi pewność płk Zbigniewa Rzepy, że Rosjanie niczego przed nami nie ukrywają, o wszystkim nas informują. Zresztą to właśnie on jako jedyny był przy odsłuchiwaniu czarnych skrzynek. Dlaczego mimo, że do Rosji pojechało 8 prokuratorów tylko jeden uczestniczył w tak kluczowym elemencie? Przy tej czynności powinno być przynajmniej kilku polskich prokuratorów.

Autor: Filip Stankiewicz

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Sob Kwi 17, 2010 9:23 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Witam Serdecznie,


chyba już wiemy jak. Kto ? - przypuszczaliśmy od samego początku.


Proszę mi wybaczyć ilość materiałów jakie są w tym mailu. Zdaję sobie sprawę, ze może być lekko nudne, a na pewno nużące, czytać te wszystkie artykuły i przebrnąć przez te informacje.
Choć z pozoru może się wydawać, że z pozoru zahaczamy niejako o SiFi, ale zapewniam, że niestety tak nie jest, dlatego właśnie załączam tyle informacji. Zachęcam również do szukania samemu. Jest bardzo dużo na temat tych technologii.


Ja sam mam znacznie więcej informacji, ale naprawdę zachęcam szukać samemu.


Przepraszam, że umieściłem cytaty również z prasy polskojęzycznej, bowiem na pewno nie jest to prasa POLSKA, umieściłem cytaty z "Gazety Wybiórczej", ale informacja jest istotna.


Niemniej jednak rozpoczynam od ciekawego artykułu w języku angielskim


Moc serdecznych pozdrowień
Marek B.


International terrorists from FSB Russia murdered Polish President with EMP
Publication time: 14 April 2010, 12:54

The Romanian Global News was the only outlet of the Rumanian media which reported about the attack of international terrorists from the FSB Russia against the plane of the Polish President in Smolensk, in which the whole Polish elite had been exterminated. The Rumanian agency cites its sources in the security structures of the NATO. The report has not been officially confirmed yet, but increasing evidence testifies that the Russians really eliminated the leadership of Poland in the most brutal crime of this century.



The opportunity was unique for Russia. Russia never had so many enemies seated in one plane over its territory or near a military base equipped with electronic and electromagnetic weapons systems. It was an opportunity that former KGB agent Vladimir Putin could not miss.



To murder enemies was the ABC of philosophy for security services in the Czarist Russia, which remains intact until now. For the FSB, GRU, SVR and for all other Russian secret services it was just a routine operation, which they call in technical terms "the annihilation of anti-Russian political and military leaders of an enemy country."



The Russian claim of a "human error" and other Russian disinformation campaigns can not conceal the fact of a sudden and total failure of all the equipment on board the plane and free the Russians of suspicions that they destroyed the plane in a terrorist attack.



It is a crime that Moscow would have to pay for many years ahead. The Russian state terrorists initially wanted to eliminate the President and his brother, a former Prime Minister Jaroslaw Kaczynski. He didn't board the death plane only by chance, his mother was ill.



Jaroslaw Kaczynski is likely to be the next president of Poland.



Actually, informed people can not be fooled by the Russian disinformation campaign launched after the tragedy, indirectly confirming suspicions disclosed by the Romanian Global News.



The Rumanian Evenimentul Zilei B1 TV aired a program about the tragedy with Caesar Osiceanu as moderator. The Russian version of events contradicts the information received by the Romanian Global News, the program reported.



In its turn, the Polish media is now more concerned with funerals of politicians exterminated by the Russians in the plane crash rather than starting to ask questions and get uneasy.



"A preliminary analysis of the conversations indicate that the 26-year old plane was in good working condition, writes the news.pl.



Initially, the media speculated that the tragedy could have been caused by a poor state of the Russian-made Polish plane, noting that in the past 40 years, 60 such planes crashed. Six of them crashed in the last five years. The head of the production team at the Tupolev plant Alexei Gusev said the aircraft was recently refurbished and its engines were repaired.



The traffic controllers at the airport of Smolensk presumably advised the Polish pilot not to land, warning that a dense fog reduced visibility.



They suggested to the pilots to try to land in the airport of Minsk or Moscow. The Chief Pilot, Arkadiusz Protasiuk, presumably ignored the advice of the Russian controllers and decided to land in the airport in Smolensk. He presumably tried it four times.



A colleague of the now dead pilot, Tomasz Pietrzak, who flew several times such Russian planes, said there is no evidence so far that Protasiuk really tried four times to land in Smolensk.



The crash of the Polish President's plane which caused the death of all 96 passengers is absolutely inexplicable because of the sophisticated electronic equipment on board and experienced pilots.



Sources in the Polish Ministry of Defense in Warsaw reported exclusively to the Romanian Global News that Russian military carried out experiments in the past with electromagnetic weapons on its military base in the area of the military airfield where the plane of the Polish president tried to land.



In 2008, Moscow said it had created the most powerful electromagnetic weapon of all time, known as the EMP (electromagnetic pulse), the Russian paper Pravda reported.



"The immense power of billions of watts is being generated, and the weapon is of extremely small size. The innovation is that electromagnetic pulses emitted by the new weapon is much shorter, but extremely powerful, "said Gennady Mesyats, the Vice President of the Russian Academy of Science and director of the Lebedev Physics Institute.



"Such small weapon has never been created in the past and yet it is extremely powerful. . There were similar devices, made during the Cold War, but their size was huge. Our device is at least 10 times more powerful than any weapon created abroad," said Mikhail Yaladin, a scientist credited with the development of the electromagnetic super weapon.



Any electronic equipment fails to operate in the near of the electromagnetic device, when the generator is running. The device was shown in Yekaterinburg. According to Russian military scientists, it produces results similar to a lightning stroke or a nuclear explosion. The weapon was called Nika, after the Greek goddess of victory.



A weapon of this type can interfere with electronic equipment and engines of any aircraft, Polish military sources said to the Romanian Global News. It is very difficult to detect it because of a short period of the use of the electromagnetic beam.



Kaczynski brothers were among the strongest defenders Polish national interests, both from Moscow and from Germany and Brussels.



Under their leadership, one of the largest Russian spy networks has been destroyed by the Polish military counterintelligence. This is one of the hardest blows that Moscow has ever got in the NATO area.



The Rumanian news agency is not the only one who distrusts the Russians.



"Israeli" media outlets do not trust the official Russian version about the causes of the plane crash near Smolensk as well, the Rumanian Global News says. Some of them are inclined to see a Kremlin-style murder in this incident, reports the izrus.co.il.



Many analyst believe that the tragedy was staged by the Kremlin, which hated Kaczynski, because of his anti-Russian stance.



On April 10, the first "Israeli" TV channel as well as the second one mentioned a possible involvement of Putin in the death of the Polish president.



Next day, on April 11, doubts were expressed in the print media.



"The Poles can hardly believe that all political and military leadership disappeared as a result of an accident caused by a tragic set of circumstances, technical defects and a human factor", writes the Yediot Ahronot newspaper.



The Ha'aretz newspaper adds:" In the first hours after the accident, a possibility of a Russian involvement prevailed in the Polish media because of tense relations between Kaczynski and Putin.



The Maariv went further and titled its article "A smell of liquidation".



"Moscow has promised to investigate, Putin became the head of the investigation committee, but it is unlikely that the truth would be ever revealed,", the article says.



The NRG Web site says that "the accusation in a targeted Kremlin-style assassination will accompany the story in the coming year"



A leading political analyst, Attila Somfalvi wrote in the "Facebook" that "the Russians are now the main suspects".



On April 12, the newspaper Ha'aretz noted that Russian solidarity with Poland in the Smolensk tragedy is only meant to deceive the world.



Department of Monitoring

Kavkaz Center



http://kavkazcenter.com/eng/content/2010/04/14/11842.shtml
.......................................................................................................................................
E-bomba za 400 dol. strąci samolot
Poniedziałek, 6 kwietnia 2009 (10:56)
Za równowartość 400 dolarów domową metodą można złożyć urządzenie, które strąci samolot pasażerski.

Airbus 340 model 600, który na pokładzie pomieści 380 pasażerów. /AFP

Wystarczą odpowiednie umiejętności i sprzęt, który można kupić w sklepie z elektroniką za około 400 dolarów, aby sprowadzić samolot pasażerski na ziemię - ostrzegają eksperci z izraelskiego Instytutu ds. Walki z Terroryzmem. Ich teorię potwierdzają redaktorzy serwisu "Popular Mechanics".


Co może wywołać taką tragedię? Impuls elektromagnetyczny (EMP) - zjawisko powstające podczas silnych eksplozji oraz w trakcie zdarzeń wywołujących gwałtowne zaburzenia ziemskiego pola magnetycznego. Następstwem EMP może być uszkodzenie elementów elektronicznych wszystkich urządzeń znajdujących się w zasięgu impulsu.


- Każde państwo, nawet dysponując technologią rodem z lat 40. minionego wieku, może zbudować takie urządzenie - zauważył Carlo Kopp, australijski ekspert do spraw technologii wojskowej, czytamy w "Popular Mechanics". Prowizoryczne urządzenie EMP można by wnieść na pokład samolotu, aby użyć go przykładowo tuż przed lądowanie

Impuls pozbawiłby pilotów kontroli nad maszyną.

WWWojna światowa
Grozi nam "Cybernetyczna zimna wojna" - przez najbliższą dekadę 120 krajów będzie prowadziło wojnę podjazdową w internecie. Będą ofiary w cywilach. więcej »
Prowizoryczne urządzenia wykorzystujące impulsy elektromagnetyczne można także użyć do ataków na instytucje finansowe, nadajniki sieci komputerowych lub serwery. Trudno nawet oszacować skutki tego typu terrorystycznych operacji.

Stany Zjednoczone na przyszły rok planują testy zaawansowanego modelu bomby EMP, która miałaby posłużyć do strategicznych ataków na cele przeciwnika. Również inne kraje od lat prowadzą badania nad tego typu bronią.

ŁK

http://nt.interia.pl/news/e-bomba-za-400-dol-straci-samolot,1286528

.....................................................................

Terroryzm elektromagnetyczny - realne zagrożenie współczesnego świata


Każdy z nas, w mniejszym lub większym stopniu, spotkał się z polem elektromagnetycznym, z pozytywnymi i negatywnymi skutkami jego działania.

Prawie wszyscy słuchamy radia, oglądamy telewizję. Wszystko to dzięki otaczającemu nas polu elektromagnetycznemu, którego źródłem są stacje radiowe i telewizyjne.

Niejednokrotnie jednak zauważamy, że "czystość" odbioru słuchanych i oglądanych stacji radiowych czy telewizyjnych jest zakłócana. Powodem tego są niepożądane pola elektromagnetyczne, którego źródłami są m.in. wadliwe instalacje elektryczne, elektroniczne, linie energetyczne czy też wyładowania burzowe. Wszystkie te źródła powstają poprzez niezamierzoną działalność człowieka. Zdarza się jednak, że również człowiek celowo tworzy źródła pól elektromagnetycznych, które dla wielu z nas są źródłami niepożądanymi, a nawet zagrażającymi bezpieczeństwu naszemu, naszej rodziny czy państwa.

Co na to prawo?

Obecnie terroryzm elektromagnetyczny przestał być jedynie domeną literatury science fiction. W kwietniu 2006 r. portal internetowy Interia, powołując się na Defense News, zamieścił informacje dotyczące wyników analiz potencjalnych skutków ataku przeprowadzonego przy użyciu bomby elektromagnetycznej w USA. Okazało się, że ani sieci cywilne, ani wojskowe nie posiadają zabezpieczeń umożliwiających ich przetrwanie w przypadku takiego zdarzenia. Zdaniem Pentagonu do przeprowadzenia podobnych ataków w mniejszej skali mogą być zdolne grupy terrorystyczne. Funkcjonująca w ramach NATO komisja ds. zagrożenia atakami EMP już w 2004 r. wskazywała na konieczność zabezpieczenia przed tego typu atakami systemów zarówno w USA, jak i Europie Zachodniej.

Tendencje znalazły także odzwierciedlenie w ustawodawstwie polskim. Znowelizowane w roku 2005 Rozporządzenie Prezesa Rady Ministrów w sprawie podstawowych wymagań bezpieczeństwa teleinformatycznego wyraźnie stwierdza, że celem ochrony elektromagnetycznej jest nie tylko niedopuszczenie do utraty poufności, ale także niedopuszczenie do utraty dostępności

informacji niejawnych przetwarzanych w systemach teleinformatycznych, które nastąpić może w wyniku zakłócania pracy tychże systemów za pomocą impulsów elektromagnetycznych.

Należy stwierdzić, że praktyka odbiega jednak od litery prawa. Niewielu producentów decyduje się na przeprowadzanie badań odporności oferowanych przez siebie urządzeń. Potwierdzenie spełnienia tego typu wymagań nie zawsze jest oczekiwane przez użytkownika końcowego.

Silne pola elektromagnetyczne jako źródła terroryzmu elektromagnetycznego



Pierwsze przesłanki możliwości wykorzystania silnych pól elektromagnetycznych jako skutecznej broni pojawiły się już w latach 50. ubiegłego stulecia, kiedy podczas prób z bronią jądrową w atolu Bikini nastąpiła awaria systemu energetycznego. Wówczas to, przy przeprowadzaniu prób wybuchów jądrowych, amerykańscy naukowcy potwierdzili, że wybuchom nuklearnym towarzyszy impuls elektromagnetyczny. Pole elektromagnetyczne w postaci silnego impulsu elektromagnetycznego było w stanie, w różnego rodzaju obwodach urządzeń i systemów, indukować bardzo wysokiej wartości napięcia i natężenia prądu, które mogły nie tylko zakłócić pracę tych urządzeń, ale nawet zniszczyć całe systemy, zwłaszcza systemy łączności będące bardzo wrażliwe na niepożądane zakłócenia zewnętrzne (rysunek). Przykładowe wartości udarów prądowych i napięciowych powstałych w wyniku wybuchu nuklearnego przedstawiono w tabeli.

W wyniku przeprowadzonej symulacji eksplozji ładunku o mocy 1MT na wysokości 100 km stwierdzono, że niszczący teoretyczny zasięg w przypadku niezabezpieczonego sprzętu elektronicznego wynosi 1000 km, przy czym uszkodzenia takiego sprzętu byłyby obserwowane w promieniu 2000 km. W przypadku takiej eksplozji nad Morzem Północnym pod wpływem impulsu elektromagnetycznego znalazłaby się prawie cała Europa. Dodatkowo wybuchom nuklearnym towarzyszyć może powstanie tzw. impulsu quasi-stacjonarnego1, zdolnego do kasowania informacji na magnetycznych nośnikach informacji - dyskietki, dyski.

Terroryzm elektromagnetyczny
Umyślne wytwarzanie i wprowadzanie elektromagnetycznej energii zakłócającej w pole (przestrzeń) pracującego sprzętu lub systemów elektronicznych w celu uszkadzania albo zniszczenia. Chodzi o akcje terrorystyczne albo kryminalne. Terroryzm EM może być również rozpatrywany jako sposób ofensywnej nowoczesnej walki informacyjnej. Bezprawne użycie energii elektromagnetycznej może być skierowane przeciw osobom, rządom, cywilnej gospodarce lub wybranym obiektom w połączeniu z politycznymi lub socjalnymi żądaniami. Tak postrzegany terroryzm EM charakteryzuje tylko jego ekstremalny kierunek. Może on jednak również dotyczyć wandali, elementów kryminalnych lub kręgów aspołecznych.


Do innych wypadków związanych z oddziaływaniem pól elektromagnetycznych można zaliczyć:



zatopienie brytyjskiego niszczyciela w wojnie o Falklandy. Powodem zatopienia był brak kompatybilności między odbiornikiem radarowego systemu wykrywania obiektów w bliskim obszarze i jednocześnie pracującym nadajnikiem pokładowym do satelitarnej transmisji danych do naczelnego dowództwa w Anglii. Odbiornik był "oślepiony" i nie wykryta rakieta Exocet uderzyła w okręt;

rozbicie się samolotu w RFN. W myśliwcu lecącym na małej wysokości i w niedużej odległości od masztu radiostacji krótkofalowej dużej mocy zakłócony został system kontroli lotu i samolot rozbił się.

Są to przypadki, w których niszczycielskie działania pól elektromagnetycznych nie były zamierzone, a jednak negatywnie wpłynęły na pracę urządzeń elektronicznych i doprowadziły nie tylko do utraty informacji niejawnych i do ich zniszczenia, ale do tragedii, w których zginęli ludzie.


Odkrycie naukowców amerykańskich zostało z należytą wagą przyjęte przez naczelnych dowódców - strategów amerykańskich. W całym zjawisku dostrzegli oni możliwość stworzenia nowoczesnej broni, której użycie byłoby niewidoczne, a mogłoby przynieść ogromne zniszczenia infrastruktury cywilnej i wojskowej przeciwnika. Przy tym życie ludzkie mogłoby być niezagrożone. Dlatego też broń ta została określona mianem broni humanitarnej.

Ale zarówno naukowcy, jak i stratedzy wojskowi zaczęli zastanawiać się, czy dla uzyskania niszczącego impulsu elektromagnetycznego konieczne jest doprowadzanie do wybuchu jądrowego w przestrzeni okołoziemskiej na dużej wysokości, ponad 40 km. Po kilku latach prób i testów okazało się, że pola elektromagnetyczne o dużej sile niszczenia można wygenerować znacznie prościej i taniej, wykorzystując e-bombę. Tego typu rozwiązania, według nieoficjalnych danych, są już w wyposażeniu militarnych potęg światowych. Jednocześnie pojawiło się ogromne niebezpieczeństwo wynikające z możliwości wykorzystania tego zagrożenia, może na mniejszą skalę, przez osoby lub grupy osób dążące do osiągnięcia własnych korzyści. Wśród nich mogą być zarówno terroryści, którzy swoim zasięgiem obejmują coraz to większy obszar świata, jak i grupy złodziejskie czy grupy sabotażystów.

Słuszne obawy?

Wykorzystanie właściwości e-bomby przez wspomniane grupy ludzi może stanowić ogromne zagrożenie życia ludzkiego, mimo że jest to broń humanitarna. Unieszkodliwiając lub niszcząc systemy stanowiące o bezpieczeństwie państwa, można spowodować ogromne straty finansowe, szkody wynikające ze zniszczenia ważnych danych przechowywanych w systemach elektronicznych.

Największą zaletą takiej broni, jeżeli już o zaletach w tym przypadku możemy mówić, jest to, że nosi ona miano broni niezabijającej. Nie jest konieczne niszczenie wszystkiego (budynków, mostów, lotnisk itp.), jak ma to miejsce w przypadku stosowania broni konwencjonalnej. Wystarczy zakłócić pracę urządzeń elektronicznych (np. systemu kontroli dostępu), a następnie niezauważenie zrobić wszystko, co wcześniej zostało zaplanowane, o czym przeciwnik nie będzie wiedział. Inne zalety tego typu broni:



atak może być przeprowadzony w każdych warunkach pogodowych;

fale pola elektromagnetycznego docierają do celu z prędkością światła;

zaskoczenie przeciwnika;

szybka gotowość do działania;

zdolność atakowania wyszukanych celów z wykorzystaniem prostych źródeł rażenia.

Jednak czy tego typu bomby mogą grozić nam obecnie, w codziennym życiu prywatnym i zawodowym? Okazuje się, że tak. Po pierwsze, generację silnych pól można realizować bez konieczności stosowania metod nuklearnych. Po drugie, nasze codzienne życie, zarówno prywatne, jak i zawodowe, w pełni uzależnione jest od urządzeń elektronicznych czy elektrycznych. Czy obecnie moglibyśmy wyobrazić sobie nasze życie i bezpieczeństwo bez prądu, komputera, telewizora, samochodu naszpikowanego elektroniką, telefonu komórkowego lub stacjonarnego, systemów ochrony mienia? Chyba nie. Wielu specjalistów w zakresie badań odporności urządzeń na zewnętrzne zaburzenia elektromagnetyczne zgodnie twierdzi, że współczesne maszyny znacznie łatwiej uszkodzić aniżeli starsze modele. Nowoczesne komputery są delikatniejsze niż stare "szafy".

Parametry udarów wywoływanych przez NEMP
Układ, na który oddziałuje NEMP Parametry udaru
Linie elektroenergetyczne Kilkadziesiąt kA, kilkaset kV
Anteny Kilka kA, kilka kV
Elementy konstrukcyjne Kilkadziesiąt kA
Instalacja elektryczna Do 100 kA
Linie napowietrzne Ok. 5 kA
Linie podziemne Ok. 1,5 kA
Instalacje w budynkach 1÷20 kA
Linie energetyczne 345kV 1÷3 MV
Anteny na okrętach Do 100 A
Współosiowe, ekranowane kable podziemne Ok. 600 A


Czy rzeczywistość może być aż tak groźna?

Na początku postawmy sobie pytania, na które spróbujemy odpowiedzieć: Czy do unie-szkodliwiania lub niszczenia elektroniki konieczne jest stosowanie pól elektromagnetycznych, których źródłem jest e-bomba? Czy konieczne jest wytwarzanie pól o wartościach dużo przekraczających setki V/m? W końcu, czy istnieje realne zagrożenie wynikające z niekontrolowanego i niezgodnego z prawem korzystania z silnych pól elektromagnetycznych?

Doniesienia Komisji Szumu Elektromagnetycznego i Zakłóceń w Międzynarodowej Unii Radiotechniki w Gent w Belgii wskazują, że zdarzały się już przypadki wykorzystania energii pól elektromagnetycz-nych w przestępczej działalności. Podobno w Rosji posłużono się generatorami pól elektromagnetycznych do unieszkodliwienia systemów zabezpieczających w bankach oraz do przerywania łączności policyjnej. Inny raport podaje, że celem takiego ataku był również pewien londyński bank.


Jak widać, zagrożenia wynikające z terroryzmu elektromagnetycznego najprawdopodobniej miały miejsca, a jak nie, to prawdopodobieństwo ich wystąpienia jest bardzo duże. Z kolei wyniki testów przeprowadzanych w Laboratorium Kompatybilności Elektromagnetycznej Wojskowego Instytutu Łączności pokazują, że do zakłócenia pracy komercyjnych urządzeń elektronicznych, np. typowego zestawu komputerowego, a ściślej mówiąc, monitora komputerowego, wystarczają pola o wartości rzędu pojedynczych V/m (rysunek).






Jak widać ze zdjęć przedstawionych na str. 32, niewielkie wartości natężeń pól elektromagnetycznych skutecznie mogą zakłócić pracę monitorów komputerowych. Tego typu zjawisko może stanowić zagrożenie dla systemów ochrony różnego rodzaju obiektów i instytucji. Czy trudno wyobrazić sobie sytuację, w której następuje kilku- lub kilkunastominutowe zakłócenie pracy centrum monitoringu w bankach, w biurowcach, czy też w instytucjach rządowych? Czy nie jest to wystarczający czas na przeszukanie i wyniesienie z biura ważnych dokumentów, jednocześnie nie będąc zauważonym przez ochronę, czy też nawet nagranym na nośnikach magnetycznych? A po chwili wszystko wraca do normy. System funkcjonuje bez zarzutów. Brak jest dowodów, że ktoś przebywał w strefie, w której przebywać nie powinien, a jednocześnie jesteśmy ubożsi o rzecz, którą nam skradziono. A do zakłócenia pracy podobnych systemów wystarczy generator pola i antena.


Terroryzm elektromagnetyczny - dziś i jutro
Terroryzm elektromagnetyczny jest obecnie zagrożeniem w dużej mierze czysto hipotetycznym. Jednak w niedalekiej przyszłości tego typu zagrożenie może stać się realne. Coraz więcej urządzeń w Laboratorium Kompatybilności Elektromagnetycznej Wojskowego Instytutu Łączności sprawdzanych jest również pod kątem ich wytrzymałości (odporności) na zewnętrzne pola elektromagnetyczne.

Dziś jeszcze mało kto ma odwagę przyznać się, że został zaatakowany bronią elektromagnetyczną. Mogą zdarzać się sytuacje, w których sprzęt znalazł się w strefie działania celowo wytworzonego pola elektromagnetycznego, lecz świadomość użytkownika tego sprzętu jest na tyle niska, że nie jest on w stanie powiązać tego faktu z zagrożeniem. Terroryzm elektromagnetyczny to nie tylko bardzo silne pola elektromagnetyczne, zdolne do działania na szerokim obszarze, którego promień może być liczony w kilometrach. To także słabsze pola, które mogą skutecznie działać w promieniu kilkunastu czy kilkudziesięciu metrów i które nie muszą niszczyć sprzętu elektronicznego - wystarczy, że zakłócą jego pracę na ściśle określony (przez zainteresowaną osobę) czas.

Pytanie: dlaczego w wielu instytucjach (aptekach, banknkach, urzędach, szpitalach) pojawiają się komunikaty zakazujące używania telefonów komórkowych? Jedną z przyczyn jest oczywiście zachowanie ciszy. Ale czy tylko? Wielu z nas spotkało się niejednokrotnie z sytuacją, kiedy dzwoniący telefon komórkowy lub poszukujący sieci, który znajduje się w pobliżu np. komputera, zakłóca obraz wyświetlany w danej chwili na monitorze. Czy może to być dopuszczalne w szpitalu, w którym sprzęt elektroniczny służy ratowaniu życia ludzkiego (a może zagrożonym jest wysoko postawiony urzędnik), w banku, gdzie dokonuje się przelewów elektronicznych na ogromne kwoty, w urzędach, w których przetwarzana jest ogromna liczba danych niejawnych?


Jak widać, zagrożenia wynikające z niekontrolowanego wykorzystania mocy pól elektromagnetycznych przez osoby nieodpowiedzialne są realne i do tego w skutkach, które niewiele osób może sobie wyobrazić. Jednak, jak w każdej sytuacji, można temu przeciwdziałać całkowicie lub przynajmniej w ograniczonym zakresie. Wszystko zależy od mocy źródeł promieniowania. Dla małych wartości natężeń pól zabezpieczenia zwiększające odporność urządzeń na takie pola będą mniej wyrafinowane i mniej kosztowne niż dla zabezpieczenia urządzenia przed wpływem silnych pól elektromagnetycznych. Jakie zabezpieczenia można stosować, chroniąc urządzenia przed wpływem pól elektromagnetycznych, postaramy się przedstawić w kolejnym numerze CSO.



--------------------------------------------------------------------------------

Przypisy
1 Impuls quasi-stacjonarny - impuls o prawie stałym (niezmiennym) natężeniu pola elektromagnetycznego.

Ireneusz Kubiak
Artur Przybysz
Sławomir Musiał

http://cso.cxo.pl/artykuly/55617/.Terroryzm.elektromagnetyczny.realne.zagrozenie.wspolczesnego.swiata.html
................................................................................................................................................................................................



Publikacja: Czy broń elektromagnetyczna zagraża zdrowiu człowieka?
Autor: Jaromir SOBIECH Jarosław KIELISZEK

Artykuł porusza zagadnienie ryzyka zdrowotnego, jakie zdaniem autorów niesie stosowana na współczesnym polu walki broń elektromagnetyczna. Przedstawiono wybrane systemy ukierunkowane na obezwładnienie urządzeń technicznych oraz siły żywej oraz przeanalizowano potencjalne konsekwencje zdrowotne związane z ekspozycją na pole elektromagnetyczne wytwarzane przez te systemy. Abstract.








































Autorzy:

WOJSKOWY INSTYTUT HIGIENY I EPIDEMIOLOGII

ul. Kozielska 4, 01-163 Warszawa


PRACOWNIA METROLOGII PROMIENIOWANIA ELEKTROMAGNETYCZNEGO



ul. Szaserów 128, 03-349 Warszawa



Dziedzina badań: Pole elektromagnetyczne,




dr inż. Jarosław Kieliszek – kierownik pracowni



dr inż. Jaromir Sobiech – specjalista





.................................................................................................


Impuls elektromagnetyczny
Już podczas wybuchu pierwszej bomby atomowej stwierdzono - zgodnie z przewidywaniami fizyków - towarzyszący mu niezwykle oślepiający błysk światła, obecność masy neutronów oraz niezwykle intensywnych strumieni promieni gamma i promieniowania rentgenowskiego.

Podobne zjawiska, oczywiście jeszcze intensywniejsze, zarejestrowano znacznie później podczas wybuchów bomb termojądrowych.

Już jednak w czasie przeprowadzanych w początku lat 50-tych próbnych wybuchów jądrowych naukowcy amerykańscy odkryli obecność towarzyszących im niezwykle silnych impulsów elektromagnetycznych, pokrywających praktycznie całe pasmo częstotliwości radiowych. Impulsy te były w stanie indukować w obwodach elektrycznych i systemach elektronicznych wartości napięć i natężenia prądu powodujące katastrofalne uszkodzenia urządzeń elektrycznych, a zwłaszcza systemów łączności - z zasady bardzo wrażliwych na zewnętrzne zakłócenia. Zjawisku temu nadano nazwę "Jądrowego Impulsu Elektro-Magnetycznego" - NEMP (Nuclear Electro-Magnetic Pulse).

Mechanizm powstawania NEMP związany jest z elementarnymi procesami zachodzącymi z udziałem promieniowania jądrowego i cząstek elementarnych, a w szczególności z "rozproszeniem Comptonowskim". Mówiąc w ogromnym uproszczeniu - tory elektronów "comptonowskich", powstających pod wpływem promieni gamma, ulegają zakrzywieniu w magnetycznym polu ziemskim, wypromieniowując przy tym energię w postaci pola elektromagnetycznego.

Specjaliści od strategii prowadzenia wojny szybko dostrzegli w tym zjawisku możliwość stworzenia broni będącej w stanie uszkodzić infrastrukturę telekomunikacyjną i energetyczną przeciwnika - bez stwarzania bezpośredniego zagrożenia dla ludzi. Ot, taka "humanitarna" broń - E-bomba - zmuszająca wroga do kapitulacji. Wystarczy tylko na wysokości 40 - 100 kilometrów nad terytorium wroga dokonać wybuchu jądrowego, aby towarzyszący mu NEMP w promieniu ponad 1000 km mógł spowodować nieodwracalne uszkodzenia urządzeń elektrycznych i systemów elektronicznych, zwłaszcza komputerowych. Sam wybuch jądrowy - poza silnym błyskiem światła - nie wywołałby istotnych zniszczeń materialnych, nie byłoby fali uderzeniowej burzącej budynki, a ilość radiacji docierającej do powierzchni ziemi i skażenia promieniotwórcze byłyby mniejsze aniżeli przy wybuchu na małej wysokości.

Ale generować impulsy elektromagnetyczne o ogromnym natężeniu można znacznie prościej za pomocą E-bomb, które podobno wchodzą już do arsenałów wojennych potęg świata. Niektóre źródła mówią nawet, że tego rodzaju bronią posługiwały się wojska NATO podczas niedawnej kampanii przeciwko Serbii, aby unieszkodliwić jej systemy radarowe.

Uczeni wiedzą, że kluczem do takiej broni jest generowanie krótkotrwałych impulsów prądu elektrycznego o dużym natężeniu. Skierowanie takich impulsów do anteny spowoduje wypromieniowanie potężnej fali elektromagnetycznej o szerokim paśmie częstotliwości. Obwody elektryczne znajdujące się w określonym "polu rażenia" zaabsorbują energię, którą ta fala przenosi - mogą się po prostu "spalić".

Najbardziej niszczące są impulsy mikrofal z zakresu częstotliwości gigahercowych, które mogą z łatwością przeniknąć do wnętrza aparatury elektronicznej przez otwory wentylacyjne, lub szpary w obudowie, indukując groźne prądy w różnych obwodach elektrycznych. Fale megahercowe poprzez złącza i przewody zasilające, działające podobnie do anten, przedostają się do podłączonej elektroniki i mogą tam spowodować nieodwracalne zniszczenia.

Do wytworzenia mikrofal potrzebny jest niezwykle krótki impuls elektryczny, trwający około 100 pikosekund, czyli jedną dziesięciomiliardową sekundy. (Warto sobie uświadomić, że w takim czasie światło przebywa odległość wynoszącą 3 centymetry.) Takie impulsy można wytwarzać za pomocą urządzenia zwanego generatorem Marxa. W zasadzie jest to drabina kondensatorów ładowanych równolegle, a następnie - wykorzystując super-szybkie przełączniki - rozładowywanych przy połączeniu szeregowym. Powstające podczas rozładowania impulsy trwające setki pikosekund wystarczy skierować do anteny, która wypromieniuje błysk elektromagnetycznej energii. Lotnictwo Armii Stanów Zjednoczonych w swoich laboratoriach na takiej zasadzie zamierza stworzyć broń niszczącą elektronikę nadlatującego samolotu wroga, lub rakiety.

Ale potężne impulsy, choć jednorazowe, można wytwarzać również używając zwykłego materiału wybuchowego. Energię zgromadzoną w kilogramie trotylu (TNT) można przekształcić w potężny impuls mikrofalowy za pomocą urządzenia zwanego kompresorem strumienia. Urządzenie to wykorzystuje energię eksplozji aby skupić pole magnetyczne, towarzyszące impulsowi prądu, w co raz mniejszej objętości. Na końcu taki impuls trafiając do anteny wytwarza potężny impuls fal radiowych i mikrofal.

Prostota zasady działania i konstrukcji koncentratora strumienia jest wręcz szokująca. Wystarczy wziąć rurkę metalową, wypełnić ją materiałem wybuchowym i w jednym jej końcu umieścić detonator. Następnie rurkę umieszcza się wewnątrz cylindrycznej cewki indukcyjnej, do której - na przeciwległym końcu względem detonatora - podłączona jest antena. Na początku przez cewkę trzeba przepuścić prąd elektryczny, co powoduje powstanie wewnątrz niej pola magnetycznego. Potem zapłon detonatora pobudza materiał wybuchowy, którego eksplozja rozchodzi się wzdłuż rurki z prędkością około 6000 metrów na sekundę. Gdybyśmy mogli przyjrzeć się temu procesowi w zwolnionym tempie, to zobaczylibyśmy, że w momencie zapłonu inicjującego eksplozję fala uderzeniowa zaczyna niszczyć całe urządzenie, rozrywając stopniowo wewnętrzną metalową rurkę. Odkształcony metal rurki zwiera kolejne zwoje cewki powodując koncentrację pola magnetycznego, wytwarzanego przez płynący w niej prąd. W miarę przesuwania się czoła fali uderzeniowej do przodu zachodzi kompresja pola magnetycznego w co raz to mniejszej objętości obszaru jeszcze nieuszkodzonego. Towarzyszy temu ogromny wzrost natężenia prądu elektrycznego w cewce znajdującej się przed falą wybuchu. Natężenie impulsu prądowego, trwającego setki pikosekund, narasta do milionów amperów. Wreszcie - tuż przed całkowitym zniszczeniem urządzenia siłą eksplozji - impuls prądowy pobudza antenę, która zgromadzoną energię rzędu terawatów wypromieniowuje na zewnątrz.

Nic dziwnego, że koncentrator strumienia interesuje wojskowych, dążących do stworzenia broni mogącej skutecznie unieszkodliwić elektronikę wrogich rakiet i samolotów przy niemal całkowitym braku ubocznych zniszczeń. Taka broń nie wymagałaby bezpośredniego trafienia w cel, co często bywa trudne.

Zapewne największą zaletą tej broni jest to, że nosi ona etykietkę "nie zabójczej". Nie trzeba niszczyć wszystkiego. Wystarczy spowodować "padnięcie elektroniki", a potem zrobić to co się chce tak, aby przeciwnik o tym się nie dowiedział. To cenne zastosowanie militarne, kiedy można spowodować, aby przeciwnik stracił "pamięć" na dostatecznie długi okres, potem można zresztą zdementować wszelkie zarzuty o cokolwiek. Można w ten sposób unieruchomić system łączności całego miasta bez zabijania kogokolwiek, czy niszczenia budynków. Stosownie do ocen niektórych specjalistów koncentrator strumienia zdetonowany na wysokości kilkuset metrów nad ziemią jest w stanie unieszkodliwić elektronikę w promieniu 500 metrów. A specjaliści twierdzą, że można zbudować kompresor strumienia, który zmieści się w zwykłej teczce.

Niedostatkiem jest to, że trudno mieć gwarancję, że elektromagnetyczna broń spełniła swoje zadanie. Nie można przewidzieć jakie zniszczenia taka broń spowoduje.

Idea zastosowania podobnej broni podczas wojny jest wystarczająco niepokojąca, ale co będzie jeśli wpadnie ona w ręce terrorystów? Przecież broń mikrofalową można sklecić kupując w sklepie elektronicznym detale za kilkaset dolarów. (Można też skorzystać ze sprzedaży wysyłkowej). Potem skonstruowana prymitywna "broń" będzie w stanie zniszczyć czyjś komputer, znajdujący się o 100 metrów od niej.

Bob Gardner, który przewodniczy Komisji Szumu Elektromagnetycznego i Zakłóceń w Międzynarodowej Unii Radiotechniki w Gent w Belgii twierdzi, że przestępcy już korzystali z broni mikrofalowej. Doniesienia z Rosji sugerują, że tego rodzaju urządzenia były używane do unieszkodliwiania systemów zabezpieczających w bankach oraz do przerywania łączności policyjnej. Inny raport podaje, że celem takiego ataku był również pewien londyński bank.

Specjaliści ze zdziwieniem stwierdzili, że współczesne maszyny znacznie łatwiej uszkodzić, aniżeli starsze modele. Nowoczesne komputery są delikatniejsze aniżeli stare "szafy". Sprzyja temu choćby np. obniżanie roboczych napięć mikroprocesorów i zwiększanie ich szybkości oraz plastikowe obudowy, zamiast szczelnych blaszanych pudeł.


http://www.sciaga.pl/tekst/73441-74-impuls_elektromagnetyczny

.................................................................................................................


Testują bombę mikrofalową
17-04-2009 13:54


Amerykanie prowadzą właśnie testy pierwszej praktycznej bomby HPM (high-power microwave). Tego typu broń generuje impuls elektromagnetyczny, który może zniszczyć systemy elektroniczne, unieruchomić pojazdy, wyrzutnie rakietowe, systemy łączności, nie czyniąc jednocześnie szkody ludziom czy budynkom. Amerykanom udało się skonstruować HPM takiej wielkości, że można ją umieścić w głowicy rakiety czy na pokładzie bezzałogowego samolotu.


Broń mikrofalowa jest rozwijana od dziesięcioleci, jednak zawsze największy problem stanowiło zmniejszenie jej do rozmiarów umożliwiających praktyczne użycie. Częstotliwość impulsu wysyłanego przez HPM może wynosić od setek megaherców do kilkunastu gigaherców. Możliwe jest więc dostosowanie "wybuchu" do spodziewanego rezultatu. Przy niższych częstotliwościach bomba zablokuje komunikację, przy wyższych - zniszczy elektronikę. Jednak nie chodzi tylko o częstotliwość, Cała trudność polega na skupieniu energii bomby na wybranym celu. To z kolei wymaga olbrzymich energii. Dlatego też bomba zawiera opracowany przez profesora Andreasa Neubera, wielostopniowy generator o maksymalnej wydajności kilkuset megawatów.

Tak potężna bomba nie będzie jednak obecnie testowana. Podczas prób zostanie użyty generator o mocy 35 MW, który zapewni impuls trwający 100-150 nanosekund w paśmie 2-6 GHz.

Półtorametrowa bomba składa się z trzech głównych elementów: generatora z kompresją strumienia (FCG - flux compression generator), wirkatora (to generator mikrofal) oraz anteny, która odpowiada za emisję mikrofal. FCG to rodzaj baterii przechowującej energię chemiczną w postaci materiału wybuchowego (najczęściej C4). Materiał zamknięty jest w cylindrze i otoczony izolowanymi przewodami. Na jednym końcu cylindra umieszczono 12-woltową baterię. Prąd przechodzący przez przewody generuje pole magnetyczne. Dodatkowy cylinder otacza też przewody. Gdy dochodzi do eksplozji C4, cylinder wewnętrzny jest kierowany w stronę zewnętrznego, dochodzi do gwałtownego ściśnięcia pola magnetycznego i wygenerowania energii impulsu elektromagnetycznego. Trafia on do induktora generującego napięcie około 100 kilowoltów, z którego jest zasilany wirkator.

Podobny efekt można uzyskać za pomocą innych generatorów, nie wykorzystujących materiałów wybuchowych. Jednak są ona większe.

Na razie badania nad HPM znajdują się w początkowym stadium i twórcy bomby nie są w stanie przewidzieć, kiedy trafi ona na wyposażenie armii.

Niewykluczone jednak, że prace nad nią przydadzą się też.... w cywilu. Firma Texas Tech, której HPM jest testowana, pracuje też nad kompaktowym generatorem Marx, który może znaleźć zastosowanie w przenośnym dziale mikrofalowym. Działo takie mogłoby trafić na wyposażenie policji i służyć do przymusowego zatrzymywania pojazdów.



Autor: Mariusz Błoński

Źródło: IEEE Spectrum

.........................................................................................................

Mucha bojowa



2003-02-07 18:01
Husajn przygotowuje się na tradycyjną wojnę, Bush na wojnę robotów i nowych technologii. Takich jak amerykańska mucha bojowa.
Wojna z Saddamem Husajnem rozpocznie się od serii wybuchów w atmosferze przypominających grzmoty. Nie będzie odłamków, fali uderzeniowej, nic nie wyleci w powietrze, tylko po chwili przestaną działać wszystkie urządzenia i systemy elektroniczne. Takie skutki ma wybuch bomby elektromagnetycznej (e-bomby). Sztaby wojskowe i jednostki logistyki staną się wówczas ślepe. Nie będzie można odpalić rakiet, przestanie działać łączność. Nie uda się przekazać żadnych informacji za pośrednictwem telewizji albo radia. Eksplodująca jednocześnie bomba BLU-114B zniszczy sieć energetyczną i urządzenia elektryczne.
Zdetonowanie e-bomby powoduje wyzwolenie promieniowania mikrofalowego o mocy dwóch miliardów watów (dla porównania: kuchenka mikrofalowa ma moc do 1500 watów). Mikrofale przenikają do wnętrza budynków przez przewody wentylacyjne i anteny, paraliżują urządzenia w promieniu kilometra od miejsca wybuchu. Bez problemu mogą więc unieszkodliwić systemy komputerowe w centrach dowodzenia. Mikrofale ogromnej mocy nie niszczą budynków, mają oszczędzać także ludzi. Są niebezpieczne tylko dla osób z rozrusznikami serca, które przestaną wówczas działać.

Obezwładniony przez bomby elektromagnetyczne oraz BLU-114B przeciwnik będzie w praktyce niezdolny do odparcia szybkiego ataku. Zaraz po sparaliżowaniu centrów dowodzenia użyte zostaną nowe pociski manewrujące JASSM (Joint Air-to-Surface Standoff Missile). Mogą być one wystrzeliwane z obszaru poza zasięgiem irackich rakiet, które przetrwałyby atak e-bomb. Pociski JASSM są niewidzialne dla radarów. Przeciwko siłom lądowym, w tym czołgom, najprawdopodobniej zostaną wykorzystane inteligentne pociski z czujnikami ciepła oraz GPS do precyzyjnej lokalizacji celu. Potem przyjdzie kolej na amerykańskie siły lądowe. Jak podał dziennik "The Boston Globe", żołnierze US Army będą wyposażeni w nowe ręczne wyrzutnie rakietowe Javelin, mogące razić cele odległe nawet o 20-30 kilometrów. Zainstalowany w rakiecie komputer potrafi naprowadzić ją na czołg bądź wóz opancerzony wroga.

Podczas ataku żołnierzy mają wspierać roboty. Niektóre modele, na przykład PackBot firmy iRobot, przeszły chrzest bojowy w Afganistanie. Przypominają małe czołgi bez wieżyczek i mają służyć do prowadzenia rozpoznania w terenie miejskim. Podczas wojny z talibami zapuszczały się do jaskiń i budynków, skąd przekazywały obraz za pomocą kamer.

Patrolowaniem terenu działania irackiej armii zajmą się predatory - bezzałogowe samoloty rozpoznawcze, które były już wykorzystywane w Afganistanie. W Iraku mają być używane także małe i lekkie modele samolotów zwiadowczych, na przykład Dragon Eye, służący do rozpoznania najbliższej okolicy oraz gęsto zabudowanych terenów. Minisamolot można spakować do plecaka, bo jego długość nie przekracza 90 cm, a waga - dwóch kilogramów. Jest sterowany niewielkim urządzeniem, tak jak zegarek zakładanym na przedramię. Na ekranie sterownika widać obraz przekazywany z kamery.

W Iraku po raz pierwszy zostaną wykorzystane tzw. Micro Air Vehicles (MAVs) - latający szpiedzy o średnicy nie przekraczającej 15 cm. Najmniejsze MAVs, na przykład Robofly zaprojektowany na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, są wielkości pszczół. Wyglądem przypominają ważki, żuki albo muchy. Elektroniczne owady szpiegowskie latają z prędkością 35-70 km/h i mają zasięg do 10 km. Twórcy Entomoptera powstającego w Georgia Institute of Technology uczą go m.in. wślizgiwania się do pomieszczeń przez systemy wentylacyjne lub wlatywania szparą pod drzwiami. Oprócz wykonywania zadań zwiadowczych owady bojowe dzięki miniaturowym detektorom będą potrafiły wykrywać składy broni biologicznej, chemicznej i nuklearnej. Mają lądować na pojazdach wroga i zostawiać na nich elektroniczne "znaczki", pozwalające z większą precyzją wycelować pociski.

Dorota Gut

http://www.wprost.pl/ar/?O=39194&print=1


..........................................................................................................................................



W

ynalezieniu w XX wieku broni Atomowej (bomba A), Wodorowej (bomba H) czy Neutronowej (bomba N) towarzyszyło mnóstwo eksperymentów. Podczas próbnych eksplozji wiele urzdzeń rejestrujących uległo poważnym uszkodzeniom. Badaniom tego zjawiska poświęcono bardzo wiele czasu, szukając przyczyny ale i również "cywilizowanej-nieatomowej" metody wywoływania tego zjawiska. Trudno powiedzieć, jak dawno powstała "Bomba E". Metoda działania okryta była dotąd szczelną wojskową tajemnicą. Do niedawna...


Bomba E, to w teorii urządzenie wysyłające bardzo silny krótkotrwały impuls o ogromnej mocy, powodujący całkowite zniszczenie wszelkich elektronicznych systemów komunikacji czy transportu.


A przecież...




"(...)niemal każde urządzenie bardziej skomplikowane od korkociągu kryje w swym wnętrzu mikroprocesor. Bomba E potrafi uczynić te przedmioty całkowicie bezużytecznymi. Uniemożliwi pracę biur i banków, powrót do domu, a nawet wyjście z windy" - twierdzi Daniel Nitsch z Bundeswehry.


Jest to broń doskonała...


"Nie będzie żadnych odłamków, gruzu, ognia, rannych. Nie padnie żaden strzał, nie pęknie żadna szyba, nie przeleje sie nawet kropla krwi. A i tak miasto zostanie zdobyte. W sekundę. Pogrąży się w ciemnościach i chaosie. Zastygnie w bezsilności i zdumieniu."

[ Artur Włodarski - "Gazeta Wyborcza" ]




I prawdopodobnie przeszła już swój chrzest bojowy...



Ian Sample z "New Scientist" : - A czy taka broń już istnieje? Ponoć NATO użyło jej przed rokiem do "oślepienia" serbskich radarów przeciwlotniczych.


James O'Bryon z Departamentu Obrony USA : - Wszystko, co mogę powiedzieć, to to, że obecnie NATO pracuje nad zabezpieczeniem swoich placówek przed podobnym atakiem."

[ Artur Włodarski - "Gazeta Wyborcza" ]



Pierwowzorem EMP był generator E. Marksa z 1924 roku. Jego przystosowanie zlecono Instytutowi Fizyki w Whitewater w stanie Kansas. Docelowao urządzenie złożone zostało z szeregu kondenstarów, które ładują się jednocześnie, rozładowują jeden za drugim. W ten sposób wytwarzają one bardzo krótki impuls trwajacy ok. 300 pikosekund (1 pikosekunda to jedna bilionowa sekundy).



Cytując za "Gazetą Wyborczą" efekty działania generatora Marksa można znaleźć w tym "ściśle tajnym" opisie doświadczenia...



"Rok 1987 r., Cibola Range, Arizona. Generator Marksa stoi na lawecie zaopatrzonej w zasilającą go dieslowska prądnicę o mocy 15 kW dostarczającą prąd o napięciu 100 V. Po naładowaniu w jednym impulsie generator wyzwala ok. jednego megawata mocy. Pięciometrowej średnicy antena przetwarza energię na mikrofale o częstotliwości 4,4 GHz. Przed anteną rozciąga się pole rażenia o powierzchni kilkuset metrów kwadratowych. Obok ściśle wojskowej aparatury rozrzucono laptopy, komputery stacjonarne, a nawet zegarki elektroniczne. Wszystko zostało zniszczone. Impuls przypalił nawet błąkajace się w pobliżu szczury i wywołał detonację miny zakopanej dwa kilometry dalej".

[ Artur Włodarski - "Gazeta Wyborcza" ]




To nie wszystko...



Urządzenie Marksa zostało już umieszczone w 2 bombowcach B-2. Po co? Generator umieszczony w samolocie powoduje, że wszelkie "ultranowoczesne" rakiety "odpal i zapomnij" (np. AMRAAM) spadaja z nieba jak ulęgałki, tracąc orientację i gubiąc cel. W najlepszym wypadku impuls EMP może zmusić nieprzyjacielski samolot do awaryjnego lądowania...



Generator Marksa ma już swojego następcę - bombę zamieniającą energię wybuchu dwóch kilogramów trotylu w mikrofale. Efekt? Elektroniczna cisza w promieniu jednego kilometra. Nie trzeba mówić, że taka broń idealnie nadaje się do użycia przez oddziały dywersyjne i terrorystów, jest cicha i niezwykle skuteczna. W obliczu nowoczesnych mikrokomputerów, niskonapięciowych procesorów, elektronika na świecie coraz bardziej narażona na zakłócenia... - tymbardziej wrażliwsza na EMP.



"Niestety, z tych samych powodów bombami E interesują się przestępcy. Zdaniem Interpolu wykorzystano je już przy napadach na co najmniej dwa banki - w Moskwie i Londynie. W obu przypadkach "znieczulono" systemy alarmowe i zakłócono działanie policyjnych środków łączności."

[ Artur Włodarski - "Gazeta Wyborcza" ]




"- W ramach oceny zagrożenia zorganizowaliśmy mały test - wspomina O'Bryon. - Wytypowaliśmy kilka osób z mojego departamentu, które mają średnie pojecie o elektronice, by w ciągu miesiąca zdobyły materiały i skonstruowały podręczny generator (EMP). Wszystkim sie udało. To zatrważajace."

[ Artur Włodarski - "Gazeta Wyborcza" ]




"1962 r. Impuls elektromagnetyczny towarzyszący wybuchowi bomby o sile 1,4 megatony zdetonowanej 400 km nad Ziemia niszczy pobliskiego satelitę oraz na pół godziny przerywa łączność radiową na Pacyfiku. Na Oahu - jednej z wysp należących do archipelagu Hawajów - w ulicznych latarniach przepalają się żarówki, a w domach i sklepach włączają się alarmy przeciwpożarowe."



"Styczeń 1999 r. Winn Schwartau - ekspert od bezpieczeństwa sieci - demonstruje na konferencji w Waszyngtonie skuteczność "ray-guna" (przenośnego emitera EMP). Urządzenie z odległości kilku metrów niszczy dwa komputery. Rejestrująca to kamera ocalała dzieki chroniącej ją miedzianej siatce."



"Kilka dni później stacja telewizyjna ABC sprawdza, czy "ray-gun" może unieruchomić samochód. Proba wypada pomyślnie. Sportowa corvette oraz prezydencka limuzyna po elektromagnetycznym ataku milkną na amen, a ich zamki na przemian to ryglują się, to otwierają."



"Luty 1999 r. Wiktor Szejmow - byly rosyjski agent - przyznaje przed kamerami, że dwa lata wczesniej KGB udało się za pomocą "ray-guna" dokonać wielu rzeczy a nawet wzniecić pożar w ambasadzie amerykańskiej w Moskwie. Wszystko po to, by przebrani za strażakow agenci zdołali tam zainstalować urządzenia podsłuchowe."



"Kwiecień 1999 r. FAA (Federal Aviation Administration) przyznaje, że katastrofę jednego z Boeing`ów 747 mogł spowodować terrorysta-samobójca, który za pomoca przemyconego na pokład urządzenia dokonał elektromagnetycznego ataku na kabinę pilotów."




Artykuł powstał na podstawie opracowania Artura Włodarskiego z "Gazety Wyborczej".



..............................................................................................





ZESZYTY NAUKOWE AKADEMII MARYNARKI WOJENNEJ

ROK XLVI NR 3 (162) 2005,


121,



Toma s z S zu br y ch t ,


Tom a s z S z yma ń s k i



BROŃ ELEKTROMAGNETYCZNA


JAKO NOWY ŚRODEK WALKI


W ERZE INFORMACYJNEJ




STRESZCZENIE

Poziom uzależnienia od systemów informatycznych sprawia, że wykorzystanie impulsu

elektromagnetycznego w działaniach wymierzonych w społeczeństwa państw wysoko rozwiniętych

jest szczególnie niebezpieczne. W artykule przedstawiono techniczne zasady działania

uzbrojenia, które wykorzystuje impuls elektromagnetyczny oraz jego użycie w aspekcie militarnym.

W ostatnim dziesięcioleciu obserwuje się niezwykle szybki rozwój informatyzacji

społeczeństwa. Lawinowo wzrasta liczba wykorzystywanych komputerów,

sprzętu telekomunikacyjnego i innych urządzeń elektronicznych. Wydaje się, że

takie dziedziny, jak rozrywka, edukacja, sztuka, nauka, przemysł, opieka zdrowotna,

administracja państwowa i wojsko nie mogą już efektywnie funkcjonować bez

sprzętu informatycznego.

Prowadzenie działań zbrojnych w erze postindustrialnej, określanej również

jako era informacyjna, wymaga nowych rodzajów uzbrojenia. Akty militarne są

dzisiaj nierozerwalnie związane z walką informacyjną1. Panuje zgodna opinia analityków,

że dominacja informacyjna jest zasadniczym warunkiem osiągnięcia sukcesu

militarnego. Prawdziwości powyższej tezy dowiodły wszystkie prowadzone

w ostatnich latach działania o charakterze militarnym. Prognozy i analiza doświadczeń

pobudziły specjalistów z dziedziny techniki wojskowej do poszukiwania

1 Walka informacyjna to kompleks przedsięwzięć obejmujących: wsparcie, przeciwdziałanie

i obronę informacyjną. Prowadzone są one według jednolitej koncepcji i planu w celu wywalczenia

i utrzymania przewagi informacyjnej nad przeciwnikiem podczas prowadzenia operacji

wojskowych.

Tomasz Szubrycht, Tomasz Szymański

122 Zeszyty Naukowe AMW

nowych efektywnych środków oddziaływania na infrastrukturę informacyjną

(w szczególności na system informatyczny) sił zbrojnych. Jednym z efektów tych

poszukiwań jest broń elektromagnetyczna, określana powszechnie jako „bomba E”.

Jest to skutek nowego myślenia, w którym podkreśla się, że sukces we współczesnych

działaniach militarnych uzależniony będzie od porażenia urządzeń elektronicznych

przeciwnika.

Pomysł wykorzystania fal elektromagnetycznych do zakłócania pracy urządzeń

elektronicznych nie jest nowy. Już w czasie drugiej wojny światowej, a więc

sześćdziesiąt lat temu, stosowano nadajniki skutecznie zakłócające pracę radarów.

Podczas próbnych wybuchów bomb jądrowych w drugiej połowie lat czterdziestych

ubiegłego wieku zauważono powstawanie tzw. burzy elektromagnetycznej uniemożliwiającej,

nawet przez kilkadziesiąt minut, prowadzenie łączności radiowej

i funkcjonowanie urządzeń elektronicznych.

„Bomba E” to w teorii urządzenie wysyłające bardzo silny krótkotrwały impuls

elektromagnetyczny o wielkiej mocy, powodujący zniszczenie lub poważne

uszkodzenie systemów elektronicznych.

Zaprezentowana broń, ze względu na swój charakter, określana jest często

jako Weapon of Electrical Mass Destruction (WEMD), stając się obok broni chemicznej,

biologicznej i jądrowej kolejnym rodzajem broni masowego rażenia. Za

pomocą „bomby E” można sprawić, by wykorzystywana elektronika była całkowicie

bezużyteczna.

Dla zobrazowania potencjalnych skutków użycia tego rodzaju uzbrojenia

celowym wydaje się przedstawienie swoistego „elektronicznego Armagedonu”.

Wytworzony impuls elektromagnetyczny uniemożliwi pracę biur i banków, powrót

do domu, a nawet wyjście z windy. Przedstawiana broń jest bronią doskonałą.

W wyniku jej użycia nie będzie żadnych zniszczeń, ognia, zabitych, rannych, a i tak

efekty okażą się zatrważające. W ciągu sekundy przyniesie ona ciemność, chaos,

bezsilność i zdumienie. Sprzęt informatyczny jest szczególnie narażony na Electromagnetic

Pulse (EMP)2. Wynika to z faktu, iż większość współczesnych urządzeń

elektronicznych oparta jest na technologii półprzewodników tlenkowych (Metal

Oxide Semiconductor – MOS), tym samym są one podatne na impulsy wysokonapięciowe.

Na takie oddziaływanie narażone są również urządzenia telekomunikacyjne,

ze względu na miedziane połączenia (okablowanie), oraz radary, satelity i wiele

innych urządzeń elektronicznych powszechnie wykorzystywanych zarówno na

współczesnym polu walki, jak i w życiu codziennym.

2 Impuls elektromagnetyczny.

Broń elektromagnetyczna jako nowy środek walki w erze informacyjnej

3 (162) 2005 123

Niszczące działanie „bomby E” polega na tym, że wysyła ona bardzo krótką,

nieprzekraczającą milionowej części sekundy, niezwykle silną falę elektromagnetyczną,

której moc osiąga miliardy watów. Długość tej fali waha się od

kilkudziesięciu centymetrów do ułamków milimetra. Zawiera się więc w zakresie

mikrofal.

Wyemitowana fala rozchodzi się w otaczającej przestrzeni i dociera do

wszelkiego rodzaju urządzeń elektronicznych, powodując ich zniszczenie lub

uszkodzenie. Zmienne pola elektryczne i magnetyczne indukują zmiany napięcia

w obwodach urządzeń, poważne zakłócając ich pracę. Należy zaznaczyć, że wytworzona

fala elektromagnetyczna jest nieszkodliwa dla ludzi i innych organizmów

żywych, dlatego też „bomba E” nazywana jest często bronią humanitarną.

Przyczyną powstania efektu niszczącego jest wytworzenie w momencie wybuchu

dużej liczby szybkich elektronów, kwantów promieniowania γ i zjonizowanych

atomów.

Zainteresowanie „bombą E” wzrosło gwałtownie w ostatnich latach. Przyczyną

jest systematycznie zwiększający się stopień wykorzystania w urządzeniach

elektronicznych elementów półprzewodnikowych. Są one bardzo podatne na uszkodzenia,

które mogą być spowodowane przez niewielkie skoki napięcia (nawet

w granicach 1 – 2 V). Kolejny powód to opracowanie metod umożliwiających wytwarzanie

impulsów promieniowania elektromagnetycznego o bardzo dużej mocy.

Procesory stosowane we współczesnych komputerach zasilane są napięciem

1,4 – 1,6 V. Jego zwiększenie choćby o 1 V prowadzi zwykle do zniszczenia lub

uszkodzenia procesora. Takie niewielkie zmiany napięcia, powodujące zniszczenie

elementów półprzewodnikowych, mogą być indukowane właśnie przez silne i szybkozmienne

pole elektromagnetyczne, które wytwarza bomba E. Dla porównania,

stosowane dawniej lampy elektronowe wymagały napięcia anodowego 200 – 300 V

i były w stanie wytrzymać jego zmiany wynoszące 40 – 50 V.

Pierwszym etapem prowadzącym do wytworzenia pola elektromagnetycznego,

które może spowodować uszkodzenie urządzeń elektronicznych, jest przepływ

impulsu prądu o bardzo dużym natężeniu. Impuls ten uzyskuje się przez rozładowanie

specjalnego układu kondensatorów (zwanego generatorem Marxa), którego

schemat przedstawia rysunek 1.

Tomasz Szubrycht, Tomasz Szymański

124 Zeszyty Naukowe AMW

Rys. 1. Schemat generatora Marxa

Źródło: S. Bednarek, Czy Bomba E zniszczy nasze komputery?

Cechą charakterystyczną tego generatora jest to, że do sąsiednich kondensatorów

C przyłączone są specjalne iskierniki I, a do kondensatora końcowego dołączony

jest iskiernik główny If.

Każdy iskiernik składa się z dwóch rozsuniętych na dokładnie określoną odległość

metalowych kulek stanowiących swoistą przerwę w obwodzie elektrycznym.

Po całkowitym naładowaniu kondensatorów między kulkami iskierników wytwarza

się łuk elektryczny; tym samym iskierniki zaczynają przewodzić i zmieniają początkowo

połączenie równoległe kondensatorów na szeregowe. Tym sposobem napięcia

poszczególnych kondensatorów sumują się. Uzyskuje się zwielokrotnienie napięcia

zasilacza, co powoduje przepływ bardzo silnego prądu podczas rozładowania

wszystkich kondensatorów przez iskiernik główny.

Uzyskany z generatora Marxa impuls prądu zasila z kolei uzwojenie wytwarzające

silne pole magnetyczne. Wewnątrz tego uzwojenia (rys. 2a), na dwóch pierścieniowych

izolatorach, umieszczona jest metalowa rura wypełniona materiałem

wybuchowym. W momencie, gdy natężenie prądu zasilającego osiąga wartość maksymalną,

uruchomiony zostaje znajdujący się na końcu rury zapalnik inicjujący wybuch,

któremu towarzyszy wydzielanie dużej ilości gazów (rys. 2.).

Wydzielające się gazy tworzą falę uderzeniową, rozprzestrzeniającą się

wzdłuż rury i powodującą jej rozepchnięcie, aż do momentu wypełnienia wnętrza

uzwojenia. Początkowo przestrzeń między rurą a uzwojeniem wypełniona jest polem

magnetycznym, któremu przypisać można pewien strumień magnetyczny. Jego

wartość pozostaje w rozważanym układzie stała. Poruszające się ścianki rury powodują

wypchnięcie strumienia na zewnątrz w kierunku uzwojenia. Sprawia to, że pole

magnetyczne, przenikające uzwojenie, staje się silniejsze. Zwiększające się pole

magnetyczne indukuje w uzwojeniu dodatkowy prąd elektryczny wzmacniający

początkowy impuls prądu wytworzony przez generator Marxa.

Broń elektromagnetyczna jako nowy środek walki w erze informacyjnej

3 (162) 2005 125

Rys. 2. Uproszczony schemat generatora z kompresją strumieniową

Źródło: The Electromagnetic Bomb – a Weapon of Electrical Mass Destruction, s. 5.

Tomasz Szubrycht, Tomasz Szymański

126 Zeszyty Naukowe AMW

Urządzenie, zwane generatorem z kompresją strumienia, wytwarza jeszcze

silniejszy impuls prądowy, o natężeniu dochodzącym do kilku milionów amperów.

W celu uzyskania tak silnego impulsu prądowego stosuje się dwustopniowe generatory,

w których impuls wytworzony przez pierwszy służy do zasilania drugiego,

znacznie większego generatora.

Elementem wytwarzającym w „bombie E” fale elektromagnetyczne jest generator

mikrofalowy z wirtualną katodą, nazywany z angielska virkatorem. Jego

budowę przedstawia rysunek 3. Metalowy walec spełniający rolę katody umieszczony

jest wewnątrz metalowej tuby i jednocześnie oddzielony od niej pierścieniowym

izolatorem. Naprzeciw katody znajduje się anoda wykonana z siatki metalowej

i połączona z tubą. Wylot tuby zamka okno z dielektryka. Zarówno katoda, jak

i tuba przyłączone są do biegunów generatora z kompresją strumienia magnetycznego.

W momencie rozpoczęcia pracy generatora katoda emituje chmurę elektronów,

która przyspieszana jest w kierunku anody, tworząc za nią chmurę nazywaną „wirtualną

katodą”. Przy takim rozkładzie ładunków wewnątrz tuby wzbudzane są drgania

elektryczne o wielkiej częstotliwości, których energia wypromieniowana zostaje

w postaci krótkotrwałych, lecz bardzo silnych impulsów mikrofalowych.

Rys. 3. Budowa virkatora

Źródło: The Electromagnetic Bomb – a Weapon of Electrical Mass Destruction, s. 8.

Broń elektromagnetyczna jako nowy środek walki w erze informacyjnej

3 (162) 2005 127

Budową „bomby E” zainteresowane są niektóre kraje, zwłaszcza Stany

Zjednoczone. CBS NEWS3 w wiadomościach z dnia 25 marca 2003 roku doniosło

o użyciu w Bagdadzie przez US Air Force eksperymentalnej broni wykorzystującej

impuls elektromagnetyczny.

Badania nad źródłami wysyłającymi impulsy mikrofalowe o bardzo dużej

mocy prowadzi się w stanie Nowy Meksyk. Ze względów oczywistych, szczegóły

techniczne dotyczące konstrukcji podzespołów takiej bomby objęte są ścisłą tajemnicą.

Przykładową budowę jednego z rodzajów „bomby E”, określanej jako High

Power Microwave Bomb (HPM), przedstawiono na rysunku 4. Oznaczona jest ona

w armii amerykańskiej symbolem Mk 84. Jej masa wynosi około 900 kg, ma 3,84 m

długości

i maksymalną średnicę 0,46 m. Zawiera dwa kilogramy materiału wybuchowego

i potrafi zniszczyć lub uszkodzić urządzenia elektroniczne na obszarze o promieniu

około jednego kilometra. Detonacja bomby HMP powoduje wysłanie dokładnie

ukierunkowanej wiązki mikrofalowej w wąskim paśmie częstotliwości.

baterie

zasilacz

kondensatory

I stopień generatora

kompresyjnego

antena

II stopień generatora

kompresyjnego

virkator

stożek z

dielektryka

pierścień

balastowy

Rys. 4. Budowa bomby HPM typu Mk 84

Źródło: The Electromagnetic Bomb – a Weapon of Electrical Mass Destruction, s. 11.

Budowane są również „bomby E” niemające virkatora, które emitują jedynie

impuls elektromagnetyczny wytworzony przez dwustopniowy generator kompresyjny.

Impuls taki charakteryzuje się większą głębokością wnikania w elementy przewodzące

niż mikrofale. W nowo skonstruowanych bombach, w celu uzyskania

jeszcze większych natężeń prądu i silniejszych pól elektromagnetycznych, rozważa

się również zastosowanie elementów wykonanych z nadprzewodników.

3 „U.S. Drops, »E-Bomb« on Iraqi TV”,

[URL-http://www.cbsnews.com/stories/2003/03/25/iraq/ SearchStories], 14.03.2005.

Tomasz Szubrycht, Tomasz Szymański

128 Zeszyty Naukowe AMW

Ewentualne użycie „

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Sob Kwi 17, 2010 9:55 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.premier.gov.ru/events/news/10179/



Czy to wina "źle zsynchronizowanych zegarków" czy jaja?

relacja z raportu dla Putina, ze strony premier.gov.ru za google translate.
przypomne ze samolot rozbil sie o 8:56 czasu polskiego czyli 10:56 czasu
moskiewskiego

godzina za wikipedia
pl.wikipedia.org/wiki/Katastrofa_polskiego_Tu-154_w_Smole%C5%84sku
i art

SK Szojgu: Drogi Władimir Władimirowicz, dziś o 10:50 na lotnisku "Północ"
Smoleńska podczas podejścia do lądowania samolot zniknął z radaru TU-154 M,
przelot na trasie z Warszawy do Smoleńska.

Na pokładzie było 97 osób, w tym 8 członków załogi. Все погибли. Wszystko poszedł.

W upadku samolotu pojawił się ogień. Do tłumienia ognia, strażacy przybyli at
10:51 straży trzech pożarną, składający się z 40 osób, 11 jednostek.

Przy 1101: po pożarze został usunięty. Później udał się na siłę budynku. Do tej
pory znaleźć wszystkie organy. Kroki wysyłania w Moskwie z pełną współpracę i
wsparcie władz lokalnych, gubernator regionu smoleńskiego.

????????????????????
oryginal
www.premier.gov.ru/events/news/10179/
google
bit.ly/9Ic4Mr

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 04 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Nie Gru 04, 2016 11:12 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Sob Kwi 17, 2010 10:08 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Z dr. inż. Ryszardem Drozdowiczem rozmawia Marcin Austyn

Rosyjska komisja badająca przyczyny katastrofy ustaliła m.in., że miejsce pierwszego zetknięcia prezydenckiej maszyny z drzewami znajduje się w odległości 1050 metrów od początku pasa startowego, 40-45 metrów na lewo od jego osi, a samolot po kolejnych 200 metrach lewym skrzydłem ponownie uderzył w drzewo, po czym ostro skręcił w lewo i odwrócił się. Z jakich powodów samolot mógł nie trafić na pas startowy?
- Okoliczności te oraz inne istotne informacje dotyczące bezpośredniej przyczyny katastrofy zostaną z pewnością zweryfikowane przez precyzyjne zapisy w czarnych skrzynkach. Poczekajmy zatem, co wyniknie z odczytu ze skrzynek.

Czy możliwe jest, że lotnisko nie było właściwie przygotowane na przyjęcie samolotu? Na ile to mogło mieć wpływ na katastrofę?
- Taką możliwość złego przygotowania lotniska już choćby ze względu na kwalifikacje pilotów i wyposażenie tupolewa oraz jego konstrukcję należy wykluczyć. Widziałem, jak podobna maszyna wylądowała po drugiej próbie na trawiastym polu i nic się nie stało.

Czy decyzja pilota o podjęciu próby lądowania była właściwa? Czy pilot mógł być świadom nieprzygotowania lądowiska?
- Gdyby było jakiekolwiek ryzyko związane z przygotowaniem lotniska, ani pilot, ani kontroler lotów nie zdecydowaliby o lądowaniu na takim lotnisku.

Jak rozumieć brak zgody na ujawnienie ostatnich rozmów pilotów z uwagi na to, że są "intymne"? Doświadczeni piloci próbowaliby do końca ratować samolot czy prowadziliby "intymne" rozmowy?
- Nie wiem, o jakiej intymności można mówić w sytuacji takiej tragedii. Chyba że rozmowy te rzeczywiście nie miały związku z katastrofą, a zwłaszcza z jej przyczyną.

Dziękuję za rozmowę.

Dr inż. Robert Drozdowicz w Laboratorium Aerodynamicznym Katedry Teorii Konstrukcji Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego (dawna nazwa: Politechnika Szczecińska) realizuje zajęcia w ramach godzin zleconych i nie jest pracownikiem etatowym. Jego wypowiedzi dla mediów mają charakter prywatny i nie mają jakiegokolwiek związku z uczelnią.





........................................................................................................


Z Wiktorem Suworowem, byłym agentem sowieckiego wywiadu wojskowego GRU, skazanym w Rosji na karę śmierci, autorem książek dotyczących historii ZSRS (m.in. "Lodołamacz" i "Akwarium"), rozmawia Marta Ziarnik

Powiedział Pan kilka dni temu, że Rosja jest zdolna do "politycznego morderstwa"...
- Po pierwsze, chciałbym złożyć poprzez pani redakcję moje najszczersze kondolencje w związku z tą tragiczną katastrofą. Wyrazy współczucia kieruję na ręce całego Narodu Polskiego, na ręce polskiego rządu i polskiej demokracji, ponieważ to jest straszna katastrofa. Pragnę także podkreślić, że zarówno ja, jak i moja żona jesteśmy z Polakami.
Odnosząc się do tego, co przywołała pani na początku, to faktycznie tak powiedziałem. Reżim premiera Władimira Putina jest zbrodniczym reżimem. Nie znam co prawda zbyt wielu szczegółów dotyczących tragedii, do której doszło w ubiegłą sobotę w Smoleńsku, ale czas, kiedy Putin był u władzy, obfitował w polityczny terror. Mówię tutaj między innymi o zamordowaniu w Londynie mojego przyjaciela Aleksandra Litwinienki. Jednak to nie było tylko zwykłe morderstwo, ponieważ to było morderstwo przy wykorzystaniu radioaktywnego polonu. Był to więc pierwszy w historii akt terroryzmu z wykorzystaniem radioaktywnych substancji. W czasach rządów Putina zabito także dziennikarkę Annę Politkowską, nastąpiły morderstwa Czeczenów itp. Bezpośrednio była w to zamieszana rosyjska dyplomacja. Tak więc widzimy, że dla Putina to nie jest problem. Kiedy on doszedł do władzy w roku 1999, kiedy umocniła się jego władza, rozszerzył się w Rosji terroryzm. Kiedy doszło do wysadzeń domów w Moskwie, wszyscy mówili wówczas: "Potrzebujemy władzy silnej ręki!". Tymczasem ja mówiłem: "Dajcie spokój. Po pierwsze potrzebujemy mądrego przywódcy. Dopiero w drugiej kolejności potrzebujemy silnej ręki". Ludzie jednak wierzyli w to, że aby zatrzymać terroryzm, potrzebujemy silnego przywódcy z KGB. W rzeczywistości jednak to rosyjskie służby stoją za organizacją aktów terroryzmu. Liczba zbrodni politycznych jest niespotykana. Chodzi w tym momencie głównie o dziennikarzy, których Putin traktował jako swoich wrogów. Podkreślam, że w tym momencie nie mówię o tragedii w Smoleńsku, ale o tym jedynie, iż Putin nie ma żadnych zahamowań, że może być zdolny do wszystkiego.

Widział Pan może zamieszczony w internecie amatorski film z miejsca katastrofy nakręcony tuż po rozbiciu się polskiego samolotu rządowego?
- Tak, widziałem. Jest mi bardzo trudno oceniać ten film, ponieważ najpierw musimy się dowiedzieć, czy jest on prawdziwy, czy też może spreparowany. To zaś muszą ocenić eksperci. Ja nie lubię też osądzać, wolę przedstawiać fakty. Ale bardzo - podkreślam - bardzo dużo dziwnych rzeczy pojawia się wokół smoleńskiej tragedii. Przytoczę tutaj chociażby informację, którą usłyszałem od jednego z polskich dziennikarzy będących na miejscu katastrofy, że rosyjskie służby natychmiast po wejściu na teren tragedii zabrały czarne skrzynki. Natychmiast wówczas powiedziałem, że oni próbowali coś ukryć - to po pierwsze. Lub też wykazali się totalną głupotą.
Wyobraźmy to sobie. Nie ufamy sobie nawzajem. I jest jakaś część dowodów, których nie mogę dotknąć. Powinienem wówczas powiedzieć polskiemu rządowi: "Proszę, ja nie ufam tobie i ty nie ufasz mi. Zapytajmy więc w tej sprawie niezależnych międzynarodowych sędziów. Natychmiast zwołajmy ich tutaj!". Razem - my i wy, wraz z niezależnymi ekspertami - możemy otworzyć te czarne skrzynki, by dopiero wtedy zobaczyć, co one zawierają. Ale jeśli my, Rosjanie, zabieramy te skrzynki na kilka godzin (słyszałem nawet, że przez 15 godzin one były w posiadaniu rosyjskich służb!) i nic o tym nie mówimy, to ja w tym widzę coś dziwnego. Jest to więc - jak już powiedziałem - albo naruszenie wszelkich przepisów, albo też maksymalna głupota.

Na wspomnianym nagraniu słyszymy wyraźnie cztery strzały i bardzo dziwne komendy. Pierwsze doniesienia medialne mówiły o tym, że trzy, a być może nawet i pięć osób przeżyło...
- Rzeczywiście, to wszystko jest bardzo dziwne. Jak już mówiłem, widziałem ten film i muszę powiedzieć, że też spostrzegłem w pobliżu wraku osobę z podniesionymi rękoma. Co tam się jednak rzeczywiście wydarzyło, tego nie wiem. Dla mnie jest to jednak ekstremalnie dziwne.

Twierdzi Pan, że śledztwo w tej sprawie powinni prowadzić niezależni eksperci międzynarodowi.
- Powtarzam, że ja nie wiem, co się tak naprawdę stało w Smoleńsku, bo tam nie byłem. To zbadają eksperci. Proszę Boga o to, żeby okazało się, że jest to tylko tragedia. Ponieważ nie potrzebujemy kolejnej tak tragicznej katastrofy w stosunkach pomiędzy Rosją a Polską. Ja rozumiem, że jest to kryminalny reżim, ale proszę Boga, żeby to był tylko wypadek. Chcę w to wierzyć, ponieważ wystarczy już tych tragedii pomiędzy naszymi krajami.

Dziękuję za rozmowę.

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group