" /> Dyskusje ogólne :: Rafał A. Ziemkiewicz - blog.rp.pl
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Rafał A. Ziemkiewicz - blog.rp.pl
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Czw Kwi 22, 2010 1:20 pm    Temat postu: Rafał A. Ziemkiewicz - blog.rp.pl Odpowiedz z cytatem

Między Michnikiem a Rydzykiem
Rafał A. Ziemkiewicz


http://www.rp.pl/artykul/9157,465048_Ziemkiewicz__Kampania__w_cieniu_pogardy_i_strachu_.html
Kampania w cieniu pogardy i strachu
Rafał A. Ziemkiewicz 21-04-2010, ostatnia aktualizacja 22-04-2010 07:23

Do jakiego stopnia trzeba być wyobcowanym z polskości i jak bardzo jej nienawidzić, aby odczuwać strach na widok, że Polacy odbudowują poczucie wspólnoty – zastanawia się publicysta „Rz"
Rafał A. Ziemkiewicz

Jaka będzie zbliżająca się kampania wyborcza? Na to pytanie padają dwie całkowicie sprzeczne odpowiedzi. Jedni twierdzą, że świeżo przeżyta tragedia wpłynie na wyciszenie emocji, stonowanie ataków, słowem, kampania będzie wyjątkowo spokojna i godna. Drudzy, wprost przeciwnie – że rozbuchane emocje muszą się wymknąć spod kontroli i kampania przybierze formę rozszalałej wojny domowej, na miarę sławnej wojny na górze.

Cyrk i histeria

Kto ma rację? Najlepiej przyjrzeć się bliżej temu, co działo się już w trakcie samej żałoby. Przytoczmy kilka charakterystycznych wypowiedzi: "Żałoba narodowa zmienia się w generalną histerię. To (…) sensacja, naśladownictwo, jakiś niezrozumiały dla mnie obowiązek. Media zachowują się moim zdaniem bardzo niedobrze, grają na emocjach" (Izabella Cywińska). (Wątek złego zachowania mediów podjął też publicysta "Gazety Wyborczej" Wojciech Krzyżaniak, narzekając, że go telewizje "molestowały cierpieniem" i że zawiesiły kanały tematyczne, co uniemożliwiało widzowi ucieczkę przed żałobną tematyką w talk-show, serial czy teleturniej).

"Patrząc na ten cyrk, który nazywamy w Polsce żałobą narodową, mam jednoznaczne uczucia. (…) To, co widzę, to absurdalne zachowanie stadne, zbiorowa histeria" (Małgorzata Szumowska), "Mroczne wyziewy polskiego pseudo-mesjanizmu… Tak jak Jezus "udowodnił", że jest Bogiem, umierając na krzyżu, tak Lech Kaczyński "udowodnił", że był opatrznościowym ojcem polskiego narodu, umierając w Smoleńsku" (Agata Bielik-Robson), "Cierpiętniczy, niemal nekrofilski polski nacjonalizm" (Bronisław Łagowski), "Czuję się bezradna wobec tych 96 śmierci, ale jeszcze bardziej czuję się bezradna wobec tego, co się dzieje wokół tej katastrofy… Szczerze mówiąc, przeszedł mnie dreszcz przerażenia i do tej chwili mnie nie opuszcza" (Olga Tokarczuk).

Wszystkie cytaty z jednego tylko portalu Krytykapolityczna.pl, którego stały komentator swe rozważania o pochówkach ofiar katastrofy opatrzył swawolnym tytułem "Gra w chowanego".

"W oczach wyborców Bronisław Komorowski będzie kandydatem środowisk dawno już przez Polaków odrzuconych i jako taki odpowiadać będzie za każdą medialną hucpę salonu, każde pogardliwe słowo i za całą obłudę"

Takich wyznań intelektualistów i celebrytów było wiele. Zwięźle podsumował je prof. Paweł Śpiewak w artykule dla "Kultury Liberalnej" pod jednoznacznym tytułem: "Elity patrzą z wyższością na żałobę Polaków", diagnozując w nim swoisty wyścig celebrytów intelektu, "kto szybciej wypowie coś efektowniejszego, zabawniejszego, demaskującego".

Demon patriotyzmu

Ale istotą spojrzenia "elit" na żałobę było nie tylko stwierdzone przez niego poczucie wyższości i pogarda dla "cyrku" i "histerii". Bardziej jeszcze eksponowany był ton – obecny w cytowanej już wypowiedzi Olgi Tokarczuk – przerażenia.

"Boję się takiej żałoby. Boję się rozszlochanego narodu nad trumnami, oszalałych haseł "Polska Chrystusem Narodów" i ludzi w bejsbolówkach owiniętych biało-czerwoną flagą" (Małgorzata Szumowska), "Zaczyna się polowanie na nie dość dobrych patriotów" (Michał Bilewicz)…

Od początku lat 90. nie czytałem tak wielu wyznań panicznego strachu przed Polakami, ale nawet wtedy nikt nie pozwolił sobie wypowiedzieć tak, jak uczynił to przed kamerą TVN 24 Grzegorz Miecugow: "Żałoba może obudzić demona polskiego patriotyzmu. Zacznie się walka na patriotyzmy, na to, kto jest lepszym Polakiem".

Zatrzymajmy się na chwilę nad tą wypowiedzią. Jak można, nawet wskutek lapsusu, mówić o cnocie patriotyzmu jako o "demonie"? Nawet Adam Michnik w najbardziej rozhisteryzowanych tekstach z początków III RP, w których wieszczył w Polsce jakobinizm, wieszanie na latarniach i faszystowską dyktaturę, nie posunął się dalej niż do "demonów nacjonalizmu". Ale słowa opiniotwórczego prezentera TVN 24 nie były pomyłką czy przejęzyczeniem, skoro najwyraźniej za rzecz groźną uważa on "walkę na patriotyzmy".

A czym mają się wykazywać kandydaci do najwyższego urzędu w państwie, uosabiającego majestat Rzeczypospolitej, jeśli nie patriotyzmem? Czyż kampania w USA, Francji, Niemczech czy Anglii nie polega na przekonywaniu przez każdego z kandydatów, że jest lepszym Amerykaninem, Francuzem, Niemcem czy Brytyjczykiem niż jego rywal?

Albo, spytajmy wprost – do jakiego stopnia trzeba się czuć wyobcowanym z polskości i jak bardzo jej nienawidzić, aby czuć strach na widok, że Polacy odbudowują jakiekolwiek poczucie wspólnoty, nawet w tak godny sposób jak żałoba, wspólna modlitwa i zapalanie zniczy?

Źli ludzie

Idę jednak o zakład, że w słowach o "demonie polskiego patriotyzmu" czy potępieniu samego określenia "dobry Polak" wierni widzowie tej stacji nie zauważyli niczego dziwnego. W ich sposobie myślenia, kształtowanym od wielu lat przez autorytety michnikowszczyzny, bycie "dobrym Polakiem" jest bowiem równoznaczne z byciem "złym Europejczykiem", i w ogóle "złym człowiekiem". Czymś złym z natury jest więc dla nich i polskość jako taka – i uważają to za oczywiste.

Przyczyny tych antypolskich fobii tutejszego establishmentu, zwłaszcza intelektualnego, mechanizm uprzedzeń, i w ogóle zjawisko, które pozwalam sobie ujmować jako wyparcie "elity narodu" przez "elitę przeciw narodowi" to temat na osobne dociekania, którymi zajmowałem się wielokrotnie i zapewne będę do nich powracał. Na potrzeby tego tekstu ograniczmy się do konstatacji, iż dni narodowej żałoby sprzyjały szczególnie silnemu artykułowaniu pogardy establishmentu do prostych Polaków, ich obrzędowości, wiary, sposobu myślenia etc.

Można być pewnym, iż ten, by wrócić do rozpoznań Pawła Śpiewaka, "dyskurs wyższościowy" znajdzie kontynuację w kampanii wyborczej. Korelacja jest prosta – im korzystniejsze będą sondaże dla kandydata PiS i bardziej realna "możliwość powrotu IV RP w jeszcze bardziej zradykalizowanej formie", tym łatwiej puszczać będą hamulce brylującym w establishmentowych mediach mędrkom, tym wyraźniej artykułowana będzie ich pogarda dla Polaków i paniczny lęk przed nimi.

Ta pogarda i niechęć do "człowieka prostego" na co dzień jest przez niego słabo odczuwana; nie śledzi on mediów establishmentu i nie wsłuchuje się w profesorskie mędrkowania. Niezwykłość chwili i prawa kampanii wyborczej sprawią jednak, że poczucie obcości i chęć okazania "elitom" wzajemnej pogardy i niechęci znacznie wzrosną.

W ten sposób najbardziej zagorzali zwolennicy PO wpisują ją w podział, który zniszczył niegdyś Unię Demokratyczną i jej polityczne kontynuacje.

Uderzenie rykoszetem?

Sukces Donalda Tuska w poprzednich wyborach był możliwy dzięki temu, że ów podział na "górę" i "dół" zdołał unieważnić. Że w oczach przeciętnego wyborcy nie kojarzył się z establishmentem, który przez większość kampanii jako swój "pierwszy wybór" wskazywał LiD i Aleksandra Kwaśniewskiego, ale z nadzieją na spełnienie aspiracji awansu, zwłaszcza materialnego i cywilizacyjnego.

Sytuacja Bronisława Komorowskiego, ktokolwiek stanie z nim w szranki, jest znacznie trudniejsza. W oczach wyborców będzie on bowiem kandydatem środowisk dawno już przez Polaków odrzuconych i jako taki odpowiadać będzie za każdą medialną hucpę salonu, każde pogardliwe słowo gości wiodących mediów i całą ich obłudę. A te będą się nasilać coraz bardziej.

Poczucia bezpieczeństwa, jakie miał establishment w ostatnich latach, nie odbudują nawet sondaże dające Komorowskiemu bezpieczną przewagę – establishment ma bowiem świadomość, że tak mu nienawistny prosty Polak ukrywa swe przekonania i odmawia ankieterom odpowiedzi na pytania czy dla świętego spokoju deklaruje poparcie dla kandydata przedstawionego przez media jako "słuszny" – by przy urnie skreślić go, mszcząc się w ten sposób na wszystkich salonowych mędrkach z telewizji.

Kandydat PO nie może więc liczyć na stonowanie histerii "elit", która nieuchronnie będzie prowokować niechęć i pogardę skierowane odwrotnie. Nie może się także od swych najgłośniejszych zwolenników odciąć. Cała nienawiść, jaką od dwóch lat sączyła Platforma oraz sprzyjające jej media do polskiego życia publicznego w przekonaniu, że w ten sposób ostatecznie zniszczy i zdelegitymizuje opozycję, w tej sytuacji może nagle uderzyć w niego rykoszetem.

A – jak już mogliśmy się przekonać – raczej brak mu zwinności Donalda Tuska, by w porę uskoczyć.


Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 07 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sro Gru 07, 2016 1:29 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Kazimierz Michalczyk
Moderator


Dołączył: 03 Wrz 2006
Posty: 1563

PostWysłany: Nie Maj 16, 2010 11:32 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/04/17/dwie-pamieci/
Pęknięta pamięć
Subotnik Ziemkiewicza

Kilka rzeczy zapamiętam na pewno.

Ludzi, których spotykałem na Dworcu Centralnym. Zmęczonych, przygnębionych, ale przepełnionych wielkością. Ludzi, którzy z różnych, najodleglejszych zakątków Polski zjeżdżali się porannymi pociągami i teraz, wieczorem, nocą, po całym dniu spędzonym w kolejce na Krakowskim Przedmieściu, czekali na pociągi powrotne, wiedząc, że będą zatłoczone, opóźnione i nie będzie w nich można ani usiąść, ani nawet, często, napić się herbaty.

Harcerzy. Młodych, nieludzko umęczonych, czuwających przy spontanicznie powstałych miejscach pamięci, uprzątających i wciąż na nowo układających przynoszone przez przechodniów znicze, pilnujących porządku. Bez mała trzydzieści lat temu, będąc w tym wieku, w jakim oni są teraz, jeździłem z przyjaciółmi przez kilka dni za Papieżem, z furażerką kościelnej służby porządkowej zatkniętą za pagon − i teraz, po latach, widziałem w oczach harcerzy ten sam szczególny blask, jaki ludzie mieli w oczach wtedy.

I wykrzywione nienawiścią gęby pod papieskim oknem w Krakowie. Gówniarza wyciągającego do kamer paluch w ordynarnym geście czarnych raperów „ja cię pier…”, transparenty z karykaturami, skandowane obelgi pod adresem zmarłego. Nowe pokolenie „elyty” III RP, wychowane już nie na Michniku, ale na Wojewódzkim.

Faryzejskie miny redaktora gazety, która cynicznie, dla zburzenia podniosłego nastroju wykreowała te „protesty”, miotającego gromy na nieuszanowanie żałoby… przez rozmówców programu Pospieszalskiego. I smucącego się, że kardynał Dziwisz tak głęboko podzielił Polaków, nie konsultując decyzji o pochówku prezydenta z Andrzejem Wajdą i jego żoną. I małość innego wykreowanego przez media na Wielki Autorytet starego nienawistnika, który w tej chwili odmawia „ich prezydentowi” nawet tego, że był głową państwa, tytułując go szyderczo „prezydentem Warszawy”.

I jeszcze ten stary wiersz Marian Hemara o pokoju i wojnie. Ten z pointą: „Pokój – z wami? Nigdy w życiu!”

Do uczestników dyskusji:
Ze względu na trwającą żałobę narodową prosimy o większą niż zwykle staranność i delikatność publicystyczną. W ten sposób wyrazimy szacunek dla tragicznie zmarłych, ich rodzin oraz pogrążonych w bólu i smutku Polaków.


Ten wpis powstał 17 kwietnia 2010 o godzinie09:49
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Kazimierz Michalczyk
Moderator


Dołączył: 03 Wrz 2006
Posty: 1563

PostWysłany: Nie Maj 16, 2010 11:35 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/04/20/uwaga-na-gaz/
Uwaga na gaz!

Tygodniowa żałoba, mimo usilnych prób jej zakłócenia, odwróciła nasze myśli od bieżących problemów. Są jednak wśród nich takie, w przypadku których podjęcie decyzji jest pilne, a ich skutki, bez przesady, określą pozycję Polski na wiele następnych lat. Taką kwestią jest przyszłość polskich złóż gazu łupkowego

Szanowany brytyjski “The Economist” pisał niedawno, że polskie zasoby tego surowca, który dopiero niedawno nauczono się wykorzystywać, mogą zupełnie zmienić układ sił energetycznych w Europie. Jest to oczywiste w świetle doświadczeń Ameryki, która wykorzystując łupki, praktycznie już uniezależniła się od dostaw zewnętrznych, a teraz szykuje się do wejścia na światowe rynki jako eksporter gazu.

Ten sam “Economist” i szereg innych fachowych mediów, które doprawdy trudno dyskredytować jako “pisowskie” czy zainteresowane podburzaniem polskiej opinii publicznej, przynoszą informację, że Polska sprzedaje obecnie koncernom zagranicznym (czy nie ma firm polskich?) prawa do swych złóż za cenę dwudziestokrotnie mniejszą, niż wynoszą opłaty licencyjne np. w USA. Na pierwszy rzut oka przypomina to “politykę” prowadzoną swego czasu przez niektóre rządy afrykańskie – której przyczyny i skutki są ogólnie znane.

Być może pierwszy rzut oka w tej sytuacji myli. Ale nic nie wymaga obecnie większej uwagi, większej staranności polityków, mediów i wrażliwości wyborców niż to, co postanowią i co podpiszą polskie władze w tej sprawie. Toczy się wokół nas wielka światowa gra, w której mamy niepowtarzalną szansę “wybić się na niepodległość”. Doświadczenia dotychczasowe, choćby takie jak niedawno renegocjowana umowa z Gazpromem, skłaniają do poważnego niepokoju, czy nasze obecne elity władzy są w stanie temu wyzwaniu sprostać.

Ten wpis powstał 20 kwietnia 2010 o godzinie19:36
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Kazimierz Michalczyk
Moderator


Dołączył: 03 Wrz 2006
Posty: 1563

PostWysłany: Nie Maj 16, 2010 11:38 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/04/24/towarzystwo-ustalilo/
Towarzystwo ustaliło
Subotnik Ziemkiewicza

Nieodparcie przypomina się scena z dramatu Sławomira Mrożka „Ambasador”. Tytułowemu zachodniemu ambasadorowi w sowieckiej Rosji (z oczywistych względów sztuka tak tego nie nazywa, ale sugestie są jednoznaczne) gospodarze ofiarowują globus. Z tym, że na globusie tym nie ma zaznaczonych kontynentów. Dlaczego? Bo to jeszcze jest uzgadniane. Dopiero jak kształt kontynentów zostanie zatwierdzony przez odnośne władze, to się je na globusie umieści. Na oczywistą dla człowieka Zachodu uwagę, że istnienie kontynentów i ich kształt to część obiektywnej rzeczywistości, pada odpowiedź, równie oczywista dla człowieka sowieckiego, że bez uzgodnienia i zatwierdzenia przez odpowiednie władze nic nie jest rzeczywistością.

Nieodparcie przypomina się ta scena podczas kolejnych konferencji prasowych polskiej prokuratury, z których jasno wynika, że nie otrzymamy dostępu do „czarnych skrzynek” polskiego samolotu ani do zeznań naziemnej obsługi smoleńskiego lotniska albo jeszcze długo, albo bardzo długo. Nasz „udział” w śledztwie okazuje się ograniczać do grzecznego czekania za drzwiami, aż prokuratorzy rosyjscy zechcą nam coś wyjaśnić, i do rzucania gromów na oszołomów, którzy podnosząc drażliwe kwestie narażają na szwank świeżo ogłoszone historyczne pojednanie z Rosją. Wiadomo, że historyczne pojednania, zwłaszcza na warunkach przeciwnika, to specjalność obecnego establishmentu. Dlatego domaganie się wglądu w materiały śledztwa, a zwłaszcza jego umiędzynarodowienia, już zostało ogłoszone „pluciem Rosjanom w twarz”.

Co prawda, jak słyszę od ludzi serfujących po rosyjskim internecie, to właśnie sami Rosjanie „plują sobie w twarz” najintensywniej. To oni formułują zupełnie jednoznaczne oskarżenia; bardzo się chce, aby były one przesadne. No, ale Rosjanie swoje władze znają dobrze i dobrze wiedzą, na jakie zaufanie zasługują czekiści. Fakt, że się przeciw nim masowo nie buntują, nie oznacza wcale, że są w ocenie swego państwa ślepi i głupi.

Oczywiście, nie każde nie poparte ustaleniami śledztw domniemania co do przyczyn tragedii są przez medialny establishment potępiane. Plucie w twarz Rosjanom − nie, ale plucie na tragicznie zmarłego prezydenta, to jak najbardziej. W ciągu kilku dni wyrósł nam najwybitniejszy ekspert od katastrof lotniczych, a raczej, najwybitniejszy ekspert w każdej dziedzinie okazał się znać także i na tym. Trudno się na czymś nie znać, jak się jest z nominacji Donalda Tuska mędrcem, i to europejskim. Samolot jeszcze dymił, gdy Lech Wałęsa orzekł autorytatywnie, że to Kaczyński zabił sam siebie i wszystkich innych, bo kazał pilotowi lądować. I od tego czasu powtórzył to nie policzę już nawet, ile razy, kompletnie głuchy na rzeczywistość, na brak jakichkolwiek przesłanek wskazujących na ingerencję śp. Prezydenta w decyzję pilota, powtarzając jako niezbity dowód swej tezy − jeszcze wczoraj słyszałem to na własne uszy − wielokrotnie już zdementowaną bzdurę o rzekomym czterokrotnym podchodzeniu do lądowania.

Nie budzi to oczywiście sprzeciwu „autorytetów”, które dostały takiej histerii, gdy w programie Pospieszalskiego nie wykluczono możliwości zamachu i skrytykowano wiernopoddańczą bierność polskiego rządu wobec władz Rosji. Sugerować, że polski pilot popełnił błąd, bo był pod presją harmonogramu zaplanowanych uroczystości, znaczy iść w dobrą stronę. Sugerować, na przykład, że błąd popełnił rosyjski szef obiektu, nie zamykając lotniska, choć zgodnie z przepisami powinien, bo był pod presją harmonogramu zaplanowanych uroczystości, to skandal, hańba, plucie w twarz i nieodpowiedzialne, warcholskie próby zakłócenia pojednania. Ojciec Rydzyk ośmielił się nie czekając na wynik śledztwa zasugerować na antenie swego radia, że to zamach? Skandal, hańba i zniewaga pamięci Lecha Kaczyńskiego (?!). Wałęsa nie czekając na wynik śledztwa też już wie, jak to było i kto jest winien, i informuje o tym publikę słuchającą radia „Agory”? A, to „szacun”.

Skądinąd, euromędrzec i symbol III RP powtarza uparcie wiele rzeczy − także i to, że w 1995 roku „nie przegrał wyborów, tylko liczenie głosów”, czyli, tłumacząc z wałęsowego na polski, że wybory te Kwaśniewski sfałszował. Jak widać, jedne jego opinie salon nagłaśnia, inne taktownie przemilcza. Wałęsa może bezkarnie bredzić do woli, albowiem ustalono, że Polacy potrzebują mitu, i on właśnie jest tym mitem. A jak Mit i Symbol, to prawda o TW „Bolek”, doskonale wszak od lat „autorytetom” znana, pod korzec, morda w kubeł, a rozum niech się idzie czochrać. Ustaliło tak z grubsza to samo towarzystwo, które na okoliczność tragedii smoleńskiej ustaliło, przeciwnie, że Polacy mitów nie potrzebują, wręcz trzeba ich przed mitami bronić. Już następnego dnia autorytety na łamach swojej gazety wzywały, aby nie dopuścić do zmitologizowania katastrofy, bo mity są złe.

Mity są złe, prawda też jest zła − swoją drogą, w jaki sposób oni chcą nie dopuścić do „zmitologizowana” tragedii, jeśli pytanie o to, jak naprawdę było, czynią surowo pilnowanym tabu? Cement i tłuczone szkło zamiast mózgów, jak to już pozwoliłem sobie zdiagnozować.

A co do mitów, oczywiście − złe są tylko „ich” mity, nie „nasze”. Mit uwznioślający Lecha Kaczyńskiego jest wrogi i szkodliwy, podobnie jak mit Millenium 1966 jako symbolicznego początku końca peerelu, albo jak mit Okrągłego Stołu jako miejsca, gdzie przywódcy opozycji zdradzili i pobratali się z komunistycznym okupantem. Natomiast zupełnie inaczej jest z mitami „bezkrwawego, wspólnego sukcesu Polaków z obu stron historycznego podziału”, wspomnianym mitem Wałęsy jako nieomylnego herosa, czy mitem listu Kuronia i Modzelewskiego jako centralnego wydarzenia w historii walki z komunizmem, aktu założycielskiego całej opozycji i w dalszej perspektywie III RP.

Przy okazji, przepraszam, mała dygresja pro domo sua. Prawodawca ostatniego z wymienionych mitów, profesor Friszke, raczył wymienić mnie we wstępie do swej hagiografii Modzelewskiego i Kuronia jako przykład negatywny. Słowa mojego felietonu, podsumowujące sławny „list do Partii” jako bunt młodych, ideowych marksistów, krytykujących aparat partyjny za zbyt łagodną politykę wobec Kościoła Katolickiego, czyni przykładem historycznej ignorancji. Wielka szkoda, że nie zamieszcza owego listu w książce − ale kto ciekawy może dotrzeć do niego w wydaniu książkowym albo w internecie i przekonać się na własne oczy, że moje podsumowanie jest całkowicie uprawnione. Oczywiście, jest złośliwe i stronnicze, bo niechęć do katolickiego wstecznictwa, acz wyartykułowana wyraźnie, nie jest główną, ani nawet jedną z głównych osi krytyki PZPR za odchodzenie od pryncypiów. Ale jest w dokumencie, ogłaszanym aktem założycielskim antykomunistycznej opozycji, wyraźnie obecna, czego trudno nie uznać za chichot historii. A jeśli pan profesor nie rozumie, czym różni się felieton od opracowania naukowego, to zapraszam do słownika terminów literackich.

Wracając do śledztwa w sprawie katastrofy, które podobno – musimy w to wierzyć na słowo − jest intensywnie prowadzone, jedno na pewno się naszym władzom udało. Udało im się przekonać społeczeństwo, że jeśli prawda będzie inna, niż z góry zadeklarowano, to i tak zostanie przed Polakami zatajona. Powie ktoś, że w USA do dziś zdecydowana większość obywateli nie wierzy, żeby Kennedy’ego zabił działający w pojedynkę Lee Oswald. Ale w Ameryce nieufność obywateli do rządu nie przekłada się na państwo. W Polsce, jako żywo, granie z obywatelami w durnia zawsze się dla warstw rządzących źle kończyło.

Ten wpis powstał 24 kwietnia 2010 o godzinie07:53
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Kazimierz Michalczyk
Moderator


Dołączył: 03 Wrz 2006
Posty: 1563

PostWysłany: Nie Maj 16, 2010 11:40 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/04/26/gw-historia/
GW-historia

Choć tak wiele się dzieje, odnotujmy to drobne wydarzenie − prokuratura w Lublinie cichutko umorzyła śledztwo przeciwko CBA. Okazało się, że działaniom agenta Tomka przeciwko Beacie Cielebąk-Sawickiej nic się nie da zarzucić. Nikt oczywiście nie przeprosi za wylane kubły pomyj, nie odszczeka i nie przyzna, że cały ten rechot był zupełnie nie pri czom − to wiadomo ponad wszelką wątpliwość, bo które to już takie śledztwo, którego wszczęcie było wielkim, „przełamującym” niusem, szeroko komentowanym, powtarzanym, międlonym w publicystycznych dyskusjach TVN-ów i TOK FM-ów, kabaretach i talk-showach, a potem cichutko zdechło z braku faktów? Z pamięci nie policzę. Może ktoś zada sobie ten trud i sporządzi taką listę; nie mam wątpliwości, że będzie długa.

Niech w takim razie, oprócz kolejnych umorzeń, weźmie też pod uwagę artykuł o transplantologii w „Gościu Niedzielnym”. Największe wrażenie robi wykres liczby dokonanych przeszczepów w kolejnych latach. Jeden rzut oka wystarcza, by szczęka opadła − okazuje się, że zawał polskiej transplantologii zaczął się na rok, a właściwie dwa lata przed sławną wypowiedzią Ziobry o Doktorze G., a właśnie krótko po tej wypowiedzi sytuacja zaczęła się wreszcie poprawiać. Takie są fakty. A przecież wszyscy słyszeliśmy nie dziesiątki, nie setki, ale tysiące razy, że to Ziobro swoim „nieodpowiedzialnym” atakiem na zasłużonego lekarza spowodował… A to kolejna GW-prawda była.

Tylko kto zdoła podejść do każdego z Polaków z osobna i każdemu z osobna wytłumaczyć, że coś, co wbito mu w głowę, w istocie nigdy nie miało miejsca? Że Lech Kaczyński nigdy nie nazwał Boruca „borubarem” − bo naprawdę powiedział „Boruc bardzo się starał”, a tylko jakiś GW-niarz z akredytacją czy to nie dosłyszał, czy też zupełnie bezczelnie zmyślił brednię, którą potem inni podobni mu powtarzali potem tysiące razy.

Znajomy wrócił z dalekiego kraju. W tym dalekim kraju usłyszał od krajowca, co też ów krajowiec wie o Polsce. „A, tak… Ten prezydent, co się rozbił w samolocie, to ten jakiś fanatyk religijny, co wierzył, że manifestacje przeciwko niemu organizuje szatan?” Krajowcowi pomylili się bracia, ale sam „fakt” chyba jeszcze pamiętamy. Kto nie pamięta, przypomnę − Jarosław Kaczyński zacytował wiersz Kornela Ujejskiego „Chorał”, skądinąd należący do lektur obowiązkowych, umieszczony w podręczniku dla szkół średnich i mocno zapisany w polskiej historii. I ten cytat − „inni szatani byli tu czynni” − bandy „dziennikarzy” z okolic salonu kolportowały pod takimi właśnie tytułami: „Kaczyński wierzy w Szatana!” „Premier: protesty pielęgniarek organizował… Szatan!” etc. A potem sensacja ta szła przez cały świat, z powołaniem na źródła polskie i okraszona wypowiedziami miejscowych GW-autorytetów, że, hm, tak, czy Kaczyński naprawdę wierzy w Szatana nie mogę wyrokować, ale to rzeczywiście psychopata i fanatyk zdolny do wszystkiego najgorszego.

Czuję się znowu, jak w latach dzieciństwa w PRL − czego człowiek nie tknie, czym się bliżej nie zainteresuje, okazuje się, że nieprawda, wszystko było zupełnie inaczej. Z ta jedną różnicą, że moje dzieciństwo przypadło na czasy peerelu późnego, kiedy już świadomość, że komuniści kłamią zawsze i w każdej sprawie, była dość powszechna, i ludzie nie wierzyli nawet wtedy, gdy oficjalna propaganda przypadkiem powiedziała prawdę. Dzisiejsza Polska wydaje się raczej na etapie wczesnego Gomułki − większość ludzi wciąż bezmyślnie łyka propagandę, jak gęś karmę. Czy tragedia smoleńska będzie momentem otrzeźwienia, jakim wtedy stało się wspólne przeżywanie Millenium? Bóg jeden raczy „mieć wiedzę”, my możemy mieć tylko nadzieję.

Ten wpis powstał 26 kwietnia 2010 o godzinie10:33
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Kazimierz Michalczyk
Moderator


Dołączył: 03 Wrz 2006
Posty: 1563

PostWysłany: Nie Maj 16, 2010 11:41 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/04/27/wszystko-tajne-dlaczego-i-po-co/
Wszystko tajne. Dlaczego i po co?

Na Salonach karierę zrobiła, na różne sposoby formułowana, teza: nie dopytujmy się, nie próbujmy kontrolować, nie okazujmy żadnych wątpliwości, bo to obraża Rosję.

Wypada to podkreślać przy każdej okazji, tak jak wypada ostro dawać odpór oszołomom, którzy bezpodstawnie rzucają oskarżenia o celowe spowodowanie katastrofy prezydenckiego samolotu.

Podstaw do formułowania tak ciężkich oskarżeń w istocie nie ma i rzucanie nimi publicznie bez żadnych dowodów jest nieodpowiedzialne. Co nie zmienia faktu, że w ramach śledztwa musi być zbadana i wykluczona w sposób niewątpliwy także taka ewentualność. Są jednak przesłanki, wskazujące na zaniedbania obsługi lotniska − i nie ma powodu, żeby czynić z tego tematu tabu, skoro publicznie rozważa się winę załogi samolotu, która, w przeciwieństwie do kontrolerów lotu, nie żyje i nie może się bronić.

Ale przede wszystkim − jest oczywiste prawo Polaków do poznania wszystkich okoliczności katastrofy i wszystkich faktów oraz dowodów.

I ci, którzy usiłują w swoisty sposób zastraszyć Polaków, że samo domaganie się „czarnych skrzynek”, wszelkich zapisów i zeznań obsługi naziemnej szkodzi pojednaniu, prowadzi do międzynarodowego skandalu i – jak to ujął rzecznik Graś − „byłoby źle odebrane”, sami tymi słowami obrażają rosyjskiego premiera i prezydenta w sposób najbardziej dobitny z możliwych. Oni właśnie! − znacznie bardziej nie polscy i rosyjscy internauci, dywagujący masowo na forach, czy to był zamach rosyjskich służb specjalnych, czy może polskiej WSI.

Bo w ten sposób nasze władze i autorytety sugerują, że Rosjanie mają się czego bać, mają co ukrywać. W ten sposób stawiają polskie władze i polskie ośrodki opiniotwórcze znak równości pomiędzy Putinem i Miedwiediewem a Stalinem, który wszak − przypomnijmy sprawę Katynia, skoro to ona właśnie jest tłem obecnej tragedii − „obraził się” śmiertelnie i zerwał stosunki dyplomatyczne z rządem RP za to, że ten śmiał mu nie wierzyć i chciał, by zbrodnię zbadała międzynarodowa, neutralna komisja.

A przecież i wtedy, i przez całe bez mała 70 lat Polska miała otwartą prostą, oczywistą drogę do pojednania z Moskwą. Wystarczyło się przestać upierać i powiedzieć: tak, to zrobili Niemcy. Wszyscy nas do tego, w imię wygładzenia kantów międzynarodowej polityki, namawiali, z Niemcami, gotowymi wziąć winę na siebie, włącznie.

Dziś rządy Rosji i Polski powinny jak ognia unikać wszelkich podobieństw do tamtej sytuacji. Nie ma powodu nie wierzyć władzom rosyjskim, gdy deklarują, że jak na niczym innym zależy im na oczyszczeniu swego kraju z wszelkich podejrzeń. Nic nie zrobi tego skuteczniej, niż stwierdzenie faktów przez komisję międzynarodową. Każde inne orzeczenie natomiast będzie przez wiele jeszcze lat kwestionowane, a już szczególnie takie, które zapadnie po jakichś tajnych naradach i bez ujawnienia światu kluczowych dowodów.

Obsesja tajności, właściwa systemowi sowieckiemu, wciąż trwa w aparacie państwa, służb i armii, które Rosja odziedziczyła po ZSRR. W pierwszych godzinach po tragedii płynęło do nas morze wyrazów współczucia i szczerej solidarności od Rosjan, ale też, od niektórych przedstawicieli władz, rozmaite kłamstwa, na czele z rzekomym „czterokrotnym podchodzeniem do lądowania”. Dlatego trzeba jasno i wyraźnie powiedzieć: w tej sprawie nie ma powodu niczego utajniać. Nie ma żadnych powodów trzymać czegokolwiek pod korcem. Ujawnienie wszystkich szczegółów, wszystkich rozmów zapisanych na czarnych skrzynkach i przekazanie ich do ekspertyz nie zagraża dobru śledztwa w najmniejszy sposób. Nic lepiej ni ucina spekulacji i oskarżeń, niż ujawnienie wszystkich faktów.

Chyba, że…

Właśnie o wykluczenie tego „chyba że” zależy, jak rozumiem, i władzom Rosji, i naszemu rządowi.

Czy premier Tusk to rozumie? Przekonamy się podczas jego zapowiedzianej na jutro konferencji.

Ten wpis powstał 27 kwietnia 2010 o godzinie12:18
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Kazimierz Michalczyk
Moderator


Dołączył: 03 Wrz 2006
Posty: 1563

PostWysłany: Nie Maj 16, 2010 11:43 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/04/27/kto-sieje-wiatr/
Kto sieje wiatr…

A oni jak zwykle nie rozumieją. Dlaczego, jak tak można – kazać im posypywać głowy popiołem, “ciskać w nich trupami jak pociskami”? Dlaczego ludzie na pogrzebach patrzą na nich z nienawiścią, syczą obelgi albo spluwają pod nogi? Oni przecież tylko “normalnie krytykowali”. Ach, znów to polskie piekło, znów widać, jaki to wredny naród!

Ja pamiętam, jak śp. Janusz Kochanowski zapraszał do Polski największe, bez przesady, sławy prawniczego świata. Bo wbrew dziennikarskim pętakom, którzy “wkręcali” go podchwytliwymi pytaniami, by potem wyszydzać, to on, a nie gwiazdki profesorskiego grajdołka krakówka i warszawki, był na świecie uznawany i poważany, wystarczy zerknąć, jakie osobistości dały mu się zaprosić do rady fundacji Ius et Lex. Na te spotkania zawsze imiennie zapraszał wszystkich sędziów Sądu Najwyższego, Trybunału Konstytucyjnego, profesorów. Demonstracyjnie nie przychodzili. Komu, sądzili, że szkodzą? Takim sławom jak Antonio Scalia? Nie, chcieli okazać swą pogardę dla “pisowca”.

Znana aktorka opowiadała, jakim bojkotem i nienawiścią otoczyło ją środowisko za to, że publicznie poparła Lecha Kaczyńskiego w wyborach; usłyszała, że powinno się ją ogolić jak za okupacji. Do takich zachowań “wykształciuchów” świadomie szczuto, sam oberguru przyrównywał “pisowskich dziennikarzy” do gomułkowskich propagandystów z marca 1968 r. Niejeden w tej atmosferze szczucia zwariował z nienawiści. Czcigodny niegdyś profesor, który pozrywał przyjaźnie z “pisowskimi szmatami”, zaczął ubliżać dziennikarzom i na złość Kaczyńskim zwalczać – on, czołowy liberał! – niezależność banku centralnego od rządu, nie jest wypadkiem odosobnionym.

A dziś ci, co judzili, nie rozumieją – skąd taka nienawiść? Jak tak można? Udają głupich czy, właśnie, wcale nie udają?

Ten wpis powstał 27 kwietnia 2010 o godzinie18:53
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Kazimierz Michalczyk
Moderator


Dołączył: 03 Wrz 2006
Posty: 1563

PostWysłany: Nie Maj 16, 2010 11:45 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/04/28/nie-ma-zycia-bez-montazu/
Nie ma życia bez montażu

Reakcja salonu na dokument „Solidarni 2010” postawiła kropkę nad „i”: Polacy są po prostu niecenzuralni. Nie wolno ich pokazywać takich, jakimi są, bo są nie tacy, jacy być powinni. Za to właśnie twórcy filmu zostali odsądzeni od czci i wiary: przyszli do prostych ludzi z kamerą i po prostu pozwolili im mówić, co myślą. A należało im najpierw wytłumaczyć, co powinni myśleć. A przynajmniej ich wypowiedzi odpowiednio zrównoważyć − podsunąć mikrofon autorytetom, które z wyżyn swej wiedzy wyjaśniłyby fachowo, że to, co ci ludzie mówią, to tylko im się zdaje, że tak czują, bo naprawdę czują coś zupełnie innego. Bo „jest prawda czasów, o których mówimy, i prawda ekranu, która mówi”. „Taka jest prawda, nieprawda, i innej prawdy nie ma”.

Tak się składa, że też tam przez pewien czas byłem − pod pałacem. Widziałem, słuchałem, i mogę zaświadczyć, jeśli takie świadectwo jest komukolwiek potrzebne: tak było, tacy byli ludzie, takie słowa i myśli, taka chwila. Stankiewicz i Pospieszalski uchwycili na żywo historię. A nie należało jej chwytać na żywo. Należało ją odpowiednio zmontować, dopiero wtedy prawda ekranu byłaby prawdą czasu, i może nawet zasłużyłaby na nagrodę imienia Ryszarda Kapuścińskiego. Bo Ryszard Kapuściński właśnie teraz, po publikacji książki opisującej jego reporterską metodę, został patronem nagrody, w kryteriach przyznawania której znajdujemy m.in. dbałość o wierność faktom. To jest dopiero jajco. „Z bolcem uziemniającem”, dodawało się w mojej szkole, więc i ja dodam, bo poza tym bolcem, jak rany, co tu jeszcze można dodać?

„Żyliśmy w czasach kiedy Adam Michnik / wybornie znał się na poezji”. Poezja, nawiasem mówiąc, choć wydaje się przeciwieństwem dokumentu, też wymaga generalnego przemontowania. Wybitny znawca przedmiotu, Jacek Żakowski, w towarzystwie pani Marody, jak wyżej, orzekli w telewizji, że wiersz Jarosława Marka Rymkiewicza jest grafomanią. Wsparli go w tym rozpoznaniu inni znawcy z tej samej redakcji, spółka Władyka & Janicki. „Poeta z Milanówka pisze wiersz w stylu częstochowskim po to, by trafić pod strzechy” − objaśnili swoim czytelnikom, bo najwyraźniej polonista Janicki nie wie, iż dystychy o pełnych rymach są ulubioną frazą Rymkiewicza odkąd debiutował. Ciekawsze zresztą jest to podkreślenie „poeta z Milanówka”. To teraz klasę poetów zaczęło określać miejsce zamieszkania? Bo dotąd określała ją słuszność wierszy. Herbert na przykład pisał głęboko niesłusznie o Chodasiewiczu i o żołnierzach wyklętych, „wilkach”, po których pozostał w śniegu „żółtawy mocz” − co było aluzją do słów Chodasiewicza właśnie, że patriotyzm to „środek moczopędny”. A na przykład pani Szymborska pisała wiersze słuszne, choćby ten o nienawiści, jaką jest lustracja i rząd Olszewskiego, by już nie sięgać do początków jej twórczości.

Trudno tylko zrozumieć, dlaczego grafoman z Milanówka oprócz innych dowodów uznania dostał kiedyś także nagrodę Nike. Dialektyka uczy, że widocznie wtedy jego częstochowskie rymy nie były grafomańskie, stały się takie dopiero, gdy zaczął się nimi podlizywać mieszkańcom strzech. Jak to zwykle, bywalcy salonu muszą się nieźle gimnastykować, żeby nadążyć za myślowymi wygibasami swych autorytetów. Ludzie z filmu Stankiewicz i Pospieszalskiego to niewątpliwie nienawistna tłuszcza, bo mówili, że nasz przyjaciel Putin ma krew na rękach. Ale portale internetowe przynoszą w tym samym duchu wypowiedzi Rosjan, i pal licho prostych Rosjan, czy nawet mało u nas znanych dziennikarzy nielicznych niezależnych od oligarchii mediów, ale i głośnych dysydentów, którzy do wczoraj jeszcze uznawani byli w „Gazecie Wyborczej” za moralne wzorce. I co z tym zrobić? Ale do wczoraj Putin był tam mordercą Litwinienki i Politowskiej, ciemiężycielem Chodorkowskiego i kłamcą fałszującym prawdę o katastrofie „Kurska”, a dziś jest już zupełnie innym człowiekiem. Przyjaznym. Więc jak Putin się zmienił w przyjaciela Polaków, no, w każdym razie tych kilku najważniejszych Polaków, to i taka na przykład Waleria Nowodworska mogła się z dnia na dzień zmienić w oszołomkę, a Chodorkowski, zaraz się okaże, że jest zwykły żulik, i zasłużył sobie na to, co go spotkało. Od praw człowieka ważniejsze jest prawo jedynie słusznych autorytetów do orzekania, kto zasługuje na oklaski, a kto na gwizdy. Bijcie brawo, obywatele, i nie wypowiadajcie się do kamer „pisowskiej telewizji”, zanim nie zostaniecie pouczeni, co powinniście powiedzieć, żeby było to szczere i spontaniczne.

Ten wpis powstał 28 kwietnia 2010 o godzinie22:08
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Kazimierz Michalczyk
Moderator


Dołączył: 03 Wrz 2006
Posty: 1563

PostWysłany: Nie Maj 16, 2010 11:46 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/04/29/komorowski-nie-czeka/
Komorowski nie czeka

Czy to było przejęzyczenie? Jeśli tak, to nader znaczące. Wczoraj usłyszałem wyraźnie, jak Donald Tusk zapowiedział, że z nominacją prezesa NBP „poczekamy” na czas po wyborach. Nikt nawet nie zwrócił uwagi, że teoretycznie decyzja ta należy przecież nie do Tuska, ale do Bronisława Komorowskiego. Najwyraźniej wszyscy wiedzą, jak jest naprawdę. A jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości, że kandydat PO stanowi jedynie „substytucję” swego prezesa, przynajmniej „na obecnym etapie”, to powinien zwrócić na tę zapowiedź uwagę.

Gdyby lider PO kierował się merytorycznymi racjami, powinien zadecydować odwrotnie − pośpiech w sprawie prezesa NBP można by, choć byłoby to nieco naciągane, uzasadnić szkodami, jakie mogą dla Polski wyniknąć z utrzymywania w niepewności światowych rynków. Natomiast pośpiech w IPN nie daje się merytorycznie obronić, jest oczywiste, że wynika tylko z chęci jak najszybszego położenia ręki na archiwach. Odesłanie ustawy do Trybunału, jak planował śp. Lech Kaczyński, było kwestią nie tylko przyzwoitości, ale wobec szeregu wątpliwości co tej ustawy, także odpowiedzialności za państwo. Jaka sytuacja powstanie teraz, gdy już po powołaniu nowych władz IPN według ustawy, TK orzecze o jej wadach prawnych?

Najwidoczniej jednak zamówione przez rząd sondaże wykazały, że elektorat źle odbierze szybkie przejmowanie NBP, a o IPN dba mniej.

Polityka, jak wyjaśnił Bronisław Komorowski zaraz po katastrofie, to dziedzina, które nie kieruje się współczuciem. I niewątpliwie pozostaje swej zasadzie wierny. Decyzja o przejęciu IPN bez czekania na wybory pokazuje, że nie kieruje się także przyzwoitością ani wątpliwościami prawnymi. Czym się w takim razie zamierza kierować, jeśli zostanie prezydentem?

Ten wpis powstał 29 kwietnia 2010 o godzinie13:07
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Kazimierz Michalczyk
Moderator


Dołączył: 03 Wrz 2006
Posty: 1563

PostWysłany: Nie Maj 16, 2010 11:47 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/04/29/pospiech-w-przejmowaniu-ipn/
POśpiech w przejmowaniu IPN

W świetle przyjętej dosłownie przed chwilą, głosami rządzącej większości, nowelizacji ustawy o IPN, poranna decyzja Bronisława Komorowskiego o podpisaniu nowej ustawy staje się jeszcze bardziej znamienna, niż to się w pierwszej chwili wydawało.

Nowa ustawa skonstruowana została tak, że wybranego zgodnie z nią, a więc prawie na pewno życzliwego PO szefa, Instytut doczekałby się za jakieś pól roku. Do tego czasu miałby kierować nim Franciszek Gryciuk, wskazany przez Kolegium IPN z dwojga obecnych wiceprezesów.

A jednak z jakiegoś powodu władza nie chce czekać, aż wypełnione zostaną procedury podpisanej rano przez p.o. prezydenta nowej ustawy. Przyjęta tego samego dnia wieczorem, w trybie superekspresowym nowelizacja daje prawo wskazania tymczasowego następcy… marszałkowi Sejmu.

O co zakład, że Bronisław Komorowski na mocy tej noweli wskaże nie Gryciuka, ale Marię Dmochowską − tę, która stała się sławna, kiedy dwie godziny po śmierci Janusza Kurtyki ogłosiła, że przejmuje jego funkcję, i próbowała zająć jego gabinet? Wówczas nie udało się to wobec stanowczego sprzeciwu pracowników IPN. Przy okazji dowiedzieliśmy się też wtedy, iż Maria Dmochowska jest członkiem komitetu wyborczego kandydata Bronisława Komorowskiego.

Przepraszam, pani Dmochowska stała się głośna jeszcze wcześniej − gdy publicznie nagłośniła swe wotum separatum wobec decyzji o opublikowaniu przez IPN książki Gontarczyka i Cenckiewicza.

Pytanie, którego nie wolno w tej sytuacji nie zadać − do Bronisława Komorowskiego i całej PO: co takiego znajduje się w zasobach IPN, że ustanowienie nad nimi własnego, zaufanego nadzorcy, staje się w okresie kampanii wyborczej tak pilne?

Ten wpis powstał 29 kwietnia 2010 o godzinie21:10
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Kazimierz Michalczyk
Moderator


Dołączył: 03 Wrz 2006
Posty: 1563

PostWysłany: Nie Maj 16, 2010 11:49 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/05/01/siodmy-wariant/
Siódmy wariant
Subotnik Ziemkiewicza

W chwilach powszechnej dezorientacji jedyne, co człowiekowi pozostaje, to jego chłopski zdrowy rozum. Teorie spiskowe? Czasem okazują się prawdziwe, a czasem nie. To, czy teoria jest spiskowa, czy niespiskowa, nie ma żadnego znaczenia, chyba tylko dla idiotów, którzy własnego rozumu nie posiadając, muszą polegać na naklejanych przez innych etykietkach.

Na przykład, w starożytnym Rzymie trzech możnych facetów umówiło się kiedyś, że nic się nie stanie w państwie bez ich zgody, i w tym momencie Republika Rzymska na zawsze już przestała być republiką. Owszem, faceci potem się wzięli za łby, potem sukcesję po zwycięzcy wzięło kilku innych, którzy też się pobili między sobą… Ale jeśli się w Rzymie owych czasów nie zajmowało odpowiednio wysokiej pozycji w strukturach państwa, można było o tym wszystkim wcale nie wiedzieć, i przez ponad stulecie większość nie wiedziała, wierzyła wciąż niezłomnie, że Rzym pozostaje republiką, a władza spoczywa w rękach Senatu i wybieranych przez niego urzędników. To my dzisiaj mówimy o „pryncypacie”, oligarchii i cesarstwie, bo bez tej wiedzy historia w ogóle nie daje się napisać − ale współczesne Cezarom media, gdyby istniały, wykpiwały by zapewne takie spiskowe teorie ile wlezie.

Co z tego wynika? Nic. Bo z drugiej strony historia obrosła tysiącami woluminów stawiających na temat różnych wydarzeń najbardziej wyrafinowane hipotezy, które bywały nawet doskonale spójne, tyle tylko, że nic ich nigdy nie potwierdziło. Sama tylko literatura dotycząca rewolucji francuskiej i Napoleona, demaskująca sięgające wielu wieków, niekiedy aż starożytności, spiski templariuszy, masonów, iluminatów, jezuitów, asyryjskich gnostyków i czort wie, kogo jeszcze, to dziesiątki grubych tomów, które swego czasu traktowali poważnie najświatlejsi przedstawiciele swych czasów. W Niemczech, Francji i krajach arabskich, czyli tam, gdzie tradycyjnie silna jest nienawiść do Ameryki, pokaźny procent ludności wierzy, że nie było żadnych zamachów na WTC, wszystkich tych ludzi zamordował Bush, żeby mieć pretekst do napaści na Irak – i mają na to niezbite dowody, na przykład analizy jakichś podobno wybitnych znawców, którzy stwierdzili, że na zdjęciach wlatującego w wieżowiec samolotu nie widać jakiegoś cienia, który powinno być widać, więc, krótko mówiąc, że to pic i fotomontaż.

Skoro śledztwo w sprawie katastrofy w Smoleńsku prowadzone jest tak, jak jest prowadzone, to nieunikniony jest wysyp rozmaitych sensacji. W ich morzu mogą być także opinie przytomne, ale dopiero po jakimś czasie będziemy w stanie je odróżnić. Nie ma się tym specjalnie co przejmować, a już zwłaszcza nie wolno dać sobie wmówić, że te teorie, przeważnie głoszone przez anonimowych ludzi w internecie, w jakikolwiek sposób równoważą czy usprawiedliwiają nikczemność redaktorów gazety pragnącej uchodzić za poważną, która od tygodnia snuje serial insynuacji pod adresem nieżyjącego prezydenta, i ludzi, ubiegających się o społeczny szacunek, którzy jej w tym pomagają. Polityczne rozgrywki i obsesyjna nienawiść do zmarłego, w połączeniu z antyprawicową fobią salonu, doprowadziła niektórych już do kompletnego zbydlęcenia, i nie można tego ocenić inaczej − zwłaszcza, że, wiedząc doskonale, iż znane fakty jednoznacznie tezie o winie Kaczyńskiego przeczą, nie formułują oni oskarżeń wprost, ale poprzez sugestie, aluzje i podsuwanie skojarzeń.

Zdrowy chłopski rozum − bo nic innego w takich chwilach człowiekowi nie pozostaje (prawda, już to pisałem) − mówi, że nie sposób wskazać, jaki pożytek mieliby odnieść ze strącenia samolotu ewentualni zamachowcy. A już zwłaszcza tacy, którzy mieliby możliwości, by podobnie ryzykownej i niepewnej w skutkach operacji dokonać. Domniemanie, którym głównie żywią się spiskolodzy z rosyjskiego internetu, iż jedna frakcja rosyjskich służb chciała w ten sposób zaszkodzić drugiej, wydaje się mało przekonujące. Hipotezę zamachu trzeba oczywiście rozpatrzyć i wykluczyć, ale na pierwszy rzut oka niewiele na nią wskazuje.

Zdrowy rozum i doświadczenie dziennikarza, który o wielu różnych katastrofach już czytał, a o niektórych nawet sam pisał, podpowiada mi, że przy tego typu zdarzeniach zazwyczaj nie ma jednej przyczyny. Przyczyną jest zwykle − jak w uznanej niegdyś za wydumaną powieści Lema „Katar” − splot błędów i przypadków, z których każdy w pojedynkę nie miałby tragicznych skutków, czasem nawet dwa na raz nic by nie spowodowały, ale łącznie doprowadziły do nieszczęścia. Tak było w Czarnobylu, tak było z dwoma amerykańskimi promami kosmicznymi czy z katastrofą samolotu amerykańskiej misji wojskowej w byłej Jugosławii.

To oczywiście tylko domniemania laika, ale ze znanych już dziś faktów można wskazać kilka, które mogły się w takiego piekielnego puzla ułożyć. Mgła, złe oświetlenie pasa, prawdopodobnie błędna informacja z kontroli lotów, zmieniony układ radiolatarni. Coś mniej, coś więcej? Czekajmy na dalsze informacje.

Osobiście zwracam uwagę na jeden wątek, który jakoś umyka uwagi komentatorów. Przez trzy tygodnie, jakie upłynęły od katastrofy, nie mogłem znaleźć wiarygodnej informacji, jaki właściwie charakter miała wizyta Lecha Kaczyńskiego i towarzyszącej mu delegacji w Katyniu − oficjalny czy prywatny?

Zaproszenie dotyczyło wizyty oficjalnej. O taki status wystąpiła też kancelaria prezydenta. Ale wszystko wskazuje, że po stronie rosyjskiej uważano ją za nieoficjalną. Różnica jest zasadnicza − wizyta oficjalna to inne, dodatkowe procedury bezpieczeństwa. Takie, jak zastosowano trzy dni wcześniej podczas wizyty Tuska. W dniu katastrofy ich nie było.

Odpowiedzi nie można było uzyskać. Oficjalna czy nie? A jeśli nie, to kto, gdzie, kiedy zdecydował obniżeniu jej statusu? Czy stało się to w Polsce, czy w Rosji? Z czyjej inicjatywy?

W końcu znalazłem wywiad generała Janickiego, szefa BOR, z kuriozalnym stwierdzeniem, że wizyta była nieoficjalna, ale traktowana jak oficjalna. Cóż, w całym tym wywiadzie generał wije się i udziela dziwnych informacji, tego rodzaju, że odpowiednie służby zabezpieczyły jak należy wizytę premiera i to wystarczało także na wizytę prezydenta… Ale na razie wystarczy, dziękuję. A więc wizyta, która w MSZ i potem w kancelarii Prezydenta była jeszcze oficjalna, gdzieś po drodze ten status utraciła.

Gdyby go nie utraciła, to być może do katastrofy by nie doszło. Zastosowane procedury nie pozwoliłyby wszystkim elementom śmiertelnej układanki wskoczyć na miejsce.

Kto doprowadził do obniżenia rangi wizyty? I dlaczego? Czy polski rząd? Czy formalnie odpowiedzialny za takie sprawy minister Arabski? Czy po to, aby, jak to od dwóch lat konsekwentnie czyniła jego partia, po raz kolejny prezydenta poniżyć, pomniejszyć, odebrać mu znaczenie, na rzecz premiera?

Na razie nie oskarżam. Pytam. Wizycie Głowy Państwa w Katyniu odebrano status oficjalny, i to jest fakt. Najbardziej prawdopodobne jest, że zrobił to polski rząd, i że zrobił to, tak, jak było z poprzednimi groteskowymi wojnami o oficjalne wyjazdy, samoloty i krzesła, w partyjnym interesie rządzącej formacji. I prawdopodobne jest, że gdyby nie ta głupia, małostkowa decyzja, do nieszczęścia by nie doszło.

Domagam się odpowiedzi.

Domagam się, aby oprócz podanych do wiadomości publicznej sześciu możliwych wariantów przyczyny katastrofy, prokuratura uwzględniła w śledztwie szukającym winnych „nieumyślnego sprowadzenia niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lotniczym” także siódmy wariant. Ten właśnie.

Ten wpis powstał 1 maja 2010 o godzinie08:21
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Kazimierz Michalczyk
Moderator


Dołączył: 03 Wrz 2006
Posty: 1563

PostWysłany: Nie Maj 16, 2010 11:51 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/05/08/w-pogoni-za-wyksztalciuchem/
W pogoni za wykształciuchem
Subotnik Ziemkiewicza

Nowy właściciel tygodnika „Wprost” rozpoczął swe rządy od dwukrotnego, spektakularnego ukorzenia się za „winy” Marka Króla: najpierw przed Aleksandrem Kwaśniewskim, a potem przed Adamem Michnikiem. Zapewne w przekonaniu, że pozwoli mu to wyprowadzić pismo z kryzysu i uratować załamującą się sprzedaż. Oczywiście, przekona się i on, i państwo, że efekt będzie dokładnie odwrotny.

Kłopoty „Wprost” zaczęły się przecież nie od czego innego, tylko właśnie od nerwowych prób pozbycia się stygmatyzującej etykiety tygodnika „pisowskiego”. Poprzedni wydawca − w środowisku zwany pieszczotliwie „infantem” − przejąwszy spuściznę po swym ojcu, założycielu i wieloletnim szefie tygodnika, zaczął szereg szybko po sobie następujących zmian, mających zrobić z „Wprost” pismo pozbawione politycznej wyrazistości, atrakcyjne dla szerokich mas czytelników zainteresowanych życiem prywatnym celebrytów, ciekawostkami i sensacyjkami, sprawy poważne zaś chcących mieć przedstawiony w sposób prosty i jednoznacznie „słuszny”, tak, jak przedstawiają ją „Gazeta Wyborcza” i „Polityka”. Stopniowo zniechęcało to do pisma dotychczasowych czytelników, na miejsce których wcale nie przychodzili czytelnicy konkurencyjnych, salonowych tytułów. Na kolejne spadki nakładu lekarstwem było tym usilniejsze upodabnianie przekazu tygodnika do przekazu wspomnianych pism, co ostatecznie, jako się już rzekło, skończyło się pójściem tytułu pod młotek, i jego ostatecznym już wykastrowaniem przez nowego nabywcę.

Powyższe dwa tytuły − „Gazetę Wyborczą” i „Politykę” − przywołałem nie przypadkiem. Nowy nabywca tygodnika „Wprost” nie jest jedynym, który uległ ich czarowi. I on, i wielu innych menadżerów, rozumują prosto: skoro oba te tytuły, mimo nieustającego spadku sprzedaży, liderują w swoich segmentach, trzeba naśladować ich cechy charakterystyczne. A jakie one są? Oba tytuły od zawsze oddane są wściekłemu tępieniu prawicowości, lustracji, antykomunizmu i tradycjonalizmu, oba też są propagandowo zaangażowane po stronie polityka, który „musi” i jego ekipy.

Tylko że w praktyce kopiowanie tego przekazu okazuje się mało skuteczne. Jeśli uznać, że to właśnie zajadła antyprawicowość jest receptą na sukces − to jak wyjaśnić, dlaczego nie odniósł tego sukcesu na przykład „Tygodnik Powszechny”? Przecież po roku 1990 zrobiono z niego wierną kopię gazety Michnika. Mało tego, był on w „Wyborczej” regularnie polecany i reklamowany, szczegółowo omawiano tam każdy kolejny numer i zachęcano do jego kupna. Nic to nie dało.

W istocie wyjaśnić to łatwo. Wspomniane dwa wiodące pisma, owszem, znalazły zapewniający sukces segment rynku − ale też szczelnie go wypełniły. I nie ma tam już miejsca na nic więcej.

„Wyborcza” i „Polityka” zdobyły serca polskiego odpowiednika tego, co Sołżenicyn nazwał „obrazowanszcziną”, a co Dorn niezbyt zręcznie spolszczył na „wykształciuchów”, wytworzonej przez socjalizm postinteligencji. Tym, co przede wszystkim dają swoim czytelnikom, jest poczucie przynależności do inteligencji, warstwy uważaną za bardziej godną szacunku (według badań przedstawionych swego czasu przez profesora Domańskiego, 70 proc. Polaków pytanych, kim chcieliby, żeby zostało ich dziecko, wybiera właśnie opcję „inteligentem”). Klient, który w kupowaniu danego „brendu” widzi sposób podnoszenia swego wysokiego statusu jest, znajdziemy to w każdym podręczniku, klientem idealnym, niezwykle wiernym i oddanym. Trzeba przyznać − sukces, jaki te dwa tytuły odniosły, z punktu widzenia marketingu jest wspaniały, i można go tylko zazdrościć.

Nie można go natomiast skopiować. A już zwłaszcza nic nie da doskonałe nawet skopiowanie przekazu tych mediów. Bo ich wierni wyznawcy sięgają po nie, jako się rzekło, wcale nie dla przekazu. Sięgają przede wszystkim dla „brendu” właśnie. Nie zamienią go więc na żaden inny, choćby stał za nim produkt jeszcze bardziej michnikowy niż sam Michnik. Więcej, wspomniani klienci nawet nie poszerzą swych lektur o żadną inną gazetę, choćby była tak otoczona legendą, jak wspomniany „Tygodnik Powszechny”, z tych samych przyczyn, dla których sławny zdobywca puścił z dymem aleksandryjską bibliotekę − bo jeśli w innych mediach jest to samo, co w tych wyznaczających sposób myślenia „salonu”, to nie ma najmniejszego powodu po nie sięgać, no, a jeśli jest tam co innego, to „człowiek na pewnym poziomie” nie weźmie po prostu „tego” do ręki, gdyż zachwiałoby to jego z trudem budowanym wyobrażeniem o własnym wyższym statusie.

Prosta i zrozumiała sprawa − a nie dociera do „specjalistów”, którzy uparcie usiłują poprawiać sprzedaż innych tytułów poprzez formatowanie ich według wzorów z Czerskiej. Swego czasu zastosowali tę metodę do „Przekroju”. Pod przewodem Piotra Najsztuba zrobiono z sympatycznego niegdyś krakowskiego tygodnika tubę politycznej poprawności bardziej zjadliwo-wyborczą niż sama „Wyborcza”. Nakład, pomimo wpompowania w promocję grubych milionów, spadł na pysk. (Teraz kolejny właściciel zrobił z tego pisma „Tygodnik Powszechny” dla niewierzących − mnie to się wydaje pomysłem zupełnie już samobójczym, ale poczekajmy na dane ZKDP).

Niezrażeni tym specjaliści zabrali się za „Dziennik”, który w swej pierwotnej, „prawicowej” formule nie przyniósł wydawcy oczekiwanych zysków. Zaczęto więc pismo, które ongiś ogłaszało „koniec Polski Kiszczaka i Michnika”, na gwałt przerabiać na dziennik politycznie słuszny, sławiący PO, sukcesy III RP i „wielkie grillowanie” sytych i szczęśliwych mieszkańców „krainy miłości”. Im skuteczniej to robiono, tym gazeta bardziej podupadała, aż zdechła definitywnie – jak pokazały dane wspomnianego ZKDP, po połączeniu z „Gazetą Prawną” sprzedaż wspólnego przedsięwzięcia wzrosła o całe 8 tysięcy w porównaniu do sprzedaży samej „Gazety Prawnej”. Ktoś powie − ale jednak wzrosła! Fakt. Ale specjaliści na pewno zabiorą się za jej dalsze poprawianie.

Teraz „Trynd” dociera do projektu „Polska – The Times”. Znowu widać sprawdzoną receptę: gazeta zaczyna łagodnieć, coraz bardziej niechętnie wchodzi w zwarcia z salonem, za to uprzejmie rezonuje jego poglądom. No i po raz kolejny widać, że działa to tak samo, jak zwykle, czyli w ogóle.

Wiem, że te sukcesy specjalistów nie zadowalają. Wciąż uważają oni że najbardziej łakomy, najważniejszy segment rynku to ta rzesza „wykształciuchów”, ukształtowanych na obraz i podobieństwo sekty z Czerskiej. Fakt, że jest jeszcze w Polsce wielu ludzi, którzy oczekują od mediów, aby były czymś wręcz przeciwnym, uchodził dotąd ich uwagi. Co prawda, przyznać trzeba, że, do 10 kwietnia i wybuchu narodowej żałoby, nie tylko menadżerowie od mediów nie chcieli przyjąć istnienia tych ludzi do wiadomości. Czy zauważą ich teraz? Czy też może, wbrew temu, co otwarcie menadżerowie mówią, w istocie wcale nie chodzi im o sprzedaż i wyniki finansowe?

Ten wpis powstał 8 maja 2010 o godzinie07:01
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Kazimierz Michalczyk
Moderator


Dołączył: 03 Wrz 2006
Posty: 1563

PostWysłany: Nie Maj 16, 2010 11:54 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/05/08/co-mi-mowia-co-sam-widze-co-czuje-1/
Co mi mówią, co sam widzę, co czuję (1)

Co mi mówią?

Że Platforma Obywatelska jest w kampanii wyborczej „»Wycofana«, szanująca ból Jarosława Kaczyńskiego” (Agata Nowakowska w „Gazecie Wyborczej”).

Że wyrażane m.in. przez mnie obawy przed jednoczesnym oddaniem wszystkich najwyższych urzędów państwa w ręce PO, co uwolni ją od jakiejkolwiek kontroli opozycji i da Tuskowi władzę, jakiej nie miał w Polsce nikt od czasów Jaruzelskiego, są bezpodstawne. „Wygrana Bronisława Komorowskiego nie będzie oznaczała, że PO ma wszystko. To teza naszych przeciwników. Komorowski nie będzie prezydentem PO, tylko prezydentem wszystkich Polaków” (Sławomir Nowak dla „Faktu”).

Że PO to „Polska jasna, optymistyczna”, a PiS to „Polska ciemna”, „pełna zawiści” (tenże Sławomir Nowak w RMF FM)

I żebym − przestrzegają życzliwie ludzie, z których większość od zawsze słynie z nieżyczliwości wobec wszystkich spraw, w które wierzę − nie angażował się przypadkiem po stronie Jarosława Kaczyńskiego, bo mu tym zaszkodzę, odstraszając umiarkowanych, centrowych wyborców swym radykalizmem. Ta życzliwa rada, formułowana w ostatnich dniach na wiele sposobów, nie jest kierowana jakoś szczególnie do mnie, ale do wszystkich publicystów etykietowanych jako „prawicowi”.

Co sam widzę?

Stefana Niesiołowskiego, z nominacji PO wicemarszałka Sejmu, który bezpardonowo przejeżdża się Marcie Kaczyńskiej, atakując ją jako rozwódkę i oskarżając, że jej żałoba po rodzicach musi być nieszczera, skoro w niecały miesiąc po ich pogrzebie włącza się w kampanię wyborczą (nie widziałem, żeby jakkolwiek się w nią włączyła, były tylko spekulacje prasowe, że podobno ma to zrobić).

Kazimierza Kutza, z ramienia PO senatora, równie brutalnie boksującego Elżbietę Jakubiak, oskarżającego Jarosława Kaczyńskiego o „maoizm i leninizm” oraz „obrzydlistwo” wykorzystywania w wyborach żałoby − na tej wyłącznie podstawie, iż podczas jedynego jak dotąd publicznego wystąpienia ubrany był na czarno.

Władysława Bartoszewskiego, podsekretarza stanu w kancelarii premiera RP i członka komitetu honorowego kandydata Bronisława Komorowskiego, który za odwoływanie się przez Jarosława Kaczyńskiego do „testamentu brata” nazywa go w austriackiej gazecie „nekrofilem” i powtarza to z pasją, a wzywany do opamiętania brnie, wzbogacając swą ocenę jeszcze o „pedofilię” i „moralną obrzydliwość”.

Andrzeja Wajdę, członka komitetu honorowego kandydata Bronisława Komorowskiego, który w gazecie francuskiej zadaje pytanie wedle retorycznego wzorca przećwiczonego ongiś przez Leppera: czy to Lech Kaczyński spowodował katastrofę, zmuszając pilotów do lądowania pomimo mgły i ostrzeżeń rosyjskiej kontroli lotów?

Obserwuję też pewną bezradność i brak profesjonalizmu działaczy PiS, nagminnie dających się „wkręcać” zdeklarowanym dziennikarzom prorządowym w rozmowy, w których, cokolwiek powiedzą, muszą wypaść źle. Na przykład, Pawła Kowala, tłumaczącego się Monice Olejnik z filmu Ewy Stankiewicz i z tego, co mówili w nim rozmówcy Pospieszalskiego. Albo Joannę Kluzik-Rostkowską, która, gdy Jacek Żakowski zaczyna wywiad z nią od ataku na wiersz Jarosława Marka Rymkiewicza (za słowa „nie można Polski oddawać złodziejom”) zamiast powiedzieć mu, że nie jest krytykiem literackim, tylko szefową sztabu wyborczego, wdaje się w zapewnienia, że „nie rozumie tego wiersza” i odcina się od poety.

Co czuję

Czuję, że PO i występujące w jej interesie media establishmentu sięgnęły po metodę, która dała Tuskowi zwycięstwo w debacie przedwyborczej dwa lata temu. Wtedy sekretem zwycięstwa było pousadzanie poza kadrem i zasięgiem mikrofonów facetów, którzy chamskimi obelgami, porykiwaniem i tupaniem skutecznie wyprowadzili Kaczyńskiego z równowagi. Ponieważ wiadomo, że Jarosław Kaczyński nie potrafi sobie poradzić z chamstwem i zwykle nie wytrzymywał, kiedy atakowano brata albo matkę, przeciwnik usiłuje sprowokować go do jakiejkolwiek reakcji, którą usłużni propagandyści mogli by roztrąbić, jak owo nieszczęsne „ZOMO”. Wystarczy, by Kaczyński odciął się jakkolwiek, wdał się w kłótnię, odszczeknął, rzucił bodaj jedno ostre słowo, dalej już pospolite ruszenie salonów będzie wiedziało, co z tym zrobić.

Jeśli „rozwódka udająca nieszczerze żałobę” i „nekrofil” nie wystarczą, to w najbliższych dniach spodziewać się należy jakichś kpin z umierającej matki.

Wytrzyma, czy da się sprowokować?

***

A w głowie mi dźwięczą słowa Jana Krzysztofa Kelusa:

Maturzyści mi mówili

Że to mógł wymyślić Haszek

Aby słowem „pokój” judzić

Aby słowem „pokój” straszyć

Ale tego, że można straszyć ludźmi pogrążonymi w modlitwie, żałobnymi zniczami, flagami narodowymi, że można judzić do walki z „demonem polskiego patriotyzmu”, a określenia „prawy Polak” używać jako obelgi − tego i Haszek by wymyślić nie mógł. Pytanie retoryczne, czy Michnik to wymyślił, czy też pracując przez ostatnie dwadzieścia lat, niczym Frankenstein, nad potworem, nie wiedział, co hoduje?

PS. Pod powyższym szyldem „Co mi mówią, co sam widzę, co czuję” postanowiłem dzielić się tu na blogu co jakiś czas swymi refleksjami związanymi z wyborami, aż do ich rozstrzygnięcia. Piszę wyłącznie w imieniu własnym i za wszystko, co piszę, odpowiadam wyłącznie ja (niby to oczywiste, ale sytuacja wymaga dokonania tego zastrzeżenia).

Ten wpis powstał 8 maja 2010 o godzinie23:34
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Kazimierz Michalczyk
Moderator


Dołączył: 03 Wrz 2006
Posty: 1563

PostWysłany: Nie Maj 16, 2010 11:56 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/05/10/salomonowa-dymisja/
Salomonowa dymisja

Jeszcze mam w pamięci publikacje piętrzące dowody, że oskarżenie, jakoby współpracownicy Bronisława Komorowskiego pojawili się na pogrzebie Anny Walentynowicz w stanie wskazującym na spożycie jest fałszywe (choćby ta) Już prawie dałem się przekonać, a tu właśnie dowiaduję się, że Komorowski jednak swego asystenta odpowiedzialnego za ten incydent zwolnił.

Wynikałoby z tego, że faceci jednak faktycznie byli pijani i narobili wstydu, a Komorowski zachował się jak trzeba, przy okazji potwierdzając, co i bez tego wiadomo, że salonowe media potrafią w obronie „swoich” łgać jak najęte.

Ale jak w takim razie rozumieć wyjaśnienie jego biura prasowego, że Marszałek pozbył się pana Smolińskiego „nie mając pełnej możliwości oceny zdarzenia, ale kierując się potrzebą szczególnej dbałości o utrzymanie powagi atmosfery żałoby”? Chyba każdy przyzna, że coś się tu nie zgadza. Jeśli Komorowski nie wie, bo nie ma możliwości sprawdzić (naprawdę takie to trudne?) czy jego podwładny zrobił to, o co został − życzliwe mu media twierdzą, że niesłusznie − oskarżony, to za co i dlaczego go ukarał?

A jeśli jednak wie, to dlaczego nie powie jasno, że to kara za ten konkretny eksces, tylko udaje, że nie wie? Jak można karać podwładnego za naganny czyn i jednocześnie twierdzić, że wcale go on nie popełnił?

A można. Przykład idzie z góry. Przecież tak właśnie zachował się premier Tusk po ujawnieniu afery hazardowej. Stanowczo zaprzeczył, jakoby jego najbliżsi współpracownicy byli czemukolwiek winni, i wszystkich hurtem usunął z zajmowanych stanowisk, zapewniając, że przeniesienie z ministerialnego stanowiska na tytularną funkcję w klubie poselskim to bynajmniej nie kara, ale wręcz zaszczyt.

Czy to się staje stałym partyjnym obyczajem? Czy każdy członek PO, którego media na czymś przyłapią, będzie teraz karany w akompaniamencie zapewnień, że wcale nie jest karany, bo nie ma do tego żadnego powodu, tylko nagradzany powierzeniem mu nowej, odpowiedzialnej funkcji? To zupełnie jak za czasów nieboszczki PZPR − towarzysz pierwszy sekretarz odchodził zawsze ze względu na zły stan zdrowia, i rozruchy przeciw niemu nie miały z tym nic wspólnego, a towarzysz niższej rangi, jeśli wpadł albo podpadł, awansował na stanowisko ambasadora w Mongolii.

Kiedy przyjdzie czas na głasnost’?

Ten wpis powstał 10 maja 2010 o godzinie07:35
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 07 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sro Gru 07, 2016 1:29 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Kazimierz Michalczyk
Moderator


Dołączył: 03 Wrz 2006
Posty: 1563

PostWysłany: Nie Maj 16, 2010 11:58 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/05/11/co-mi-mowia-co-widze-co-czuje-2/
Co mi mówią, co widzę, co czuję (2)

Co mi mówią:

„Nakaz »milcz, jeśli nie możesz mówić dobrze«, w obliczu tragedii zmusza wielu do milczenia wobec manipulacji, która rozgrywa się na naszych oczach. Staliśmy się zakładnikami własnej przyzwoitości” (lead do materiału „Nie milczmy, bo to wykorzystają”, „Gazeta Wyborcza”)

„Knebel żałoby” (tytuł tekstu Waldemara Kuczyńskiego w „Gazecie Wyborczej”)

„Tę cenzurę trzeba z debaty publicznej usunąć” (Waldemar Kuczyński we wspomnianym tekście)

„Przywalić Platformie blachą Tupolewa”; „Kot w żałobnym worku”; „Zwłoki jak pociski” (tytuły poprzednich tekstów Waldemara Kuczyńskiego w „Gazecie Wyborczej”)

„Demokracja to dyskusja i kompromis. PO to rozumie i zachowuje się umiarkowanie i powściągliwie” (Stefan Niesiołowski dla „Faktu”)

„Nie warto zajmować się funta kłaków wartą twórczością panów Pospieszalskiego, Ziemkiewicza i im podobnych. Nie będę o nich pisać. Chcę napisać o tych »800 tysiącach« pod Pałacem Prezydenckim, do których mnie, najwyraźniej − omyłkowo! − zaliczyli… Mieszkam w Warszawie, jestem »wyżej wykształcona«. W ostatnich wyborach parlamentarnych głosowałam na PO, w prezydenckich na Tuska. Uważam się za patriotkę… Wieczorem, w dniu smoleńskiej katastrofy lotniczej, mój małżonek − platformerski klakier − i ja wybraliśmy się pod Pałac Namiestnikowski. Tak, widziałam zadumanych, smutnych ludzi. Widziałam też, w bardzo dużej liczbie, gumożujących gapiów, często niestosownie wyszczerzonych, wdrapujących się ku uciesze kumpli na latarnie, by pstryknąć fotkę… Ogromną większość stanowili zwykli ciekawscy… Żaden − jak mawia Tomasz Jastrun − »godnościowo wzdęty« pismak nie ma prawa brać tej ludzkiej masy i lepić z niej swojego narodowościowo-patriotycznego ludzika. To brzydkie kłamstwo ten ludzik. Czy któryś z panów naprawdę wtopił się w ten tłum, wsłuchał?… Czy tylko wyłuskał to, co pasuje do kłamliwego, jednostronnego obrazu?” (Ewa Błaszczyk, w bloku „Nie milczmy, bo to wykorzystają”, „Gazeta Wyborcza”. UWAGA! Uważny czytelnik może zauważyć, że to NIE TA Ewa Błaszczyk, jeśli zna szczegóły życia prywatnego aktorki. Ale redakcja w żaden sposób nie informuje o przypadkowej zbieżności nazwisk.)

„Kolacja z Januszem Palikotem. Nie ma teraz łatwej sytuacji… W gruncie rzeczy nieśmiały człowiek, z czarną norwidowską nitką smutku. To też go do mnie zbliża… Ale z kim ze świata polityki mógłbym porozmawiać o wierszach Rilkego i Hölderina? Mało się wie, jak wiele pomaga ludziom, ile zainicjował i wsparł inicjatyw. Dla wielu jest symbolem brutalizowania naszej polityki, a przecież kto inny ją rozognił” (Tomasz Jastrun „Maligna narodowa”, „Newsweek”)

„PiS próbuje zawłaszczyć smoleńską tragedię, a jego kandydat nie pokazuje się publicznie, więc nie jest narażony na ataki. Zaś każde słowo Bronisława Komorowskiego jest rozkładane na czynniki pierwsze” (Monika Olejnik „Kłopoty Platformy”, „Fakt”)

„Bronisław Komorowski − w kontekście ewentualnej przyszłej prezydentury − zdaje swoje testy, stąpając po bardzo śliskim lodzie” (Piotr Bratkowski „Newsweek”)

„Sugerowałbym zachowanie umiaru w tworzeniu atmosfery, że oto gdzieś znaleziono kawałek ubrania. To nie jest wielki problem” (Bronisław Komorowski w Sejmie, o poniewierających się do dziś w miejscu katastrofy szczątkach samolotu, rzeczy osobistych ofiar i ich ciał)

„Gdyby Lech Kaczyński chciał skierować ustawę do Trybunału Konstytucyjnego, to by to zrobił.” (Bronisław Komorowski w TVP pytany o ustawę o IPN)

„Polityka nie jest dziedziną kierującą się współczuciem” (Bronisław Komorowski pytany w TVN 24, czy nie sądzi, że PO powinna poczekać z przejmowaniem instytucji, których szefowie zginęli w katastrofie)

„Nie mogłem uwierzyć własnym oczom, kiedy zobaczyłem w telewizji relację z dzisiejszej wizyty Bronisława Komorowskiego w Moskwie. Komentując udział polskich żołnierzy w defiladzie na Placu Czerwonym Marszałek Sejmu z nieskrywanym uśmiechem i satysfakcją wspominał poprzednią obecność polskich wojsk w Moskwie, co miało miejsce 400 lat temu, kiedy Polacy okupowali Kreml przez dwa lata. Nie potrzeba wielkiego wyczucia żeby wiedzieć, że czas ten nie jest przez Rosjan wspominamy z rozrzewnieniem. Trzeba za to wielkiego braku taktu, wyczucia i obycia, żeby w taki sposób zachować się dzisiaj w Moskwie.” (Z blogu Pawła Piskorskiego. Dziwna sprawa, materiału ze wspomnianym żartem p.o.prezydenta nie można nigdzie znaleźć, podobno wyemitowany był tylko raz)

„Liczę, że Jarosław Kaczyński będzie częściej obecny, będziemy domagać się tej obecności…. nie da się robić kampanii, gdy nie ma w niej kandydata, albo pokazuje się go z oddali… Ludzie muszą wiedzieć, kim jest kandydat na prezydenta. Nie kupią kota w worku.” (Sławomir Nowak, szef sztabu wyborczego Bronisława Komorowskiego dla „Gazety Wyborczej”)

„Złożenie w PKW 1 mln 650 tys. podpisów przez sztab Jarosława Kaczyńskiego to demonstracja siły, bo przecież nie wszyscy z podpisanych oddadzą głos na prezesa PiS. O niczym to więc nie świadczy, ale robi wrażenie. Natomiast złe wrażenie zrobiło na mnie to, że Jarosław Kaczyński wziął udział w przedstawieniu z podpisami… To niestosowne. Jak widać, PiS, kiedy jest mu wygodnie, korzysta z argumentu o żałobie, a jak nie, to o nim zapomina.” (Andrzej Morozowski „Niestosowny show Kaczyńskiego, „Fakt”)

Co widzę:

Na „Polsat News” kilkakrotnie powtórzona w programach informacyjnych scenka pokazująca, jak ludzie, którzy w odpowiedzi na apel „autorytetów” przyszli zapalać znicze na sowieckim cmentarzu wojskowym w Warszawie obrzucają obelgami i atakują fizycznie dwie osoby z transparentem przypominającym, że 9 maja nie przyniósł Polsce wolności, tylko cierpienia i nowe zbrodnie. Ani w pikietujących, ani w ich haśle nie ma agresji, natomiast lżąca ich staruszka i krzepki, siwy jegomość o wyglądzie wczesnego emeryta z „mundurówki”, usiłujący im wyrwać i podrzeć transparent, nie znają żadnego umiaru w chamstwie i agresji, nie uspokaja ich ani interwencja straży miejskiej, ani świadomość, że są filmowani. Zwraca moją uwagę, że rzucająca plugawymi słowami rzecznika pojednania narodów ma na głowie moherowy beret.

Co czuję:

Powiedział: „chcę w symboliczny sposób dokończyć tę wizytę”. Pojechał do Smoleńska i TAM tak powiedział, składając kwiaty na miejscu katastrofy! Wszyscy słyszeli!? POWIEDZIAŁ TO! Zawłaszcza smoleńską tragedię! Instrumentalizuje katastrofę w kampanii wyborczej! Wywija zwłokami! Okłada konkurenta trumnami! „Nekrofilia! Pedofilia!” „Paskudztwo!” „Moralna obrzydliwość!”

Spokojnie, żartuję… Chodzi o Bronisława Komorowskiego, kandydata PO. To on pojechał do Smoleńska i tak powiedział.

A, to co innego. Szacun, panie marszałku. „Taaaki rispekt”, jak mówił Kuba Wojewódzki o Aleksandrze Kwaśniewskim.

Ten wpis powstał 11 maja 2010 o godzinie05:35
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group