" /> Dyskusje ogólne :: Stankiewicz: Przegląd informacji
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Stankiewicz: Przegląd informacji

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Czw Kwi 29, 2010 9:50 am    Temat postu: Stankiewicz: Przegląd informacji Odpowiedz z cytatem

Witam Państwa,

Formularz do zbierania podpisów poparcia dla kandydatury Jarosława
Kaczyńskiego. Kartę do zbierania podpisów poparcia oraz Instrukcję
zbierania podpisów można pobrać ze strony http://jaroslawkaczynski.info
oraz w biurach PiS. Podpisy można zbierać dłużej, ale najlepiej złożyć w
biurze jednego z parlamentarzystów PiS lub przekazać na moje ręce do
dnia 4 maja. Poniżej linki z adresami biur Prawa i Sprawiedliwości w
województwie pomorskim.
http://pis.gdansk.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=27&Itemid=54
http://www.pis.org.pl/unit.php?o=regiony&id=38&p=ludzie

Prezydencki Tu-154 nie mógł ulec tak poważnym zniszczeniom, jeśli jego
ostatnie chwile wyglądały tak, jak to przedstawiają Rosjanie - mówi
"Gazecie Polskiej" znawca dynamiki lotu i mechaniki płatowców. -
Powinien, "ślizgając się" po zagajniku, uderzyć kadłubem o podłoże. Nie
zdążyłby się przewrócić. Niemożliwe, by roztrzaskał się na drobne
kawałki - dodaje. Jeśli to prawda, co spowodowało rozbicie Tu-154?
Wygląd wraku prezydenckiego samolotu przypomina szczątki tupolewów,
które ulegały zniszczeniu, opadając z wysokości kilkuset metrów. Jeśli
katastrofa, w jakiej ginie prezydent państwa oraz szefowie wojsk i
najważniejszych instytucji państwowych, zdarzyła się w kraju, który
wciąż traktuje Polskę jako swoją strefę wpływów, a skład delegacji to w
rozumieniu władz Rosji wrogowie prowadzonej przez nich geopolityki
europejskiej, to pierwszą rozpatrywaną hipotezą powinno być umyślne
spowodowanie upadku samolotu. Gdy w samochodzie żony Radosława
Sikorskiego wybuchł gaz, od razu brano pod uwagę zamach. W przypadku
katastrofy pod Smoleńskiem w ogóle nie rozpatrywano takiej możliwości. A
w czasach terroryzmu powinna być jedną z podstawowych hipotez.
Przyciśnięty do muru polski prokurator wobec piętrzących się niejasności
przyznał dopiero kilka dni temu, że również hipoteza o umyślnym
spowodowaniu wypadku jest brana pod uwagę.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,119674,title,Samolot-nie-mogl-rozpasc-sie-na-kawalki,wid,12211780,wiadomosc_prasa.html

Zamieszczam zbiór materiałów i hipotez związanych z katastrofą
prezydenckiego samolotu w Smoleńsku. Oczywiście starałem się
wyselekcjonować te najbardziej prawdopodobne. Od momentu publikacji na
blogu znacznie uzupełniłem artykuł. W świetle poniższych informacji wina
Rosjan jest niemal pewna - pytanie czy było to przypadkowe czy celowe. A
jeśli ponoszą przynajmniej część winy to ujawnienie tego byłoby
olbrzymim ciosem w wizerunek Rosji - dlatego nie można wykluczyć próby
ukrycia takich faktów. I to utwierdza mnie w słuszności zamieszczenia
takiego zbioru.
http://filipstankiewicz.salon24.pl/171706,to-mogl-byc-zamach-najwieksze-watpliwosci

Warto rozpowszechnić te informacje, ponieważ jeśli Rosjanie ponoszą winę
(niezależnie czy nieumyślną czy umyślną) to mogą próbować to ukryć, a
nasza prokuratura w pełni zależy od rosyjskiej (co jest osobnym
skandalem). Zatem oficjalnie prawdy możemy nie dowiedzieć się nigdy. O
wartości artykułu świadczy ponad 60 tysięcy odwiedzin oraz pozytywna
ocena setek ludzi na portalu wykop.pl, gdzie sami czytelnicy decydują o
tym które artykuły są wyeksponowane. Poniżej link do tego samego
artykułu:
http://www.wykop.pl/link/348950/zaskakujace-nowe-fakty-dotyczace-katastrofy-10-kwietnia

Skąd prokuratura i ABW wiedziały po 3 godzinach od katastrofy czyje DNA
będzie potrzebne? Samolot z prezydencką parą na pokładzie rozbił się pod
Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r. o między godziną 8.25 a 8.56. Po
godzinie 12 w Hotelu Sejmowym zjawili się funkcjonariusze ABW. Weszli do
pokojów tragicznie zmarłych parlamentarzystów, aby zabezpieczyć rzeczy
osobiste, na których był materiał genetyczny - niezbędny do
identyfikacji zmarłych. ABW o swojej akcji nie poinformowała rodzin
ofiar. Te o przeszukaniu dowiedziały się dopiero 12 kwietnia. Mieli
zgodę Bronisława Komorowskiego (PO). Odbyło się to na prośbę Wojskowej
Prokuratury Okręgowej w Warszawie badającej smoleńską tragedię.
Zabezpieczone tam DNA wysłano do Moskwy. Rosjanie nie prosili Polaków o
zabezpieczenie materiału genetycznego. - Od początku mówili, że pobiorą
DNA od rodzin ofiar na miejscu - twierdzi nasz informator związany ze
służbami. Tak też się stało. Materiał genetyczny pobrano od bliskich
ofiar po ich przylocie do Rosji. DNA samej ofiary jest potrzebne np.
wtedy, gdy żyją już tylko krewni o dalszym stopniu pokrewieństwa.
Kazimierz Olejnik, były prokurator krajowy, zwraca też uwagę, że
działania ABW mogły być podjęte także po to, by przyspieszyć proces
identyfikacji ciał. - Zabezpieczono rzeczy osobiste, bo można to zrobić
szybciej, niż pobrać próbki od bliskiego członka rodziny, którego
miejsce pobytu trzeba zlokalizować - uzasadnia. Rząd nie odpowiedział,
kiedy bliscy odzyskają rzeczy zabrane przez ABW z pokojów sejmowych.
Rodziny do dziś nie dostały nawet informacji, jakie przedmioty zabrano.
http://www.rp.pl/artykul/465651_ABW_zbierala_DNA.html

Oświadczenie ABW nie zgadza się z faktami ustalonymi przez media. Sprawa
strasznie śmierdzi. Przede wszystkim nie zgadzają się daty. Według
Rzepy, której wersję potwierdził asystent Komorowskiego, ABW weszła do
hotelowych pokoi posłów już 3 godziny po katastrofie, czyli 10 kwietnia.
Tymczasem z oświadczenia ABW wynika, że zarządzenie na mocy której miała
to robić nosi datę dzień późniejszą, same zaś czynności zostały wykonane
w dniach 11-13 kwietnia, czyli według ABW rozpoczęły się dzień po tym
jak ABW weszła do poselskich pokoi. I polegały na pobraniu próbek od
krewnych ofiar, czyli raczej nie z pustych pomieszczeń, bo ten fragment
oświadczenia brzmiałby inaczej. Czy tylko ja mam wrażenie, że mowa o
dwóch różnych rodzajach wizyt? Najpierw, wkrótce po katastrofie, ABW
weszła do pokoi hotelowych posłów, rzekomo po ich rzeczy osobiste
potrzebne do identyfikacji, a potem, następnego dnia, zaczęła się
kontaktować z krewnymi 91 ofiar, żeby od nich pobrać próbki. Problem w
tym, że jeśli faktycznie była w pokojach posłów 10 kwietnia, zarządzenie
na mocy której miała pobierać próbki DNA zostało podpisane dopiero dzień
później. Po co więc naprawdę odwiedziła poselskie pokoje? Czy prawo w
ogóle zezwala aby służby specjalne przeszukiwały pokoje chronionych
immunitetem parlamentarzystów bez żadnego nakazu? Coś tu śmierdzi.
Podobno przeszukania zostały udokumentowane protokołami. Jeśli ABW
zależy na oczyszczeniu się z podejrzeń, musi podać bardziej wiarygodne
wyjaśnienia, a najlepiej pokazać kwity. U kogo była, na jakiej podstawie
prawnej, co zabrała i kto przy tym był. W przeciwnym razie smród
zostanie. A smród jest tym większy, że to już nie jest tylko relacja z
drugiej ręki Jadwigi Staniszkis, oto co pod jednym z wpisów napisała
Agnieszka Romaszewska. Agnieszka Romaszewska: To, ze ABW po coś
wchodziła to pewne. Choć nie mam pojęcia po co. BYŁAM PRZY TYM jak do
jednego z posłów PiS, z którym akurat rozmawiałam o przygotowaniach do
uroczystości pogrzebowych Krzysztofa Putry dzwoniła żona św. pamięci
Wassermana i to mówiła. (kapitaliki za oryginałem). ABW oświadcza, że
nigdzie i po nic do żadnego lokalu Wassermanna nie wchodziła, oświadcza
nawet, że jej funkcjonariusze "nie pobierali materiału porównawczego
niezbędnego do identyfikacji ciał Zbigniewa Wassermanna i Janusza
Kurtyki", co zresztą jest dosyć dziwne bo niby dlaczego akurat od rodzin
tej dwójki materiał porównawczy nie został pobrany, tak jak od rodzin
pozostałych 91 ofiar? To zdanie z oświadczenia ABW jest jednak bardzo
cenne, bo jeśli ABW nie chciała i nie pobrała od rodziny Wassermanna lub
z jego mieszkania żadnych próbek DNA, a uda się dowieść, że odwiedziny
miały miejsce, będzie jasne, że nie miały nic wspólnego z czynnościami
niezbędnymi do identyfikacji zwłok. Powróci zatem pytanie, czego ABW
szukała w mieszkaniach zmarłych, jeśli nie DNA.W pamiętnym wywiadzie
Moniki Olejnik z Pawłem Kowalem, padła dość ciekawa wypowiedź.
Dziennikarka strofowała biednego Kowala, żeby jego koledzy powstrzymali
się od opowiadania o pieczętowaniu przez ABW gabinetu Szczygły w Pałacu
Prezydenckim. Nie dlatego, że uważała te informacje za nieprawdziwe, ale
dlatego, że "ABW wykonuje swoje obowiązki".
http://kataryna.blox.pl/2010/04/Oswiadczenie-ABW-i-nowe-watpliwosci.html

Według profesor Jadwigi Staniszkis (informacje z drugiej ręki)
"bezpośrednio po tragedii było włamanie do mieszkania Ś.P. Szczygły
(zginął laptop), podobny fakt zdarzył się w Krakowie w domu Wassermanna,
a także - przeszukano szuflady Ś.P. Kurtyki". ABW zaprzeczyła jednak, by
jej agenci wchodzili do mieszkań Szczygły, Wassermanna i Kurtyki. Tezę o
zniknięciu laptopa Szczygły potwierdzają współpracownicy szefa BBN.
Twierdzą, że na pewno nie zabrał go na pokład samolotu. Komputer miał
zostać w mieszkaniu. Według nich tam go jednak nie ma.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Laptop-Aleksandra-Szczygly-rzeczywiscie-zniknal-po-katastrofie,wid,12201740,wiadomosc_prasa.html

Najbliżsi Zbigniewa Wassermanna sami zaproponowali ABW zabranie rzeczy
osobistych posła z domu w Krakowie. Później dowiedzieli się, że ktoś
przeszukał też jego warszawskie mieszkanie. Krzysztof Łapiński, asystent
posła nie zauważył jednak śladów włamania. - Być może pod pretekstem, że
trzeba pobrać materiał DNA ktoś wykorzystał okazję, żeby sprawdzić co
pan minister ma w domu, jakie dokumenty, jakie notatki, jakie nośniki
elektroniczne - powiedział Łapiński. ABW nie potwierdza, by przeszukała
prywatne mieszkania ofiar tragedii. Jednak według "Rzeczpospolitej" z
domu szefa BBN Aleksandra Szczygły zniknął laptop. Dzień po tragedii
rodzinę Wassermannów dwukrotnie informowano telefonicznie o
zidentyfikowaniu ciała polityka. Odradzano jej też podróż do Moskwy.
Kilkanaście godzin później okazało się , że prawda była inna - Rosjanie
identyfikując ciała nie korzystali z pobranego w Polsce materiału
genetycznego. DNA od najbliższych jeszcze raz pobierano w Moskwie.
http://www.tvp.info/informacje/polska/abw-zaraz-po-katastrofie-weszla-do-biur-ofiar/1696880

Niedługo po katastrofie w internecie krążyły sensacyjne doniesienia o
wizycie ABW w warszawskim mieszkaniu Zbigniewa Wassermanna. ABW
oficjalnie potwierdza, że odwiedziny w mieszkaniach były, a z użytych
sformułowań ("na podstawie nakazu prokuratorskiego uzyskiwali dostęp do
mieszkań") można wnioskować, że faktycznie mogło chodzić o wizyty w
mieszkaniach opuszczonych (gdyby ABW przyszła do rodzin i poprosiła o
szczoteczki do zębów, komunikat brzmiałby inaczej, bo pewnie obyłoby się
bez nakazu prokuratorskiego). Bardzo bym chciała wiedzieć, czy
rzeczywiście ABW weszła z nakazem do warszawskiego mieszkania
Wassermanna. Kraków to niecałe trzy godziny drogi pociągiem, ABW ma tam
swoją delegaturę, dużo bardziej naturalna byłaby więc wizyta w
krakowskim domu Wassermanna i uprzejma prośba do wdowy o wydanie
szczoteczki. Zajęłoby to pewnie tyle samo czasu co fatygowanie się do
prokuratora, i wchodzenie z nakazem do pustego warszawskiego mieszkania.
Z uwagi na wyjątkową pozycję Wassermanna (w komisji śledczej, w komisji
ds. służb specjalnych, wcześniej jako koordynatora ds. służb
specjalnych), dobrze byłoby sprawdzić, czy służby nie wykorzystały
tragedii do uzyskania wglądu w służbowe materiały posła zajmującego się
w PiSie służbami specjalnymi. Może więc dziennikarze sprawdzą, do czyich
domów wchodziły służby pod nieobecność właścicieli, i czy zawsze był to
naprawdę jedyny sposób na pozyskanie materiału do badań.
http://kataryna.salon24.pl/173008,niestosowne-pytania-niewygodne-informacje

Przejęcie obowiązków Prezydenta dokonało się z rażącym naruszeniem
przepisów Konstytucji. Marszałek Sejmu RP, Bronisław Komorowski przejął
obowiązki Prezydenta na mocy art. 131 pkt. 2 Konstytucji, który
enumeratywnie wylicza przypadki objęcia przez Marszałka Sejmu obowiązków
Prezydenta. Przejęcie obowiązków przez Marszałka Sejmu zostało ogłoszone
publicznie dn. 10 kwietnia 2010 około południa. Pierwsze czynności
faktyczne dokonane na mocy upoważnień od Marszałka Sejmu pełniącego
obowiązki Prezydenta RP (m.in. ogłoszenie żałoby narodowe) zostały
wykonane przed godziną 14.W czasie, w którym Marszałek Sejmu Bronisław
Komorowski formalnie i faktycznie przejmował obowiązki Prezydenta RP na
mocy art. 131 pkt. 2 Konstytucji RP nie nastąpiło jeszcze formalne
stwierdzenie zgonu Prezydenta Rzeczypospolitej, Jego Ekscelencji Lecha
Kaczyńskiego. Zarówno z litery, jak i z ducha prawa (panował wtedy
jeszcze ogromny chaos informacyjny i pojawiały się sprzeczne informacje
o osobach, które mogły przeżyć katastrofę lotniczą w Smoleńsku) Pan
Prezydent Kaczyński był w tych godzinach osobą zaginioną. Przejmowanie
obowiązków Prezydenta przez Marszałka Sejmu w przypadku czasowej
niemożliwości sprawowania urzędu (a za taki przypadek wobec zamkniętego
katalogu przyczyn z art. 131 pkt.2 należy uznać zaginięcie Prezydenta)
reguluje art. 131 pkt. 1 Konstytucji RP. Przytaczam brzmienie tegoż
artykułu, zd. 2 i następne: "Gdy Prezydent Rzeczypospolitej nie jest w
stanie zawiadomić Marszałka Sejmu o niemożności sprawowania urzędu,
wówczas o stwierdzeniu przeszkody w sprawowaniu urzędu przez Prezydenta
Rzeczypospolitej rozstrzyga Trybunał Konstytucyjny na wniosek Marszałka
Sejmu. W razie uznania przejściowej niemożności sprawowania urzędu przez
Prezydenta Rzeczypospolitej Trybunał Konstytucyjny powierza Marszałkowi
Sejmu tymczasowe wykonywanie obowiązków Prezydenta Rzeczypospolitej".
Należy przy tym nadmienić, że nie miała miejsca okoliczność z art. 30
par. 1 Kodeksu Cywilnego, gdzie jest uregulowana możliwość uznania za
zmarłego uczestnika m.in. podróży powietrznej. Przytoczony przepis
wymaga bowiem upływu 6 miesięcy od daty katastrofy. Pierwsze informacje
o zidentyfikowaniu ciała Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego pojawiły się
dopiero w sobotę wieczorem. Reasumując, przejęcie obowiązków Prezydenta
dokonało się z rażącym naruszeniem przepisów Konstytucji, stanowiąc
delikt konstytucyjny. Biorąc pod uwagę całokształt okoliczności wydarzeń
z tragicznego 10 kwietnia 2010, uzasadnionym jest podejrzenie, iż doszło
w Polsce do faktycznego zamachu stanu z uzurpacją władzy Prezydenta
przez Marszałka Sejmu RP.Krzysztof Skalski
http://www.niezalezna.pl/article/show/id/33267

Adam Bielan dementuje doniesienia "Gazety Wyborczej" o naciskach
prezydenta na pilotów podczas lotu do Azerbejdżanu". Gazeta Wyborcza"
opisała sytuację z 2008 roku, w której rzekomo prezydent Lech Kaczyński
miał kazać pilotom lecieć do Azerbejdżanu. Prezydent miał zapytać "kto
jest zwierzchnikiem sił zbrojnych". Po odpowiedzi "Pan, Panie
prezydencie", miał dodać: "To proszę wykonać polecenie i lecieć do
Tbilisi".- Byłem na pokładzie tego samolotu, który leciał do Tbilisi, do
Azerbejdżanu; praktycznie przez cały czas byłem w saloniku z panem
prezydentem. Twierdzenie, że to on osobiście wywierał wpływ na pilota
jest absolutną nieprawdą - powiedział Bielan w radiowej Trójce. Rzecznik
PiS dodał, że nie przypomina sobie w ogóle żadnej sytuacji, w której pan
prezydent Lech Kaczyński bezpośrednio rozmawiałby z pilotami.
http://www.niezalezna.pl/article/show/id/33429

Natychmiastowego odwołania szefa resortu obrony Bogdana Klicha domaga
się od premiera gen. Sławomir Petelicki. "Wprost" dotarł do listu
otwartego, który pierwszy dowódca jednostki "GROM" wystosował w tej
sprawie do Donalda Tuska. W liście gen. Petelicki stwierdza m.in.: "W
wyniku karygodnych zaniedbań, niekompetencji i arogancji staliśmy się
jedynym na świecie krajem, który w jednym momencie stracił całe
Dowództwo Wojska, ze Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych Prezydentem
Rzeczpospolitej Polskiej na czele. Apeluję do Pana o podjęcie
radykalnych kroków mających na celu ratowanie Polskich Sił Zbrojnych i
systemu antykryzysowego Państwa". Sugeruje on m.in. rozwiązanie
prokuratury wojskowej i zastąpienie jej prokuraturą cywilną,
ustanowienie pełnomocnika rządu d.s. ratowania sił zbrojnych i powołanie
na to stanowisko generała dywizji Waldemara Skrzypczaka, przywrócenie na
stanowisko Szefa Rządowego Centrum Antykryzysowego doktora Przemysława
Guły oraz odwołanie ministra obrony. - Bogdan Klich wysłuchiwał moich
rad popartych ekspertyzami specjalistów polskich i amerykańskich, a
następnie postępował wbrew logice! - oskarża gen. Petelicki. - Pytałem
publicznie B. Klicha, ilu jeszcze dzielnych żołnierzy musi zginąć, żeby
zaczął konieczne reformy w wojsku? - dodaje. Gdy Bogdan Klich leciał
dwukrotnie do Afganistanu, w niepotrzebną PR-owską podróż, wyleasingował
dla siebie Boeinga Rumuńskich Linii Lotniczych za 150 tys. zł. Dodać
należy, że za boeingiem leciał wojskowy samolot CASA, który dla Ministra
Klicha była za mało wygodny. Dlaczego Minister Obrony Narodowej nie
zdecydował się na leasing nowoczesnego samolotu dla tak ważnej delegacji
państwowej, do składu której zatwierdził podsekretarza stanu w MON,
szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego i dowódców wszystkich rodzajów
wojsk. Jak można było umieścić kluczowe dla bezpieczeństwa Państwa osoby
w jednym samolocie z poprzedniej epoki. Reakcja Ministra Obrony
Narodowej na tragiczną katastrofę, polegająca na chwaleniu się wzorowymi
procedurami w Wojsku, którymi może on się podzielić z innymi resortami,
wywołała zapytania ze strony moich wojskowych kolegów ze Stanów
Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, którzy nie zrozumieli o co ministrowi
chodzi.
http://www.wprost.pl/ar/193098/Gen-Petelicki-domaga-sie-dymisji-szefa-MON
http://www.wprost.pl/ar/193099/Tresc-listu-gen-Petelickiego-do-premiera-Tuska

Bronisław Komorowski, marszałek sejmu pełniący obowiązki zmarłego
prezydenta Lecha Kaczyńskiego powinien podejmować tylko te decyzje, do
których jest prawnie zmuszony - tak twierdzi zdecydowana większość w
sondażu dla programu "Forum" w TVP. Zdaniem aż 62% ankietowanych
Bronisław Komorowski "powinien podejmować tylko te decyzje, do których
jest zmuszony przez prawo". 28% pytanych wybrało odpowiedź "powinien
wykorzystywać pełnię prezydenckiej władzy".
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Pelnia-wladzy-dla-Komorowskiego-Polacy-mowia-nie,wid,12204407,wiadomosc.html

Polska Fundacja Katyńska domaga się, by katastrofę rządowego Tupolewa,
który rozbił się w Smoleńsku, zbadała niezależna, międzynarodowa
komisja. List w tej sprawie wystosował do premiera Donalda Tuska prof.
dr hab. Jacek Trznadel, przewodniczący rady fundacji. Ze względu na
wyjątkową wagę dla Polski katastrofy samolotu prezydenckiego pod
Smoleńskiem, w której zginął Prezydent Rzeczypospolitej, Lech Kaczyński,
i osoby kierujące najważniejszymi Instytucjami Państwa Polskiego, i
ponieważ miało to miejsce nie w Polsce, lecz na terenie innego państwa -
zwracam się do Pana, Panie Premierze, o powołanie niezależnej,
Międzynarodowej Komisji Technicznej dla zbadania przyczyn katastrofy.
Wnioski takiej Komisji, z udziałem najlepszych światowych ekspertów,
miałyby podstawowe znaczenie dla opinii publicznej i dla historii.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Fundacja-Katynska-niech-katastrofe-badaja-niezalezni-eksperci,wid,12192289,wiadomosc.html

Na tej stronie można składać podpisy z poparciem dla Listu Fundacji
Katyńskiej.
http://www.jacektrznadel.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=73&Itemid=1

Z kolejnych konferencji prasowych polskiej prokuratury jasno wynika, że
nie otrzymamy dostępu do "czarnych skrzynek" polskiego samolotu ani do
zeznań naziemnej obsługi smoleńskiego lotniska albo jeszcze długo, albo
bardzo długo. Nasz "udział" w śledztwie okazuje się ograniczać do
grzecznego czekania za drzwiami, aż prokuratorzy rosyjscy zechcą nam coś
wyjaśnić, i do rzucania gromów na oszołomów, którzy podnosząc drażliwe
kwestie narażają na szwank świeżo ogłoszone historyczne pojednanie z
Rosją. Wiadomo, że historyczne pojednania, zwłaszcza na warunkach
przeciwnika, to specjalność obecnego establishmentu. Dlatego domaganie
się wglądu w materiały śledztwa, a zwłaszcza jego umiędzynarodowienia,
już zostało ogłoszone "pluciem Rosjanom w twarz". Co prawda, jak słyszę
od ludzi serfujących po rosyjskim internecie, to właśnie sami Rosjanie
"plują sobie w twarz" najintensywniej. To oni formułują zupełnie
jednoznaczne oskarżenia; bardzo się chce, aby były one przesadne. No,
ale Rosjanie swoje władze znają dobrze i dobrze wiedzą, na jakie
zaufanie zasługują czekiści. Fakt, że się przeciw nim masowo nie
buntują, nie oznacza wcale, że są w ocenie swego państwa ślepi i głupi.
Oczywiście, nie każde nie poparte ustaleniami śledztw domniemania co do
przyczyn tragedii są przez medialny establishment potępiane. Plucie w
twarz Rosjanom - nie, ale plucie na tragicznie zmarłego prezydenta, to
jak najbardziej. W ciągu kilku dni wyrósł nam najwybitniejszy ekspert od
katastrof lotniczych, a raczej, najwybitniejszy ekspert w każdej
dziedzinie okazał się znać także i na tym. Trudno się na czymś nie znać,
jak się jest z nominacji Donalda Tuska mędrcem, i to europejskim.
Samolot jeszcze dymił, gdy Lech Wałęsa orzekł autorytatywnie, że to
Kaczyński zabił sam siebie i wszystkich innych, bo kazał pilotowi
lądować. I od tego czasu powtórzył to nie policzę już nawet, ile razy,
kompletnie głuchy na rzeczywistość, na brak jakichkolwiek przesłanek
wskazujących na ingerencję śp. Prezydenta w decyzję pilota, powtarzając
jako niezbity dowód swej tezy - jeszcze wczoraj słyszałem to na własne
uszy - wielokrotnie już zdementowaną bzdurę o rzekomym czterokrotnym
podchodzeniu do lądowania.
http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/04/24/towarzystwo-ustalilo

Podsumowanie zachowania rządu Tuska i części mediów po katastrofie w
Smoleńsku.
http://kataryna.salon24.pl/174153,ukorzmy-sie-jeszcze-bardziej

Para Prezydencka spoczęła na Wawelu.
http://fakty.interia.pl/raport/lech-kaczynski-nie-zyje/news/para-prezydencka-w-drodze-na-wawel,1466508,6911

Świat o pogrzebie: Kraków znów stał się stolicą Polski.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,119674,title,Swiat-o-pogrzebie-Krakow-znow-stal-sie-stolica-Polski,wid,12184814,wiadomosc.html

Prezydent Republiki Czeskiej Vaclav Klaus wyraził zdziwienie z powodu
nieobecności pewnych polityków, w tym unijnych. Zrozumiałbym, że nie
przyjechał kanadyjski premier czy gubernator generalny Australii...,
lecz to, że nie przyjadą niektórzy Europejczycy, że nikt nie przyjedzie
z Brukseli, to jest dla mnie niewybaczalne. Dowodzi to, że wszelkie
mówienie o jedności europejskiej to jedynie puste słowa - powiedział
Klaus. Wśród tych, którzy usprawiedliwiali nieobecność na pogrzebie w
Krakowie, znalazł się przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel
Barroso, prezydent UE Herman Van Rompuy, kanclerz Angela Merkel i
prezydent Francji Nicolas Sarkozy. Od strony Rosji niebo było czyste co
pozwoliło na przylot jej prezydenta, natomiast wielu przywódców Państw
przyjechało drogą lądową.
http://fakty.interia.pl/raport/lech-kaczynski-nie-zyje/news/klaus-dziwi-sie-absencjom-politykow-na-pogrzebie,1466543,6911

Prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili z wielkimi trudnościami podróżował
do Krakowa, aby wziąć udział w niedzielnych uroczystościach pogrzebowych
prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki Marii. przebywał z wizytą
w USA, najpierw przyleciał do Portugalii, stamtąd udał się do Włoch,
następnie do Turcji, dalej do Bułgarii, a później do Rumunii. Dopiero z
tego kraju udało mu się przylecieć do Polski.
http://fakty.interia.pl/raport/lech-kaczynski-nie-zyje/news/spozniony-saakaszwili-lecial-przez-5-panstw,1466457
http://www.rmf24.pl/raport-lech-kaczynski-nie-zyje-2/kaczynski-fakty/news-podziekuj-prezydentowi-gruzji-za-piekny-gest,nId,273258

Ministerstwo Spraw Zagranicznych informuje, że w uroczystościach
pogrzebowych Pary Prezydenckiej w Krakowie wzięły udział następujące
delegacje zagraniczne:
http://msz.gov.pl/Informacja,o,delegacjach,zagranicznych,35125.html

Kondolencje bez Miedwiediewa i Janukowycza. Dlaczego nie chcieli złożyć
kondolencji rodzinie Kaczyńskich? Można się tylko domyślać. Sikorski,
Tusk i Komorowski lżyli prezydenta Kaczyńskiego. Dlaczego odbierali
kondolencje? Powinna tam być rodzina i marszałek Senatu Bogdan
Borusewicz w imieniu władz.
http://fakty.interia.pl/raport/lech-kaczynski-nie-zyje/news/kondolencje-bez-miedwiediewa-i-janukowycza,1466533,6911

"TVP", "Precz z TVN", "Bazylika" - takie okrzyki rozległy się z tłumu na
krakowskim Rynku Głównym, gdy na telebimach trwała transmisja TVN. Gdy w
stacji tej rozpoczęto rozmowy komentatorów, obecni na rynku ludzie
zaczęli się domagać przełączenia na TVP, gdzie transmitowany był obraz z
wnętrza kościoła.- Chcieliśmy oglądać bazylikę i trumny prezydenckiej
pary, a nie rozmowy dziennikarzy. Przyjechaliśmy tu z daleka, by
uczestniczyć w pogrzebie, a oglądamy rozmowy w studiu.
http://fakty.interia.pl/raport/lech-kaczynski-nie-zyje/news/precz-z-tvn-ludzie-chcieli-obrazu-z-kosciola,1466455,6911

W czasie gdy TVP transmitowała obraz z bazyliki Mariackiej, w TVN goście
programu Bogdana Rymanowskiego, m.in. Jarosław Gowin i Ryszard Kalisz,
dyskutowali na temat prezydentury Lecha Kaczyńskiego. To przelało czarę
goryczy. Obsługa techniczna została zmuszona do wyłączenia telebimów z
logo TVN. W tym samym momencie, gdy wyłączono telebimy, na Rynku
rozległy się brawa. Skandowali niemal wszyscy zgromadzeni na krakowskim
Rynku. Jednoznacznie kojarzą oni telewizję TVN z telewizją rządową,
która była przez cały czas urzędowania prezydenta Kaczyńskiego pierwszym
narzędziem do jego zwalczania. Ludzie jednoznacznie to oceniają. Dlatego
dzisiejsze wylewanie łez przez redaktorów TVN jest przez nich odbierane
jako hipokryzja.
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100419&typ=aa&id=aa33.txt

Grabarze żałoby czyli Wajda, Kutz pokazali kim są.
http://blog.rp.pl/feusette/2010/04/22/grabarze-zaloby

Prawie 4 tys. dziennikarzy relacjonowało pogrzeb Lecha i Marii
Kaczyńskich.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,119674,title,Prawie-4-tys-dziennikarzy-relacjonowalo-pogrzeb,wid,12184686,wiadomosc.html

Sondaż TNS OBOP. Respondenci ocenili też prezydenturę zmarłego
tragicznie Lecha Kaczyńskiego. Według 68 proc. badanych był on
niesprawiedliwie atakowany przez media. 81 proc. respondentów oceniło,
że Lech Kaczyński dobrze wypełniał obowiązki prezydenta, przeciwnego
zdania było 16 proc., 3 proc. badanych nie miało zdania. 91 proc.
badanych wskazało, że w dniach katastrofy pod Smoleńskiem, powrotu do
Polski jej ofiar oraz pogrzebu pary prezydenckiej odczuwało poczucie
wspólnoty (nie odczuło go 8 proc.), u 93 proc. wydarzenia ostatnich dni
wzbudziły żal (nie odczuwało go 7 proc.), 81 proc. respondentów
odczuwało niedowierzanie (takiego uczucia nie doświadczyło 17 proc.),
http://www.dziennik.pl/wydarzenia/article593684/Polacy_Niesprawiedliwe_ataki_na_prezydenta.html

Dla nich nieznośne było to, że ich wieloletni trud nad psuciem wizerunku
Lecha Kaczyńskiego dobrze służącego interesom Polski, został
"zmarnowany" przez prawdę, która wyszła na światło dzienne. Że te
karykaturalne wykrzywienia, pracowicie konstruowane przez ostatnie lata,
zostały rozbite. Okazało się, że mamy do czynienia z mężem stanu, który
myślał szeroko o sprawach Polski, który wolał bronić dalekiego kraju
przed inwazją mocarstwa, by to niebezpieczeństwo nie przyszło bliżej
naszych granic, który bronił prawa innego kraju do suwerennej decyzji po
to, by w przyszłości Polska nie musiała ulegać dyktatom, który dobrze
zrozumiał, że Unia Europejska jest miejscem, gdzie poważni przywódcy,
jak Angela Merkel, Nicolas Sarkozy, walczą o interesy swoich narodów. To
samo czynił Lech Kaczyński, z tą różnicą, że tamtych rodzime media
wspierały, a jego główne media w naszym kraju deptały.
http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20100421&id=po41.txt

A oto jak dzisiaj na Onet.pl Lech Wałęsa wspomina zmarłego Lecha
Kaczyńskiego: "Z czasów współpracy ze mną wspominam go dość dobrze.
Wykonywał to, co mu poleciłem. Pilnowałem, żeby to wykonał dobrze i on
to wykonywał średnio dobrze, a więc za to dziękuję. Wspaniała walka.
Zwycięstwo i demokracja ustawiły nas inaczej. On nie miał szansy iść tą
drogą, którą maszerowałem ja, więc wybrał populizm i demagogię. I z niej
skorzystał. "Ja widać, w niedzielę na Wawelu pochowaliśmy demagoga i
populistę, średniego pomagiera Lecha Wałęsy. To pokazuje, jak różne mogą
być style polemiki – ten pomiędzy marszałkiem Jurkiem i mną, oraz
ten Lecha Wałęsy z Lechem Kaczyńskim. Wałęsie jest o tyle łatwiej, że
polemizuje ze zmarłym - może i dobrze, że prezydent Kaczyński nie musi
już tego wysłuchiwać. Cała wypowiedź Wałęsy jest na podobnym skrajnie
niskim poziomie.
http://migal.salon24.pl/173904,o-roznicy-miedzy-lechem-walesa-a-markiem-jurkiem
http://niepoprawni.pl/blog/705/podlosc-plugawego-bolka-w-dniach-zaloby

Ważny gest Bogdana Zdrojewskiego nad trumną Janusza Kurtyki, zmarłego
pod Smoleńskiem szefa IPN. Minister kultury powiedział, że znał Kurtykę
i wcale nie był on taki, jak go przedstawiano. "W tym momencie powinno
się pojawić wiele słów - zwłaszcza przepraszam" - powiedział Zdrojewski.
"Zdążyłem poznać pana prezesa, zdążyłem dotknąć jego wrażliwości,
nienagannych manier, kultury osobistej. I mogę powiedzieć, że nie ma to
nic wspólnego z obrazem, który próbowano mu zbudować". Jak mówił
minister kultury, dziś Polska żegna "strażnika pamięci", osobę która
konsekwentnie szukała prawdy nie z myślą o splendorach, ale z myślą o
ojczyźnie. Z kolei wicemarszałek Senatu Zbigniew Romaszewski przypomniał
sukcesy Kurtyki. "Dzieje IPN nie były łatwe, nie były proste i nadal nie
są proste (...). Jego wizja Instytutu, jego energia, jego talent
organizacyjny spowodowały, że to przywrócenie historii zaczęło być
możliwe" - mówił Romaszewski o tragicznie zmarłym w katastrofie
lotniczej prezesie. Zaznaczył, że Kurtyka wygrał walkę o przywrócenie
prawdy. "Wygrałeś, bo prawda o Katyniu, do którego jechałeś, dotarła do
wszystkich na całym świecie. Bo wykształciłeś tysiące młodych
historyków, którzy tej prawdy nie porzucą (...). Przywróciłeś naszemu
krajowi historię, tożsamość" - zaznaczył Romaszewski. "Kustoszu
narodowej pamięci, spoczywaj w pokoju" - dodał.
http://www.dziennik.pl/katastrofa-smolensk/article593616/Wymowne_przepraszam_nad_trumna_Kurtyki.html

Profesor Jadwiga Staniszkis: Dlaczego popieram kandydowanie J.
Kaczyńskiego. Nie chodzi o millenaryjny mit "dokończenia rewolucji". I
na pewno nie - o oddanie w ten sposób hołdu ofiarom, które próbowały
zachować wierność wartościom. Moje racje są jak najbardziej praktyczne.
Jeśli bowiem jest prawdą (podkreślam "jeżeli", bo znam to tylko z
drugiej ręki), że bezpośrednio (4 godziny) po tragedii było włamanie do
mieszkania Ś.P. Szczygły (zginął laptop), podobny fakt zdarzył się w
Krakowie w domu Wassermanna, a także - przeszukano szuflady Ś.P. Kurtyki
(co zresztą być może zradykalizowało IPN), to mnie to wystarczy. Nie
chcę, by luzackie rządy Platformy przekształciły się w rządy mafii
politycznej. I jeżeli dowiaduję się, że wśród osób żyjących w Polsce w
skrajnej biedzie, aż jedną trzecią stanowią dzieci i młodzież do lat 18
( i że stanowi to aż 17% tej kategorii wiekowej), to widzę, że polityka
społeczna i prorodzinna Platformy okazała się nieskuteczna. Jeżeli
Europejski Bank Centralny bierze stronę nieżyjącego Prezesa NBP Skrzypka
w sprawie rezerw (w sporze z ministerstwem finansów), to kto tu jest
liberałem? To rząd Jarosława Kaczyńskiego obniżał podatki. A
Kluzik-Rostkowska rozpoczęła sensowny program polityki wspomagania
ubogich rodzin. Potrzeba nam nie malowanego prezydenta (Komorowski), nie
prezydenta o biografii zakorzenionej w minionej epoce (Olechowski), ale
kogoś, kto jeszcze nas poderwie do walki o Polskę silną, solidarną i
przestrzegającą prawa. I sprawiedliwości.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Dlaczego-popieram-kandydowanie-J-Kaczynskiego,wid,12197463,felieton.html

Socjologia polska była raczej krytyczna wobec przemian ostatniego
dwudziestolecia. To polscy socjologowie, a nie publicyści, pierwsi
opisywali i udowadniali m.in. takie zjawiska, jak kapitalizm polityczny,
uwłaszczenie nomenklatury, rolę niejawnych grup interesów, wykluczenie
społeczne i kulturowe, blokady awansu społecznego i edukacyjnego czy
zdradę nowych elit w kwestii wsparcia dla oddolnej, obywatelskiej
samoorganizacji społecznej.
http://www.rp.pl/artykul/465561.html

Śp. prezes Sławomir Skrzypek odnosi pośmiertne zwycięstwo. Zamach
platformerskiego rządu na niezależność NBP (pisałem o tym szerzej kilka
tygodni temu) spotkał się z bardzo surową odprawą Europejskiego Banku
Centralnego. Na łamaniu prawa i elementarnych zasad bankowości przez
nominowańców PO w Radzie Polityki Pieniężnej nie zostawili też suchej
nitki niezależni eksperci, między innymi z PricewaterhouseCoopers.
Oczywiście, obie wspomniane instytucje dołączyły w ten sposób do długiej
listy - jak to ujmuje pewien niezrównoważony wicemarszałek Sejmu -
"pisowskich lizusów", niemniej wiadomo, jak jest: unia locuta, causa
finta. Jeśli EBC wydał z siebie głos ostrzegawczy, to sprzeczna z prawem
uchwała RPP o przekazaniu 4 miliardów złotych na bieżące potrzeby
budżetu zamiast na rezerwę stabilizacyjną, idzie do kosza. Nie znaczy to
jednak, że perspektywa wydojenia NBP przez zadłużony po uszy rząd,
przypominająca działania rządu greckiego sprzed lat kilku, przestaje już
straszyć. Sześcioro wspomnianych członków RPP z ramienia koalicji
rządowej jak jeden mąż natychmiast wystąpiło z kolejną próbą, skądinąd
jeszcze bardziej kuriozalną, bo teraz chcą oni zmienić wstecz dokument,
który już wcześniej zaakceptowali, i w inny sposób naliczyć zysk NBP.
Wszystko w tym samym celu - nie kijem, to pałką - wydojenia NBP na
cztery miliardy. Przypomnę, że pp. Winiecki i Bratkowski, spytani
publicznie, czy prawdą jest, że takie zadanie (wytransferowania z NBP do
Ministerstwa Finansów czterech miliardów) postawiła im partia, której
zawdzięczają nominacje, dostali przed kamerami czegoś w rodzaju ataku
szału, u tego pierwszego połączonego z atakiem tzw. koprolalii. Upór, z
jakim podejmują kolejną próbę, wyjaśnia chyba wszystko. Gwoli uczciwości
- prof. Winiecki bynajmniej sugestii nie zaprzeczył, a tylko nabluzgał
dziennikarzom.
http://fakty.interia.pl/felietony/ziemkiewicz/news/pisowskie-lizusy-sa-prawie-wszedzie,1468974

Piotr Wiesiołek zastępujący tragicznie zmarłego prezesa NBP może
zapłacić stanowiskiem, jeśli nie zgodzi się na wyprowadzenie rezerw z
banku centralnego do budżetu. Czy Komorowski szantażuje NBP? - Decyzja
rządowej większości w Radzie Polityki Pieniężnej o zwróceniu się do
Zarządu NBP o ponowne skalkulowanie ryzyka i oszacowanie rezerwy na
ryzyko kursowe jest formą szantażu: "Jak nie zrobicie po naszej myśli -
powołamy nowego prezesa NBP" - potwierdza jeden z członków RPP proszący
o zachowanie anonimowości. NBP oszacował ryzyko zmiany kursów
walutowych, jakie mogą wystąpić na przestrzeni 10 dni, a nie w skali
jednego roku. Według tego wyliczenia odpis na rezerwę kursową
umieszczony w sprawozdaniu wynosi 4,2 mld złotych. Sprawozdanie zostało
pozytywnie ocenione przez jedną z największych międzynarodowych firm
audytorsko-doradczych PriceWaterhouseCoopers. Im wyższy jest odpis na
rezerwę wliczany w koszta, tym mniejszy zysk NBP przekaże do budżetu.
Krzysztof Rybiński, były wiceprezes NBP, przekonuje, że zarząd banku
centralnego nie powinien korygować w dół rezerwy w sprawozdaniu, a
raczej ją podwyższyć, ponieważ została ona wyliczona na minimalnym
możliwym poziomie. Warto podkreślić, że tuż po katastrofie
prezydenckiego samolotu, w której zginął prezes NBP Sławomir Skrzypek,
marszałek Sejmu zapowiedział, że wskazanie kandydata na nowego prezesa
będzie jedną z pierwszych jego decyzji. Komentatorzy ocenili, że
Komorowski powinien jednak pozostawić tę decyzję nowo wybranemu
prezydentowi, ponieważ sytuacja finansowa jest stabilna i nie zachodzi
konieczność natychmiastowej obsady stanowiska. Ustawa mówi, że w razie
nieobecności prezesa NBP jego funkcję obejmuje pierwszy zastępca
prezesa, którym jest Piotr Wiesiołek, i to właśnie on przejął stery
banku. W następnych dniach marszałek, pod naciskiem rynków finansowych
zaniepokojonych perspektywą nominacji szefa banku centralnego z grona
osób związanych z koalicją rządową, nieco wyhamował swoje zapędy. Dał
jednak do zrozumienia, że będzie podejmował decyzje w zależności od
wyniku sporu zarządu NBP z Radą Polityki Pieniężnej, gdzie większość
mają członkowie nominowani z rekomendacji koalicji rządzącej. Po
ostatnim posiedzeniu RPP Elżbieta Chojna-Duch zapytana, co będzie, jeśli
zarząd banku nie zmieni sprawozdania, odpowiedziała, że Rada będzie się
zastanawiać, co zrobić, ale oświadczyła, że są też inne różne
procedury...
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100424&typ=po&id=po21.txt
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100422&typ=po&id=po01.txt

To prof. Franciszek Ziejka, były rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego,
doprowadził do zmiany miejsca pochówku prof. Janusza Kurtyki, który miał
spocząć obok ks. Piotra Skargi w krypcie kościoła św. Piotra i Pawła w
Krakowie. Prof. Ziejka w 1978 r. został zarejestrowany przez SB jako
kontakt operacyjny "Zebu". Franciszek Ziejka twierdzi, że jego
interwencja w sprawie miejsca pochówku prof. Kurtyki nie miała podtekstu
osobistego. Tymczasem to w aktach Instytutu Pamięci Narodowej
odnaleziono dokumenty na temat jego rejestracji przez komunistyczną
służbę specjalną. Według naszych rozmówców z Uniwersytetu
Jagiellońskiego prof. Ziejka sprzeciwiał się lustracji naukowców i był w
konflikcie z prof. Januszem Kurtyką.
http://www.niezalezna.pl/article/show/id/33352

Polska łamie przepisy, stosując 7 proc. podatku na odzież dla niemowląt
i obuwie dla dzieci - uważa Komisja Europejska. KE zarzuca nam niezgodne
z art. 98 dyrektywy 2006/112/ WE w powiązaniu z załącznikiem III do tej
dyrektywy stosowanie 7 proc. VAT na ubranka dla niemowląt oraz obuwie
dziecięce zamiast stawki podstawowej, która w naszym kraju wynosi 22
proc. Czeka nas zapewne rychły wzrost podatku.
http://www.rp.pl/artykul/4,465555_Prawo_UE_a_polityka_prorodzinna.html

Podczas gdy w stolicy odbywały się uroczystości żałobne związane z
uczczeniem ofiar katastrofy pod Smoleńskiem, w mieście otwarta była
większość wielkich centrów handlowych. Kompletny brak wychowania ludzi
na stanowiskach kierowniczych musi niepokoić, w końcu ludzie ci uważają
się za elity.
http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20100421&id=po42.txt

Komorowski jest odklejony od społeczeństwa. Świadczą o tym reakcje ludzi
na dwa przemówienia Bronisława Komorowskiego na uroczystościach
upamiętniających tragedię pod Smoleńskiem. "Pierwsze na placu
Piłsudskiego w Warszawie, drugie w kościele Mariackim w Krakowie. W tym
pierwszym przypadku po jego przemówieniu nikt, słownie nikt, nie
zaklaskał. Co więcej - po marszałku wystąpił Maciej Łopiński z pięknym i
wzruszającym wspomnieniem o Lechu Kaczyńskim i pani Marii. Dostał burzę
oklasków, bo w istocie - to było wspaniałe i płynące prosto z serca
przemówienie" - pisze na swoim blogu Marek Migalski. "W Krakowie było
podobnie - po słowach Bronisława Komorowskiego nastąpiły krótkie i
raczej zdawkowe oklaski. Po marszałku głos zabrał Janusz Śniadek, szef
Solidarności. Jego przemówienie było wielokrotnie przerywane oklaskami,
a na koniec Śniadek dostał kilkudziesięciosekundowe standing ovation" -
dodaje europoseł. Z przemówieniami Komorowskiego coś jest nie tak. Tym
bardziej, że "można spokojnie uznać, że są naprawdę niezłe, więcej - po
prostu dobre!". Europoseł PiS znalazł przyczynę tak chłodnego przyjęcia
przemówień marszałka. "Marszałek nie chce lub nie może wczuć się w
nastroje społeczne i odczucia swojego narodu. Jest jakiś odklejony od
przeżyć polskiego społeczeństwa, nie potrafi nawiązać kontaktu z ludźmi.
Jego słowa brzmią jak pogadanki z młodzieżą na zlotach harcerskich. Brak
w nich empatii, żaru, przekonania" - twierdzi Migalski. "I myślałem, że
to są tylko odczucia pisowca, a więc z natury rzeczy ogląd raczej
subiektywny. Ale wczoraj co najmniej kilku dziennikarzy zauważyło ten
sam fakt, to samo podkreślało. Co więcej, podobno także w samej PO
odczucia są te same - że marszałek jest jakoś dziwnie wyalienowany z
tego wszystkiego, co dzieję się z nami w ciągu ostatnich kilku dni. I
podobno zaczynają się w Platformie poważne dyskusje, czy podjęto słuszną
decyzję w prawyborach. Ale co oni mogą zrobić? Niech się cieszą, że nie
wybrali Sikorskiego z jego okrzykiem "były prezydent Lech Kaczyński"" -
pisze Migalski.
http://www.dziennik.pl/polityka/article591371/Komorowski_odklejony_od_spoleczenstwa.html

Przemówienie na placu Piłsudskiego było okazją, aby marszałek Komorowski
lojalnie oświadczył, że ponieważ korzysta z uprawnień, których nie nadał
mu Naród, zatem okaże się lojalnym i taktownym kontynuatorem wybranego
przez Naród prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Takie zapewnienie jednak nie
padło. A przecież na to czekał Naród. W takim stanie rzeczy mówienie o
wspólnocie bez osobistej szczerości i bez wskazania podstawowej
płaszczyzny dialogu, zwłaszcza gdy siły polityczne wskutek zaistniałego
nieszczęścia rozkładają się zupełnie niesymetrycznie, nie jest
wiarygodne. Ten brak symetrii zagraża demokracji, ponieważ miliony
Polaków nie mają odpowiednio silnego przedstawicielstwa. Jedność i
wspólnota nie może polegać na tym, że będziemy robić to, co Platformie
się podoba, bo ma wszędzie polityczną przewagę.
http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=aa&dat=20100419&id=aa75.txt

Po uroczystościach pogrzebowych na Cmentarzu Srebrzysko w
Gdańsku-Wrzeszczu miał miejsce incydent. Ok. godz. 18.30 - gdy trwało
zakopywanie grobu Anny Walentynowicz - podjechał pod sam grób samochód z
delegacją Marszałka Sejmu. Chwiejnym krokiem zanieśli wieniec od
Bronisława Komorowskiego. Jeden z nich był wyraźnie "zmęczony". Panowie
wnieśli wieniec pod grób. Przywieziony fotograf zrobił im pamiątkowe
zdjęcie - do archiwum sejmowego. Delegacja położyła wieniec tuż przed
zakopywanym właśnie grobem. Natychmiast zameldowali komórką Marszałkowi,
że zadanie wykonane - wieniec jest na miejscu. Nasz reporter zamienił
kilka zdań z jednym z członków tej spóźnionej delegacji Marszałka. Nie
ujawnił, dlaczego dopiero 2,5 godziny po ceremonii żałobnej, bez
świadków, bez rodziny, Przyjaciół Anny Walentynowicz podkładają wieniec
od Marszałka Bronisława Komorowskiego. Reporter otrzymał od niego
wizytówkę: Waldemar Strzałkowski. Doradca Marszałka Sejmu, ul. Wiejska
4/6/8.Osoby obecne podczas tego składania wieńca nie kryły zażenowania.
Nie chodziło o to, że wieniec spóźniony, że przywieziony ukradkiem - po
ceremonii pogrzebowej - i położony "tak sobie" - aby odnotować w
protokole. Czego Marszałek się wstydził, dlaczego - jeżeli już nie sam
(chociaż wiadomo, że był dzisiaj w Gdańsku, na pogrzebie śp. Macieja
Płażyńskiego) to jego przedstawiciele nie uczestniczyli w pogrzebie i
nie złożyli wieńca honorowo i uroczyście. Jednakże najbardziej
zbulwersowało, że panowie ze spóźnionym wieńcem szli "chwiejnym
krokiem". A od Pana Doradcy Marszałka, który złożył wieniec i
bełkotliwym głosem rozmawiał z reporterem po prostu - cuchnęło
alkoholem... Pod drugim linkiem odpowiedź redakcji na ataki mediów, na
przykład "Gazety Wyborczej".
http://www.portalpomorza.pl/aktualnosci/15/12389
http://www.portalpomorza.pl/aktualnosci/15/12400

Kreml nie przeprosił za masakrę waszych oficerów i, co ważniejsze, nie
przekazał wam dokumentów z postsowieckich archiwów dotyczących zbrodni
katyńskiej, na których tak bardzo wam zależy. Nie ujawnił nazwisk
winnych masakry, nie chce wznowić śledztwa. Czyli nie dał wam nic oprócz
kilku gładkich, ogólnych stwierdzeń na polsko-rosyjskich uroczystościach
w Katyniu 7 kwietnia. Po katastrofie w Polsce znów chwalono zachowanie
Putina. Pojawiły się nadzieje, że stosunki Moskwa - Warszawa będą teraz
lepsze. Bardzo to poczciwe, ale obawiam się, że również bardzo naiwne.
Putin działa według protokołu. To, co robią Rosjanie, jest standardem.
To absolutne minimum. Gdy na twoim terytorium dochodzi do takiej
katastrofy, to normalne, że wyrażasz żal, pomagasz w śledztwie. Proszę
sobie wyobrazić, że takie nieszczęście, uchowaj Boże, wydarzyłoby się w
Polsce. Na waszym terytorium ginie przywódca innego państwa. Co robicie?
To samo, co teraz robią Rosjanie. Ekscytowanie się tym, że rosyjskie
władze po prostu zachowują się normalnie, wydaje mi się więc
nieporozumieniem. Przypomina mi to stary sowiecki dowcip. Pewien
człowiek opowiada: "Spotkałem Lenina, spojrzał na mnie, odwrócił się i
poszedł. A przecież mógł mnie zabić!". Niech Polacy nie dadzą się jednak
zwieść. Liczą się czyny, a nie gesty.
http://www.rp.pl/artykul/464052_Bukowski__Kreml_nie_przeprosil_was_za_Katyn.html

Rosjanie opóźniali konwój z Jarosławem Kaczyńskim? Portal
polskieradio.pl dotarł do nieznanych okoliczności dziwnej podróży z 10
kwietnia 2010, gdy Jarosław Kaczyński jechał na miejsce katastrofy
prezydenckiego samolotu. Z Witebska do granicy białorusko - rosyjskiej
pędzili błyskawicznie, już na terenie Rosji autobus wiozący Jarosława
Kaczyńskiego, który miał rozpoznać ciało brata, gwałtownie zwolnił.
Przebycie ponad 100-kilometrowej trasy z Witebska na miejsce tragedii
zajęło polskiej delegacji - pilotowanej przez radiowozy - prawie 3
godziny. "Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy.
Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo, że mieliśmy paszporty
dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska
milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h". "Ponieważ wyglądało
to na sabotaż zatrzymaliśmy się i spytaliśmy konwojujących nas
milicjantów co się dzieje. Odpowiedzieli, że takie mają rozkazy". Ok. 20
kilometrów przed Smoleńskiem polski autokar został wyprzedzony przez
konwój, wiozący na sygnale premiera Donalda Tuska, który także jechał na
miejsce tragicznego wypadku. Tusk wylądował w Witebsku kilkadziesiąt
minut po przybyciu na Białoruś samolotu Jarosława Kaczyńskiego. O 20.40
Bielan pisze na Twitterze: "Wjechaliśmy do Smoleńska. Strasznie się boję
tego co zobaczymy". Później polski autokar jeszcze przez pół godziny
krążył po mieście, by w końcu dotrzeć do miejsca katastrofy. W tym
czasie szef polskiego rządu rozmawiał z premierem Władimirem Putinem,
obaj politycy złożyli kwiaty w miejscu tragedii. Putin promuje swojego
człowieka w Warszawie?
http://www.polskieradio.pl/wiadomosci/swiat/artykul155655.html

Lech Kaczyński był pierwszym Prezydentem RP, który sprawował ten urząd w
sposób godny. Nie musiał kręcić ani niszczyć archiwalnych dokumentów, by
ukryć cokolwiek ze swej przeszłości, nie cwaniaczył i nie chwiał się na
nogach. Uparcie wraca do mnie fragment książki Michała Karnowskiego i
Piotra Zaremby "O dwóch takich", gdzie Lech Kaczyński opowiada o swojej
pierwszej sprawie, jaką prowadził w biurze interwencyjnym KOR. Wysłano
go wtedy do jakiejś zapadłej wsi, gdzie miejscowy chłop szukał pomocy
przeciwko gnębiącej go władzy. Nie był to żaden polityczny działacz,
żaden opozycjonista, po prostu zwykły, niewykształcony chłop, którego
część gospodarstwa akurat się spodobała sitwie jakichś miejscowych
kacyków. I, zgodnie z komunistycznym prawem, które dawało władzy taką
możliwość, odebrano mu ten kawał ziemi z paragrafu o jej "niewłaściwym
wykorzystaniu". Chłop, choć perswadowano mu, żeby nie podskakiwał, nie
chciał się z tym pogodzić, pisał odwołania, zażalenia, aż w końcu dotarł
ze swą sprawą do KOR-u, który przysłał dla zbadania sprawy na miejscu
młodego prawnika, Lecha Kaczyńskiego. Kiedy miejscowi cwaniacy
zobaczyli, że wokół sprawy robi się smród, że przyjeżdża jakiś facet z
Warszawy, robi się polityczna sprawa, o której zaraz zacznie mówić
"Wolna Europa", na wszelki wypadek tego chłopa zabili. Miejscowy
prokurator umorzył sprawę, stwierdzając, że facet wpadł do studni
wypadkiem, ziemię wziął, kto miał wziąć, może wybudował na niej wyciąg,
może jakiś inny interes. Gdzie dziś są ci partyjnie cwaniacy, ten
prokurator, urzędnicy, których rękami bezprawia dokonano? Jeśli jeszcze
żyją, to na pewno żyją w dostatku. Co ważniejsze, takie sprawy zdarzają
się przecież nadal. Wystarczy porozmawiać z każdym dziennikarzem
śledczym, a sypnie przykładami, w których nic nie można zrobić, nic
pomóc, bo prokurator orzekł, sąd klepnął, a bywa, że i pokrzywdzeni czy
świadkowie poginęli w nieszczęśliwych wypadkach, jeśli nie mieli dość
rozumu, żeby w porę odwołać zeznania. Uważam, że ta pierwsza, nieudana
sprawa, którą rozpoczął swą działalność publiczną Lech Kaczyński, w
jakiś sposób na nim ciążyła. Ciążyła mu świadomość, że po 20 latach
zmian tak niewiele się w wolnej już Polsce zmieniło. Jeśli używał często
wyszydzanego przez syty i zadowolony establishment III RP słowa "układ",
to dlatego, że on, wieloletni działacz opozycji i "Solidarności", dobrze
ten układ znał i wiedział, o czym mówi.
http://fakty.interia.pl/felietony/ziemkiewicz/news/prezydent-ktory-nie-mial-luk-w-pamieci,1464402

Warto teraz powrócić do godzin porannych 10 kwietnia oraz haniebnej
akcji i próby obarczenia winą za katastrofę samego Prezydenta Lecha
Kaczyńskiego. Najpierw dziennikarze TVN24 apelowali aby w takim
tragicznym momencie nie spekulować, po czym z uporem maniaka
eksploatowali temat cztero- bądź pięciokrotnej próby lądowania
prezydenckiego samolotu. Dlaczego aż tyle razy i wbrew logice? - pytali.
Trzeba więc było poszukać jakiegoś "wybitnego eksperta", który by to
wstrząśniętym widzom wyjaśnił. Nie było nic prostszego, jak zapytać
pierwszego lepszego pilota z LOT-u czy któregoś z najbliższego
aeroklubu, by ta wersja szybko upadła, jako po prostu w warunkach
pokojowych nie możliwa i niezgodna z procedurami. Tymczasem TVN24 wybrał
się - nie wiedzieć czemu - aż do Wrocławia, i dzięki temu na ekranie
zadebiutował prof. Tomasz Szulc z tamtejszej politechniki, który
stwierdził, że:...zawiodła absolutnie asertywność pilota, który uległ
presji "prezydenta" lub jego otoczenia i próbował nie raz, nie dwa, a
cztery razy, podchodzić do lądowania! Konsekwencje lądowania na innym
lotnisku były "straszne", opóźnienie w uroczystościach lub nawet ich
odwołanie......Czy decyzja pilota była słuszna - co więcej przeczy ona
jego profesjonalizmowi! Przecież każdy wie, że tylko w czasie działań
wojennych ląduje się do skutku. Dziś ryzyko, które podjął pilot, było
tylko i wyłącznie spowodowane strachem i presją, niestety presją, którą
wywarł na pilocie sam prezydent czy jego "najbliższe
otoczenie"......Oglądając komentarze zagranicznej prasy, i jedyne
wnioski z nich płynące, że to pilot popełnił błąd, pozwolę sobie
skomentować: wątpię. Takiej głupiej decyzji nie podjął sam, nie
ryzykowałby życia swojego i innych "vipów" na pokładzie... W tym czasie
tłum przed pałacem prezydenckim "złowrogo" gęstniał i dziennikarze ze
stajni Waltera jeszcze tylko raz podjęli nieśmiałą próbę eksploatowania
"eksperta" Szulca, po czym widząc tłum, zapewne zaczęli wątpić w swoją
skuteczność. Komunikat o tym, że według zapisu w "czarnych" skrzynkach
nie było żadnych nacisków na pilota, przyszedł dopiero po dwóch czy
trzech dniach. Jaki z tego wniosek? Pesymiści powinni uwierzyć, że nie
jesteśmy bezbronni w tej walce z "praczami mózgów", a w swej masie
zaczynamy budzić wśród nich lęk, a nawet strach. Jeżeli w ten sposób
wymusimy na nich choć odrobinę przyzwoitości, to zawsze jest to "coś".
Na moralność, etykę i uczciwość w mediach póki co nie możemy liczyć.
http://www.niezalezna.pl/article/show/id/33364

I już "Wyborcza" na dwóch stronach w czterech (!) tekstach krytykuje
pomysł pochówku na Wawelu. W tym na pierwszej stronie apel komentarz
podpisany kuriozalnie "redakcja GW". Naprawdę cała? Ilu ludzi tam
pracuje? Pięćset? Tysiąc? Naprawdę wszyscy jednomyślnie, na pierwszej
stronie przeciw? A może jakiś jeden szaraczek jest za? I już "Polska The
Times" na pierwszej stronie pisze "Decyzja podzieliła Polaków". Ejże,
grupka gości z głupim transparentem i już wystarczy? Już mamy podzielony
naród? Jak dwustu demonstrantów przyjdzie pod Tesco z transparentem
"Precz!", to "Polska The Times" napisze "Tesco podzieliło Polaków"???
Gdy jedno szykują się dowojny polsko-polskiej pod sztandarem wawelskim,
w "Dzienniku Gazecie Prawnej" ciekawy cytat z "Business Week" –
"Partia premiera Donalda Tuska będzie miała większą swobodę w forsowaniu
reform, które są konieczne dla poprawy stanu finansów publicznych". Oto
nadchodzi piękna egzegeza ostatnich wydarzeń: Wielki Hamulcowy złożony
wkrótce zostanie do grobu, dopiero teraz nam gospodarka przyspieszy, że
hej! Brawo "Business Week", brawo "DGP" za wytłuszczenie cytatu na
pierwszej stronie! To prawie tak piękne jak analiza Jacka Żakowskiego w
poniedziałkowej "Polityce", gdzie dowodził, że Lech Kaczyński skupiał
wokół siebie umiarkowanych pisowców (ergo – dobrych pisowców).
Czyli dobrzy odeszli, zostali ci źli. Brawo raz jeszcze. Wczoraj
wieczorem byłem gorącym przeciwnikiem pogrzebu na Wawelu. Po
przeczytaniu dzisiejszych gazet, już go całym sercem popieram.
http://blog.rp.pl/gociek/2010/04/14/kto-gra-wawelem

Obrońcy polskich królów z GW Jan Pietrzak. Dowcipnie wykazuje intencje
krytyków pochówku Lecha Kaczyńskiego na Wawelu.
http://www.youtube.com/user/egida1#p/a/u/0/8WgZ4RDaj5E

Ulubieni dziennikarze i komentatorzy salonu zerwali żałobę narodową, by
oddać się swej ulubionej rozrywce: opluwaniu Jarosława Kaczyńskiego.
Medialne kłamstwo w sprawie pogrzebu pary prezydenckiej na Wawelu
przybrało formę śniegowej kuli. Kolejne etapy tej manipulacji pokazują
także mechanizm "eksportu" kłamstw do mediów światowych. Mechanizm znany
z przeszłości, regularnie wykorzystywany i przynoszący wielką
satysfakcję samym "eksporterom". Przede wszystkim jednak jest to tekst o
kopaniu leżącego. O niszczeniu człowieka, który kilka dni wcześniej
stracił brata, którego matka od wielu tygodni w ciężkim stanie leży w
szpitalu. Liczne cytaty mówią same za siebie.
http://www.rp.pl/artykul/2,464545.html

O panu Wajdzie opowiadano w środowisku filmowym, że czekając na Oskara
za film "Katyń" rozgłaszał już na prawo i lewo, żeby przekazać to, gdzie
trzeba, iż nie życzy sobie, aby go potem zapraszał prezydent. Cóż, może
to plotka - ale niewątpliwym faktem jest, że już podczas premiery filmu,
zwracając się do przybyłych, manifestacyjnie zignorował obecność na sali
prezydenckiej pary. Żeby nikt nie miał wątpliwości, że to "ich
prezydent". Że pan Wajda jest ponad tę tłuszczę, która "to" wybrała, pan
Wajda ma gdzieś taką demokrację, w której zamiast podobnych mu elit o
obsadzie najwyższego urzędu decyduje przypadkowa większość. We
współczesnej Polsce, jak w każdym zresztą kraju postkolonialnym, ta
pogarda i wyższość są szalenie ważne. Widać to było i w czasie żałoby,
na którą "elita" patrzyła z podobną pogardą, z jaką zanglicyzowani czy
sfrancuzieni drobni oficjaliści w afrykańskich koloniach, czujący się
już prawie białymi, patrzeć musieli na swoich współplemieńców
odprawiających tradycyjne rytuały. Pan Wajda zrobił to, czego się po nim
należało spodziewać - wyraził irytację podobnych sobie "elit". Zrobił to
z właściwą im obłudą, udając zatroskanie, aby "nie dzielono Polaków".
Choć nie jest przecież idiotą (chyba?) i wiedział, że kardynał nie
zmieni raz podjętej decyzji, że jego błazeński apel jest tylko zwykłym
szczuciem i judzeniem
http://fakty.interia.pl/felietony/ziemkiewicz/news/pokaz-swoje-autorytety,1466689,2789

Oto jak najważniejsi politycy w Polsce lżyli Prezydenta Lecha
Kaczyńskiego.
http://jacquesblutoir.blogspot.com/2010/04/verba-volant-scripta-manent.html
http://www.youtube.com/watch?v=e6lwqoOzqsk

Obelżywe pod adresem ofiar katastrofy w Smoleńsku e-maile przesłane do
redakcji portalu krytycznego wobec PO. Ostrzegam, że to szokująca
lektura.
http://www.tuskwatch.pl/index.php/informacje/ksiega-kondolencyjna-lemingow

Rzut oka na stronę internetową "Gazety Wyborczej". W niej dzień po dniu
dwa ciekawe teksty. W pierwszym drwiący passus z telewizyjnych
Wiadomości: "Dowiadujemy się, że młody reporter "Wiadomości" dokonał
szokującego odkrycia: lampy mające wskazywać polskiemu pilotowi drogę
lądowania nie działały jak należy. A właściwie - niektóre w ogóle nie
działały." Wiadomo, TVP szerzy teorie spiskowe. Ale, jeśli obejrzymy
wczorajsze wydanie serwisu wiadomosci.gazeta.pl, odkrywamy, że teoria
spiskowa się rozszerza. "Polska prokuratura chce, by strona rosyjska
ustaliła kto, w jakim zakresie i po co wykonywał prace przy oświetleniu
lotniska w Smoleńsku bezpośrednio po katastrofie prezydenckiego
samolotu. Zwrócono się o to w nawiązaniu do informacji prasowych, według
których niedługo po katastrofie, a przed przylotem na miejsce premiera
Rosji Władimira Putina i premiera RP Donalda Tuska, wymieniano żarówki w
oświetleniu pasa lotniska. Padały sugestie, że oświetlenie wcześniej
mogło być niesprawne. "Ha, jednak materiał "Wiadomości" nie poszedł na
marne, a spisek wcale nie jest spiskiem. Choć wątpię, by autorka
złośliwego komentarza żałowała swych słów.
http://blog.rp.pl/szuldrzynski/2010/04/21/pozalobny-deficyt-zdrowego-rozsadku

Prezydencki minister Andrzej Duda poprosił Bronisława Komorowskiego,
który pełni obowiązki głowy pastwa, by skierował do Trybunału
Konstytucyjnego ustawę o Instytucie Pamięci Narodowej. Uzasadniał, że
taka była wola zmarłego tragicznie prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Pan
prezydent przed swoją śmiercią rozmawiał ze mną na temat ustawy o
Instytucie Pamięci Narodowej i nakazał mi przygotowanie wniosku do
Trybunału Konstytucyjnego w sprawie tej ustawy w trybie prewencyjnym, to
znaczy blokującym jej wejście w życie do czasu rozstrzygnięcia przez
Trybunał, co do zgodności jej zapisów z konstytucją - powiedział Duda.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Dylemat-Komorowskiego-wypelnic-wole-zmarlego-prezydenta-czy-kolegow-z-PO,wid,12191990,wiadomosc.html

W sobotę, dzień przed pogrzebem Pary Prezydenckiej, przeczytałem
komentarz. Zastępca redaktora naczelnego pewnej dużej gazety, komentując
jeden z programów telewizyjnych, napisał, że ludzie występujący w tym
programie "uczynili zmarłego prezydenta wspólnikiem własnych obsesji",
znieważyli go, czyniąc zeń "patrona swych podłych myśli". Dalej autor
pisze o krytykowanym przez siebie programie telewizyjnym, że "ten sabat
czarownic" odbywa się w telewizji publicznej. I że "to musi być
publicznie napiętnowane". W trzech linijkach mamy "obsesję",
"znieważenie", "podłe myśli", "sabat czarownic" i wezwanie do
"napiętnowania". Jaką trzeba mieć psychikę, żeby w trzech linijkach
tekstu zawrzeć tak wiele agresywnych określeń?! I to rzekomo w imię
walki z agresją. Jeśli w tygodniu żałoby dziennikarzowi, i to nie byle
jakiemu, bo współkierującemu ważną redakcją, wylewa się spod pióra tyle
brutalnych określeń, to co on napisze za miesiąc, gdy kampania wyborcza
będzie w toku? I koledzy tego pana uważają, że jest OK? Że taka
kondensacja agresji w trzech linijkach tekstu jest na miejscu? I on
będzie dalej zapraszany jako komentator do telewizji! Tymczasem jeśli
chcemy choć trochę poprawić jakość debaty publicznej, to ten pan
powinien teraz przejść kwarantannę. On bardzo potrzebuje rekolekcji!
Mało kto z nas jest wolny od braku powściągliwości, ale stopień
nasycenia agresją w różnych mediach jest niejednakowy. W tym króciutkim
komentarzu mamy jeszcze sformułowania o "sprofanowaniu żałoby",
"nienawiści", "mrocznych pasjach", "niedorzecznych oskarżeniach i
podejrzeniach" i o "piekielnej kampanii politycznej". Co musi mieć w
głowie środowisko dziennikarskie, w którym zastępca redaktora naczelnego
w tygodniu żałoby uważa za właściwe dać upust swoim emocjom w taki
sposób? Przy pomocy jakich słów opisać intencje człowieka, który
posługuje się takim językiem, z takim ładunkiem złych emocji?
http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=aa&dat=20100419&id=aa13.txt

Były funkcjonariusz Milicji Obywatelskiej w Gdańsku, Janusz S. zeznał
przed Sądem Okręgowym w Gdańsku, że Lech Wałęsa w połowie grudnia 1970
r. został zwerbowany do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa jako agent o
pseudonimie "Bolek". - Do 1974 r. prowadziłem teczkę pracy i personalną
Lecha Wałęsy jako TW "Bolek". Jego współpraca z SB od chwili pozyskania,
między 15 a 17 grudnia 1970 r., była intensywna przez 3-4 miesiące.
Spotkania z nim oficerów prowadzących odbywały się kilka razy w
tygodniu, a w jednym przypadku 2-3 razy dziennie. Do czerwca 1971 r.
Wałęsa dostał za współpracę 20 tys. zł, przy średniej pensji stoczniowca
1600 zł - powiedział Janusz S. Jak zeznał, po spaleniu Komitetu
Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku w grudniu 1970 r. na przesłuchania
przywieziono autobusem 30 stoczniowców. W tej grupie był też Lech
Wałęsa.- Jeden z przesłuchujących Wałęsę oficerów, który wyszedł na
papierosa, mówił wówczas "Mamy go. Przysięgał na krzyżyk, że będzie
lojalny i będzie z nami współpracował". Widziałem potem na własne oczy
napisane odręcznie przez Wałęsę i podpisane takie oświadczenie. Było w
nim napisane, że zobowiązuje się do zachowania w tajemnicy współpracy z
SB.
http://fakty.interia.pl/tylko_u_nas/najlepiej_oceniane/news/swiadek-w-sadzie-walesa-byl-agentem-bolkiem,1465213,3

To generał Jaruzelski polecił, by dekrety Rady Państwa PRL o stanie
wojennym wydrukować z datą 14 grudnia 1981 roku, choć faktycznie

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 08 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Czw Gru 08, 2016 11:02 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group