" /> Dyskusje ogólne :: BOR: wizyta prezydenta w Katyniu nie była oficjalna
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

BOR: wizyta prezydenta w Katyniu nie była oficjalna

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Czw Kwi 29, 2010 2:33 pm    Temat postu: BOR: wizyta prezydenta w Katyniu nie była oficjalna Odpowiedz z cytatem

BOR: wizyta prezydenta w Katyniu nie była oficjalna


Wizyta prezydenta Lecha Kaczyńskiego nie była oficjalna. Ochroniarzy BOR było dwóch, to standard. Ale my opracowaliśmy z Rosjanami taki standard przygotowań, wszystko było tak dopracowane, jakby to była oficjalna wizyta państwowa - powiedział "Gość Radia Zet" szef BOR Marian Janicki.

Monika Olejnik: : A gościem Radia ZET jest szef Biura Ochrony Rządu generał Marian Janicki, wita Monika Olejnik, dzień dobry.

Marian Janicki: : Dzień dobry pani redaktor, dzień dobry państwu.

Monika Olejnik: : Panie generale dostał pan pismo z kancelarii prezydenta, zawierające informacje, okoliczności zabezpieczenia przelotów na trasie Warszawa–Smoleńsk i z powrotem Smoleńsk–Warszawa. W jaki sposób pan zabezpieczył ten lot, lot Tupolewa 154?

Marian Janicki: : Służby Biura Ochrony Rządu udały się rano na lotnisko z listą pasażerów i odbyła się kontrola pirotechniczna, radiologiczna wszystkich członków delegacji, załogi. Oprócz pana prezydenta, który jest dowożony bezpośrednio pod trap samolotu. Wszystko odbyło się zgodnie z planem, zgodnie z założeniami, jedna osoba nie zgłosiła się na pokład.

Monika Olejnik: : Panie generale, a kiedy pan się dowiedział, jaka jest lista osób biorących udział w delegacji?

Marian Janicki: : Dowiedziałem się o liście i ilości osób bezpośrednio po awarii, dlatego że tę listę otrzymują specjalne komórki, oddział zajmujący się ochroną, zabezpieczeniem delegacji zagranicznych i oni realizują.

Monika Olejnik: : Czyli generał BOR nie wiedział, że na pokładzie samolotu znajdują się najważniejsi dowódcy?

Marian Janicki: : Wiedział, wiedział.

Monika Olejnik: : Wiedział pan, tak?

Marian Janicki: : Znaczy, że najważniejsi dowódcy Wojska Polskiego - dowiedziałem się później.

Monika Olejnik: : Czyli nie miał pan takiej wiedzy, że są w samolocie?

Marian Janicki: : Wie pani, taka wiedza mi nie jest potrzebna, tym się zajmują moje służby odpowiednie. Ja wiedziałem, że leci pan prezydent, że są ministrowie z kancelarii prezydenta, że leci prezydent Kaczorowski i przydzieliłem stosowną ilość oficerów ochrony.

Monika Olejnik: : No dobrze, ale rozumiem, że panu nikt nie przekazał tej informacji, że sześciu najważniejszych dowódców, przypomnę – dowódca operacji sił zbrojnych, sił powietrznych, wojsk lądowych, wojsk specjalnych, marynarki wojennej, garnizonu Warszawa - że oni znajdują się na pokładzie samolotu? Nie miał pan takiej wiedzy?

Marian Janicki: : Wiedziałem, że leci Kazimierz Gilarski, który jest, był, moim kolegą osobistym. Jego syn u nas będzie promowany w święto BOR na pierwszy stopień oficerski. Wiedziałem, że leci gen. Kwiatkowski, którego znam i wiedziałem, że leci gen. Błasik.

Monika Olejnik: : A o reszcie pan nie wiedział?

Marian Janicki: : Znaczy, nie było mi to potrzebne do niczego, pani redaktor. Dla mnie najważniejsze jest, że leci samolot z prezydentem i ile jest osób ochranianych. Stosownie do potrzeb, do zagrożeń ja przydzielam ochronę.

Monika Olejnik: : Ale można być trochę zaskoczonym. Dlatego, że jesteśmy państwem, które bierze udział w wojnie, w Afganistanie, więc jesteśmy również narażeni na zamachy terrorystyczne. Czy to było roztropne, żeby wszyscy generałowie znaleźli się w samolocie?

Marian Janicki: : Ja nie mam kompetencji w tej sprawie, żeby negować lub nie. To są generałowie, którzy nie są związani z moją służbą, ani ja im nie podlegam, ani oni mnie, ja o tym nie decyduję.

Monika Olejnik: : Czyli pan nie może na przykład zgłosić zastrzeżeń? Nie może pan powiedzieć, że wydaje się panu nierozsądne, żeby wszyscy generałowie byli w samolocie?

Marian Janicki: : Absolutnie nie.

Monika Olejnik: : A kto to może zrobić?

Marian Janicki: : To proszę pytać może przełożonych tych generałów.

Monika Olejnik: : No, ale minister obrony narodowej wczoraj mi powiedział, że on nie wiedział, że generałowie lecą tym samolotem.

Marian Janicki: : A ja nie chcę tego komentować, nie oglądałem, z przykrością stwierdzam"„Kropki nad i”...

Monika Olejnik: : Ale mówię, co powiedział pan minister. No dobrze, w takim razie proszę powiedzieć, o której pan się dowiedział o katastrofie?

Marian Janicki: : Parę minut po 9.00 polskiego czasu. To była sobota, byłem z rodziną, przygotowywałem się do wylotu, miałem na następny dzień lecieć do Stanów Zjednoczonych na rozmowę w Secret Service w Departamencie Stanu i robiłem jakieś tam drobne zakupy na weekend. Zadzwonił do mnie oficer operacyjny informując mnie, że nastąpiła awaria samolotu przy podchodzeniu do lądowania. Natychmiast wyszedłem ze sklepu, zadzwoniłem do Jarosława Florczaka, który z ramienia kierownictwa nadzorował prace ochrony osobistej – telefon milczał. Następnie wykonałem telefon do Pawła Janeczka, który dowodził ochroną osobistą w tym dniu, telefon milczał. Następnie zadzwoniłem do oficera, który był w grupie rekonesansowej na zabezpieczeniu tej delegacji w Katyniu. On poinformował mnie, że tak, są w okolicy lotniska i mają informacje. Zapytałem go tylko tyle: "masz natychmiast ustalić kto przeżył, ile osób przeżyło, co się stało". No i tak się sprawy potoczyły, także parę minut po 9.00 wiedziałem.

Monika Olejnik: : A ilu oficerów Biura Ochrony Rządu było na lotnisku w Smoleńsku? Bo była przygotowana, rozumiem, kolumna samochodowa do przewiezienia pana prezydenta i delegacji do Smoleńska, do Katynia.

Marian Janicki: : Pani redaktor, to jest standardowe nasze działanie. My wysłaliśmy grupę rekonesansową jeszcze przed wizytą pana premiera Tuska. Rozmawialiśmy z federalną służbą ochrony. Federalna służba ochrony poinformowała nas o takich, czy innych zagrożeniach i o tych dzisiaj nie mogę mówić. Dostosowana ochrona i nasza, i rosyjska była adekwatna do zagrożeń. Kolumna była przygotowana na lotnisku, koledzy mieli odprawę poranną, jak zwykle, podzielili zadania część tu, część tu i następnie udali się na lotnisko.

Monika Olejnik: : Ale gdzie mieli tę odprawę poranną?

Marian Janicki: : Lotnisko zabezpiecza, pani redaktor, federalna służba bezpieczeństwa, federalna służba ochrony i milicja – z gospodarzy. My jesteśmy tylko po to żeby odebrać pana prezydenta, sprawdzić czy wszyscy wsiedli do kolumny samochodowej i udać się na miejsce czasowego pobytu osoby ochranianej.

Monika Olejnik: : Ilu było oficerów BOR na lotnisku?

Marian Janicki: : Dwóch, dwóch.

Monika Olejnik: : Tylko dwóch, tak, którzy mieli wieźć pana prezydenta?

Marian Janicki: : To znaczy ochrona osobista standard, pani redaktor. Ochrona osobista wysiada z samolotu, siada do samochodów wcześniej ustalonych i udaje się na miejsce. Resztą się zajmują gospodarze.

Monika Olejnik: : A jakie były zagrożenia, bo pan mówi, że poinformowano...

Marian Janicki: : Nie, pani redaktor, ja nie mówię, że były zagrożenia. Zawsze, przy każdej wizycie pana prezydenta, premiera u nas, czy naszych za granicą robi się analizę zagrożeń w porozumieniu z innymi służbami i to jest standard. To nie jest tak, że były zagrożenia lub nie. Nie, nie, absolutnie. Robimy wszystkie czynności łącznie z analizą zagrożeń w danym miejscu.

Monika Olejnik: : W ustawie o BOR czytamy: "BOR rozpoznaje, analizuje potencjalne zagrożenia”, czyli rozumiem, że dużo wcześniej, jeszcze przed środą, kiedy poleciał premier Donald Tusk, oficerowie BOR znaleźli się w Smoleńsku i analizowali te zagrożenia?

Marian Janicki: : Razem, my analizujemy swoje i grupa rekonesansowa pojechała do Smoleńska przed wizytą pana premiera Tuska.

Monika Olejnik: : Padają zarzuty, że nieprzygotowane były lotniska w Mińsku i lotniska w Moskwie, nieprzygotowane przez BOR i dlatego pilot był zmuszony żeby lądować w Smoleńsku.

Marian Janicki: : Absurd, totalny absurd pani redaktor. My nie przygotowujemy żadnych lotnisk. Powtarzam jeszcze raz, Biuro Ochrony Rządu nie przygotowuje żadnych lotnisk zapasowych. Mało tego, my zajmujemy się tylko i wyłącznie zadaniami, które mamy zawarte w ustawie o Biurze Ochrony Rządu, którą ma pani przed sobą. Pani redaktor, powtarzam jeszcze raz, sprawy związane z załogą, z lotem, z lądowaniem, z lotniskami, z zabezpieczeniem lotnisk są to kompetencje wykraczające poza Biuro Ochrony Rządu. My nie mamy z tym nic wspólnego, w sensie pracy nad tym.

Monika Olejnik: : A czyje to są kompetencje?

Marian Janicki: : Kompetencje samolotu, pilotów, lotnisk zapasowych, celowych to jest wszystko 36 Pułk Lotnictwa Transportowego. My z tym nie mamy nic wspólnego, my nad tym nie pracujemy. My zabezpieczamy lotnisko, które jest wskazane. Znaczy zabezpieczamy – w rozmowie z naszymi odpowiednikami za granicą ustalamy, że lotnisko docelowe jest „X” i tam podstawiamy kolumnę. W momencie otrzymania informacji, że w miejscu „X” samolot nie wyląduje tylko w miejscu „Y” natychmiast kontaktujemy się z ministerstwem spraw zagranicznych, z naszymi odpowiednikami za granicą i ustalamy logistykę. W tym przypadku, gdyby to było lotnisko, tak jak pani powiedziała w Mińsku, w Moskwie, gwarantuję pani, że w czasie krótkim, nie wiem dzisiaj, nie potrafię tego określić, na pewno by wszystko było dograne. Chciałbym jeszcze jedno powiedzieć: że pomimo tego, że ta wizyta nie była oficjalna, my opracowaliśmy z Rosjanami taki standard i to otrzymaliśmy, tak jakby to była oficjalna wizyta państwowa.

Monika Olejnik: : A jaki to jest standard, jak jest oficjalna wizyta państwowa?

Marian Janicki: : To jest samochód opancerzony w przypadku pana prezydenta, pana premiera, samochody ochronne dla naszej stosownej ilości oficerów ochrony. To jest samochód protokołu dyplomatycznego, to są mikrobusy, to są autokary, to wszystko zależy od ilości osób ochranianych i członków delegacji nieochranianych.

Monika Olejnik: : A miał pan wiedzę o tym? Dostał pan informację, że samolot poleciał później, że było opóźnienie wylotu samolotu?

Marian Janicki: : W przypadku, w pierwszym telefonie nie miałem, nawet nie pytałem oficera, bo powiem szczerze – szok.

Monika Olejnik: : Nie, nie, ja nie pytam wcześniej. Czy rano miał pan kontakt ze swoimi pracownikami, oficerami, którzy mówili na przykład, że samolot jest opóźniony, czy takie informacje do pana dotarły?

Marian Janicki: : Nie, nie, nie ja nie pytałem o to, powiem szczerze, najpierw mnie interesowało - kto przeżył, ile osób.

Monika Olejnik: : Nie, nie. Ja pytam rano, przed wylotem samolotu, czy dotarły do pana takie informacje?

Marian Janicki: : Nie, nie, ten wylot miał być o godzinie 7.00.

Monika Olejnik: : A czy nie sugerowało Biuro Ochrony Rządu to, że wylot powinien być wcześniej? Z tego względu, że powinna być jakaś furtka bezpieczeństwa, żeby samolot nie wylądował w ostatniej chwili?

Marian Janicki: : Pani redaktor, godzinę wylotu ustala pułk dlatego, że oni wiedzą ile muszą mieć na przelot, kiedy wylądują, o której godzinie. My dostosowujemy się do planu, który jest opracowywany w kancelarii prezydenta w porozumieniu z polskim protokołem dyplomatycznym.

Monika Olejnik: : Panie generale, jak pan dowiedział się jaka była lista osób, które zginęły, nie złapał się pan za głowę, że było tyle ważnych osób w jednym samolocie?

Marian Janicki: : Szczerze?

Monika Olejnik: : Szczerze.

Marian Janicki: : Rozpłakałem się, przysięgam pani. Mam prawie 50 lat i rozpłakałem się, że taki kwiat generalicji, ludzie, którzy mieli przed sobą jeszcze wiele lat kariery. Jedyny był Bronek Kwiatkowski, którego znam doskonale, bo jest z Krakowa, ja też pochodzę z Krakowa, za miesiąc miał iść na emeryturę. Kaziu Gilarski, mój serdeczny kolega. Tak, jak mówię, nie dał syna do wojska, tylko dał do Biura Ochrony Rządu, aktualnie jest po egzaminie oficerskim, będzie 10 czerwca promowany na Zamku Królewskim w Warszawie. Błasika Andrzeja znam doskonale, współpracujemy od wielu lat, podpisaliśmy porozumienie. Wie pani, ja pomijając to wszystko, co przeżyłem jaką traumę jak zobaczyłem naszych, którzy zginęli, to jest po prostu, wie pani, jedni z najlepszych ludzi i to bez, nie mówię dlatego, że nie żyją, naprawdę młodzi ludzie, wobec których miałem poważne plany szkoleniowe. Oni za kilka miesięcy mieli objąć, nie mówię, że dowódcze stanowiska, przesadziłbym, natomiast mieli być instruktorami, szkolić młodzież, gdzie w tej chwili przyjmujemy ponad 50 osób, na koniec roku jeszcze 50, ktoś to musi szkolić. A naszej wiedzy nie da się wyczytać z książek, czy wyuczyć się na studiach, u nas jest praktyka.

Monika Olejnik: : Tak, ale to emocjonalnie. A profesjonalnie, czy jak pan spojrzał na tę listę, czy pan pomyślał, że to przesada żeby tylu ludzi...?

Marian Janicki: : Przesada, tak pomyślałem też. Dlaczego tak się stało? Ja powiem pani więcej, parę tygodni wcześniej uzyskaliśmy również informacje, chyba rozmawiałem z komendantem głównym policji, że również były jakieś plany, żebyśmy polecieli wszyscy: szefowie służb MSWiA, czyli komendant główny policji, straży granicznej, Państwowej Straży Pożarnej i BOR. I powiem szczerze, jak zaczęliśmy przygotowywać tę wizytę ja chciałem tam jechać, chciałem jechać za Jarka Florczaka, bo uważam, pomijając pracę, uważam, że każdy w Katyniu obywatel Rzeczypospolitej powinien być, tak jak w Oświęcimiu powinien być, tak i w Katyniu. Natomiast nie mogłem, bo miałem wylot do Stanów wcześniej ustalony z Amerykanami i miałem lecieć...

Monika Olejnik: : Dobrze, ale gdyby pan dostał na biurko tę listę i zobaczył ją to by pan powiedział – chłopaki co robicie?

Marian Janicki: : Tak, tak bym powiedział, słowo honoru. I to mówię z całą stanowczością, uważam, że nie powinni latać wszyscy razem.

Monika Olejnik: : Ale jak to możliwe, że pan nie widział tej listy panie generale?

Marian Janicki: : Znaczy pani redaktor, standard jest taki: my dostajemy do Biura Ochrony Rządu listę pasażerów, to są kompetencje, obsługa czy zabezpieczenia delegacji to są kompetencje mojego zastępcy pułkownika Bielawnego, który mówił mi – Marian, leci cały kwiat. No, lecą wszyscy. No więc mówię – przydziel. Pani redaktor, powiem szczerze, jest dużo pracy, jest prezydencja, zbliżają się różne imprezy, ja się szykowałem do Stanów itd., Paweł się tym zajął, przygotowane było perfekt. Jarek przyleciał z premierem w środę i mówi: "Marian, bo my po imieniu jesteśmy wszyscy, znamy się jak łyse konie, mamy taką pomoc od Rosjan, nawet w głowie się nie mieści". Ja mu mówię: "to może nie polecisz, jak już wszystko przygotowane", no bo rodzinną sytuację ma taką, że po prostu córa, jak nie widzi go dwa dni, nie widziała go dwa dni, to po prostu to problem. I mówię: "leć, proszę cię, to jest prezydent trzeba będzie dopilnować". I poleciał i nie wrócił. Ale jeśli chodzi o listę to może nie wiedziałem, że tylu generałów. Wiedziałem, że leci Bronek, że leci Andrzej, to jest nie do pomyślenia. Nie będę tego komentował, bo to nie są moje kompetencje pani redaktor. Nie chcę się na ten temat wypowiadać. Natomiast nie wiem czy w MON są takie przepisy.

Monika Olejnik: : Nie, nie, to już wiemy. A proszę powiedzieć, a to jest tak, że kancelaria prezydenta przesyła listę osób zaproszonych?

Marian Janicki: : Tak, tak, my tylko zabezpieczamy, to znaczy...

Monika Olejnik: : Czyli miał pan tę listę?

Marian Janicki: : Jest porozumienie czterech kancelarii.

Monika Olejnik: : Wiem, premiera, prezydenta.

Marian Janicki: : Senat i sejm. I koordynatorem jakby przydzielającym te samoloty, pułk dostaje, że leci, my dostajemy listę i według tej listy przygotowujemy ochronę. Jeżeli leci sam pan prezydent to jest tyle ochrony, jeżeli leci małżonka to jest jeszcze trochę.

Monika Olejnik: : No dobrze, ale jak było sześciu generałów to nie potrzebna była większa ochrona.

Marian Janicki: : My nie chronimy generałów, żandarmeria.

Monika Olejnik: : A, żandarmeria chroni. A czy żandarmeria też leciała?

Marian Janicki: : No z tego, co wiemy to nie, bo nie ma tam ani jednego oficera żandarmerii. Myśmy od razu realizowali.

Monika Olejnik: : A na miejscu, w Smoleńsku nie było żandarmerii.

Marian Janicki: : Nie wiem, nie wiem, to są inne służby pani redaktor.

Monika Olejnik: : A czy Biuro Ochrony Rządu ma kontakt z kontrwywiadem?

Marian Janicki: : Znaczy my współpracujemy, natomiast na temat tej delegacji nie chcę się wypowiadać, to są ich kompetencje, na temat tego zdarzenia.

Monika Olejnik: : Czy któryś z oficerów BOR, to był krótki czas nie wiemy, jak to się wszystko wydarzyło, próbował się łączyć z kimś, są jakieś ślady, dowody.

Marian Janicki: : Ale z...

Monika Olejnik: : W trakcie, w czasie tego wypadku.

Marian Janicki: : Nie mam takiej wiedzy, nie mam takiej wiedzy.

Monika Olejnik: : Nie ma pan takiej wiedzy.

Marian Janicki: : Nie mam takiej wiedzy. Ja próbowałem się łączyć, tak jak mówiłem z Florczakiem i...

Monika Olejnik: : Tak, a czy odzyskane zostały wszystkie, cała broń oficerów BOR?

Marian Janicki: : Siedem sztuk broni, z tego co wiem siedem sztuk broni jest odzyskane. Z bronią nie polecieli tylko Jarek Florczak, co zrozumiałe, bo nie bierze bezpośrednio udziału w czynnościach ochronnych, działaniach ochronnych i Agnieszka Pogródka, też stewardessa nie poleciała z bronią.

Monika Olejnik: : A czy, a telefony zostały odzyskane oficerów BOR?

Marian Janicki: : Z tego, co wiem to tak, z tego co wiem to tak, zresztą mamy informacje, że są rzeczy osobiste, my opiekujemy się dalej rodzinami pani redaktor, cały czas jesteśmy razem z rodzinami, będziemy im pomagać odzyskiwać poszczególne...

Monika Olejnik: : A telefon satelitarny, który był na pokładzie samolotu czyją jest własnością?

Marian Janicki: : Powiem szczerze, że – no chyba pułku. Nie interesowałem się tym nigdy, wiem, że taki telefon jest, że jest satelitarny, że z tego, co media mówią to prezydent się łączył.

Monika Olejnik: : A pan rozmawiał z tymi oficerami BOR, którzy byli w Smoleńsku, tuż po katastrofie? Czy oni pobiegli na miejsce wypadku?

Marian Janicki: : Oni, pani redaktor, na lotnisku byli 13 godzin.

Monika Olejnik: : Poszli na miejsce wypadku.

Marian Janicki: : Tak, tak, moi ludzie zostali pomagali służbom rosyjskim identyfikować zwłoki.

Monika Olejnik: : A jak się Rosjanie zachowywali wtedy?

Marian Janicki: : Perfekcyjnie, wszelka pomoc. Jesteśmy w ogóle zszokowani podejściem Rosjan do tej tragedii tak, jak wcześniej do przygotowań. Zresztą my już po Westerplatte widzieliśmy, że nam, że to jest inna już służba, że to nie jest już patrzenie się z boku na siebie, tylko to jest współpraca. Tak jak im pomagaliśmy na Westerplatte, mieliśmy adekwatną pomoc w Smoleńsku.

Monika Olejnik: : Czy oficerowie BOR też zabezpieczali teren, wspólnie z rosyjskimi służbami?

Marian Janicki: : Na lotnisku?

Monika Olejnik: : Tak, na lotnisku wtedy.

Marian Janicki: : Nie, nie, nie. To było tak, mówię FSB, Federalna Służba Bezpieczeństwa, Federalna Służba Ochrony i Milicja. Oni byli na miejscu, oni mieli, nigdy nie zabezpieczamy lotnisk poza granicami kraju.

Monika Olejnik: : Nie, chodzi mi, czy w momencie tej tragedii, jak poszli na to miejsce gdzie był ten wypadek...

Marian Janicki: : To już Rosjanie, Rosjanie

Monika Olejnik: : Ale czy tam BOR-owcy też byli od razu?

Marian Janicki: : Znaczy byliśmy, tak ale nie zabezpieczaliśmy.

Monika Olejnik: : Ale w tym sensie, że BOR-owcy widzieli, co robią Rosjanie, tak?

Marian Janicki: : Znaczy tak, tak, no byliśmy cały czas tam, koledzy pomagali identyfikować zwłoki.

Monika Olejnik: : Ale ci, którzy wcześniej byli, czy ci, którzy potem dolecieli?

Marian Janicki: : Nie, nie, ci co wcześniej byli, bo dolecieliśmy, ja tylko z BOR doleciałem później, bo później przyleciał samolot z panem premierem Donaldem Tuskiem, w którym byłem na pokładzie, ja przyleciałem oddać, zobaczyć tą tragedię, pomodlić się za kolegów i ja tam byłem tylko.

Monika Olejnik: : I co pan zobaczył kiedy pan...

Marian Janicki: : Dramat, pani redaktor. Ja żyję prawie 50 lat, tak jak mówię, to jest największy szok w moim życiu. Ja dużo w życiu widziałem pani redaktor, natomiast to, co tam zobaczyłem przeszło wszelkie moje oczekiwania. To jest najtrudniejszy w tej chwili okres, te trzy tygodnie już, to jest najtrudniejszy okres w moim życiu, po prostu coś niesamowitego, tego sobie nikt nie potrafi wyobrazić, niesamowita sprawa, ogrom tragedii. To jak pani widzie tego Tupolewa, wielki ptak, tam nie było nic, szczątki samolotu, poszczególne małe, leżące.

Monika Olejnik: : Słyszałam, że oficerowie BOR, którzy rozpoznawali, próbowali rozpoznać to co zostało, odnajdywali różne przedmioty, płakali.

Marian Janicki: : Tak, ja z nimi płakałem, byli w tak zszokowani, byli tak wstrząśnięci. Ale powiem szczerze jestem dumny z nich, nie musieli tego robić, pani redaktor, nie musieli tego robić, ale chcieli, chcieli, do końca byli, moi oficerowie byli na lotnisku do wywiezienia ostatniego ciała. Po 12.00 w nocy, myśmy wylecieli stamtąd, odlecieli do Polski oni tam jeszcze zostali, naprawdę znakomici ludzie.

Monika Olejnik: : Widział pan twarz Władimira Putina wtedy?

Marian Janicki: : Widziałem.

Monika Olejnik: : Czy to była udawana reakcja?

Marian Janicki: : Myślę, że nie, myślę że nie. To jest moje prywatne uczucie, przepraszam bardzo, myślę, że nie. Tak, jak widziałem pana premiera Donalda Tuska, widziałem twarz również pana Władimira Putina myślę, że to nie było udawane. Moje prywatne odczucie.

Monika Olejnik: : Jaka to była twarz, twarz Putina.

Marian Janicki: : Smutna, zatroskana, wstrząśnięta twarz człowieka, który naprawdę myślę, że – może to za dużo powiedziane cierpiał, ale no był w traumie, naprawdę, tam zresztą wszyscy byli, z niedowierzaniem patrzyli na to, co się stało.

Monika Olejnik: : Dziękuję bardzo, gościem Radia ZET był gen. Marian Janicki szef Biura Ochrony Rządu.

Marian Janicki: : Dziękuję bardzo.

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 03 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 03, 2016 8:44 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Czw Kwi 29, 2010 7:39 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Jakbym skądinąd nie miał wiadomości, to bym się wzruszył.

Cytat:
Monika Olejnik: : A jak się Rosjanie zachowywali wtedy?

Marian Janicki: : Perfekcyjnie, wszelka pomoc. Jesteśmy w ogóle zszokowani podejściem Rosjan do tej tragedii tak, jak wcześniej do przygotowań. Zresztą my już po Westerplatte widzieliśmy, że nam, że to jest inna już służba, że to nie jest już patrzenie się z boku na siebie, tylko to jest współpraca. Tak jak im pomagaliśmy na Westerplatte, mieliśmy adekwatną pomoc w Smoleńsku.

W czym to pomagaliśmy Rosjanom na Westerplatte? (pomaga się temu kto jest gospodarzem - gestorem). A jak oni NAM pomagali i pomagają? Że jesteśmy petentami rosyjskiej komisji i mamy nakaz słuchania się ich prokuratorów, którzy przesłuchują godzinami rodziny ofiar? (vide wczorajsza Misja Specjalna, przesunięta z 21.20 na 23.20, bo o 21.20 musiał zostać nadany bardzo postępowy film o niedoli i szykanach wobec lekarki Gizeli - emigrantki z Węgier, w Nowym Jorku).
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Stanislaw Siekanowicz
Weteran Forum


Dołączył: 19 Paź 2008
Posty: 1144

PostWysłany: Sob Maj 01, 2010 6:17 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
"DGP" ustalił, że na długo przed startem prezydenckiego samolotu dowództwo 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego wpisało w plan jego lotu jako zapasowe lotniska w Witebsku i w Mińsku. To na nich powinni wylądować piloci w razie niebezpiecznych warunków pod Smoleńskiem.
Także piloci 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego byli poinformowani o dwóch, rezerwowych miejscach, wyznaczonych do lądowania.
(...)
"Wojsko nie ma obowiązku udzielania takich informacji BOR, ale wcześniej zawsze to robiło" - wyjaśnia "Dziennikowi Gazecie Prawnej" były dowódca 36. Pułku płk Tomasz Pietrzak.
O tym, że BOR nie zorganizował transportu z lotnisk zapasowych, musieli wiedzieć funkcjonariusze Biura lecący na pokładzie, a także ministrowie z Kancelarii Lecha Kaczyńskiego, którzy organizowali rocznicowe uroczystości w Katyniu. Gdyby samolot wylądował w Witebsku lub w Mińsku, to nikt z delegacji nie dojechałby do Smoleńska, a potem do Katynia.

http://fakty.interia.pl/raport/lech-kaczynski-nie-zyje/news/bor-nie-wiedzialo-o-zapasowych-lotniskach,1470829
To coś nowego.
Do tej pory mowiono, takze Rosjanie to mowili, ze kontrolerzy lotu sugerowali pilotowi zawiezienie polskiego Prezydenta do Minska (do Lukaszenki - ca. 300 km) albo do Moskwy (do Putina - ca. 500 km), a o odleglym zaledwie o 117 km Witebsku nikt dotychczas nie wspominal jako o lotnisku desygnowanym jako zapasowe.
Kto w tym 36. Pułku jest odpowiedzialny za ten sabotaż i kto z kierownictwa MON? A moze to szefostwo BOR mataczy?
Tak czy owak to czyni jeszcze bardziej koniecznym, aby wyswietlic ewentualną dywersje w MON. I to nie tylko w sprawie zatajenia, ze Witebsk byl alternatywnym lotniskiem, ale takze nalezy przyjrzec sie kto miał dostep do samolotu od jego poprzedniego przylotu do Warszawy. Były informacje, ze w styczniu br. ten sam ś.p. kapitan Protasiuk w czasie lotu z Haiti miał problemy z układem sterowania i z trudem posadził maszyne na Okeciu.
Tym samym Tu-154 nie polecial do Katynia Tusk, lecz wyczarterowano dla niego inny samolot, bo usuwano usterke. Nigdzie nie mozna dowiedziec sie co to była za usterka.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Tadeusz Świerczewski
Moderator


Dołączył: 12 Wrz 2006
Posty: 505

PostWysłany: Sob Maj 01, 2010 7:53 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

POLECAM I ZA R. ZIEMKIEWICZEM ,DOMAGAM SIĘ ODPOWIEDZI ![

http://www.rp.pl/artykul/469483.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Marek-R
Weteran Forum


Dołączył: 15 Wrz 2007
Posty: 1476

PostWysłany: Sob Maj 01, 2010 7:57 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wywiad Janickiego, to dobitne świadectwo himalajów niekompetencji i ogólnie pojmowanego bałaganu, jaki zapanował również i w służbach odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa, po wyborach 2007 roku i objęciu rządów przez Platformę. Z tym że burdel w służbach posiada te właściwości, że powoduje konsekwencje idące w wielu kierunkach i wywołuje negatywne skutki, które w wielu przypadkach dają znać o sobie dopiero po wielu latach.





Marek Radomski - Rada Oddziałowa SW - Jelenia Gora.

_________________
"Platforma jest przede wszystkim wielk?
mistyfikacj?. Mamy do czynienia z elegancko
opakowan? recydyw? tymi?szczyzny lub nowym
wydaniem Polskiej Partii Przyjació? Piwa....." - Stefan Niesio?owski - "Gazeta Wyborcza" nr 168 - 20 lipca 2001.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 03 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 03, 2016 8:44 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Sob Maj 01, 2010 8:02 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Siódmy wariant
Rafał A. Ziemkiewicz 01-05-2010, ostatnia aktualizacja 01-05-2010 10:03

Subotnik Ziemkiewicza

W chwilach powszechnej dezorientacji jedyne, co człowiekowi pozostaje, to jego chłopski zdrowy rozum. Teorie spiskowe? Czasem okazują się prawdziwe, a czasem nie. To, czy teoria jest spiskowa, czy niespiskowa, nie ma żadnego znaczenia, chyba tylko dla idiotów, którzy własnego rozumu nie posiadając, muszą polegać na naklejanych przez innych etykietkach.

Na przykład, w starożytnym Rzymie trzech możnych facetów umówiło się kiedyś, że nic się nie stanie w państwie bez ich zgody, i w tym momencie Republika Rzymska na zawsze już przestała być republiką. Owszem, faceci potem się wzięli za łby, potem sukcesję po zwycięzcy wzięło kilku innych, którzy też się pobili między sobą… Ale jeśli się w Rzymie owych czasów nie zajmowało odpowiednio wysokiej pozycji w strukturach państwa, można było o tym wszystkim wcale nie wiedzieć, i przez ponad stulecie większość nie wiedziała, wierzyła wciąż niezłomnie, że Rzym pozostaje republiką, a władza spoczywa w rękach Senatu i wybieranych przez niego urzędników. To my dzisiaj mówimy o „pryncypacie”, oligarchii i cesarstwie, bo bez tej wiedzy historia w ogóle nie daje się napisać − ale współczesne Cezarom media, gdyby istniały, wykpiwały by zapewne takie spiskowe teorie ile wlezie.

Co z tego wynika? Nic. Bo z drugiej strony historia obrosła tysiącami woluminów stawiających na temat różnych wydarzeń najbardziej wyrafinowane hipotezy, które bywały nawet doskonale spójne, tyle tylko, że nic ich nigdy nie potwierdziło. Sama tylko literatura dotycząca rewolucji francuskiej i Napoleona, demaskująca sięgające wielu wieków, niekiedy aż starożytności, spiski templariuszy, masonów, iluminatów, jezuitów, asyryjskich gnostyków i czort wie, kogo jeszcze, to dziesiątki grubych tomów, które swego czasu traktowali poważnie najświatlejsi przedstawiciele swych czasów. W Niemczech, Francji i krajach arabskich, czyli tam, gdzie tradycyjnie silna jest nienawiść do Ameryki, pokaźny procent ludności wierzy, że nie było żadnych zamachów na WTC, wszystkich tych ludzi zamordował Bush, żeby mieć pretekst do napaści na Irak – i mają na to niezbite dowody, na przykład analizy jakichś podobno wybitnych znawców, którzy stwierdzili, że na zdjęciach wlatującego w wieżowiec samolotu nie widać jakiegoś cienia, który powinno być widać, więc, krótko mówiąc, że to pic i fotomontaż.

Skoro śledztwo w sprawie katastrofy w Smoleńsku prowadzone jest tak, jak jest prowadzone, to nieunikniony jest wysyp rozmaitych sensacji. W ich morzu mogą być także opinie przytomne, ale dopiero po jakimś czasie będziemy w stanie je odróżnić. Nie ma się tym specjalnie co przejmować, a już zwłaszcza nie wolno dać sobie wmówić, że te teorie, przeważnie głoszone przez anonimowych ludzi w internecie, w jakikolwiek sposób równoważą czy usprawiedliwiają nikczemność redaktorów gazety pragnącej uchodzić za poważną, która od tygodnia snuje serial insynuacji pod adresem nieżyjącego prezydenta, i ludzi, ubiegających się o społeczny szacunek, którzy jej w tym pomagają. Polityczne rozgrywki i obsesyjna nienawiść do zmarłego, w połączeniu z antyprawicową fobią salonu, doprowadziła niektórych już do kompletnego zbydlęcenia, i nie można tego ocenić inaczej − zwłaszcza, że, wiedząc doskonale, iż znane fakty jednoznacznie tezie o winie Kaczyńskiego przeczą, nie formułują oni oskarżeń wprost, ale poprzez sugestie, aluzje i podsuwanie skojarzeń.

Zdrowy chłopski rozum − bo nic innego w takich chwilach człowiekowi nie pozostaje (prawda, już to pisałem) − mówi, że nie sposób wskazać, jaki pożytek mieliby odnieść ze strącenia samolotu ewentualni zamachowcy. A już zwłaszcza tacy, którzy mieliby możliwości, by podobnie ryzykownej i niepewnej w skutkach operacji dokonać. Domniemanie, którym głównie żywią się spiskolodzy z rosyjskiego internetu, iż jedna frakcja rosyjskich służb chciała w ten sposób zaszkodzić drugiej, wydaje się mało przekonujące. Hipotezę zamachu trzeba oczywiście rozpatrzyć i wykluczyć, ale na pierwszy rzut oka niewiele na nią wskazuje.

Zdrowy rozum i doświadczenie dziennikarza, który o wielu różnych katastrofach już czytał, a o niektórych nawet sam pisał, podpowiada mi, że przy tego typu zdarzeniach zazwyczaj nie ma jednej przyczyny. Przyczyną jest zwykle − jak w uznanej niegdyś za wydumaną powieści Lema „Katar” − splot błędów i przypadków, z których każdy w pojedynkę nie miałby tragicznych skutków, czasem nawet dwa na raz nic by nie spowodowały, ale łącznie doprowadziły do nieszczęścia. Tak było w Czarnobylu, tak było z dwoma amerykańskimi promami kosmicznymi czy z katastrofą samolotu amerykańskiej misji wojskowej w byłej Jugosławii.

To oczywiście tylko domniemania laika, ale ze znanych już dziś faktów można wskazać kilka, które mogły się w takiego piekielnego puzla ułożyć. Mgła, złe oświetlenie pasa, prawdopodobnie błędna informacja z kontroli lotów, zmieniony układ radiolatarni. Coś mniej, coś więcej? Czekajmy na dalsze informacje.

Osobiście zwracam uwagę na jeden wątek, który jakoś umyka uwagi komentatorów. Przez trzy tygodnie, jakie upłynęły od katastrofy, nie mogłem znaleźć wiarygodnej informacji, jaki właściwie charakter miała wizyta Lecha Kaczyńskiego i towarzyszącej mu delegacji w Katyniu − oficjalny czy prywatny?

Zaproszenie dotyczyło wizyty oficjalnej. O taki status wystąpiła też kancelaria prezydenta. Ale wszystko wskazuje, że po stronie rosyjskiej uważano ją za nieoficjalną. Różnica jest zasadnicza − wizyta oficjalna to inne, dodatkowe procedury bezpieczeństwa. Takie, jak zastosowano trzy dni wcześniej podczas wizyty Tuska. W dniu katastrofy ich nie było.

Odpowiedzi nie można było uzyskać. Oficjalna czy nie? A jeśli nie, to kto, gdzie, kiedy zdecydował obniżeniu jej statusu? Czy stało się to w Polsce, czy w Rosji? Z czyjej inicjatywy?

W końcu znalazłem wywiad generała Janickiego, szefa BOR, z kuriozalnym stwierdzeniem, że wizyta była nieoficjalna, ale traktowana jak oficjalna. Cóż, w całym tym wywiadzie generał wije się i udziela dziwnych informacji, tego rodzaju, że odpowiednie służby zabezpieczyły jak należy wizytę premiera i to wystarczało także na wizytę prezydenta… Ale na razie wystarczy, dziękuję. A więc wizyta, która w MSZ i potem w kancelarii Prezydenta była jeszcze oficjalna, gdzieś po drodze ten status utraciła.

Gdyby go nie utraciła, to być może do katastrofy by nie doszło. Zastosowane procedury nie pozwoliłyby wszystkim elementom śmiertelnej układanki wskoczyć na miejsce.

Kto doprowadził do obniżenia rangi wizyty? I dlaczego? Czy polski rząd? Czy formalnie odpowiedzialny za takie sprawy minister Arabski? Czy po to, aby, jak to od dwóch lat konsekwentnie czyniła jego partia, po raz kolejny prezydenta poniżyć, pomniejszyć, odebrać mu znaczenie, na rzecz premiera?

Na razie nie oskarżam. Pytam. Wizycie Głowy Państwa w Katyniu odebrano status oficjalny, i to jest fakt. Najbardziej prawdopodobne jest, że zrobił to polski rząd, i że zrobił to, tak, jak było z poprzednimi groteskowymi wojnami o oficjalne wyjazdy, samoloty i krzesła, w partyjnym interesie rządzącej formacji. I prawdopodobne jest, że gdyby nie ta głupia, małostkowa decyzja, do nieszczęścia by nie doszło.

Domagam się odpowiedzi.

Domagam się, aby oprócz podanych do wiadomości publicznej sześciu możliwych wariantów przyczyny katastrofy, prokuratura uwzględniła w śledztwie szukającym winnych „nieumyślnego sprowadzenia niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lotniczym” także siódmy wariant. Ten właśnie.

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group