" /> Dyskusje ogólne :: Prof. Mirosław Karwat_Czego brakuje w polskiej polityce?
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Prof. Mirosław Karwat_Czego brakuje w polskiej polityce?

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Robert Majka
Weteran Forum


Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 2649

PostWysłany: Sro Maj 26, 2010 12:00 pm    Temat postu: Prof. Mirosław Karwat_Czego brakuje w polskiej polityce? Odpowiedz z cytatem

Czas swojaków. Rozmowa z prof. Mirosławem Karwatem
2010-05-24 17:46

- (....) Czym obecna kampania wyborcza rożni się od poprzednich?

- Na razie różni się inercją. I nie wiem, czy zdąży się rozkręcić. Być może nie będzie tak agresywna jak poprzednie. Z drugiej strony nie zdziwiłbym się, gdyby tuż przed ciszą wyborczą ktoś wyciął numer, rzucił na stół kolejną teczkę, rozpętał jakąś aferę. Bo stawka jest wysoka.

- Zwłaszcza dla PiS.

- U polityków PiS widać dużą samokontrolę, uważają, żeby nie popełnić błędu, głupstwa. Ale też widać, że rośnie w nich nadzieja sukcesu, już widzą go na horyzoncie. I boją się syndromu znanego z wiersza „Lis i kozioł": „Już był w ogródku, już witał się z gąską". Stąd nieoczekiwane dla wszystkich, wręcz śmieszne skupienie na taktowności, na powściągliwości... Żeby nie popełnić jakiegoś błędu... Ale to częściowy obraz tej formacji. Bo wystarczy posłuchać Radia Maryja, zerknąć do „Naszego Dziennika" i wtedy..,

- Generałowie milczą, za to sierżanci strzelają.

- Daleki jestem od teorii spiskowych, to nie jest tak, że jakiś sztab rozdziela głosy, że jest dyrygent, który mówi, kto jak ma grać. Nie tak to się odbywa. Ale niepisany podział prący nastąpił. Politycy PiS są kulturalni, guziki mają zapięte, krawaty zaciągnięte, wzorowe maniery, twarz stężała, pełna godności osobistej, żadnej tam nieskrywanej irytacji i agresji. Jak za woalką wdowy, ten gniew przeżywa się intymnie. A w tym czasie brudną robotę wykonują sprzymierzone z PiS media. Bez żadnych zahamowań grają „kartą smoleńską", snują insynuacje, piętnują, pielęgnują chrześcijańskie „umiłowanie nieprzyjaciół". To, czego nie wypada robić kandydatowi osobiście ani jego zausznikom, już absolutnie wypada dziennikarzowi, który robi to, po pierwsze, z zaangażowaniem, a po drugie - spodziewając się nagrody.

Media koronują króla

- To jest nowość?

- Chyba tak Zgadzam się z diagnozą jednego z publicystów, który zauważył istotną zmianę. Otóż media - poszczególne stacje, redakcje - zaczynają występować w roli graczy, a nie tylko obserwatorów i komentatorów gry politycznej. Już nie tylko pasożytują na polityce (zbierając odpryski politycznych awantur, lapsusy, żerując na skandalikach i aferach), nie poprzestają nawet na roli najemnych lub zaangażowanych i przez to stronniczych sprzymierzeńców tej c/y innej partii. Teraz ogromna część mediów ma własne ambicje polityczne, rola dyspozytora ruchu i sędziego im się spodobała. Ambicją redaktorów naczelnych, zespołów redakcyjnych bywa to, aby sobie pozostawić koronację lub detronizację króla.

- Zniknął więc tradycyjny podział na dzienniki informacji, czyli stacje telewizyjne, radiowe, gazety codzienne, i prasę opinii, czyli tygodniki i miesięczniki opinii...

- Ten podział był kiedyś czytelny. Ale walka o nakład i oglądalność oraz totalne upolitycznienie zatarły te granice. Media zaczęły nie tylko relacjonować, ale już i uprawiać politykę, kształtować hierarchię nie tylko popularności, ale i wpływów. Media uzurpują sobie funkcję, której nie rnają nawet w metaforycznej koncepcji czwartej władzy. Zaczynają wchodzić w role rzeczywistych organów i służb państwowych: policji, prokuratur, sądów, ekspertów. Tyle że na szczęście nie jako reprezentant jednego ośrodka, lecz każde ze swoją orientacją.

- A może jest odwrotnie? Może to polityka zdobyła media?

- To sprzężenie zwrotne. Z jednej strony, widać wyraźnie, że politycy, zachowując wszelkie formy czy pozory demokracji, legalizmu, potrafią ustawić media, przywołać je do porządku. Tak skutecznie, że z dnia na dzień zmieniają one kurs polityczny. Każdy, kto jest zorientowany w branży, wie, że takie naciski mają miejsce. Z drugiej strony, są i takie media, które nie dają się skolonizować, które same narzucają politykom ton. Więc to jest trochę jak z tym sporem o jajko i kurę - kto tu kogo bardziej się boi...

- Więc właśnie: kto?

- Mam wrażenie, że ostatnio przewaga należy do mediów, tych nieskolonizowanych. W mediach publicznych sytuacja jest wyraźna i jasna. Natomiast w sytuacji tzw. mediów niezależnych, mniejsza o to, że one też często są zależne, zaangażowane, stronnicze, proste podporządkowanie polityczne na razie nie wchodzi w grę. Te media mogą mocno szachować, a nawet zniszczyć poszczególne osobistości polityczne lub całe partie. Toteż partie, które nie są ulubieńcami mediów, a dotyczy to także SLD, stają na głowie, żeby tylko udobruchać tych, którzy szczują, węszą, dyskryminują, żeby wejść w zażyłość z władcami studia. Ważniacy płaszczą się przed redaktorem, próbują z nim gruchać. Na ogół bez wzajemności, ale o tym przekonują się po nokaucie.

Żałoba czy powódź?


- Jakie chwyty widać w tej kampanii?

- Najbardziej rzucają się w oczy elementy szantażu emocjonalnego. Jest wyraźny komunikat: Polacy mają przeżywać, nie myśleć Przeżywać na jedną nutę, partytury pilnuje, kto powinien.

- A powódź to zmieni? To jest nowa jakość.

- To zależy, czy rozmiar klęski będzie porównywalny z 1997 r. Czy ujawni się skala bezradności, chaosu, bezhołowia, takiej typowej polskiej anarchii biurokratycznej. Gdyby tak się stało, to wtedy opozycja, a zwłaszcza PiS, wytoczy ciężkie działa przeciwko rządowi i pod hasłem nieudolności rządu przeprowadzi kampanię prezydencką.

- A rząd nie może prowadzić kampanii pod hasłem „walczymy z powodzią"? Mobilizować ludzi, prezentować premiera na Unii frontu?
Swego czasu dało to zwycięstwo Gerhardowi Schroderowi...



- Być może taka pokusa się pojawiła, ale jest to mało nośne. To bardziej pasuje do reżimów autorytarnych - gdzie przywódca weźmie łopatę, pokaże, jak się to robi, poprawi po zawstydzonych podwładnych, zatka dziurę w wale. Geniusz nauczyciel. Natomiast teraz naraża to na śmieszność. Ponadto reguły medialności przekreślają takie kalkulacje. Sypanie wałów, punktualne dostarczanie worków, strzykawek i czego tam jeszcze nie jest medialne. To jest monotonia i nuda. Ale już przewlekła żałoba, tasiemcowy serial masochizmu okazały się medialne. Choć też do czasu.

- l ludzie temu ulegają?

- Jak widać - zdecydowanie. Mogło się wydawać w pierwszych dniach i tygodniach żałoby, że nastrój zadumy okaże się trwały, utrwali się nastawienie refleksyjne, utrzyma się powściągliwość, może nawet pojawi się dystans do namiętności politycznych. Nic z tych rzeczy! Minęły następne tygodnie - i już wiadomo, że parę milionów Polaków łapczywie chłonie teoryjki Spiskowe, wspólnie rozbudowuje opowieści o dobijaniu cudownie ocalałych przez zombi z NKWD... Popyt na telenowelę grozy okazał się niezawodny i ogromny. Nie nastąpiło otrzeźwienie.

Czy kościół podbił?

- Więc co pokazała żałoba?

- Przede wszystkim potwierdziła, że w zachowaniach zbiorowych Polacy są konformistami, rytualistami i masochistami. Że polski kompleks cierpiętniczy zawsze można niezawodnie uruchomić, jednym guzikiem. I zawsze można na nim coś ugrać. Niestety, to wyróżnik tej kampanii. Zepchnięto do narożnika praktycznie wszystkich przeciwników Lecha Kaczyńskiego, a więc i brata regenta. Wiadomo, że dobre wychowanie, kultura, takt, szacunek dla zmarłego nie pozwalają im podejmować polemiki z najbardziej niedorzecznymi i mitologicznymi wypowiedziami, z nadużyciem pamięci zmarłych, a nawet z wypadami w stylu Gilowskiej - na kolana, przepraszać! To są zagrywki wręcz chamskie. Ale „ciemny lud to kupi".

- Brakuje tego jednego, który powiedziałby wprost,
że król jest nagi !


- Mówią to publicyści w niektórych pismach opiniotwórczych, ale to jest wołanie na puszczy.

- Słuchają ich tylko „swoi"?

- Kto mógłby być takim autorytetem ponad podziałami? Gryzę się w język jako stary ateista, ale powiedzmy, że wierzę w tzw. społeczny autorytet Kościoła. Gdzie on się podział? Żałoba stała pod znakiem kościelnego podboju państwa i mediów, a na drugim planie i za kulisami trwały rozgrywki biskupów pomiędzy sobą i kramarska licytacja przed wyborem prymasa, gdzie nawet Wawel miał się przydać, ale nie pomógł. To pokazało, że król jest nagi, a monopol na rząd dusz działa tylko w jedną stronę -jako wyłączność na symbolikę i prawo do zawłaszczania wszelkiej oprawy życia publicznego, a nie jako wychowawczy wpływ przewodnika stada. Kto miałby w imieniu całego Kościoła, a nie tylko własnym,.wystąpić i skutecznie powstrzymać polityczny faryzeizm? Widać, że w gruncie rzeczy w Polsce nie ma żadnego stabilizatora. Świat nauki jako taki nie funkcjonuje jako rodzaj autorytetu. Głos mędrców, z posłuchem porównywalnym jak kiedyś dla Tadeusza Kotarbińskiego czy Jana Szczepańskiego, objawienia pisarzy i artystów w roli wieszczów zastąpił bełkot dyżurnych profesorów medialnych z doraźnym komentarzem na dowolny temat. Artysta znany z reklamy banku czy pasty do zębów, nie z kreacji Hamleta, nie może być brany poważnie. Bohater naszych czasów to celebryt, już nawet nie idol z estrady czy gwiazdor filmowy, ale lider w targowisku, próżności z Pudełka, Pomponika, „Naj", „Życia na Gorąco".(...)

Rozmawiał: Robert Walenciak, „Przegląd” nr 21/2010

prof. dr hab. Mirosław Karwat

Absolwent Instytutu Nauk Politycznych UW (1975). Doktor nauk politycznych (1977). Doktor habilitowany (1986). Pracownik Instytutu Nauk Politycznych od 1975 roku, obecnie na stanowisku profesora nadzwyczajnego. Członek Polskiego Towarzystwa Nauk Politycznych. Członek Komitetu Nauk Politycznych PAN. Obecnie Kierownik Zakładu Filozofii i Teorii Polityki INP.

Polecam : dwie książki autorstwa prof. dr hab. Mirosława Karwata




1. "O złośliwej dyskredytacji _ Manipulowanie wizerunkiem przeciwnika"
Mirosław Karwat



2. "Prowokacja i perfidia w polityce".


Książka pof. Mirosława Karweata ,, O perfidii” wydana w 2001 roku, przez Warszawskie Wydawnictwo Literackie – Muza S.A. Książka liczy 432 strony i składa się z X rozdziałów.
Czym jest perfidia? Jak pisze w swej książce "O perfidii" profesor Mirosław Karwat - to szczególnie złośliwa i szkodliwa dla otoczenia odmiana przewrotności. Ma ona miejsce gdy "chwaląc, krytykuję; przepraszając - obrażam; kusząc, zwodzę; karmiąc - czynię głodnym".

Perfidia to szczególnie wyrafinowana odmiana manipulacji .

Dokładniej mówiąc, wyrachowana i misterna odmiana prowokacji, jeżeli przez prowokację rozumieć sztuczne wywoływanie zachowań ludzkich, zdarzeń, konfliktów, skłanianie ludzi do tego, do czego sami z siebie bynajmniej nie byliby skłonni. W działaniu perfidnym zawsze bowiem chodzi o "naprowadzenie" kogoś na niebezpieczną dlań drogę. Przy tym szczególna szkodliwość i szczególne niebezpieczeństwo perfidii wiąże się z jej wyposażeniem w osobliwy "haczyk" współuczestnictwa. Wspólnictwo w działaniu na cudzą lub nawet na własną szkodę czyni człowieka zainteresowanym w matactwie. A jeśli szarpie się w sidłach, to mocniej je zaciska.

Opis

Pojęcie prowokacji. Nieumyślny i nieświadomy efekt prowokacji; umyślny, intencjonalny akt prowokacji (jako forma działania manipulacyjnego). Istota aktu prowokacji rozmyślnego: sztuczne wywoływanie zjawisk lub przesądzanie zjawisk: zdarzeń, stanów rzeczy, sytuacji społecznych, nastrojów, emocji, wyobrażeń, uprzedzeń, dążeń, postanowień, zachowań, zapewniające inicjatorowi przewagę, kontrolę nad sytuacją i możliwość sterowania przeżyciami, świadomością i postępowaniem innych ludzi.
Zastosowanie prowokacji w życiu codziennym (zabawy, gry, rozrywka, kokieteria, flirt), w różnych sferach praktyki społecznej (sztuka wojenna, działalność policji i wywiadu; działania artystyczne; reklama, promocja; eksperymenty naukowe; terapia).
Prowokacja jako narzędzie polityki: cele i funkcje, okoliczności zastosowania, warunki skuteczności.
Prowokacja produktywna (własna inicjatywa i wysiłek) oraz pasożytnicza (wykorzystywanie okazji, efektów cudzych działań). Prowokacje wielostronne i wielostopniowe.
Typy prowokacji: sprawcza (stwarzanie faktów społecznych, kształtowanie stanów rzeczy i sytuacji), dyskredytacyjna (podstępna deformacja wizerunku rywali i przeciwników, wikłanie ich w sytuacje kompromitujące), mistyfikacyjna (wytwarzanie lub podtrzymywanie pozorów i złudzeń społecznych).
Rodzaje prowokacji sprawczej: rozpoznawcza, prewencyjna, bodźcowa, demobilizacyjna, obstrukcyjna, asekuracyjno-racjonalizacyjna, dywersyjna.
Prowokacje wielofunkcyjne (dyskredytacyjno-mistyfikacyjne; rozpoznawczo-stymulacyjne, rozpoznawczo-dywersyjno-obstrukcyjne itp.).
"Przeciek kontrolowany" jako forma prowokacji.
Drastyczna forma prowokacji: manipulacyjne zastosowanie brutalnej i szokującej przemocu w aktach terroru, w zamachach terrorystycznych, pogromach itp.
Nagonka - megaprowokacja. Konstruktywne odmiany nagonki: kampanie mobilizacyjne i promocyjne. Destrukcyjne odmiany nagonki: "zaszczucie" osób lub grup niewygodnych.
Strukturalne prototypy nagonki destrukcyjnej: polowanie z nagonką, corrida (efekt osaczenia), obława policyjna.
Nagonka jako oddziaływanie komunikacyjno-symboliczne, synteza elementów podstępu, przymusu psychiczno-moralnego, przemocy psychicznej, symbolicznej i rytualnej.
Zastosowanie nagonki w dyskredytacji, marginalizacji i eliminacji przeciwników politycznych. Funkcje nagonki w działaniu sił politycznych (rządzących lub opozycyjnych): rytualne (ceremoniał wymuszania ideologicznej identyfikacji i afirmacji), pragmatyczne (zmiana układu sił), legitymizacyjne (wymuszany i pozorowany mandat społeczny dla inicjatorów napaści).
Mechanizm nagonki: podatny grunt ("duszna atmosfera", eskalacja konfliktu, zainteresowanie jednych w stratach innych; psychologia tłumu); oskarżenie lub wywołanie skandalu, afery; szczucie; izolacja społeczna i rytualno-symboliczna egzekucja.
Kręgi uczestnictwa i podział pracy w nagonce: inicjatorzy, reżyserzy i "dyspozytorzy ruchu"; dwuznaczni sędziowie; dyspozycyjne lub żerujące na sensacji media; sterowna publiczność. Moralna korupcja uczestników nagonki.

Nagonka "sitwiarska" (klikowa) w rozgrywkach kameralnych.
Typy nagonek stosowanych publicznie w walce politycznej: reżymowa, opozycyjno-establishmentowa, "uspołeczniona".
Perfidia - przewrotna, szczególnie wyrafinowana i złośliwa forma działania podstępnego-prowokacyjnego, oparta na celowym wzbudzaniu, a następnie nadużywaniu cudzego zaufania. Naiwność pierwotna (naturalna; potencjalna łatwowierność) a naiwność wtórna (sprowokowana "powodami do zaufania", względnie racjonalna).
Perfidia instrumentalna (korelat makiawelizmu jako strategii, taktyki działania, walki lub jako stylu kierowania i zarządzania) a perfidia immanentna (jako korelat makiawelicznego typu osobowości). "Perfident" - ultramakiawelista.
Komponenty perfidii: bigoteria (forma komunikacji oparta na wieloznaczności), obłuda (perfidenta, ofiary i jej środowiska), rozmyślne wiarołomstwo (planowe wzbudzanie, a następnie wykorzystanie naiwności wtórnej, przemyślnie sprowokowanej).

Literatura

Literatura podstawowa:
M. Karwat, Sztuka manipulacji politycznej, Wyd. Adam Marszałek, Toruń 1999 (2000, 2001); rozdział XIII, XIV.
M. Karwat, O perfidii, MUZA, Warszawa 2001.
M. Karwat, Teoria prowokacji, PWN, Warszawa 2007 /w druku/
Literatura uzupełniająca
Adam Basiak. Historia pewnej mistyfikacji. Zbrodnia katyńska przed Trybunałem Norymberskim, Wrocław 1993.
Franciszek Bernaś. Ofiary fanatyzmu. Warszawa 1987.
Gustaw Le Bon. Psychologia tłumu. [Dowolne wydanie]
Robert Conquest. Stalin i zabójstwo Kirowa. Warszawa 1983.
Robert Conquest. Wielki terror. Warszawa 1997.
Krystyna Daszkiewicz. Kulisy zbrodni. Dziesiąty rok od morderstwa ks. Jerzego Popiełuszki. Poznań 1994.
Krystyna Daszkiewicz. Traktat o złej robocie. Warszawa 1984, s. 252-259.
Mirosława Dołęgowska-Wysocka. Poboyowisko. Warszawa 1992.
Wojciech Giełżyński. Mord na placu Tian An Men. Warszawa 1990.
Kazimierz Jonca. "Noc kryształowa" i casus Herschela Grynszpana. Wrocław 1998.
Jakub Kopeć. Pacyfikacja, tumult, prowokacja. Warszawa 1998.
Jakub Kopeć. Pierwsze ścinanie głów w Warszawie, Warszawa 2005.
Józef Kossecki. Granice manipulacji. Warszawa 1984.
Niccoló Machiavelli. Książę. [dowolne wydanie]
Janina Mikulska-Bernaś, Franciszek Bernaś. V kolumna. Warszawa 1977.
Krzysztof Mroziewicz. Hinduski Machiavelli. Gazeta Wyborcza, sobota-niedziela 2-3 stycznia 1999, ss. 14-16.
Jacek Nowicki, Mały traktat o szczuciu, Dziś. Przegląd Społeczny, nr 8(107)/1999.
Juliusz Pollack. Wywiad, sabotaż, dywersja. Polski ruch oporu w Berlinie 1939-1945. Warszawa 1991.
Marek Ruszczyc. Agenci i prowokatorzy. Z tajemnic carskiej ochrany. Warszawa 1993.
Marek Ruszczyc. Strzały w "Zachęcie". Katowice 1987.

Albert Spiess, Hugo Lichtenstein. Akcja Tannenberg". Pretekst do rozpętania II wojny światowej. Warszawa 1990.
Dariusz Stola. Kampania antysyjonistyczna w Polsce 1967-1968. Warszawa 2000.
Sun Tzu (Sun Zi). Sztuka wojny. Warszawa 1994 [lub inne wydanie].
Jan Szczepański. Rozróbka i wykańczanie; [w:] J. Szczepański. Odmiany czasu teraźniejszego. Warszawa 1973.
Jan Szczepański. Sprawy ludzkie. Warszawa 1980; eseje pt. Nadzieja i złudzenia, Wiara.
Janusz Tazbir. Protokoły Mędrów Syjonu. Autentyk czy falsyfikat. Warszawa 1992.
Vladimir Volkov. Dezinformacja oręż wojny. Warszawa 1999.
Tadeusz Wiącek. Zabić Żyda! Kulisy i tajemnice pogromu kieleckiego 1946. Kraków 1992.
Paweł Wieczorkiewicz. Sprawa Tuchaczewskiego i jej konsekwencje. Warszawa 1994.
Utwory literackie - wydanie dowolne
Valdemar Baldhead. Perfidia
Philippe de Beaumarchais. Szalony dzień, czyli Wesele Figara. Komedia w pięciu aktach prozą.
Giovanni Boccaccio. Dekameron.
Peter Carey. Historia pewnej mistyfikacji.
Henryk Ibsen. Wróg ludu.

Pierre Choderlos de Laclos. Niebezpieczne związki
Jerzy Lutowski. Pociąg. [opowieść - podstawa scenariuszu filmu J. Kawalerowicza]
Adam Mickiewicz. Konrad Wallenrod.
Artur Miller. Czarownice z Salem.
Molier. Świętoszek.
Michaił Lermontow. Maskarada.
Bolesław Prus. Faraon
Fryderyk Schiller. Intryga i miłość
William Szekspir. Poskromienie złośnicy.
William Szekspir. Otello.
Mark Twain. Człowiek, który zdemoralizował Hadleyburg.
Günter Wallraff. Wstępniak. Człowiek, który był w "Bildzie" Hansem Esser
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Sylwia



Dołączył: 03 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Sob Gru 03, 2016 5:34 am    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Michał Fluor Florek
Częsty Użytkownik


Dołączył: 10 Maj 2010
Posty: 26

PostWysłany: Sro Maj 26, 2010 1:24 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

ciekawy wywiad, pozwala spojrzeć z dystansu na niektóre zjawiska społeczne.
_________________
nie dajmy si? zwariowa?
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Sro Maj 26, 2010 10:41 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Media zaczęły nie tylko relacjonować, ale już i uprawiać politykę, kształtować hierarchię nie tylko popularności, ale i wpływów. Media uzurpują sobie funkcję, której nie rnają nawet w metaforycznej koncepcji czwartej władzy. Zaczynają wchodzić w role rzeczywistych organów i służb państwowych: policji, prokuratur, sądów, ekspertów. Tyle że na szczęście nie jako reprezentant jednego ośrodka, lecz każde ze swoją orientacją.

Bardzo świeża i bystra obserwacja. Jak nie parsknąć ze śmiechu czytając takie 'odkrycie'.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Robert Majka
Weteran Forum


Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 2649

PostWysłany: Czw Maj 27, 2010 7:36 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

źródło
http://www.rp.pl/artykul/386689.html
Rzeczpospolita


W polityce jest za dużo tajności

Izabela Leszczyńska 03-11-2009, ostatnia aktualizacja 03-11-2009 07:39




Tworzenie wrażenia, że rządzą służby, jest śmieszne. To politycy wyznaczają im zadania – mówi „Rz” słynny as wywiadu PRL Marian Zacharski

Rz:
Druga część pana autobiografii, w której opisuje pan m.in. sprawę „Olina”, nie ukaże się, wbrew pańskim zapowiedziom, w grudniu. Kazał pan wydawcy zniszczyć wszystkie materiały. Dlaczego?

Gen. Marian Zacharski: To sprawa między mną a wydawcą. Ale dobrze się stało. Krótko po tym, gdy podjąłem tę decyzję, okazało się, że polscy politycy znów zaczęli się bezsensownie okładać. Moje wspomnienia zawierają solidną porcję „dynamitu” i nie chcę, żeby książka posłużyła za skład amunicji do walki politycznej. Wolę, żeby czytano ją jako pozycję dotyczącą najnowszej historii Polski.

Więc wyda ją pan później? Może za granicą?

Książka jest gotowa. Ukaże się tam, gdzie autor i wydawca dojdą do porozumienia.

Mówiąc o bezsensownym okładaniu się przez polityków, ma pan na myśli aferę hazardową i stoczniową? Dymisje ministrów? Dymisję szefa CBA?

Polską rzeczywistość śledzę teraz za pośrednictwem telewizji. Największe zakłopotanie budzi we mnie fakt, że politycy, którzy reprezentują Rzeczpospolitą, niezależnie od opcji, są tak marnej jakości. Często zastanawiam się, czy mają wizję rozwoju kraju, czy też realizują tylko awaryjny plan B, wymyślony godzinę wcześniej.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński twierdzi, że ostatnie afery ujawnione przez CBA pokazują rozmiar kryzysu rządu Donalda Tuska. Zgadza się pan z tym?

Nie wiem, o czym to świadczy. Sadzę jednak, że prawdziwemu suwerenowi, którym jest naród, to się w końcu znudzi. Rozgoni on w demokratycznych wyborach całe towarzystwo: rządzących i opozycję. Obywatele powiedzą: im dziękujemy! SLD i Samoobrona już się wcześniej zaprezentowały, nie ma za czym tęsknić. W polskiej polityce musi nastąpić nie tylko zmiana pokoleniowa, ale przede wszystkim jakościowa. Powinna pojawić się nowa, trzecia siła.
Służba państwu powinna być zaszczytem, a dla niektórych ukoronowaniem wielkich osiągnięć w pracy, np. w biznesie czy działalności naukowej. Osoby wybierane według takich kryteriów, niezależne już finansowo, mogą poświęcić się służbie publicznej. Nie będą już musiały np. walczyć o kształt ustaw, by zadowolić swoich kolegów czy mocodawców.

Czy myślenie, że ktoś porzuci intratną posadę dla pracy na rzecz państwa, nie jest naiwne?

Uważam, że nie. Wielu utalentowanych ludzi chciałoby coś zrobić dla dobra publicznego. Jako Polacy chcieliby oni na trwałe zaznaczyć swoją obecność efektywną działalnością w strukturach państwa polskiego.


Gromosław Czempiński, były funkcjonariusz wywiadu PRL, a potem RP, przyznał, że namawiał do założenia Platformy Obywatelskiej. Teraz kibicuje Stronnictwu Demokratycznemu Pawła Piskorskiego. Co pan o tym sądzi?

Każdy czyni, co uważa za słuszne. Jeżeli jest na daną osobę zapotrzebowanie, to niech działa.

Jak pan ocenia to, że byli oficerowie służb angażują się w zakładanie ruchów politycznych?

Myślę, że obecna Polska daje możliwość działania każdemu. Na końcu suweren, głosując, zadecyduje, komu zaufa, kto ma najlepszy program dla dobra Rzeczypospolitej.

Wróćmy do ostatnich afer. Czy CBA ujawniło głębokie patologie w Platformie, jak twierdzi PiS? Czy też rozpoczęło z nią brutalną wojnę polityczną, jak przekonuje PO?

Choć dostrzegam grę polityczną CBA, nie oznacza to jednak, że dałbym rozgrzeszenie takim osobom jak Zbigniew Chlebowski. Absolutnie nie. Dodatkowo powiem, że zapamiętałem tego „dyskutanta telefonicznego” jako niezwykle pryncypialnego przeciwnika takich osób jak ja – byłych oficerów polskiego wywiadu. Mówił, że za tę pracę mamy być ukarani odebraniem przywilejów emerytalnych. Bez sądu i określenia winy bądź stwierdzenia jej braku. A dzisiaj, kiedy Chlebowski jest w sytuacji, w którą sam się wpakował, przy własnej, cokolwiek by mówić, dozie głupoty, w jego otoczeniu mówi się, iż przestępstwo można stwierdzić tylko na podstawie prawomocnej decyzji sądu. To ja pytam: czy mamy równiejszych wśród równych? Osoby niezdolne do służby i poświęcenia się Ojczyźnie, niezdolne do trzeźwych osądów rzeczywistości nigdy nie powinny w zdrowo funkcjonującym państwie mieć nawet okazji do piastowania wysokich stanowisk.

Używa pan sformułowania: instytucja typu CBA. Nie zalicza pan jej do służb specjalnych?

Dla mnie CBA czy Wywiad Skarbowy to nie są żadne tajne służby. Do takich zaliczam wywiad i kontrwywiad. Nie jestem nawet pewien, czy instytucje typu CBA mają rację bytu. Jest przecież policja, jest Centralne Biuro Śledcze. One mogą wykonywać te same zadania, które wykonuje CBA. Nie dość, że mogą to robić taniej, bo mają już rozbudowaną infrastrukturę, to jeszcze bez dodatkowego zaangażowania politycznego.

Służby, które zalicza pan do specjalnych, też w pierwszej połowie lat 90., gdy pracował pan w Polsce, były wykorzystywane do celów politycznych?

Po latach mogę powiedzieć, że widziałem pewne próby instrumentalnego wykorzystywania służb do realizacji partyjnych interesów. Nie było to jednak zjawisko wszechobecne. Zakres ewentualnego wykorzystywania był, i pewnie dalej jest, przede wszystkim uzależniony od postawy szefa danej służby – od jego kręgosłupa, kontaktów z rządzącą partią, partiami koalicyjnymi i opozycyjnymi, a przede wszystkim od jego poczucia państwowości.
Dostrzegam grę polityczną CBA, ale nie rozgrzeszałbym takich osób jak Chlebowski
Niestety, bywało tak, i bywa, że rządzący i aspirujący do władzy, by dać ujście swoim frustracjom, traktują funkcjonariuszy służb jak chłopców do bicia. A zgodnie z prawem służby muszą milczeć i stąd trudno im się bronić. To politycy sprawujący władzę wyznaczają zadania służbom, a nie odwrotnie. Budowanie atmosfery strachu, tworzenie wrażenia, że to służby rządzą, jest śmieszne.
Niech lepiej obecnie politycy zajmą się ustaleniem, czy nie jest tych tajnych organizacji za dużo. Niech zastanowią się, dlaczego aż osiem czy dziewięć organizacji może podsłuchiwać, dlaczego istnieje podsłuch prewencyjny, dlaczego we wniosku o wydanie zgody na jego założenie niekiedy wystarczy wpisać numer telefonu, a w rubryce właściciel: abonent nieznany. Politycy powinni precyzyjnie określić kompetencje tych wszystkich organizacji i zakres ich odpowiedzialności. Wówczas będzie można je rozliczać, bez zacietrzewienia, bazując na profesjonalnej ocenie ich dorobku.

Jakie próby instrumentalnego wykorzystania służb dostrzegł pan w latach 90.?

W drugim tomie wspomnień ujawnię kilka takich skandalicznych zachowań bardzo wysokich przedstawicieli władz. Nie zauważyłem, by mieli z tego powodu kłopoty. Podam przykład z pierwszej połowy lat 90., gdy byłem aktywny w Polsce.
Pewien bardzo prominentny polityk ma kochankę. Pracują razem w wysokim urzędzie państwowym. Zapewne po naciskach rodzinnych, aby zakończył ten romans, ma kłopot. Rozmowa z panią nie daje efektu. Pani nie chce słyszeć o zerwaniu tej bliskiej znajomości. Polityk wpada na szatański pomysł. Przychodzi do ministra spraw wewnętrznych i oświadcza, że podejrzewa, iż współpracująca z nim pani jest agentem wrogich służb wywiadowczych. Zapewne sądził, iż takie podejrzenie pozbawi ją możliwości pracy w wysokim urzędzie. W ten sposób będzie mu łatwiej zakończyć romans.
Minister spokojnie przyjął jego informacje. Zadał dwa, trzy pytania. I choć przesłanki przytaczane przez prominenta, które miały wskazywać na współpracę z obcym wywiadem, były wątpliwe, minister musiał uruchomić aparat państwa, by ustalić, czy zarzuty były zasadne. Służby musiały wykonać intensywną pracę operacyjną. Okazało się, że zarzuty prominenta były pomówieniem – kobieta nie miała związków z wrogim wywiadem. Kto go rozliczył za włączanie służb do porządkowania życia osobistego?
Niedawno ten sam polityk nie wahał się ani przez moment głosować za odebraniem przywilejów emerytalnych pozytywnie zweryfikowanym oficerom wywiadu.

W ostatnich tygodniach sporo informacji z CBA wyciekło do mediów. Publikowano stenogramy podsłuchów, m.in. polityków PO i urzędników. Czy ktoś powinien ponieść odpowiedzialność za przecieki, czy też dobrze się stało, że opinia publiczna o wszystkim się dowiedziała?

W polskim życiu politycznym za dużo rzeczy jest tajnych. Wyborcy często nie wiedzą, co wybrani przez nich przedstawiciele wyprawiają. Z kolei ci przedstawiciele po pewnym czasie mają tendencję do funkcjonowania w oderwaniu od rzeczywistej woli wyborców.
Atmosferę można przewietrzyć, pokazując prawdziwemu suwerenowi, a więc narodowi, kto zacz i co czyni. Na pewno tajne powinny być sprawy bezpośrednio związane z obronnością, działalnością operacyjną wywiadów (ale do czasu, nie na zawsze), ze sferą prywatnego życia obywateli. Nie powinno się natomiast trzymać w tajemnicy kuglowania polityków z biznesmenami.

Jak należało wykorzystać informacje zdobyte przez służby?

O takich sprawach powinien decydować sędzia śledczy, ale, niestety, w Polsce nie ma takiej instytucji. W kraju, w którym mieszkam, ona się świetnie sprawdza. Pod kierunkiem takiego sędziego służba typu CBA, pracując nad określoną sprawą, zbierałaby materiały. On decydowałby o ich wykorzystaniu w celu prawnym. Nie byłoby mowy o politycznych motywach pracy CBA, nie dobierano by specjalnie sposobu czy czasu ujawniania rezultatów tych działań.

Ale tego, że stenogramy rozmów z podsłuchów trafiły do mediów, pan nie potępia?

Uważam, że media ponoszą współodpowiedzialność za dziwną atmosferę panującą w Polsce. Nie mam zastrzeżeń wobec ujawniania faktów, a zwłaszcza nieprawidłowości, mam je wobec sposobu ich prezentacji. Media sugerują, że państwo i jego instytucje już niemal wcale nie działają. Telewizje robią to po to, by zwiększyć oglądalność programów, a redakcje gazet, by zwiększyć liczbę sprzedanych egzemplarzy. Dla nich to wielka szansa.
Z kolei opozycja prezentuje się w zbrojach wojowników walczących z patologią. Grzmi na rządzących, a rządzący na nią. I tak do następnego skandalu. Wówczas stara afera idzie w odstawkę, a całą energię pompuje się w nową. Dopóki tak to będzie wyglądać, kraj będzie w chaosie, będą pojawiały się kolejne skandale, zmienią się tylko bohaterowie.

Rozwiązanie?

Profesjonalizacja. Nikogo na świecie nie dziwi, że biznesmeni spotykają się z politykami. Jednak tylko biznesmeni przez duże „b” z politykami przez duże „p” dyskutują o najlepszych rozwiązaniach, które są korzystne dla poszczególnych branż, a w konsekwencji przyczyniają się do rozwoju kraju. I na pewno dyskusje tego typu elit, poświęcone np. rządowemu wsparciu kredytowemu dla eksporterów planujących ekspansję na przyszłościowe rynki, nie odbywają się podczas spaceru cmentarnymi uliczkami czy nieopodal stacji benzynowej.

Chciałby pan teraz wrócić do Polski?

Odwiedzić rodzinę lub przyjaciół – tak. Zamieszkać – raczej nie.

źródło
http://www.rp.pl/artykul/386689.html
Rzeczpospolita


Dodatkowo:




Rok wydania: 2010
Stron: 656
Oprawa: broszurowa ze skrzydełkami
Format: 150x225
Pakowanie: 10
Data wprowadzenia tytułu do sprzedaży: 4 maja 2010

Jeśli chcą się Państwo dowiedzieć: (...) kto przyznał sobie prawo do interpretowania pojęcia bezpieczeństwa państwa, gdzie odbyła się zasadnicza zdrada państwa, jakie są procedury w wywiadzie, kto ich przestrzegał, a kto je bezpardonowo łamał, kogo cechuje buta i czy rzeczywiście nigdy nie było "Olina" — znajdą to wszystko Państwo w tej książce.

W Rosyjskiej ruletce czytelnik spotyka się zarówno z nieprawdopodobną odwagą życia głównego bohatera, jak i odwagą w jego opowiedzeniu i ocenie. To sprawia, że książka ta wraz z pierwszym tomem wspomnień - Nazywam się Zacharski. Marian Zacharski - z pewnością zdobędzie rzesze czytelników i wyznaczy nowe standardy i perspektywy w pisaniu o działalności służb wywiadowczych.
[Od wydawcy]


(...) Praca oficera wywiadu to gra w zabójczą rosyjską ruletkę. Jeden werbunek na sto trafiony. Setki informacji, jedna cenna. Wiele tropów, a tylko jeden z nich może prowadzić do celu. Ryzykujemy, podejmując każdą, nawet z pozoru najzwyklejszą misję. Bo nigdy nie wiadomo, co czeka nas, gdy informację już zdobędziemy. Nigdy nie wiemy, czyją twarz zobaczymy na końcu drogi. Ale na tym polega wywiad. Nasza służba.
Marian Zacharski

"Rezygnacja pokazuje szlachetny charakter. Jego pełne elegancji oświadczenie o ustąpieniu przypomina mi o sprawach, o których od czasu do czasu mi opowiadał - to deklaracja kogoś, kto naprawdę był zainteresowany służeniem swojemu krajowi, a także robieniem wszystkiego, co w jego ocenie było słuszne, by ten cel osiągnąć. Znałem amerykańskich patriotów, takich jak Jack i Bobby Kennedy, ale to (oświadczenie Zacharskiego) pozwoliło mi spojrzeć na patriotyzm w zupełnie nowy sposób. Nie zważając na stanowisko rządu USA w tej sprawie, uważam, że to był to akt patriotyzmu wart najwyższego szacunku".
Edward Stadum, mój
amerykański adwokat - po ogłoszeniu przeze mnie rezygnacji z funkcji szefa Wywiadu

Marian Zacharski, ur. w 1951 r. w Gdyni, ukończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim.
W 1975 r. wyjechał do USA jako przedstawiciel polsko-amerykańskiej firmy eksportującej maszyny.
W 1977 r. nawiązał kontakt z Williamem Bellem, zajmującym się projektowaniem radarów na potrzeby wojska. Do 1981 r. Zacharski zdołał kupić za pieniądze polskiego wywiadu najbardziej poufne informacje dotyczące m.in. budowy systemów radarowych, rakiet oraz samolotów, co miało wielkie znaczenie w zachowaniu równowagi w zimnowojennym wyścigu zbrojeń.
W czerwcu 1981 r. Zacharski został aresztowany przez FBI pod zarzutem konspiracji szpiegowskiej wymierzonej przeciwko Stanom Zjednoczonym, a następnie skazany przez sąd w Los Angeles na karę dożywocia.
Dzięki aktowi łaski prezydenta Reagana w czerwcu 1985 r., na moście Glienicke w Berlinie, Zacharski wraz z trzema innymi szpiegami wschodnioeuropejskimi, został wymieniony na dwudziestu pięciu
więźniów zza żelaznej kurtyny.
Od 1990 r. pracował dla Urzędu Ochrony Państwa. W 1995 roku uczestniczył w akcji mającej na celu zwerbowanie rosyjskiego agenta Władimira Ałganowa, który miał posiadać informacje o współpracy ówczesnego premiera Józefa Oleksego z KGB.
Awansowany na stopień generała przez prezydenta Wałęsę. Wkrótce potem wyjechał z kraju.

Źródło informacji:
http://www.sklep.zysk.com.pl/rosyjska-ruletka.html

1.Cyt:

Gen. Marian Zacharski:
1. Tworzenie wrażenia, że rządzą służby, jest śmieszne. To politycy wyznaczają im zadania – mówi „Rz” słynny as wywiadu PRL Marian Zacharski

2.Cyt:

(...) Jak pan ocenia to, że byli oficerowie służb angażują się w zakładanie ruchów politycznych?

Gen. Marian Zacharski:
2. Myślę, że obecna Polska daje możliwość działania każdemu.

Na końcu suweren, głosując, zadecyduje, komu zaufa, kto ma najlepszy program dla dobra Rzeczypospolitej.
( ... )



Uważam ,że po tych dwóch zacytowanych wypowiedziach gen. Mariana Zacharskiego, istota zagadnienia związanego z ustrojem w Polsce została przejrzyście i trafnie nakreślona. A tym samym nie wymaga komentarza.
Moim zdaniem, myślący czytelnik po przeczytaniu całego wywiadu z gen. Zacharskim, sam powinien odpowiedzieć tylko na trzy podstawowe pytania.

1. W jakim kraju żyjemy?

2. Jaki w Polsce obowiązuje ustrój polityczny od ponad dwudziestu lat ?

3. Dla kogo jest obecne państwo, kto jest w nim podmiotem ... ?
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group