" /> Dyskusje ogólne :: WSI-BOLSZEWIA NA UCHODZCTWIE I JEJ WSPOLNICY W POLSCE
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

WSI-BOLSZEWIA NA UCHODZCTWIE I JEJ WSPOLNICY W POLSCE

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Elzbieta Szczepanska
Weteran Forum


Dołączył: 04 Wrz 2006
Posty: 132

PostWysłany: Pon Lut 19, 2007 3:45 pm    Temat postu: WSI-BOLSZEWIA NA UCHODZCTWIE I JEJ WSPOLNICY W POLSCE Odpowiedz z cytatem

Elżbieta Szczepańska
BOLSZEWIA NA UCHODŹCTWIE I JEJ WSPÓLNICY W POLSCE.


Ci z nie spalonych WSI


Opadają emocje po ujawnieniu sekretów Wojskowych Służb Informacyjnych. Teraz już nikt nie będzie miał wątpliwości, że w III RP pod nosem polskich polityków najwyższego szczebla, za ich wiedzą i cichą aprobatą, powstała przestępcza i mafijna organizacja opłacana z kieszeni obywateli i działająca przeciwko interesom Polski.
Raport o działalności WSI to ważny etap w walce o suwerenność naszego kraju. W tej potyczce kolejni wrogowie Polski wykurzeni zostali z wypieszczonych i bezpiecznych okopów władzy i wpływów. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że pomimo najnowszych trendów w polskim wymiarze sprawiedliwości, oskarżeni agenci WSI nie będą czekali na wyroki całymi latami i że wyroki te,” z braku przekonywujących dowodów rzeczowych i braku świadków”, nie będą wyrokami uniewinniającymi.
Dla mnie, jako politycznego banity peerelowskich komunistów i służb specjalnych, szczególne znaczenie we wspomnianym dokumencie mają informacje o działalności WSI w środowiskach Polaków mieszkających poza krajem.

Handlarze zwłokami.

Z Raportu wynika m.in, że tajny oddział Y II Sztabu Generalnego WP przejmował przez swych agentów majątki po tych Polakach, którzy zmarli na Obczyźnie samotnie, nie pozostawiając potomstwa. Niejaki Tadeusz Mrówczyński zidentifikowany w Raporcie jako osoba niejawnie współpracująca z WSI w taki właśnie sposób załatwił sobie spadek po obywatelu Kanady pochodzącym z Polski. Według ministra Antoniego Macierewicza agenci WSI zagrabili w ten sposób setki milionów dolarów.( www.prezydent.pl ).
Nie tylko aspekt kryminalny zastanawia w tej skomplikowanej akcji, wymagającej przecież współpracy wielu wysoko-wykwalifikowanych agentów, w tym fałszerzy dokumentów, notariuszy i prawników, ale również rola jaką w akcjach cmentarnych hien odgrywały polskie placówki dyplomatyczne. Można sobie wyobrazić sytuację, kiedy to przetransportowaną z Kanady do Polski trumnę ze zwłokami, na warszawskim lotnisku odbierają agenci podając się za daleką rodzinę zmarłego, przedstawiają fałszywe dokumenty upoważniające ich do odbioru trumny, a potem i majątku nieboszczyka.
Wszystkich zainteresowanych rozmiarem i wpływów agentów WSI i innych osób niejawnie z WSI współpracujących, które przez lata dominowały środowiska polonijne , zachęcam do zapoznania się z tym raportem. Wynika bowiem z niego niezbicie, iż politykę wobec Polonii wyznaczały właśnie takie osoby, jak np. Marek Jędrys, dyplomata, który, „realizował zadania związane z wpływaniem na ambasadora w kierunku pożądanym przez WSI. Pomagał plasować wskazane osoby na placówkach dyplomatyczych”.( Raport s.339). Ze względu na ogromne znaczenie treści tego Raportu, dla wszystkich Polaków mieszkających poza krajem, zamierzam tej sprawie poświecić swój kolejny artykuł.

Inny Raport, inni Polacy.
W podsycanej przez media atmosferze napięcia związanego z oczekiwaniem na opublikowanie raportu o WSI, zupełnie niepostrzeżenie przemknęła w polskich i polonijnych środkach masowego przekazu informacja o innym rządowym raporcie, dotyczącym ponad 17- stu milionów Polaków mieszkających poza granicami kraju.
Otóż, 14 lutego 2007 Sejmowej Komisji łączności z Polakami za granicą przedstawiony został raport opracowany w ramach prac Międzyresortowego Zespołu ds. Polonii i Polaków za Granicą. Raport ten jest, jak to określił doradca premiera ds. Polonii i Polaków, Michał Dworczyk, „ próbą diagnozy” aktualnej sytuacji Polonii i Polaków mieszkających poza krajem.
W raporcie zwrócono między innymi uwagę na „nieefektywny system finansowania Polaków za granicą, utrudniony dostęp do nauki języka polskiego i polskich mediów”.
Z danych zawartych w raporcie wynika, że w 2006 roku na rzecz Polonii przeznaczono łącznie około 136 mln zł; z Senatu przeznaczono 52 mln, 7mln zł wyasygnowano z funduszy różnych ministerstw i Kancelarii Prezydenta. http://www.pis.org.pl/article.php?id=6324. Wydatki związane z udzielaniem pomocy Polonii w roku 2007 jeszcze bardziej wzrosną gdyż na zadania polonijne Kancelaria Senatu zaplanowała wzrost środków finansowych w wysokości 75 000 zł, co w porównaniu z 2006 r. stanowi wzrost o 46,2%.

Na posiedzeniu Komisji do Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą, 19 grudnia 2006 roku, zastępca szefa Kancelarii Senatu Romuald Łanczkowski poinformował, że Kancelaria Senatu zaproponowała zwiększenie „wydatków na zadania programowe i inwestycyjne środowisk polonijnych i polskich na świecie, i ma na celu zapewnienie pomocy finansowej jak największej liczbie środowisk i zaspokojenie ciągle rosnących potrzeb polskiej diaspory.”

Priorytety finansowania zadań w zakresie opieki nad Polonią i Polakami za granicą oraz kierunki działania są określane przez Senat RP w oparciu o Uchwałę Senatu Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 30 kwietnia 2002 r. (M.P. z dnia 15 maja 2002 r).

Pomoc czy zalegalizowana kradzież?

Cieszy fakt, że wreszcie po dziewiętnastu latach, w pomagdalenkowej Polsce, ktoś odważył się zwrócić uwagę na sprzeniewierzane przez Senat i Wspólnotę Polską setki milionów złotych pochodzących z kieszeni polskich podatników.
Wymienione powyżej kwoty, wydatkowane na pomoc borykającej się z „nedzą”(?!) Polonii wskazują, iż przez te wszystkie lata na wspieranie aktywności wielu niezlustrowanych pseudoreprezentantów tzw. Polonii zorganizowanej, często wywodzących się w prostej linii z agentów i donosicieli infiltrujących środowiska polonijne od 1944 roku i wspieranych przez napływających z PRL-u złodziei, kombinatorów, handlarzy, cinkciarzy i kryminalistów, wydano ponad dwa miliardy polskich złotych.
Miliardy złotych wyciągane są z budżetu państwa podnoszącego się z komunistycznej, politycznej i gospodarczej ruiny. Najwyższy czas, aby ten proceder zakończyć, najwyższy czas odsunąć „ryje od koryta”. Zbyt kosztowne jest dla naszej Ojczyzny, wspieranie bolszewii na Uchodźctwie, której lewą nogę od 1992 roku wzmacniają jej „Wspólnicy” w Polsce.
Pełnym szacunkiem darzę tych Polaków, którzy mieszkając poza krajem bezinteresownie poświecają swój czas na krzewienie polskiej kultury, języka, tradycji i czynią to pracą własnych rąk. Chylę głowę przed tymi wyrobnikami pracy społecznej. Natomiast niechęć i niesmak czuję, gdy wyciąga się do Polski ręce po pieniądze, wiesza medale z najwyższymi odznaczeniami państwowymi na piersiach rozmaitych prezesów, podczas gdy prawdziwi społecznicy odchodzą w zapomnieniu.

[Kto za tym stoi ?

Głównymi sponsorami zbolszewicowanej Polonii były „niedoinformowane” kolejne rządy RP i przymykający na ten proceder oczy, Senat. To te gremia nakłaniał do często bezsensownych i niczym nieuzasadnionych wydatków 83- letni profesor Andrzej Stelmachowski, prezes Stowarzyszenia Wspólnota Polska, manipulowany umiejętnie przez swoich asystentów i doradców. Zainteresowanym polecam zapisy stenograficzne z posiedzeń Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą z lat 1997-2007, szczególnie zapisy nr 42(8.12.2005), 63(22.12.2005), 75 (6.01.2006) http://www.senat.gov.pl/k6/kom/index.htm
Warto przypomnieć, że prof. Stelmachowski był jednym z inicjatorów Okrągłego Stołu, za co magdalenkowi biesiadnicy wynagrodzili go wyniesieniem na stołek marszałkowski Senatu RP. W latach 1989-1991, gdy jego akcje nieco spadły, w rządzie Olszewskiego objął on stanowisko ministra kultury, a od 1992 jest prezesem "Stowarzyszenia Wspólnota Polska" w Warszawie. Od tego czasu trwa marnotrawienie polskich pieniędzy i wydawanie ich często niezgodnie z interesem polskiego państwa i Polonii.

Wspólnota Polska dzieckiem niezlustrowanej dyplomacji i Okrągłego Stołu.
Utworzona na fali pomagdalenkowych politycznych deformacji „Wspólnota Polska” uzasadniała konieczność swojego istnienia fobią Polonii wobec polskich placówek dyplomatycznych. To, że środowiska polonijne miały podstawy nie ufać reprezentantom Moskwy w polskich ambasadach, choćby z racji prowadzonej przez te placówki przez pół wieku infiltracji, inwigilacji, dezinformacji i dezintergacji Polonii, zupełnie nie docierało do kolejnych pomagdalenkowych ministrów i szefów MSZ. ( htt:// www.videofact.com/polska/robocze%20today/cenckiewicz_sb_poloniahtlm ).
Niemal wszystkie placowki dyplomatyczne: ambasady, konsulaty i izby handlowe przed 1989 rokiem były obsadzone przez „fachowców”, którzy swoje kwalifikacje zdobywali w Akademii Nauk Społecznych przy KC PZPR i kontrolowanej, przez KGB i GRU, moskiewskiej akademii dyplomatycznej MGIOMO.
Byli oni rekrutowani do pracy w dyplomacji przez tajne służby i wywodzili się z pezetpeerowskich aparatczyków, lektorów KW i KC PZPR, działaczy Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, ZMS-ów, politruków stanu wojennego, potomków rozmaitych maści i odcieni sekretarzy komunistycznych partii i stronnictw sojuszniczych, z dziatwy oficerów stalinowskiej informacji wojskowej, LWP, SB i MO oraz służby więziennej ( K.Górecki MSZ Cimoszewicza, czyli raz zdobytej władzy nie oddamy nigdy, „Gazeta Polska, 2005, M. Krajewska, „ Co odzyskaliśmy w MSZ, czyli Jurassic Park – i Dudek”, Niezależna Gazeta Polska, wrzesień 2006).

Antypolonijna polityka rządów III RP
Od roku 1989 niewiele się zmieniło, a ”obecna elita resortu to drugie pokolenie, dzieci działaczy o stalinowskim rodowodzie sięgającym KPP, synowie wysokich urzędników i bonzów gmachu na Szucha, zmuszonych w 1968 r. do opuszczenia stanowisk w wyniku wewnątrzpartyjnych rozgrywek. W 1989 r. pod rządami Mazowieckiego i z błogosławieństwem Wałęsy przejęli ster dyplomacjii .” ( http://www.medianet.pl/~naszapol/0535/0535gori.php ).
Wśród gwiazd polskiej dyplomacji nadal znajdują się byli instruktorzy Komitetu Centralnego PZPR i etatowi funkcjonariusze aparatu tej partii: Ireneusz Makles - konsul generalny w Karaczi; Stanislaw Borek - wicedyrektor Departamentu Europy; Andrzej Kasprzyk - ambasador, wydelegowany na obserwatora do misji OBWE w Górnym Karabachu; Jan Ludwik Wdowik - minister pełnomocny w Paryżu; Janusz Mrowiec - ambasador w Algierze; Jan Michałowski - ambasador w Hadze; Janusz Niesyto (ambasador w Bernie); Grażyna Bernatowicz-Bierut (drugiego członu nazwiska nie używa) - ambasador RP w Madrycie, do 1989 r. pracownica PISM, w 1989 r. dyrektor Departamentu Integracji Europejskiej. http://www.radiopomost.com/index.php?option=news&task=viewarticle&sid=5241
W Australii znalazło się miejsce na przechowanie dla Jerzego Więcława (graduate master's degree of the Moscow Institute of International Relations (1973) and Foreign Service Postgraduate School at the Higher School of Social Sciences, Warsaw (1980) i jego malżonki Bogumiły. (http://www.poland.org.au/index.php?document=39&PHPSESSID=fdc005bda186c593f6ec505f550d8f7e )

.. mówiliśmy wam, że wrócimy!

Z opublikowanego 16.02.2007 Raportu WSI wynika , że w Ministerstwie Spraw Zagranicznych aż 108 pracowników było agentami tych służb, 32 było umieszczonych w Ministerswie Handlu Zagranicznego , w Centralach Handlu Zagranicznego 383 a w firmach polonijnych 25 ( Raport WSI, s.11-17 )
Do tej pory, po 19 latach, na placówkach dyplomatycznych III Rzeczypospolitej wśród 172 ambasadorów, konsulów i radców 75% z nich reprezentują przemalowani na biało absolwenci szkół moskiewskich ( http://www.msz.gov.pl ). W Edynburgu konsulem Generalnym jest p. Aleksander Dietkow, w Erewaniu Tomasz Knothe, w Grodnie Andrzej Krętkowski, w Ho Chi Minh Przemysław Jenke, we Lwowie znalazł się Wiesław Osuchowski, w Wilnie panuje ambasador Janusz Skolimowski (osobisty sekretarz E. Gierka). W imprezach towarzyszą mu konsulowie Mariusz Gasztoł i Stanisław Cyngarowski (IPN BU 021811748- z listy Wildsteina).

Kulisy przyznawania funduszy dla Polonii

Chora politycznie, zarażona komunizmem Polska dyplomacja opierająca się w wiekszości na sierotach po Stalinie, posłusznych aktywistach ZMP i ZMS, często miernotach moralnych i intelektualnych, oraz zaniechanie całkowitej wymiany personelu dyplomatycznego, doprowadziło do utrwalenia i rozrostu organizacyjnej, biurokratycznej atrapy w postaci „Wspólnoty Polskiej”. Przejmując rolę jedynej organizacji realizującej potrzeby środowisk polonijnych, z każdym rokiem zwiększała ona swoją supremację w przyznawaniu „pomocy” rozmaitym organizacjom polonijnym, zarówno na ich działalność jak i na inwestycje.
Zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem, z wnioskiem o przyznanie funduszy na działalność organizacyjną mogą wystąpić jedynie te polonijne organizacje, które są zarejestrowane w Krajowym Rejestrze Sądowym lub posiadają inny dokument rejestrujący organizację na terenie Polski. Zadania pańtwowe mogą być zlecne tylko krajowym jednostkom nie zaliczanym do sektora finasów publicznych, mającym siedzibę w Polsce, które spełniają wymogi formalne określone w ustawach o finansach publicznych, o rachunkowości, prawie zamówień publicznych oraz o pożytku publicznym i wolontariacie (Zarządzenie nr 18 Szefa Kancelarii Senatu z dnia 20 grudnia 2002). A zatem Stowarzyszenie Wspólnota Polska posiada nieomal całkowity monopol na występowanie w imieniu organizacji polonijnych o fundusze na wspieranie ich działalności poza granicami kraju.
Aby dzielić i szastać pieniędzmi „Wspólnota” musi być lubiana przez Senat RP i marszałka Senatu. Aby być lubianym, trzeba o tę sympatię zabiegać. Dlatego wspólnicy ze „Wspólnoty” ofiarowują posłom i senatorom oraz ich rodzinom, nie pomijając oczywiście członków Komisji Senackiej, atrakcyjne wycieczki nad Jezioro Świteź, Niemen, do domu Polskiego w Wilnie, pod Ostrą Bramę. Zrelaksowani, odurzeni gościną i niejednokrotnie wzruszeni politycy (ze wszystkich politycznych frakcji) tracą swoją czujność. Tempo w jakim prowadzone są dyskusje nad przyznawaniem funduszy dla Polonii jest niewiarygodne.

O większy kawałek tortu.
Pierwszm etapem jest zaopiniowanie złożonych w Kancelarii Senatu wniosków, które przesłały organizacje polonijne i inne, teoretycznie działające na rzecz Polonii w kraju. Wnioski te opiniuje Zespół ds. Finansów Polonijnych, w którym kolejni marszałkowie Senatu mieli i nadal mają swoje wierne wtyki. To siła ich lobbingu decyduje o tym, że opinii Zespołu nikt nie kwestionuje, że są one akceptowane szybko i bez szemrania. Następnie wnioski, te które miały być przyjęte, trafiają do senackiej Komisji ds. Emigracji i Polaków za Granicą. Komisja zaś znów bez jakiejkolwek dyskusji ze wszystkim się zgadza i na ogół je przyklepuje.
Na prawie wszystkie posiedzenia Komisji przychodzi (jest przyprowadzany) prezes Stelmachowski. To właśnie jego obecność ma nie dopuścić do jakiejkolwiek dyskusji i nadać wnioskom i ich wnioskodawcom wiarygodność. Przed prezesem nieomal wszyscy gną się w wiernopoddańczych ukłonach. Postępujące skorumpowanie Senackiej Komisji wspierane przez kolejnych marszałków Senatu, brak kontroli nad podejmowanymi decyzjami finansowymi..... widmo peerelu krąży w Senacie III RP.

Wspólnicy Wspólnoty; w Senacie i ich protegowani na Wschodzie.

Senat, któryma ambicje prowadzenia własnej polityki zagranicznej, szczególnie na Wschodzie – niekoniecznie zgodnej z tym, co akurat robią prezydent, rząd i Ministerstwo Spraw Zagranicznych, uparcie wzmacnia polonijną wschodnią nogę. Zachęca go do tego "Wspólnota Polska", od lat uwikłana w rozgrywki polityczne na Litwie, Białorusi i Ukrainie. W ciągu ostatnich lat "Wspólnota" wyhodowała sobie całe zastępy zawodowych "Polaków ze Wschodu", rywalizujące o "dojścia" do karmiącej ich piersi krajowych prominentów, o zaproszenia na prestiżowe imprezy w kraju, a przede wszystkim o dary od wszelkich możliwych instytucji. Dary, z których Ci wszyscy „działacze”, ich rodziny i ich krewni mogą nieźle żyć, nawet jeśli lokalna społeczność nic z tego nie ma.
Z profilu wydatków widać wyraźnie, że to właśnie za wschodnią granicę odpływa 90% wszystkich funduszy inwestycyjnych przeznaczonych na pomoc dla Polonii na całym świecie. Mało tego, pieniądze te są głównie przeznaczane na zakup, remonty, ogrodzenia, dachy deficytowych polskich domów, szkół i przedszkoli we wsiach i małych miasteczkach byłych sowieckich republik, w których liczba polskich dzieci ciągle maleje. Znacznie rozsądniej i znacznie taniej byłoby płacić za wynajem pomieszczeń, niż stale remontować nadające się najczęściej do wyburzenia rudery, jak na przykład w Ejszyszkach, gdzie polskie dzieci nie mają butów, aby przyjść do szkoły, a jeśli już przyjdą, to są po prostu głodne (inf. Piotr Chlebowicz-Wydzial Wschodni Solidarności Walczącej).

O co tu chodzi?

Z zestawienia przyznanych dotacji sporządzonego na podstawie uchwał Prezydium Senatu z dnia 13.03.2002, zlecających wykonanie zadań państwowych w zakresie opieki nad Polonią i Polakami za granicą w roku 2002 wynika, że na inwestycje w Rosji, na Litwie, Ukrainie, Białorusi i Łotwie wydano łącznie 17 mln złotych, w tym między innymi na remont Domu Polskiego w Usolu Syberyjskim i zakup lokalu w Emiliczynie. W czasie posiedzenia Komisji Senackiej nikogo nie dopuszczono do dyskusji i nie umożliwiono zadawania jakichkolwiek pytań. W ten oto sposób niezwykle szybko rozdysponowano ponad 40 000 000 złotych.
Wspólnota Polska skromnie chciała dostać mniej pieniędzy, bo zwróciła się o przyznanie jej „tylko” 2 mln 763 tys. 525 zł z przeznaczeniem ich na wspieranie organizacji polonijnych za granicą, jednak szczodrze przyznano jej (za sprawą ówczesnego marszałka Senatu Longina Pastusiaka) - 3 mln 445 tys. 998 zł. Na niedopracowany i dlatego niewiele warty program edukacyjny Wspólnota zawnioskowała o przyznanie jej 5 708 700 zł, a otrzymała 7 504 806 zł.
Na wspieranie kultury i tzw. dziedzictwa narodowego zażyczono sobie 3 281 114 zł. To wspieranie kultury będzie polegało na zakupie strojów ludowych dla zespołów tanecznych. Za pieniądze z Polski Polonia będzie się mogła wystroić w stroje krakowskie, kurpiowskie i i łowickie, przyozdobić w korale, wianki, fartuszki, kierpce podhalańskie i kontusze.

Małpa w saunie.

Na tym samym posiedzeniu Komisji Senackiej senatorowie zostali poinformowani, że "WspólnotaPolska” rękami zakontraktowanych przez siebie wysokowykwalifikowanych specjalistów, bez przeszkód rozpoczęła budowę Domów Polskich w Kurytybie (Brazylia) i Usolu Syberyjskim, o którego istnieniu senatorowie nigdy nie słyszeli. Jak jednak wyjaśnili usłużni asystenci prof. Stelmachowskiego, dotarli tam księża katoliccy i domek na koszt polskiego państwa by im się tam przydał.
Potem jak po równi pochyłej, decyzja za decyzją; ( ...” nikt z szanownych członków Komisji nie chce spędzić świąt w Senacie?” – żartowano zalotnie). Kolejne pieniądze wrzucono na udoskonalanie Domu Polskiego w Wilnie. Ten deficytowy moloch niczym mauzoleum dla pana Stelmachowskiego pożera miliony polskich pieniędzy ......... i chyba dlatego zgodzono się na zainstalowanie w nim sauny. Nic dziwnego, że kilkudziesięciu innym polonijnym organizacjom do podziału zostało niewiele ponad 2 mln złotych i prawie nic na książki, biblioteki, media.

Jarmarki i internet.

Z dokładniejszej analizy wydatków Wspólnoty Polskiej tylko w tym jednym 2002 roku wynika, że w konfrontacji z krakowiakami i przytupami, nowe i atrakcyjne dla nowej generacji Polaków urodzonych poza krajem incjatywy, takie jak na przykład internetowa szkoła języka polskiego, długo jeszcze nie będą miały szans na realizację. Tym bardziej, że wielkomocarstwowe dążenia prof. Stelmachowskiego do inwestowania w deficytowe domy polskie, za kilka lat zaczną obciążać budżet państwa. No cóż, w wieku profesora łatwiej przychodzi wspieranie np. Stowarzyszenia Parafiada im. św. Józefa Kalasancjusza, które pragnie pomóc odnaleźć się człowiekowi we wspólnocie parafialnej, czy misji pijarów w Afryce (40 tys.) lub zakonu bonifratrów.
I tak mijają lata, te same organziacje, ta sama szopka. Aktywnie dobijają się do inwestowania na Litwie powstające jak grzyby po deszczu polonijne organizacje, będące dziećmi ambasdora Skolimowskiego (wierny przyjaciel Edwarda Gierka), i konsulów Mariusza Gasztoła i Stanisława Cygnarowskiego. Nie bez powodu przyznano na rozbudowę szkoły w Landwarowie w rejonie trockim na Litwie (w roku 2003) - 3 257 134 zł., na remont przedszkola w Starych Trokach - 47 032, remont domu polskiego w Suczowie – 235,000.
Powołanie Klubów Olimpijczyka w środowiskach polonijnych kosztowało skarb państwa polskiego 91 370 zł. Hojną rączką w imieniu polskiego podatnika dano na wykończenie poddasza w Santanie (w Brazylii) - 50.000 zł, za partycypację w kosztach zakupu lokalu na Dom Polski w Florianopolis w Brazylii - 40.000, a na zakup okien do Izby Polskiej w Taagerup w Dani 70.000 zł. Poza tym 38 255 zł przyznano na remont szkoły w Libii.

Inne finansowe ciekawostki.

W 2004 zażyczono sobie na budowę szkoł w Starych Trokach 1 609 080 zł, podczas gdy na promocję spraw polskich na całym świecie przeznaczono sumę 1 004 713 złotych. I dalej, na wspieranie aktywności obywatelskich w polonijnych środowiskach lokalnych w krajach ich zamieszkania 350 000, na wykończenie Domu Polskiego w Gobernador Roca Missiones w Argentynie 80 000, na zakup lokalu w Sankt Petersburg 1 700 000 i na wspieranie organizacji polonijnych w Australii, na wniosek organizacji w Australii 25 287 zł. Nawiasem mówiąc jak dotąd żadna polonijna organizacja w Australii nie przyznała się do otrzymania w prezencie od Wspólnoty Polskiej ponad dziesięciu tysięcy dolarów. Polonijna społeczność nie została poinformowana ani o dotacji, ani o jej wykorzystaniu.
Jak się okazuje „Wspólnota” może również sfinasować pobyt w Polsce osobom starszym i weteranom wojny (20.000 zł), a także organizuje co roku Polonijną Gwiazdkę na sportowo w Częstochowie za jedyne 24.500 zł. Ostatnio koszty wzrosły do 30.000 zł. Ciekawe jaki zespół przygrywa tam do tańca?
I tak dalej i tak dalej: w 2005 (auto dla Andżeliki Borys 60 000 zł,) 2006 - budowa Ośrodka Młodzieżowego w Agrentynie - Burzaco i na zakończenie budowy Domu Polskiego w Kirowogardzie na Ukrainie, wyposażenie szkół polskich w Trypolisie, w Bengazi i w Bernie w Libii.

Wspólnie okradana Polska i Polonia?
Te same organizacje, ta sama strategia i ta sama gra. Pojawiają się nowe, bezsensowne propagandowe incjatywy np. program wspierania aktywności zawodowej i gospodarczej w środowiskach polonijnych, akademickie spotkanie polonijne w Portugalii, program rozwoju organizacji mlodzieżowych, harcerstwa i polonijnego sportu, plener malarski w Karpaczu i wspieranie Towarzystwa Miłośników Mazurka Dąbrowskiego.
W kuluarach Senatu rozpowszechne są złowieszcze wieści o braku zainteresowania działalnością „starych”, wiecznie skłóconych organizacji polonijnych. Nie pamiętają szanowni senatorowie i posłowie, że skłócenie to jest efektem skutecznych działań dezintegrujacych, jakim poddawano Polonię przez 60 lat. Nic dziwnego, że nieufne wobec dzieci PRL-u środowiska i organizacje nie były ani przyjazne, ani specjalnie atrakcyjne (polska wieś tańczy i śpiewa) dla nowej emigracji z lat 80.
W świetle powyżej przedstawionych faktów wydaje się, że w obecnej sytuacji najkorzystniejszym dla Polonii rozwiązaniem byłoby odcięcie Senatu od polonijnej kasy i likwidacja Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”.
Nikomu jednak nie zależy na wprowadzeniu odważnych zmian. I chociaż rozsądnie myślący wiedzą , że „Wspólnota Polska”, jest organizacją archaiczną, z okresu pomagdalenkowych deformacji, jest tworem sztucznym, czymś w rodzaju tłumacza pomiędzy ludźmi mówiącymi tym samym językiem, nikt jakoś nie ma odwagi rozliczyć ją z jej szczodrobliwości co do grosza, ujawnić jej niekomptencję i niegospodarność. A przede wszystkim potępić za korupcyjne praktyki rodem z PRL-u.
Pewne jest, iż potrzebna jest nam, Polakom, szczera i rzeczowa dyskusja nad przyszłością naszej narodowej koegzystencji, gdziekolwiek byśmy nie mieszkali. Być może lepiej byłoby przekazać sprawy polonijne polskim placówkom dyplomatycznym i Ministerstwu Spraw Zagranicznych, kiedy to na mocy nowej ustawy lustracyjnej cały korpus dyplomatyczny zostanie poddany lustracji? Tak przecież było w czasach II Rzeczypospolitej. Obyśmy tej historycznej szansy na stanie się jednym Narodem nie przegapili i, aby rządzący dzisiaj w naszej Ojczyźnie politycy dowiedli, iż to właśnie dobro całego Narodu jest najwyższym prawem - Vox populi suprema est (Cicero)
Elżbieta Szczepańska
19.02.2007
Australia
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Sylwia



Dołączył: 09 Gru 2016
Posty: 67

PostWysłany: Pią Gru 09, 2016 10:16 pm    Temat postu: Forumoteka.pl Odpowiedz z cytatem



Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Robert Majka
Weteran Forum


Dołączył: 03 Sty 2007
Posty: 2649

PostWysłany: Pon Lut 19, 2007 9:48 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

http://www.botutaj.pl/


KONSTYTUCJA 1935 R. POLSKĄ RACJĄ STANU


Rozmowa z Juliuszem Nowina Sokolnickim, prezydentem Polski na uchodźstwie, Wielkim Mistrzem Orderu Świętego Stanisława odbyta 4 października 2004 w Colchester ( Anglia)

I.

- Jak doprowadzić do sukcesji Polski międzywojennej? Do ciągłości państwowości brutalnie przerwanej w 1939 r?

- Doprowadzić do sukcesji można tylko poprzez nawrót do konstytucji kwietniowej z 1935r. Co się faktycznie stało? Ja w 1990 r chciałem przekazać władzę nowo wybranemu prezydentowi , bez imiennie, bo w tym czasie kiedy zrobiliśmy ten akt nie było wiadomo, kto zostanie wybranym tym prezydentem. Ten akt został przesłany do Warszawy, do marszałka senatu , który go gdzieś zgubił. Fakt ten został ujawniony tylko przez pana Urbana w tygodniku "Nie". Ten akt nigdy też nie dotarł do nowego prezydenta. Potem, dlatego, że na emigracji istniały dwa rządy emigracyjne rywalizujące ze sobą, przyjechał do Warszawy pan Kaczorowski, lider tego konkurencyjnego, samozwańczego rządu i przywiózł on do Belwederu kilka pamiątek narodowych, ale też żadnego przekazania władzy z nim nie podpisano i nie zrobiono, bo Wałęsa był już wówczas wybranym i zaprzysiężonym prezydentem, więc nie można mu było przekazywać władzy. Czyli de facto nikt właściwie z emigracji władzy do kraju nie przekazał.

- A kto powinien rozpisać wolne wybory powszechne?

- Jeśli chodzi o Konstytucję 1935 r. to w wypadku śmierci czy ustąpienia prezydenta RP marszałek senatu obejmował władzę.

- Ale nie było marszałka senatu...

- Na emigracji nie było senatu i nie było marszałka. Jeszcze do lat 60-tych żył ostatni marszałek przedwojennego senatu Bogusław Miedziński, którego miałem przyjemność znać osobiście i odwiedzałem w Londynie. I nawet kiedy był ten kryzys między Zaleskim a Arciszewskim, to niektórzy proponowali, żeby on objął funkcję prezydenta. Ale ponieważ on miał tę nalepkę przedwojennej sanacji , która też nie była zanadto popularna i na emigracji - więc stanowczo powiedział, że od tego obowiązku się uchyla, bo senat i sejm zostały rozwiązane przez prezydenta Raczkiewicza już po przeniesieniu siedziby rządu do Paryża. Więc faktycznie w tej sytuacji on też jako marszałek senatu nie istniał.

- Czyli kto?

- Dzisiaj jest to prawie niemożliwe do określenia.

- Według konstytucji 1935 roku trzy miesiące na rozpisanie wolnych wyborów...

- Konstytucja 1935 r nakładała na prezydenta RP obowiązek przeprowadzenia wolnych wyborów powszechnych po zakończeniu wojny w okresie 3 miesięcy.

- Czyli te wolne wybory powszechne powinien rozpisać Juliusz Nowina Sokolnicki w trzy miesiące po przekazaniu władzy? O ile moment przekazania władzy uznać za moment ukończenia wojny?

- Tak jest, ale ponieważ to się nie stało, dzisiaj jest to już prawie niemożliwe . Dzisiaj trzeba znaleźć inne sposoby na rozpisanie tych wolnych wyborów czy powrotu do Konstytucji 1935r. Po prostu, może nawet w formie głosowania powszechnego za Konstytucją 1935 r czy przeciw niej, żeby nawiązać do tradycji przedwojennych. Ta Konstytucja nie musi obowiązywać stale. Jak każda mogłaby być zmieniona.

- Ale już powinni ją zmieniać posłowie i senatorowie wybrani w tych nowych wyborach powszechnych.

- Tak jest. Powrót do Konstytucji 1935 r jest niezbędny, bo tylko wtedy zlikwidujemy to rozdwojenie jakie wciąż istnieje w kraju i na emigracji. Tylko wtedy usunięta zostanie przyczyna tego, co powoduje, że obecna Rzeczpospolita jest tylko kontynuacją prawną dawnego PRL, ale nie kontynuacją prawną Polski przedwojennej, która została napadnięta i zniszczona przez dwóch łupieżców w 1939r.

- Bo dzisiejsza Polska jest wytworem naszych oprawców. Przecież II wojna światowa nie jest do dzisiaj rozliczona. A rząd PRL bis w osobie prof. Marka Belki wydaje buńczuczne oświadczenia, że nie podniesie kwestii rozliczeń II wojny w stosunku do Niemiec, które są nam winne ponad bilion dolarów! Toż to zdrada. Także o tym , że Rosja napadła na Polskę 17 września 1939r i też jest nam coś z tego powodu winna, w ogóle się nie mówi.

- Ja uważam, że sprawa rozliczeń powinna zaistnieć w stosunku do obu sąsiadów. Dlatego , że napad we wrześniu był jednego a później drugiego. I w obu przypadkach były zniszczenia mienia prywatnego i publicznego. Wiele rzeczy należałoby wyrównać w formie odszkodowań. Moja rodzina miała majątek na obecnej Białorusi, koło Pińska. Ale my nie możemy stawiać prywatnych odszkodowań, dlatego że utrata ziem wschodnich była rekompensowana przez nabycie ziem odzyskanych i granice zostały przyjęte i uznane międzynarodowo.

- Ale to była rekompensata nie kontrybucja wojenna. A przecież należą się kontrybucje. I odszkodowania cywilno prawne.

- Odszkodowania . I kontrybucje za zniszczenia wojenne od obu okupantów. Lecz żeby je uzyskać musimy wrócić do Konstytucji 1935 roku. Kontrybucje nie należą się PRL-owi Bis. Należą się Polsce, która została napadnięta w 1939 r.

- Dlaczego Pan został prezydentem po Zaleskim?

- Tak się złożyło, że byłem jednym z Jego najbliższych współpracowników w tym czasie. Uważał on, że byłem pod pewnymi względami nieprzejednany, że nie wpuszczę do rządu takich ludzi, których on sobie nie życzył.

- Pod jakimi to względami był Książę nieprzejednany? I o jakich ludzi mu chodziło?

- Choćby odpowiedzialnych za afere Bergu i za nie rozliczenie się ze Skarbu Narodowego. Uważałem, że polityka nasza powinna być niezależna, że możemy być w najlepszej przyjaźni z naszymi aliantami zachodnimi, ale nie możemy brać od nich żadnych funduszy. Dlatego, że fundusze te uzależniają. Podczas gdy tamte ugrupowania opozycyjne brały przez długi czas różne fundusze z Ameryki czy z Anglii na swoją działalność polityczną. Raz ktoś zaczyna brać fundusze to oczywiście jest uzależniany finansowo i musi tak grać jak ofiarodawcy chcą. I Zaleski bardzo na to zwracał uwagę. Mieliśmy dlatego własny skarb narodowy . Owszem były i osoby zagraniczne, które mogły nam dać na ten skarb narodowy, ale nie za pośrednictwem rządu albo wywiadów.

- A może dlatego też zabito Sikorskiego, że chciał być niezależny?

- No pewno, że chciał być niezależnym. Ja bardzo wątpię czy by przyjął jakieś inne subwencje gdyby nawet został na emigracji po 1945 r, gdyby dalej żył i był na czele rządu. Bardzo wątpię czy by przyjmował obce subwencje, dlatego że chciał utrzymać polską niezależną politykę.

- W 2002 r w Austrii powiedział mi Pan, że gdyby był tak dziesięć lat młodszy to jeszcze by w polityce podziałał. Co miał Pan wówczas na myśli? Co by Pan chciał takiego dla Polski zrobić ?

- Na pewno bym zaczął działać w kraju w tym kierunku, by przywrócić Konstytucję kwietniową z 1935 r i mieć wtedy nawiązanie do przeszłości . Co jest bardzo ważne! Nawiązać do przeszłości ! To najważniejsza sprawa dla przyszłości Polski. Niech mi będzie tutaj wolno dodać, także nawiązując do przeszłości , do lat 20-ych minionego stulecia, moglibyśmy mieć także lepsze stosunki z Ukrainą. Bo bardzo ważne jest, by Ukraina kiedyś stała się częścią Unii Europejskiej. Przecież dzisiaj to jest największy kraj w Europie, nie licząc Rosji . Kraj z którym mamy wspólną historię i wspólne walki i kraj , któremu się też należy odszkodowanie. W tym wypadku od Rosji, choćby za sowiecki "głodomór" i od Niemiec. Bo zniszczenie okupacyjne tam były również duże. Te wszystkie kwestie należy rozliczyć jak najszybciej, żeby wytworzyć lepszą atmosferę współpracy w Unii Europejskiej . Musimy ze sobą - różne narody - współżyć w Unii , współżyć w harmonii nie w niezgodzie. Dlatego szybsze rozliczenie wzajemnych pretensji jest wskazane dla wytworzenia lepszej atmosfery między narodami.

- Ale co zrobić aby przekonać polską opinie publiczną do tego jak powinno być?

- Jest to oczywiście bardzo trudne zadanie. Można starać się wpływać na opinię różnymi sposobami, ale nie możemy oddziaływać decydująco. Sami ludzie w kraju muszą to zdecydować. Oczywiście ja powitam wszelkie głosy jakie tam będą , żeby wrócić do rzeczywistej przeszłości, do sedna naszej niepodległości, do lat przedwojennych i do Konstytucji, która została spisana i uchwalona przed wojną. Ale to zależy dzisiaj od wszystkich ludzi z kraju. Na to my stąd, z Colchester, nie możemy decydująco wpłynąć. Możemy tylko radzić.

- A gdyby doszło do pańskiego spotkania z prezydentem PRL-Bis Aleksandrem Kwaśniewskim, o czym byście Panowie rozmawiali?

- Ja sądzę , że byłby bardzo duży temat do rozmowy. Ja nigdy z nikim nie uchylam się od rozmowy. Uważam, że byłby to ten sam temat. Jak wrócić do przeszłości , by połączyć tradycje niepodległościowe z obecną Polską. I na pewno znaleźlibyśmy wspólny język . Nie wątpię, że można by było znaleźć wspólny język.

- Wygłosił Pan toast za zdrowie prezydenta Kwaśniewskiego będąc niedawno w Poznaniu.

- No oczywiście. Znam kilku ludzi z otoczenia prezydenta Kwaśniewskiego i uważam, że działa on jak najlepiej może w tych warunkach jakie istnieją.

- A z Lechem Wałęsą o czym byście dzisiaj rozmawiali?

- Chyba tylko o tym co powinien zrobić a czego nie zrobił. Przede wszystkim powinien on od razu wprowadzić nową konstytucję albo wrócić do konstytucji kwietniowej z 1935r, bo pięć lat zostało zmarnowanych na różne uzupełnienia konstytucji, uzupełnienia których nikt nie rozumiał.

- Pichcił, gotował, nową konstytucję Kwaśniewski.

- Tak, potem, ale te wszystkie dodatki, które były wprowadzane za Wałęsy uzupełniały konstytucję PRL-u. Tymczasem powinien on powrócić do Konstytucji kwietniowej, przedwojennej, albo z miejsca w ciągu roku wprowadzić nową konstytucję, choćby małą. Niestety to nie zostało zrobione . Powtarzam. Zostały wprowadzone tylko uzupełnienia do konstytucji PRL-u

- A nie zapytałby Pan Wałęsę dlaczego zdradził Pana?

- Oczywiście to był jego wybór. Prawdopodobnie bym go o to zapytał, dlaczego przyjmując ode mnie odznaczenia i zapewniając o swojej solidarności ze mną - potem zmienił zdanie i zamilkł.

- Ale nie tylko zamilkł. Przecież on przedstawił polskiej opinii publicznej pana Kaczorowskiego jako prezydenta Polski. To zrobił w Belwederze przed kamerami telewizji publicznej. I w ten sposób okłamał miliony Polaków.

- Właściwie jako byłego prezydenta. Bo Wałęsa już sam był wybrany prezydentem i od niego też władzy nie przejął.

- Czyli Wałęsa, tak jak i Kwaśniewski uczestniczą w wielkim historycznym oszustwie politycznym w Polsce?

- Niewątpliwie, że tak. Że było to oszustwo polityczne.

- Po co oni to robią? Przecież do dzisiaj polska opinia publiczna jest oszukiwana i ukrywana jest przed nią prawda o tym, że to Pan jest wieloletnim, ostatnim konstytucyjnym prezydentem Polski na Uchodźstwie.

- To jest znak zapytania. Oni sami chyba najlepiej wiedzieli dlaczego to zostało w tamtym czasie zrobione. Czy może też były pewne obietnice mego rywala z tamtych lat , które zostały przyjęte i były lepsze? Bo ja żadnych obietnic nikomu nie dawałem.

- (Długa cisza.) Co to było za uczucie? Wtedy. Wszystko było uzgodnione, ksiądz prałat Henryk Jankowski, łącznik z Wałęsą...

- Ksiądz prałat był wtedy ministrem stanu w moim rządzie emigracyjnym tak jak i drugi ksiądz generał Bernard Witucki. Ja nie spodziewałem się wcale, w warunkach jakie istniały, że będę wracać do kraju jako prezydent i nawet przeprowadzać wybory. Dlatego myśmy sporządzili ten akt przekazania władzy jeszcze przed wyborami , nie wiedząc czy prezydentem będzie Wałęsa, Mazowiecki czy ktoś inny . Więc to było zrobione dla każdego kto zostanie wybrany w wolnych wyborach. Bo uważałem, że z chwilą wolnych wyborów prezydenckich w kraju rola moja jako prezydenta na emigracji była skończona. Mimo, że Konstytucja 1935 przewidywała, że jako prezydent po zakończeniu wojny powinienem rozpisać wybory powszechne, ale tu też rozstrzygnięcia wymagała kwestia określenia kiedy rząd byłby w kraju po zakończeniu wojny...

- Przepraszam bardzo, ale dla Polski napadniętej w 1939, wojna się nie skończyła do teraz. Bo przecież, czy wolny rząd polski wyłoniony w oparciu o Konstytucję 1935 podpisał traktat pokojowy z Rosją i Niemcami? Nie. To znaczy, że jesteśmy nadal w stanie wojny.

- Tak można było tłumaczyć i tak tłumaczyły oba rządy emigracyjne.

- Bo pokojowych traktatów z Rosją i Niemcami nie było i nie ma do dzisiaj .

- Formalne zakończenie wojny traktatem było tylko po I wojnie światowej . Tym razem nastąpiły inne układy międzynarodowe.

- A czy książe nie sądzi, że oto właśnie nasi zaborcy, najeźdźcy, Rosjanie i Niemcy, świadomie dążą do tego, by nie było ciągłości historycznej, politycznej, Polski, aby nie rozliczyć się wobec Polski i Polaków z należnych nam odszkodowań, a w przyszłości doprowadzić do rozpadu Polski i wymazania jej z europejskiej mapy? W swoich rękach mają w Polsce media i gospodarkę...

- To może być. Ktoś może mieć interesy w tym , by do tego doprowadzić . Bezwzględnie. Ale w tej chwili ja raczej widzę, że jest to wynik przejścia jednego systemu w drugi, bez wyraźnego odseparowania jednego systemu od drugiego .

- A ja to widzę troszeczkę inaczej , jako mieszkaniec polskich Ziem Odzyskanych. Z Colchester się tego może tak nie czuje. Obserwuję w Polsce teraz buńczuczność i determinację Niemców . To Niemcy nam chcą wystawić rachunki za II wojnę . Domagają się odszkodowań za krzywdy jakich doznali od nas Polaków w czasie II wojny światowej. Taką kampanie prowadzą.

- To jest bezwzględnie nie do przyjęcia. Bo my powinniśmy im wystawić rachunki.

- Tymczasem rząd PRL-Bis ,politycy rzekomo wolnej Polski, proponują nam opcję zerową. Czyli według nich będzie dobrze, gdy my nie będziemy domagać się odszkodowań od Niemców a Niemcy nie będą nic rościć od nas. Czyż to nie jest chore?




- To nie jest zupełnie dobre, ale w pewnych sytuacjach kompromis jest konieczny.

- Ale o jakim kompromisie w tej sprawie możemy rozmawiać w Europie prawa, przecież przed II wojną światową zostały podpisane i przyjęte określone konwencje prawa międzynarodowego, które obowiązują. Które Unia Europejska powinna honorować. Skoro jesteśmy członkiem UE to tym bardziej zgodnie z tymi prawami powinniśmy rozliczyć przeszłość.

- Oczywiście że muszą być stosowane dziś prawa UE. Ja jednak nie jestem prawnikiem by wnikać w prawa istniejące, bo pewne rzeczy też w UE ulegają przedawnieniu . Więc tu trzeba raczej zaczerpnąć opinii prawników na ten temat. Co powinniśmy dziś uzyskać od międzynarodowego trybunału europejskiego w Strasburgu, który mógłby wydać ostateczne orzeczenia w tego rodzaju sprawach.

- Kraje Europy Zachodniej zrzekły się reparacji od Niemiec?

- Reparacji wojennych w większości Niemcom darowano. Amerykanie nie wzięli nic, Anglicy też. Francuzi ponoć coś uzyskali.

- Ale to ich wola, widać stać ich było na to, ale dlaczego ja mam się dać złupić , zniszczyć, okaleczyć i jeszcze zrzekać się odszkodowania?

- Traktat pokojowy nie był zawarty z Niemcami także dlatego, że zaraz po wojnie nie było rządu niemieckiego . Bo Niemcy zostały okupowane, podzielone na cztery strefy i nie było z kim zawierać traktatu pokojowego. Dlatego traktat zastąpiony został układem poczdamskim , po całkowitej, bezwarunkowej kapitulacji Niemiec. Cały hitlerowski rząd się znalazł w więzieniu.

- Ale obecnie już jest państwo niemieckie, już jest państwo rosyjskie. Oba uznają się za spadkobierców swoich poprzedników, hitlerowskich Niemiec i sowieckiej Rosji, w związku z tym nadszedł już czas do tego by usiąść do stołu.

- Bezwzględnie. Trzeba usiąść do stołu i rozmawiać na temat tego co kto jest nam winien. Dlatego, że nie ma powodu byśmy zrzekali się wszystkiego.

- Na czym polegało bycie prezydentem na uchodźstwie ?

- Na utrzymaniu ciągłości rządu. I na utrzymaniu instytucji rządowych - rady doradczej, urzędu generalnego inspektora. Chodziło o to by była ciągłość instytucji państwowych.

- Po prostu wierzyliście, że nadejdzie taki dzień, w którym będzie wolna Polska i będziecie mogli do kraju przekazać gotową strukturę niepodległego państwa?

- Tak. Dam tu przykład z 1863.r. Były próby w czasie powstania 1863 r przeniesienia rządu narodowego za granicę, żeby była kontynuacja walki z zagranicy , ale niestety te próby zawiodły. Nie udało się wówczas tego zrobić. A myśmy wiedzieli, że gdyby to się udało, to w roku 1914 Józef Piłsudski nie musiałby symulować istnienia jakiegoś rządu narodowego, tylko prawdopodobnie miałby kontakt z rządem narodowym, bo przecież od 1863 r nie upłynęło dużo czasu. 51 lat. Myśmy przetrwali też 51 lat. To nie był tak wielki okres do przetrwania. Dlatego uważałem i uważam ,że konstytucja kwietniowa z 1935 r była bardzo przewidująca. Dawała możliwość na czas wojny czy okupacji istnienia władz państwa polskiego poza granicami kraju.

- Rząd polski na emigracji utrzymywał kontakty z innymi rządami.

- Tworzyliśmy tzw. Unię Środkowo Europejską, żeby porozumieć się z innymi najbliższymi sąsiadami , którzy byli w tym samym co my położeniu. Mieliśmy tam i Czechów, Słowaków, Chorwatów, Bułgarów, Rumunów. Albańczyków. W takim porozumieniu było siedem państw rządów emigracyjnych, które przygotowywały plany wyzwolenia tych krajów przy najbliższej okazji jaka była by możliwa. Bo nikt nie chciał robienia jakiejś rewolucji ani rozruchów, które by się nie udały. Tylko trzeba było czekać na odpowiedni moment. Bo wiedzieliśmy, że prędzej czy później to imperium sowieckie zacznie się rozpadać. I że zaistnieje możliwość wyzwolenia.

- Po 1945 r nastąpił jakiś dziwny czas w polityce, nastąpiła era jakiejś schizofrenii. Z jednej strony, koalicjanci Polski kierowanej przez generała Władysława Sikorskiego , czyli Stalin, Rooswelt, Churchil reprezentujący trzy zwycięskie mocarstwa ZSRR, Wielka Brytania i USA uznały PRL za państwo, później DDR ze stolicą w Berlinie, a z drugiej strony po II wojnie światowej uznawali też oni i ich następcy rządy emigracyjne państw podbitych przez ZSRR .

- Właściwie zawsze istnieją tego rodzaju gry polityczne. Oficjalnie uznaje się jedną stronę a nieoficjalnie popiera drugą stronę. Takie możliwości zawsze istniały jeśli chodzi o wielkie mocarstwa. Churchil nie miał żadnych wątpliwości co do systemu jaki Stalin reprezentował. Wątpliwości miał natomiast Roosvelt, co wiemy z dokumentów, uważał on Stalina za szczerego demokratę, któremu można zaufać i powierzyć losy większości Europy.

- I Churchil -wiedząc o tym jaki los zgotuje nam Stalin- zgotował nam ten los.

- Na pewno wiedział o tym, tylko był w pozycji 1: 2 .Nie miał szans przekonania Roosvelta . Roosvelt był otoczony doradcami, którzy byli dawniej członkami Amerykańskiej Partii Komunistycznej. I potem znaleźli się pod pręgierzem kiedy senator Mc Carthy zaczął robić w Ameryce nagonki na czerwonych. Zaczęły się wtedy ukazywać informacje ,że byli czynnymi członkami partii komunistycznej . Oczywiście Amerykanie, jeśli chodzi o Zachód, mieli głos decydujący.

- Czy nigdy za czasów PRL Wojciech Jaruzelski, a wcześniej Edward Gierek nie próbowali z Panem rozmawiać?

- Nie. Ja raz widziałem Gierka w Paryżu na odsłonięciu pomnika Żołnierza Polskiego, ale rozmawialiśmy tylko grzecznościowo. Wszyscy potem byli na przyjęciu w ministerstwie kombatantów. Wiedział kim ja jestem i ja wiedziałem kim on jest i dlatego były później na mnie ataki niektórej prasy emigracyjnej. Miano do mnie pretensje o to, że podaliśmy sobie ręce. Ale ja uważam, że grzeczność zobowiązuje, tym bardziej, że to Francuzi byli gospodarzami tego spotkania. Można walczyć politycznie, ale jak się jest w tym samym budynku z racji tej samej okazji to należy się przywitać.

- Sąd francuski wydał kuriozalny wyrok - uznał dwa rządy polskie na emigracji.

- Tak było. Gdy pismo Le Matin w Paryżu zaatakowało naszego konsula honorowego i napisało, że jest konsulem fałszywego rządu, on zaskarżył redakcję do sądu, Sąd stanął na stanowisku, że skoro istnieją dwa rządy emigracyjne to muszą być obydwa uznawane. A pismo Le Matin zapłaciło konsulowi kilka tysięcy franków odszkodowania. Wprawdzie Le Matin odwołało od tego wyroku do wyższej instancji, ale ta potwierdziła wyrok. Było to w latach 78/79. Mam kopie tego wyroku.

- Czy ktoś z rządu emigracyjnego był na tej rozprawie sądowej?

- Nie. Nikt nie zeznawał. Bo to był proces cywilny tego konsula. Tylko dostarczyliśmy mu dokumenty.

- Czy przegląda Pan teraz Encyklopedie wydawane w Polsce i podręczniki do nauki historii Polski?

- Nie, musze przyznać że nie. Za wyjątkiem jednego przypadku, kiedy mi dano taki podarunek. Ale w książce, którą dostałem historię się bardzo skraca i nie jest podana tak jak rzeczywiście wyglądała. Nie ma prawdy historycznej. Nie ma nic o aferze Bergu. W ogóle o emigracji jest bardzo mało. Ten okres emigracyjny w Anglii się przemilcza.

- Nie ma też wzmianki o Panu. Dlaczego? Przecież mamy wolną Polskę?



- Prawnie mamy sukcesje PRL-u, biorąc czysto z punktu prawnego. Nie mamy

sukcesji Polski przedwojennej a jedynie sukcesję PRL w zmienionym

demokratycznym ustroju. I tu leży źródło tego, że się tak wiele rzeczy pomija.




II.

- Skąd pomysł na życie w Colchester ?

- W latach osiemdziesiątych sprzedałem dom w Londynie i zdecydowałem się przenieść na prowincję - dlatego, że sprzedając w Londynie i kupując na prowincji miałem możliwość zaoszczędzenia dość dużo pieniędzy na działalność polityczną, którą finansowałem z własnych środków. Najpierw byłem w Broadstairs a potem przyjechałem tutaj, do Colchester, które jest bardzo ładnym i starym miastem i które bardzo mi się spodobało.

- Jaką rangę ma Colchester w kulturze Anglii?

- Myślę, że dość dużą, bo jest to najstarsze miasto w Anglii. Tu była kiedyś pierwsza siedziba rzymskiego gubernatora, zaraz po zdobyciu Anglii przez Rzymian, w 43 roku, za cesarza Klaudiusza. Ale w czasie buntu Baudyceii, w 70 r. Colchester zostało kompletnie zniszczone i do tej pory archeolodzy znajdują spaleniska z tego czasu. Rzymianie tu zostali wyrżnięci przez Brytów. Ale parę lat później miasto zostało odbudowane i przykładowo, w tym miejscu gdzie mamy dziś normandzki zamek w Colchester, stała świątynia cesarza Klaudiusza, która została rozebrana po odejściu Rzymian z tego kraju. I dopiero Normanowie na podstawie ruin tej świątyni zbudowali zamek obronny, który do dzisiaj istnieje w swoim kształcie zewnętrznym od końca XI wieku.

- A skąd u Księcia taka wiedza historyczna?

- Studiowałem historię w Anglii z powołania, potrzeby, nie dla pieniędzy. Nawet przez szereg lat przygotowywałem po angielsku pracę pt. "Władcy Europy", o wszystkich krajach i władcach Europy średniowiecza.

- Maturę książę otrzymał w Polsce w 1939,

- Tak jest. Studiów nie rozpocząłem, bo już wojna wybuchła.

- A jaki był plan?

- Właśnie historia była w planie.

- I zamiast na Uniwersytet w Warszawie trafił książę do lasu?

- Nie przez całą wojnę byłem w lesie, ale w pewnym okresie tak, głównie w lubelskim okręgu Kraśnik- Rozwadów. Było to w latach 1942-43. Bo pierwsze trzy miesiące wojny spędziłem pod okupacją sowiecką, zanim przekroczyłem granice ówczesnej Generalnej Guberni.

- Jak się Panu udało nie trafić do Katynia? Uniknąć losu pomordowanych rodaków w Ostaszkowie, Starobielsku...

- ...to się udało bardzo szczęśliwie, Byłem zmobilizowany i rozbrojony w okolicach Sarn. Zamknięto mnie z innymi, takimi jak ja żołnierzami, w stodole. Było nas siedmiu. Czekaliśmy na transport , który miał nas zabrać. Ale jak sowieci zaczęli popijać i butelka szła od jednego do drugiego i zaczęli śpiewać, tośmy wyjęli deski. Szczęśliwie jeden z nas miał nóż schowany w bucie. Przy jego pomocy wyjęliśmy kilka gwoździ i kilka desek i o dziesiątej wieczór wyczołgaliśmy się z tej stodoły. Było to dokładnie 20 września 1939 r. Spędziłem potem trzy miesiące tam, na najbliższej wsi ukraińskiej- wymieniliśmy nasze mundury na najgorsze możliwe ubrania jakie nam dali.

- I w jaki sposób przekroczył książe granice Generalnej Guberni?

- Dziesiątki ludzi przekraczało te granice. Nie było zbyt trudno. Szło się kilka kilometrów przez las. Najbliższą stacją kolejową po stronie okupacji niemieckiej była Małkinia .

- Jaką pozycję miał książę w partyzantce ?

- Niewielką. Zajmowałem się głównie sabotażem kolejowym.

- Mógłby książę opisać akcję, którą najlepiej zapamiętał?

- Podkładaliśmy różne rzeczy pod szyny kolejowe. Nie było to zbyt łatwe, bo trzeba było bardzo uważać by nie zostać złapanym

- A dlaczego przyjął Pan pseudonium Łokietek?

- Taki wybraliśmy. Nie z racji niskiego wzrostu, lecz dlatego, że Łokietek zawsze wracał, zawsze mu się udawało. Ukrywał się i nigdy Czesi nie mogli go złapać.

- A nie z tego powodu, że zjednoczył Polskę?

- Nie. Głównie z tego powodu, że się dobrze ukrywał.

- W 1944 r. "Łokietek" uciekł jednak z Polski. Dlaczego?

- Bo doskonale orientowałem się co będzie. Że to wyzwolenie, nie będzie wcale wyzwoleniem prawdziwym, tylko że będziemy mieli narzucony system stalinowski. Ja myślę, że bardzo wielu ludzi, tych co w tym czasie opuścili kraj dokładnie zdawało sobie z tego sprawę, że ta niepodległość nie będzie pełna, że prawdopodobnie nawet nie na ćwierć.

- I w jaki sposób uciekł "Łokietek" z Polski?

- Wyjechałem wtedy jako Francuz, bo byli Francuzi, którzy walczyli na froncie wschodnim po stronie niemieckiej , więc wyjechałem pod nazwiskiem Claud Langoit. Odpowiednie papiery były zrobione na to nazwisko ze stemplami niemieckimi więc nie miałem żadnego problemu z wyjazdem. Potem już było trochę trudniej z dotarciem do Włoch, jak najbliżej frontu.

- Ale się udało.

- To się odbyło na południe od Rzymu. Nie byłem tam sam. Zaraz jak front szedł, tam zostaliśmy zagarnięci przez aliantów. I od razu skierowano mnie do armii.

- Jaki był szlak bojowy?

- Aż do Ankony, ale nie byłem pod Casino. V dywizja, gdzie byłem poszła do Ankony i tam stała.

- Kto był dowódcą?

- Sulik.

- A potem "Łokietek" musiał znaleźć kryjówkę w Londynie.

- Ja bardzo prędko zostałem zdemobilizowany, bo nie było powodu siedzenia w obozach wojskowych. W tych obozach było tylko coraz większe rozprzężenie i zniechęcenie do wszystkiego. Po demobilizacji od razu znalazłem pracę w Anglii, pracując wtedy na kolei, przez kilka pierwszych lat...

- ... w parowozowni myjąc parowozy?

- Tak jest. Tam były bardzo silne związki zawodowe, więc nikt się nie przepracowywał. Ja miałem oczyścić dwie maszyny w ciągu zmiany , a choć można było je oczyścić w dwie godziny, związek ustalił, że mamy cztery godziny na czyszczenie maszyny.


- I w tym czasie już "Łokietek" studiował historię?

- Nie, trochę później, korespondencyjnie.

- I w którym roku "Łokietek" został magistrem historii?

- Dopiero w latach 60-tych.

- Jak doszło do tego, że z żołnierza "Łokietek" przeistoczył się w działacza politycznego?

- Już zaraz po wojnie wstąpiłem do Ligi Niepodległości, która była organizacją piłsudczyków na emigracji. Uważałem, że należy działać politycznie, bo ktoś kto jest na emigracji powinien działać , mówić wyraźnie czego chce, po co ta emigracja istnieje.


- No właśnie, po co?

- By odzyskać niepodległość Polski. Uważałem, że obowiązkiem każdego, który jest na emigracji, jeśli jest emigrantem politycznym, jest działanie.


- Książę uważa , że konferencje Teheran-Jałta- Poczdan Polsce nic nie dały.

- Oczywiście, uważałem, że postanowienia tych konferencji są dyktatem nam narzuconym. Polska niestety nie była na tych konferencjach reprezentowana . Z góry zdecydowano pewne rzeczy, tak jak w Poczdamie został zdecydowany przyszły porządek w Europie. Granice które Polska dostała po II wojnie światowej były wytyczone bez naszego udziału w Poczdamie. Odzyskaliśmy ziemie zachodnie, które kiedyś przez wieki do nas należały, jako rekompensatę za utratę granic na wschodzie.

- Ale nie uzyskaliśmy reparacji wojennych.

- Nie i to jest bardzo ważne, by kwestie reparacji rozwiązać ostatecznie, dlatego ja uważam, że wielkie znaczenie ma niedawna deklaracja naszego Sejmu , że te reparacje wciąż się nam należą. Dlatego że jeśli jakieś reparacje po wojnie były płacone to były płacone na rzecz Związku Radzieckiego. A nie bezpośrednio nam.

- Ale wróćmy do "Łokietka", początkującego działacza politycznego. Wyrastał "Łokietek" ze starszymi politykami , bo za granicą Polski zostało pokolenie czterdziesto, pięćdziesięcioletnich polityków.

- Pracowałem z wieloma ludźmi, którzy byli przed wojną nawet u władzy . Bo tacy ludzie się grupowali w Lidze Niepodległości Polski, gdzie mieliśmy byłych przedwojennych ministrów i generałów. Może w tym czasie najbliżej pracowałem z generałem Tokarzewskim. To był jeden z najciekawszych ludzi na emigracji, ponieważ miał szerszy pogląd na politykę światową. Podobnie jak prezydent Zaleski.

- Za rządów prezydenta Zaleskiego bywał "Łokietek" już ministrem. Czym się Łokietek" zajmował?

- Byłem przez kilka lat ministrem informacji, potem także z dodaniem spraw wewnętrznych i zagadnień emigracji także. Z wielu względów nasze prace były bardzo ograniczone , ale co miesiąc wydawaliśmy własny organ rządowy . Nazywał się "Rzeczpospolita Polska" . Niestety nie mam dzisiaj wszystkich kopii tego organu w swoim archiwum, chociaż bardzo często też musiałem w nim pisać, bo znowu tak dużo piszących ludzi nie było w zespole. W latach 60-tych wielu już odeszło na drugą stronę z tych co pisali poprzednio.

- Jako historyk, polityk, prezydent Polski na uchodźstwie, z perspektywy minionych lat, jak "Łokietek" postrzega rolę Andersa w naszej historii? Człowieka, który nie podporządkował się dwukrotnie woli Wodza Naczelnego Władysława Sikorskiego. Po pierwsze wyprowadził armię polską ze Związku Radzieckiego. Po raz drugi Anders nie podporządkował się woli Wodza Naczelnego, kiedy w 1943 r nie wprowadził tej polskiej armii do Związku Radzieckiego. Po raz trzeci Anders nie słuchał już Sikorskiego, bo Sikorskiego zamordowano, ale nie posłuchał rządu polskiego, bo rozwiązał armię polską w Anglii chociaż rząd polski nie chciał jej rozwiązać.


- Rola Andersa jest bardzo negatywna i nie zasługuje on na żadne wielkie uznanie, bo to nie był bohater narodowy. Sama bitwa pod Monte Cassino , która dala jemu wielką sławę, nie była konieczna, dlatego, że Niemcy byli tam kompletnie otoczeni i ich poddanie się do niewoli było kwestią dwóch- trzech tygodni. Niemcy już nie mieli żywności. Była to tylko jego, Andersa, osobista decyzja, że my Polacy potrafimy zdobyć klasztor, podczas gdy nikt inny nie chciał poświęcić ofiar dla zdobycia tego klasztoru na wzgórzu, bronionego przez specjalne oddziały SS. Anders więc powiedział "Polacy wezmą" i swoje zrobił, ale w mojej ocenie to była niepotrzebna ofiara. Za tę ofiarę nic nie dostaliśmy. Nikt tej ofiary dobrze nie ocenił. Jedynie pochwałę dostał sam generał Anders otrzymując angielski order. Jeśli chodzi o jego poprzednie stosunki to wiedzieliśmy wszyscy dobrze , że w stosunku do generała Sikorskiego była duża niesubordynacja z jego strony. Nie wiemy jak by to było gdyby armia Andersa została w ZSRR i walczyła po stronie radzieckiej . Ale prawdopodobnie sytuacja dla Polski byłaby lepsza od tej jaka powstała w roku 1945 , kiedy tylko różne resztki tworzone przez Berlinga walczyły na tym froncie. Poza tym jest duże podejrzenie , że generał Anders maczał też palce w zamachu na Sikorskiego, bo kilkakrotnie były próby zamachów na Wodza Naczelnego w czasie wizyty generała Sikorskiego na Bliskim Wschodzie. A stacjonujące tam wojska były kontrolowane przez Andersa- to był drugi korpus. Poza tym wypowiedzenie przez Andersa posłuszeństwa prezydentowi Zaleskiemu w 1954 r było dowodem, że był on sam rządny władzy. Dlatego, że stworzył niekonstytucyjny organ pod nazwą "Rady Trzech" - trójgłowego prezydenta"- do której to rady wszedł Anders, Arciszewski- były premier z PPS-u i ambasador Raczyński, który później w 1979 r. został tym drugim , nie konstytucyjnym konkurencyjnym prezydentem na emigracji.

- Konkurującym z Zaleskim.

- Tak jest.

- Również Anders odmówił złożenia przysięgi prezydentowi Zaleskiemu, który widział mimo wszystko w Andersie swojego następcę - odmówił mu przysięgi, że jako prezydent Anders będzie działać zgodnie z polską racją stanu.

-Tak. Wyszła wtedy na jaw tzw sprawa Bergu. Otóż, stronnictwa opozycyjne, jak PPS, Stronnictwo Narodowe, i NiD wysyłały do kraju różnych agentów, żeby podburzać Polaków w kraju przeciwko sowietom. Co rząd ówczesny i Zaleski uważali za bardzo niestosowne, dlatego, że nie było żadnej sytuacji, żeby cokolwiek mogło się udać. Żeby mógł się powieść jakikolwiek zamach czy zmiana w kraju. Takie działania tylko niepotrzebnie narażały ludzi. I kiedy afera Bergu wyszła na jaw Zaleski zażądał wyjaśnień. Tymczasem Anders i inni sprawcy wielu nieszczęść do których doszło na skutek ich akcji, prowadzonej źle i bez wiedzy prezydenta Zaleskiego,

Sprawcy nieszczęść i zła nie chcieli się wytłumaczyć ze swojej akcji. Generał Anders mówił, że nie może dać prezydentowi Polski takiej obietnicy, że ci ludzie, odpowiedzialni za aferę Bergu, nie wejdą do rządu, który on by formułował jako prezydent Polski. O to się rozbiła nominacja Andersa na następcę prezydenta . Zresztą parę miesięcy później Anders wypowiedział posłuszeństwo Konstytucji i sam się zrobił tym następcą prezydenta, jako jeden z trzech samozwańców.

- Afera Bergu przypadała na lata...

- To początki lat 50-tych . Bo po 1947 r. kiedy Zaleski został prezydentem na skutek zmiany następcy dokonanej przez prezydenta Raczkiewicza, z Arciszewskiego na Zaleskiego , Arciszewski ustąpił z rządu i przeszedł do opozycji z większością PPS-u .

- ?

- Rozłam w PPS powstał dlatego , że rząd głosował . Były dwie nominacje. Raczkiewicz na swego następcę wyznaczył Arciszewskiego już w 1944r, ale decyzję tę Raczkiewicz zmienił w kwietniu 1947 r, na dwa miesiące przed swoją śmiercią wyznaczając swym następcą Zaleskiego. Raczkiewicz był chory przez kilka miesięcy przedtem i decyzję tę podjął w sanatorium . Więc w tej sytuacji rząd składający się z koalicji trzech stronnictw Polskiej Partii Socjalistycznej( PPS), Stronnictwa Narodowego( SN) i Stronnictwa Pracy( SP) głosował. SN i SP głosowały za przyjęciem zmiany Raczkiewicza . Za ostatnią wolą Raczkiewicza. Oczywiście ministrowie PPS głosowali przeciw, by utrzymać nominacje Arciszewskiego. Za wyjątkiem jednego z PPS prof. Plagiera, który głosował za nominacją Zaleskiego i potem był prezesem Rady Narodowej przy Zaleskim. Plagier później stworzył też Związek Socjalistów, bo się rozłamał z PPS-em...

- Ale wróćmy do afery Bergu.

- I wtedy te trzy grupy opozycyjne w stosunku do legalnego rządu Zaleskiego stworzyły Radę Polityczną, która zajmowała się wywiadem w kraju, za pieniądze amerykańskie, bo wzięto od rządu USA kilka milionów dolarów na ten cel. A ponieważ dogadano się z Amerykanami w miejscowości Berg sprawa nosi nazwę "Afery Bergu". Amerykanom powiedziano, że będą robili dla nich wywiad, a wywiad ten, robiony z Berlina Zachodniego, był tak źle robiony, że przeniknęli doń sami agenci z PRL-u. Stało się tak, bo ci ludzie którzy byli odpowiedzialni za ten wywiad nie mieli pojęcia, jak się ten wywiad robi. To był pan Białas z PPS-u , Edward Sojka ze Stronnictwa Narodowego i Rzeńczykowski z NID-u.

- Skutki były dwa. Po pierwsze, w Anglii niektórzy na tym nieźle zarobili i pobudowali sobie rezydencje w Londynie i jego okolicach. Po drugie, w kraju tysiące ludzi trafiło do więzień...

- Tak jest. Wiezienia zapełniły się ludźmi, którzy zostali aresztowani czy wpadli przez te zupełnie niepotrzebne kontakty. A wszystkie pieniądze amerykańskie dla tych stronnictw szły przez ambasadora Raczyńskiego. który był bardzo dobrze widziany w Anglii, bo był ambasadorem Polski w Anglii od roku 1936. Był też członkiem angielskiej partii liberalnej, w której siedzibie do tej pory wisi jego portret.

- Dlatego prezydent Zaleski domagał się także od Andersa tego, by rozliczyć winnych afery Bergu.

-Tak jest. Szło o to żeby nie wpuścić ich do rządu, bo tak jak wyglądał przygotowywany wówczas przez nich akt zjednoczenia londyńskiej emigracji polskiej, to oni by w naszym rządzie emigracyjnym wszystko przejęli- te trzy stronnictwa, które były odpowiedzialne za aferę Bergu. I to było wówczas głównym powodem rozłamu politycznego. Ale ponieważ te stronnictwa miały pewien wpływ



- Anders zdecydował się ich poprzeć i wypowiedział posłuszeństwo prezydentowi Zaleskiemu.



III.

- Kto i dlaczego zostaje członkiem Orderu Świętego Sanisława?

- Głównie przez rekomendacje obecnych członków. To jest konieczne, przecież ja wszystkich ludzi osobiście nie znam. Jak mieliśmy teraz inwestyturę w Poznaniu to miejscowy przeor wybrał ludzi. Jest to jego odpowiedzialność, by znaleźć ludzi odpowiednich dla Orderu. Bo nie chcemy kogokolwiek kto może później robić różne "sztuki". Tak niestety było niestety na początku naszej działalności w kraju , nieodpowiedni ludzie organizowali inwestytury. Tak było w Bielsku Białej gdzie mieliśmy inwestyturę, a ówczesny przeor zebrał ok. 60 osób bez badania kto i co i wszyscy się rzucali w kościele jeden przez drugiego, żeby być najpierw inwestowanym. Tak nie może być. Przeorem był wtedy Czajkowski . On sam chodził ciągle podpity z butelką, niektórych ludzi zawiadomił o innej godzinie, że ta inwestytura będzie , później ludzie przyjeżdżali, a tu już było po wszystkim. Więc musi być dobry porządek. A w Poznaniu był dobry porządek, wiedzieliśmy co, kto i o której godzinie i kto będzie inwestowany. Bardzo dobre jest też to w Poznaniu, że mamy tam w Orderze wojewodę i wicewojewodę, obydwu dostojników wielkopolskich mamy w Orderze.

- A skąd -i dlaczego się pojawił- pomysł stworzenia instytucji pozarządowej: Orderu Św. Stanisława?

- Ano, to już był 1979 r. Był czas, bo było 900-lecie śmierci św. Stanisława. Myślałem już dawniej o tym, że ten order nigdy nie został przywrócony Polsce po 1920 r. Że należy go przywrócić. I w tym czasie był odpowiedni moment, papież też składał homilie do św. Stanisława z racji tej rocznicy. Uważam, że dobrze się stało, że został przywrócony, bo dziś szeroko się rozwija jako order międzynarodowy za zadanie mając działalność charytatywną.

- A jakie prace charytatywne order wykonuje w Colchester?

- W Anglii mało, ale w kraju pomagamy co roku szpitalowi dzieciątka Jezus w Warszawie, który również był wymieniony w oryginalnym statucie Orderu za czasów Stanisława Augusta. Kawalerowie tego Orderu płacili na ten szpital. Pomagamy też sanktuarium w Kałkowie Godowie przy budowie domu dla dzieci niepełnosprawnych

- Ale tam był skandal.

- Tam było coś nie w porządku. Tak. Była tam zrobiona tablica, ale Pan który zbierał pieniądze na tę tablicę, albo nie przekazał ich księdzu, albo też umieścił na tablicy nazwiska ludzi, którzy obiecali mu dać pieniądze zanim on ją zrobił a pieniędzy tych potem nie dali. Dlatego ta tablica została zmieniona i zostały z niej zniesione nazwiska osób które nie zapłaciły.

- A nie zastanawiają księcia te skandale wokół Orderu? A to nagle jakiś Stanisław Iwańczuk robi coś dziwnego, a to w prasie ukraińskiej ukazują się teksty przedstawiające księcia jako esesmana. Dlaczego tak się działo?

- W prasie ukraińskiej może dlatego tak było, że myśmy zanadto byli widoczni w działalności na Ukrainie. I personalnie związani raczej z rządzącą elitą. I to prawdopodobnie spowodowało, poprzez naszego tamtejszego przeora, który był tam częścią rządzącej elity i wielu ministrów i generałów było w orderze, to dało niektórym ludziom wrażenie, że order jest polityczny i że popieramy ten rząd a nie inny. Podczas gdy order jest zupełnie apolityczny i nie popiera żadnego rządu. My uznajemy rządy państw w których działamy charytatywnie , ale politycznie nie popieramy żadnych rządów, bo to nie jest zadaniem Orderu. Zaszło więc prawdopodobnie na Ukrainie niezrozumienie naszej roli wykorzystane w tamtejszej walce politycznej. Natomiast Iwańczak to jest osobistość mała, która się zbuntowała. Chciał być sam Wielkim Mistrzem Orderu i dzisiaj został osamotniony. Żadnej już grupy przy nim nie ma.

- Ale to był minister spraw wewnętrznych w pańskim rządzie emigracyjnym , a są tacy którzy twierdzą, że był zdrajcą Polski w okresie II wojny światowej, podejrzewa się go także o współpracę z niemieckim wywiadem...

- Bardzo możliwe że był, ale myśmy o tym nie mieli żadnych informacji. Ta sprawa wynikła dopiero w ostatnich dziesięciu latach.

- Ale to Iwańczak kilka lat temu napisał do rządu Stanów Zjednoczonych donos na Pana, o tym że jest Pan oszustem bezpodstawnie tytułującym siebie Wielkim Mistrzem Orderu Świętego Stanisława i prezydentem Polski na uchodżstwie...

- Doniesienie , które oficerowie Pentagonu dokładnie zbadali i na które on nawet nie dostał odpowiedzi. Za to myśmy - kierownictwo Orderu - dostali z Pentagonu wyjaśnienia dlaczego oni badali tę sprawę i stwierdzili, że nie ma nic przeciwko Orderowi. Przy tej okazji dowiedzieliśmy się, że nasza działalność w Stanach Zjednoczonych jest pozytywnie oceniana. Więc Iwańczak nic przez to swoje doniesienie nie wygrał.

- Ale siał intrygę

- Tak. Robił zamieszanie.

- Prezydent USA Bill Clinton osobiście podpisał pewien dokument...

- Z racji inwestytury w Waszyngtonie otrzymaliśmy list od Clintona z życzeniami dalszego powodzenia w pracy charytatywnej . Takie życzenia mamy także od gubernatorów Mary Land i Wirginii i burmistrza Waszyngtonu. Na przyszły rok prawdopodobnie będziemy mieć dużą inwestyturę w Waszyngtonie w katedrze narodowej. Bo prawdopodobnie - tak będzie teraz- ograniczymy się w Ameryce do dwóch miejsc, w których obywać się będą inwestytury. Dotychczas mieliśmy inwestytury w różnych miejscach i o różnych porach. A teraz ograniczymy się do jednej w ciągu roku w Waszyngtonie i drugiej w Kalifornii . Będą się odbywać tam gdzie są największe skupiska członków Orderu, bo ostatecznie inni mogą dojechać bardzo łatwo do tych miejscowości.

- W Stanach Zjednoczonych w Orderze jest bardzo dużo wpływowych wojskowych.

Dlaczego?

- Tak jest. Mamy w Orderze ok. 30 generałów . Niestety dużo z nich jest mocno starszych wiekiem, emerytowanych jak generał Westmorland, który był swego czasu szefem sztabu i dowódcą wojsk amerykańskich w Wietnamie. Bardzo zasłużony człowiek dla Ameryki i Europy Zachodniej. Drugi generał - Seignions był kiedyś przez wiele lat prezesem NATO a potem ambasadorem nadzwyczajnym Stanów Zjednoczonych, objeżdżał on różne kraje z misją swego rządu.

- Ci ludzie nie mieli i nie mają wątpliwości kim jest Sokolnicki a polscy historycy mają. Milczą na Pana temat.

- To zależy od nich. Od tych historyków. Nawet Kongres Stanowy Kalifornii swego czasu ustalił, że ja jestem legalnym prezydentem i nawet mam takie oświadczenie wydane przez Kongres Stanu Kalifornia. Dlatego jak przyjeżdżałem do Kalifornii miałem body gard i eskortę z policji dla ochrony. Ale dlaczego historycy polscy nie uznają mnie to jest pytanie do nich. To oni muszą na to odpowiedzieć.

- A czy ktoś z badaczy, historyków, prawników zwrócił się do księcia ?

- Od przedstawicieli młodego pokolenia czasem dostaję pytania , poprzez internet, od kilku ludzi, którzy robią dyplomy magisterskie. Staram się im w miarę możliwości odpowiedzieć na pytania. Nawet przesłałem takim ludziom kopie rozmaitych dokumentów o które oni prosili. Jedna praca magisterska powstała w Poznaniu , młodej kobiety, która robiła magisterium o mojej działalności na emigracji.

- Proszę mi powiedzieć jeszcze o takiej rzeczy. Ja do tej rozmowy tkwiłem w błędnym przekonaniu, że wolne wybory powszechne w Polsce powinien rozpisać prymas Polski . Nie czytając Konstytucji 1935 r zawierzyłem prawnikowi, którego poznałem dwa lata temu w Poznaniu, na jednej z inwestytur Ordereu Świętego Stanisława . Ten młody prawnik z Gdańska, twierdził tak w obecności pana Roberta Majki, że prymas Polski powinien być tą osobą, która z chwilą braku prezydenta na uchodźstwie staje się głową państwa, by rozpisać wolne wybory. Dziś usłyszałem, że to nie tak.

- Faktycznie konstytucja 1935 r. nie wspomina Prymasa zupełnie. Jeśli chodzi o prymasa to był to zwyczaj w Polsce przedrozbiorowej. Gdybyśmy mieli sięgnąć do Polski przedrozbiorowej, to prymas, gdy król abdykował lub umierał, przejmował władzę i przeprowadzał elekcję nowego króla. Oczywiście można by to było zastosować i do obecnej sytuacji.

Ale nie byłoby to już w oparciu o konstytucje 1935r tylko w oparciu o autorytet osoby prymasa jako bezstronnej do przeprowadzenia wolnych wyborów.



IV.

- Reprezentuje Pan dwudzieste pokolenie szlachty polskiej. Jest Pan też ósmym Wielkim Mistrzem arystokratycznego i międzynarodowego Orderu Świętego Stanisława utworzonego przez ostatniego polskiego króla. Pozwoli więc Pan, że zapytam dlaczego dziś łatwiej jednoczy się ukraińska arystokracja od polskiej?

- Polska arystokracja mogła by też się zjednoczyć, ale Ukraińcy w ogóle są skłonni, żeby się zespolić, szybciej niż Polacy, bo Polacy są bardziej rozbici na partie polityczne, niż Ukraińcy. Tam do pewnego stopnia jest zrozumienie, że skoro jesteśmy Ukraińcy, to musimy się łączyć i siebie wspierać. Niestety tego zrozumienia u nas nie ma. A powinno być. Nie było tego na emigracji, bo mieliśmy dziesiątki przykładów jeśli ktoś się dorobił z emigrantów to inni zaczynali być zazdrośni i chcieli go bojkotować zamiast mu pomóc. To jest niestety ujemna cecha naszego narodu. To jest zazdrość i warcholstwo, które zawsze było i będzie.

- A może to jest niewidzialna ręka spadkobierców tajnych instrukcji Bismarcka czy NKWD ? Instrukcje te były jednoznaczne. Jeśli się pojawiał gdzieś wśród Polaków jakiś autorytet należało go zniszczyć. Albo przy pomocy oskarżenia go o prymitywne przestępstwo albo fizycznie, bo jak mawiał Stalin, gdy nie ma człowieka nie ma problemu.

- Tak jest. To może być też. Oczywiście. I znowu trzeba pamiętać, że ukraińskiej arystokracji było o wiele mniej niż polskiej. A więc mniejszy zespół ludzi jest łatwiej zjednoczyć niż większy.

- Ważny jest też problem rodowej sukcesji. Polska monarchia, Korona, zrezygnowała z takiej sukcesji na rzecz elekcji, Skończyło się to rozbiorami.

- Tak jest. Praktycznie prawie wszystkie monarchie , te które były dziedziczne, przetrwały, podczas gdy wolna elekcja była bardzo niedobra dla Polski, bo umożliwiła działać rozmaitym kandydatom zagranicznym, którzy w swoich programach wcale nie mieli interesów tożsamych z interesem Polski. Bo tylko chcieli dla swych doraźnych celów uzyskać polską koronę albo pracowali na rzecz innego mocarstwa. Przykładowo, kandydaci francuscy byli ludźmi Ludwika XIV i pracowali dla dobra Francji. Podobnie inni kandydaci. Wolna elekcja była bardzo szkodliwa i przyczyniła się niewątpliwie do upadku Polski

- Ale z tym problemem sukcesji ma do czynienia niewątpliwie i dzisiejsze państwo polskie, bo nadal nie doszło do sukcesji prezydentury.

- Nie doszło i w obecnej sytuacji jest to trudne. Ale ja nie widzę też możliwości restytucji monarchii w Polsce, bo nie ma po prostu odpowiednich kandydatów

- A jest ścieżka prawna. Mogą się przecież zebrać polskie rody szlacheckie i ....

- Mogłyby, ale nie wygląda by mogłoby to się zdarzyć w najbliższym czasie. Ja wiem, że jest niewielka grupa monarchistów w Polsce, która marzy by odtworzyć monarchię, ale w tej chwili ja nie uważam tego za realne. Za możliwe do osiągnięcia. Musimy zostać na razie przy systemie republikańskim.

- Z sukcesją ma też problem Order Św. Stanisława. Kto będzie następca Wielkiego Mistrza?

- Zobaczymy. W tej chwili nie mogę nic ostatecznie powiedzieć. Ale jest już ktoś w przygotowaniu.

- Jako prezydent w Londynie miał Pan sekretarza, gabinet, urząd?

- Mieliśmy, powiedzmy, dorywczo - bo stałego sekretarza nie było. Ale było kilka osób, które chętnie przychodziły pomagać bezpłatnie. Jednym z nich był major Nowicki, niestety zmarły dwa lata temu - który zawsze robił wszystkie maszynopisy, odbitki. Pracowity był z niego człowiek. Takich mieliśmy zawsze ochotników już od lat 60-tych. Bo niestety nie było funduszy, żeby płacić ludziom

- Co to za rząd, który nie ma kasy?

- Kasa była ograniczona, powiedzmy do kilkudziesięciu tysięcy funtów rocznie, więc za taką sumę nie można bardzo dużo zrobić.

- Jako prezydent z jakimi innymi prezydentami państw Pan się spotykał i z czyjej to było inicjatywy ?

- Bardzo dobrze się pracowało z królem albańskim Leko i także z prezydentem Estonii , prezydentem Wolnej Chorwacji generałem Seczinem.

- Czy im się udało wrócić na urząd ?

- Premier Chorwacji, dawny minister spraw zagranicznych, jest w Chorwacji. Wrócił. Ale nie zajmuje żadnego stanowiska. Tam jest ta sama sytuacja co w Polsce, że większość tych ludzi, którzy działali na emigracji nie odgrywa dziś żadnej roli.

- A czy w tych państwach także nie ma ciągłości historycznej?

- Litwa i Łotwa nie miały rządów emigracyjnych, więc nie mogły powrócić do czasów przedwojennych. Jedynie Estonia miała rząd emigracyjny. Czechy miały bardzo późno stworzony rząd emigracyjny, przedtem był tylko Komitet Narodowy, który najpierw prowadził generał Prchala a później się rozpadł ten Komitet na dwa, trzy ugrupowania . Węgrzy nigdy nie mieli żadnej reprezentacji za granicą, bo było wśród nich zbyt duże rozbicie. Rumuni tak jak i Bułgarzy mieli króla, więc w oparciu o tych króli działały ich Komitety Narodowe. Król Michał abdykował a król bułgarski został zdetronizowany gdy miał siedem lat w czasie gdy został wyrzucony ze swojego kraju - więc nie mógł abdykować będąc niepełnoletnim. Ale oni tyko działali poprzez Komitety Narodowe i oczywiście bardzo mocno byli za porozumieniem Środkowo Europejskim. Król Bułgarski Simeon później wrócił do kraju i został premierem. Ale o ile myślał, że tym sposobem doprowadzi do restytucji monarchii to się zawiódł.

- Gdyby dzisiaj otrzymał książe telefon z polskiej telewizji co by powiedział Rodakom?

- Skorzystałbym z tego zaproszenia i raczej apelowałbym do ludzi o jedność. Bo wydaje mnie się, że najgorszą chorobą w kraju jest rozbicie polityczne, za wielka ilość partii, za wielkie partyjnictwo. Wystarczyłoby nam 3-4 partie i to zupełnie wystarczy by mieć wolne wybory i wyłonić większość. Czym większa ilość partii tym bardziej rozdrabnia się społeczeństwo, rozdrabniają się głosy i prowadzi to do bardzo niestałych koalicji. Mieliśmy przykład co się działo w czasie III Republiki we Francji, a także we Włoszech po wojnie, gdzie rządy zmieniały się co 6 miesięcy, bo nikt nie miał większości. Duże rozbicie polityczne jest niezdrowe. Jest dobrze tak jak w Anglii gdzie mamy trzy zasadnicze partie.

- A może książę nie ma wyboru i powinien książę wykorzystać jedność jaka już w kraju powstała wokół kwestii odszkodowań należnych Polsce za II wojnę światową?

- I to jest bardzo dobre, że ta jedność zaistniała w tym wypadku.

- A może księcia misją jest utworzenie nowej partii politycznej? By choćby w sposób honorowy jest przewodniczyć ? Wokół tej najwyższej racji - walki o należne Polsce odszkodowania?

- Prawdopodobnie bym akceptował pozycję honorową, jako honorowego prezesa takiej partii, ale nie podjąłbym się już aktywnej działalności dziś.

- Taka nowa formacja powinna wejść do życia politycznego, po to by już w Polsce nie fałszowano historii, by zabiegać o ciągłość historyczną i polityczną państwa polskiego zgodną z polską racją stanu.

- Byłoby bardzo dobrze gdyby taka partia powstała, ale to w dużym stopniu zależeć będzie od działaczy w kraju, którzy zechcą taką partie utworzyć . Jak mówię udzieliłbym poparcia poprzez przyjęcie honorowego przewodnictwa tej partii Ale dzisiaj już nie chcę być liderem partii, bo na to trzeba być cały czas na miejscu a po drugie mieć trochę więcej energii i być młodszym niż ja jestem. Mam 84 lata, to jest już trochę za późno na lidera partii

V.

- Może książę powiedzieć jak się odbyło przyjęcie brytyjskiego obywatelstwa?

- Bardzo łatwo, jak się siedzi tutaj przez szereg lat to automatycznie się je otrzymuje , wystarczy pięć lat.

- A w "Tesco" co " Łokietek" robił?

- Byłem menadżerem na poziomie sklepu. To było w początkach lat 70-tych, w Finszyn Road, ten sklep uległ potem zamknięciu.

- A co się stało z lokomotywownią w której Pan pracował zaraz po wojnie?

- Odszedłem stamtąd po dwóch latach , sądzę że dzisiaj po niej zostały tyko budynki , bo wiele się zmieniło, kolej jest zelektryfikowana i nie ma potrzeby czyszczenia parowozów.

- Czy jako prezydent rządu emigracyjnego nie czuł Pan zagrożenia ze strony wywiadu? PRL-u lub ZSRR?

- Nie myśleliśmy specjalnie o jakimś zagrożeniu osobistym. Nie.

- W PRL-owskiej Polsce lat 1944-1956 przeciwników politycznych mordowano, porywano. Wywożono poza granice polskie. Wam dano żyć. Zabito tylko Sikorskiego?

- Tak. To była inna sprawa. Sikorskiemu obiecano za wiele. W okresie kiedy byliśmy właściwie jedynymi aliantami jemu obiecano za wiele ze strony angielskiej. A że on nosił wszystkie swoje papiery w teczce...

- ...to pozbawiono go życia i tej teczki.

- Prawdopodobnie tak, bo on chciał uratować dla Polski co najmniej Lwów . Bo uratowanie Wilna byłoby o wiele trudniejsze, ale Lwów by wytargował. Bo jak zginął Sikorski nie było nikogo o podobnym pokroju politycznym by go zastąpić. W wojsku został zastąpiony generałem Sosnkowskim , który zdecydowanie politykiem nie był, a w rządzie został zastąpiony Mikołajczykiem . A Churchil już nie miał do Mikołajczyka tego samego stosunku co do Sikorskiego.

- Sikorski był osobistością. Posiadał międzynarodowy autorytet. Przykładowo, od wielu lat był akceptowany przez Francuzów , przez wysokiej rangą oficerów.

- A Mikolajczyk nie miał już tego znaczenia. Najlepszym dowodem tego było, że Sikorski kiedy tylko chciał dostawał się bardzo szybko do Churchila, podczas gdy Mikołajczyk musiał czekać godzinami na przyjęcie. Od razu ta zmiana była widoczna.

- Ta zmiana dotyczyła również Stalina.

-Tak jest. Z Mikołajczykiem Stalin się prawie w ogóle nie liczył. Zresztą później Stalin nie potrzebował nikogo, miał swoich ludzi. Ale do stworzenia rządu, tzw. Rządu Jedności Narodowej, Mikołajczyk był potrzebny , przynajmniej jako pewnego rodzaju reprezentacja z zagranicy w tym rządzie. Dlatego był tak negatywny stosunek innych później do Mikołajczyka , że on przez swój wyjazd do Moskwy ułatwił stworzenie tego rządu, który przecież nie był żadnym rządem jedności, tylko oddawał 70 proc. władzy w ręce komunistów albo ich sprzymierzeńców.

- A udało się" Łokietkowi" i historykowi Sokolnickiemu porozmawiać o tym z Mikołajczykiem ?

- Nie. Mikolajczyk siedział w Ameryce po ucieczce z kraju.

- A dlaczego emigracja polska polityczna w Londynie uważała i uważa takich ludzi jak Jan Nowak Jeziorański za zdrajców Polski?

- To jest trudno powiedzieć, bo zawsze jego pozycja była mocno krytykowana w Radiu Wolnej Europy. I także chodziły o nim słuchy, że on pracował pod okupacją niemiecką w administracji pożydowskich skonfiskowanych dóbr...

- Pomagał Niemcom grabić Żydów?

- Tak jest , chodziły takie słuchy. Nowak Jeziorański wytoczył jednak jeden proces w Niemczech o zniesławienie i wygrał go. Wręcz oskarżono go o to, że pomagał nazistom w Warszawie przy rabowaniu mienia żydowskiego.

- Książę kiedyś mi powiedział, że z londyńskiego punktu siedzenia alianci, w tym Amerykanie, byli przez Was postrzegani bardziej jako sojusznicy Moskwy niż wolnej Polski.

- W pewnych okresach czasu tak. To się potem z biegiem lat zmieniało na lepsze. Ale w pierwszym okresie Amerykanie uważali, że sowiecka Rosja jest bardzo ważna jako sojusznik. Dopiero później się zorientowali, że ten sojusznik podminowywał także ich wpływy , że to nie była obustronna współpraca.

- Dziękuję za rozmowę

Zdjęcia przedstawiają byłego prezydenta RP na uchodźstwie J.N. Sokolnickiego z żoną Avril i Wielkiego Kniazia Kijowa, Czernichowa i Karaczewa M. Karaczewskiego Wołk oraz księżną D. Polanowską z autorem.


Rozmawiał: Andrzej Kępiński

fot. J. Stopka

Robert Majka z Przemysla, tel.506084013 mail: robm13@interia.pl
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Jadwiga Chmielowska
Site Admin


Dołączył: 02 Wrz 2006
Posty: 3642

PostWysłany: Sro Lut 21, 2007 3:35 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Pani Elzbieto! Niestety polskie słuzby dyplomatyczne trzeba w całości zlustrować. Potem być może przyjdzie czas na reszte, ale juz teraz odsłaniają sie pewne możliwości dla Polonii
Raport WSI to 1 część, bedą nastepne. To też pierwsza partia nazwisk. Ustawa lustracyjna wchodzi w życie już 15 marca. Do 15 kwietnia wszyscy, kórych dotyczy wmóg muszą złożyć oświadczenia lustracyjne. A potem bedzie upubliczniona lista zasobów IPN.

_________________
Jadwiga Chmielowska Przewodnicz?ca Oddzia?u Katowice i Komitetu Wykonawczego "Solidarnosci Walcz?cej"
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum




Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group