" /> Dyskusje ogólne :: Służba Bezpieczeństwa Okrągłego Stołu
Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Służba Bezpieczeństwa Okrągłego Stołu
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Esse Quam Videri
Weteran Forum


Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 754
Skąd: Tczew

PostWysłany: Sro Cze 17, 2009 12:58 pm    Temat postu: Gorączka pomiędzy turami Odpowiedz z cytatem

Gorączka pomiędzy turami

Strona reprezentowana przez Komitet Obywatelski "Solidarność miała pomiędzy dwiema turami wyborów kontraktowych DWA zmartwienia:

1)
uratować tzw. "listę krajową" (której większość przepadła w I turze) - zob. "Przegląd Wiadomości Agencyjnych" nr 192 z 17 czerwca 1989 r.:


Józef Golonka "Ból główy po zwycięstwie"





Przygotowując projekty ustaw nie zauważono (także po stronie KO"S") luki w projekcie ordynacji wyborczej (= braku regulacji na wypadek, gdyby ktoś spośród 35 kandydatów na "liście krajowej" nie został wybrany0. Potem usiłowano to zaklajstrować wypowiedzią Bronisława Geremka "pacta sunt servanda", przy czym "nasza" strona z trudem ukrywała konfuzję, nie tyle z powodu niedostrzeżenia owej luki prawnej, co raczej z powodu wykreślenia większości owych kandydatów przez wyborców. Owe "pacta" były dla KO"S" cenniejsze aniżeli wola wyborców. I tu jest pies pogrzebany!

2) uratować Jana Józefa Lipskiego przed rywalem Janem Pająkiem - zob. "Przegląd Wiadomości Agencyjnych" nr 190 z 3 czerwca 1989 r.:

Wojciech Giełżyński, "Pięć przed dwunastą"



bez autorstwa, "Wybory na wsi Zbrosza Duża - Kozienice - Gniewoszów", str. 4 i 5



http://encyklopedia-solidarnosci.pl/wiki/index.php?title=008889190005

Ofensywa propagandowa (zwłaszcza w "Gazecie Wyborczej") zaczęła się już przed I turą, tylko dlatego, że ktoś (w tym wypadku - Jan Pająk), powołujący się na "Solidarność", ale nie będący kandydatem KO"S", ośmielił się rywalizować z kandydatem KO"S" (w tym wypadku - Janem Józefem Lipskim). Ponieważ Jan Józef Lipski nie został wybrany w I turze (w II został, zresztą wyprzedziwszy rywala ilością głosów już w I turze), ofensywa wzmogła się. W sytuacji takiej jak Lipski znaleźli się dwaj kandydaci KO"S" do Senatu w woj. pilskim, Baumgart i Nowicki. Im jednak nie poświęcono w "Gazecie Wyborczej" po OSIEM publikacji wspierających ich, lecz po JEDNEJ (i dopiero pomiędzy turami). Najwidoczniej rywal tych 2 kandydatów, Stokłosa, był kierującym ową ofensywą MNIEJ NIEMIŁY aniżeli Jan Pająk.!

Ofensywa była wymierzona także w innych, którzy ośmielili się kontrkandydować przeciwko innym reprezentantom lewicy laickiej: Kazimierozwi Świtoniowi (rywalowi Michnika), mec. Władysławowi Sile-Nowickiemu (rywalowi Jacka Kuronia). W tej ostatniej kwestii jeden z harcowników (Antoni Pawlak, "Siła złego", "Przegląd Wiadomości Agencyjnych" nr 190 z 3 czerwca 1989 r., str. 9 http://encyklopedia-solidarnosci.pl/wiki/index.php?title=008889190008) zapędził się tak daleko, że wytknął mecenasowi, iż ten siedział w Radzie Konsultacyjnej przy gen. Jaruzelskim w czasie, gdy Jacek Kuroń siedział w więzieniu. Jest to nieścisłe chronologicznie: gdy WS-N zasiadał w Radzie, JK zasiadał do rozmów z oficerem SB Lesiakiem (a już nie siedział w więzieniu), zaś niemal dokładnie w czasach, gdy Siła-Nowicki siedział w więzieniu (16 IX 1947 - 1 XII 1956; w tym od 3 XI 1948 przez pewien czas z wyrokiem śmierci, zamienionym na dożywocie!), Kuroń był początkującym i bardzo gorliwym komunistą (od 1949 r. w ZMP, od 1952 r. w PZPR).

_________________
facet wyznaj?cy dewiz? Karoliny Pó?nocnej: Esse Quam Videri
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 19 Wrz 2019
Posty: 123

PostWysłany: Czw Wrz 19, 2019 7:15 am    Temat postu: Może Cię zaciekawi... Odpowiedz z cytatem

Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Esse Quam Videri
Weteran Forum


Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 754
Skąd: Tczew

PostWysłany: Pią Cze 26, 2009 9:00 pm    Temat postu: Nie dziwota: wiadomo, po co jest "Gazeta Wyborcza" Odpowiedz z cytatem

Nie dziwota: wiadomo, po co jest "Gazeta Wyborcza"...








I wszystko jasne, życie staje się prostsze!

_________________
facet wyznaj?cy dewiz? Karoliny Pó?nocnej: Esse Quam Videri
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Stanislaw Siekanowicz
Weteran Forum


Dołączył: 19 Paź 2008
Posty: 1146

PostWysłany: Nie Cze 28, 2009 4:18 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Gazety w PRL miały inny papier i farbę, "Wyborcza" nawet do tego się nie nadaje , bo papier nie ma właściwości wchłaniających, a farba rozmazuje się po całej tej szlachetnej części ciała.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Esse Quam Videri
Weteran Forum


Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 754
Skąd: Tczew

PostWysłany: Sro Lip 15, 2009 1:59 pm    Temat postu: Ale chodzi o zasadę! Odpowiedz z cytatem

Ale chodzi o zasadę!

Zasada AM (czytaj: Autoryteta Moralnego) jest taka:

"wasz prezydent, nasz premier[, a moja gazeta]".

_________________
facet wyznaj?cy dewiz? Karoliny Pó?nocnej: Esse Quam Videri
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Esse Quam Videri
Weteran Forum


Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 754
Skąd: Tczew

PostWysłany: Nie Lip 19, 2009 6:13 am    Temat postu: Przedobrzył 20 lat temu Odpowiedz z cytatem

Przedobrzył 20 lat temu

Dokładnie 20 lat temu (19 lipca 1989 r.) w Warszawie Zgromadzenie Narodowe "wybrało" gen. Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta PRL. "Wybrało" w cudzysłowie, bowiem - spośród JEDNEGO kandydata. Przeciwko temu, że 260-osobowy Obywatelski Klub Parlamentarny, uchodzący w oczach milionów wyborców za alternatywę wobec dotychczasowego obozu władzy (reprezentowanego przez pozostałych 300 członków ZN), nie wystawił własnego kandydata, zaprotestował Marek Jurek. Nie był obecny na głosowaniu, zamiast tego było obecne (odczytane na sali obrad) jego usprawiedliwienie:

„Wobec wystawienia tylko jednej kandydatury na Prezydenta, stwierdzam, że w wyborach tych, które nie są autentycznymi wyborami, w których przedstawicielstwo narodu wybierałoby Prezydenta spośród wielu kandydatów, w wyborach takich brać udziału nie będę.”

Kto wie, czy nie było tak, że właśnie dzięki temu zmniejszeniu quorum o osobę Marka Jurka gen. Jaruzelski został "wybrany".

Tego samego dnia (po nadejściu wiadomości z Warszawy o wyniku tego głosowania) w Londynie nagle zmarł prezydent RP na wychodźstwie, Kazimierz Sabbat.

_________________
facet wyznaj?cy dewiz? Karoliny Pó?nocnej: Esse Quam Videri
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Esse Quam Videri
Weteran Forum


Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 754
Skąd: Tczew

PostWysłany: Sob Lip 25, 2009 12:55 am    Temat postu: Casus Falzmann semper actualiter Odpowiedz z cytatem

Casus Falzmann semper actualiter

Przemówienie prof. Mirosława Dakowskiego,
wygłoszone 25 lipca 1991 r.
(= dokładnie 18 lat temu)
na pogrzebie Michała Falzmanna

źródło:

Mirosław Dakowski, Jerzy Przystawa,
"Via bank i FOZZ. O rabunku finansów Polski",
wydawnictwo "Antyk", Komorów 1992, str. 105-107



W tym miejscu, nad trumną Michała Falzmanna, należy się nam wszystkim parę słów prawdy.

Michał nie umarł. Michał zginął w walce, która jest najważniejszą walką dzisiejszej Polski. Walki o niezależność finansową Polski, walką przeciw grabieży majątku narodowego przez zorganizowane grupy przestępcze. Ta walka zdecyduje o losie Polski na pokolenia. Grozi nam stoczenie się do roli państwa czwartego świata w sercu Europy. Będę mówił słowami i sformułowaniami Michała.

Przystępując do tej walki braliśmy od uwagę możliwość, mówiąc eufemistycznie "eliminacji fizycznej". Nie doceniliśmy jednak broni psychologicznej.

Michała zabiła głównie świadomość bezkarności przestępców finansowych spokojnie sobie chodzących po Warszawie. Przyczyniło się do tej śmierci doświadczenie, jak przerażająco traktują obowiązujące prawo profesorowie prawa. Ciężarem nie do uniesienia była krótkowzroczność czy bezsilność wysokich urzędników i polityków, a czasem blokowanie dostępu do prawdy. Za ciężkim było uświadomienie sobie, że urzędnicy odpowiedzialni za sprawiedliwość nie mogą czy nie chcą jej egzekwować, że odpowiedzialni za bezpieczeństwo państwa czy kontrolę czekają na "decyzje polityczne" zamiast działać zgodnie z obowiązkami służbowymi. Sprawy rabunku majątku Polski doszły obecnie do etapu, na którym już nie wystarczają często przez nas z Michałem wyduszane wyjaśnienia Wysokich Czynników: "Niech Pan zrozumie, cóż ja mogę zrobić, jestem przecież bezsilny!" Jeśli nie możesz bronić sprawiedliwości, gdy jest to twoim obowiązkiem służbowym, kiedy nie potrafisz przeprowadzić uczciwej kontroli, gdy to jest Twoim zadaniem, gdy nie umiesz obronić bezpieczeństwa finansowego Polski – zawsze możesz podać się do dymisji, a nie uwiarygadniać swym nazwiskiem, twarzą czy ideałami, w które jeszcze niedawno wierzyłeś, rabunku.


Wobec ostatnich faktów niemożliwe stało się dla polityków przybieranie pozy zapracowanego (lub bezsilnego) Męża Stanu. W sprawie, za którą Michał Falzmann oddał życie, podział stał się teraz klarowniejszy:

– Konieczne jest szybkie działanie na rzecz obrony bezpieczeństwa finansowego Państwa. Konieczne jest nadzwyczajne śledztwo w tej sprawie. Alternatywą jest uzasadnione podejrzenie o współudział w rabunku lub skrajną krótkowzroczność i tchórzostwo. "Bezsilność" już nie tłumaczy bierności polityka.

W sensie bezpośrednim, ziemskim, Michał przegrał: akcja tuszowania czy umniejszania afery będzie szeroka, zaczęła się, gdy tylko stygło ciało Michała.

Istnieje jednak inny wymiar: W chwilach beznadziei, gdy nie otrzymaliśmy odpowiedzi na alarmujący list do Prymasa Polski pisany w Dniu Zesłania Ducha Św., wyrwało mi się westchnienie: "Kiedy wreszcie Duch Święty da Znak Swej Obecności?", Michał roześmiał się i rzekł żartem: "A ta nasza działalność?" Otóż z całą pewnością mogę stwierdzić, że walka i śmierć Michała jest podwójnym Znakiem: Po pierwsze skierowanym do polityków: by nad upiorny nonsens polskich dni, nad przepychanki personalne, przenieśli walkę o niezależność Polski w tym szczególnie finansową. A ci, którzy w powierzonej sobie dziedzinie czują się bezsilni i sfrustrowani, by powiedzieli nam o tym otwarcie.

Po drugie, jest to Znak skierowany do tzw. inteligencji, by otrząsnęła się z letargu i samouspokojenia, z poczucia, że "fachowcy o nas zadbają", by wzięła sprawę przyszłości Polski w swe ręce. Przyszłość ta decyduje się tu i teraz. Michał był w tej walce wojownikiem wyjątkowo odważnym i inteligentnym. Oby nas z bierności obudził.



%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%

Jak sie wydaje, potem publicznie głos na temat afery FOZZ i (dotychczas bezowocnej) śmierci Michała Falzmanna zabierał raczej prof. Jerzy Przystawa:


%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%

Jerzy Przystawa

Węże FOZZ

OPCJA NA PRAWO, nr 6, czerwiec 2002 r.


http://www.opcja.pop.pl/index.php?id_artykul=127&id=4&id_dzial=4

%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%


Jerzy Przystawa

Diabeł się w ornat ubrał

AntySocjalistyczne MazowszE, 15 maja 2003 r.


http://www.asme.pl/10530224719075.shtml


%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%

Jerzy Przystawa

Tajne, tajne, ściśle Tajne

AntySocjalistyczne MazowszE, 22 stycznia 2004 r.


http://www.asme.pl/107477902390428.shtml


%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%


Jerzy Przystawa

Na 14. rocznicę śmierci Falzmanna

AntySocjalistyczne MazowszE, 20 lipca 2005 r.


http://www.asme.pl/1121888497,97985,.shtml


%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%


Jerzy Przystawa

FOZZ: "dobra ciocia" polskich afer

AntySocjalistyczne MazowszE, 11 grudnia 2006 r.


http://mazowsze.kraj.com.pl/116585293299079.shtml


%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%


Jerzy Przystawa

Paść twarzą do wroga

AntySocjalistyczne MazowszE, 16 lipca 2007 r.


http://www.asme.pl/118458318953423.shtml


%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%


Jerzy Przystawa

Falzmann, 18 lipca 1991

AntySocjalistyczne MazowszE, 19 lipca 2008 r.


http://www.asme.pl/121646014275212.shtml


%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%


Wojciech Błasiak i Jerzy Przystawa

Wokół Falzmanna

AntySocjalistyczne MazowszE, 24 lipca 2008 r.


http://www.asme.pl/121685183538599.shtml



%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%



Jerzy Przystawa

Bo prawda jest nad klęską...
Michał Tadeusz Falzmann
(28 X 1953 – 18 VII 1991)


AntySocjalistyczne MazowszE, 15 lipca 2009 r.

http://www.asme.pl/124768499046566.shtml



Gotów iść tchu ostatkiem, dopóki nie skonasz,
Domokrążny po świata pustyni misjonarz.

W przymusie dobrowolnym, co nie zna zwątpienia.
Bo prawda jest nad klęską i nic jej nie zmienia


(Kazimierz Wierzyński, "W imię Ojca")


W sobotę, 18 lipca 2009, mija 18 lat od śmierci Michała Tadeusza Falzmanna, głównego specjalisty Najwyższej Izby Kontroli, który na trzy miesiące przed śmiercią podjął samotną i beznadziejną walkę z procederem rozgrabiania Polski, poprzez rządzący od tamtego czasu "układ finansowy". Jeśli ktoś jest skłonny wymienić nazwisko Falzmanna, to przeważnie kojarzy je z tzw. aferą FOZZ, ale Falzmannowi nie chodziło tylko o FOZZ: uważał on FOZZ za fragment większej całości – mechanizmu drenażu finansów publicznych, którego FOZZ był tylko najbardziej jaskrawą i, na dzisiaj, stosunkowo najlepiej udokumentowaną egzemplifikacją.

Dzisiaj możemy tylko zgadywać, dlaczego 19 marca 1991 r. zgłosił się do Falzmanna dyrektor NIK Anatol Lawina, z pismem od Lecha Wałęsy, proponując mu pracę w NIK i kontrolę FOZZ? Czy naprawdę chodziło im o rzetelne zbadanie "nieprawidłowości" w sprawie Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, czy też o zwyczajowe "odfajkowanie sprawy": papiery, notatki, sprawozdania, które szefowie odkładają na "bardziej sposobną chwilę"? Tego się już nie dowiemy, nie żyje już ani Anatol Lawina, ani jego szef, prezes NIK, Walerian Pańko. "Żyją" tylko notatki Falzmanna i te służbowe, kierowane do szefów, i te prywatne, i te pisane do różnych politycznych personaży poza drogą służbową. Są jak kawałki ogromnego "puzzla", do których wciąż brakuje kawałków łączących, ale i tak rysują przerażający obraz stanu finansów Rzeczypospolitej, a na tym tle, niczym złowrogie koszmary, pojawiają się postacie oficjalnych strażników pieniędzy publicznych.

Przełożeni nie docenili odwagi, determinacji i sprawności Michała Falzmanna. Mając w ręku upoważnienie Prezydenta Państwa i Prezesa NIK, szedł jak burza przez ciche i wypełnione kulturą gabinety prezesów banków, dyrektorów departamentów, ministrów, a nawet premierów. Nie dawał się zastraszyć ani wyprowadzić w pole. Za to na biurkach jego szefów nieustannie dzwoniły telefony. Jak wyznał w wywiadzie prasowym po jego śmierci Anatol Lawina: "liczba skarg na Michała Falzmanna przekraczała ludzkie wyobrażenie!". Kiedy na tych biurkach rosła liczba notatek służbowych Falzmanna i wyłaniać się zaczął prawdziwy obraz – na wszelkie sposoby starali się go powstrzymać!

On sam nie miał wątpliwości ani za co się wziął, ani co go czeka. W swoim notatniku zapisał: "Dalsza praca to ogromne, śmiertelne niebezpieczeństwo. Szans na sukces nie widzę żadnych". Z tą świadomością zdecydował się walczyć do końca.

Wiemy, że z tego zagrożenia zdawał sobie sprawę i sam Prezes NIK. Z relacji jego wdowy wiemy, że niechętnie udawał się do pracy w stylowym gmachu NIK: "ty mnie na śmierć wysyłasz" – mówił do żony. Ta śmierć spotkała go w niecałe trzy miesiące po śmierci Falzmanna. Co ciekawe, nie odnaleziono klucza do jego osobistego sejfu, a kiedy sejf ten otworzono, okazało się, że niczego tam nie ma!

Oczywiście, w tych śmierciach nie wolno dopatrywać się niczego niezwykłego! Dochodzenia prokuratorskie zostały umorzone, żadnych nadzwyczajnych przyczyn nie wykryto. Jak nas zapewnił oficjalny przedstawiciel Prezesa NIK na tzw. konferencji naukowej, jaka trzy lata temu odbyła się na Uniwersytecie Śląskim, tylko "źli ludzie" mogą się dopatrywać jakichś nienaturalnych przyczyn! Walerian Pańko był kochanym przez wszystkich człowiekiem, który nie miał wrogów, nikt nie mógł wpaść na tak nieludzki pomysł, żeby go zabijać! A Falzmann? Cóż, to typowy troublemaker, człowiek sprawiający wszystkim kłopoty, nic więc dziwnego, że i sobie też...

Dostojne Grono Konferencyjne z należnym szacunkiem przyjęło tę egzegezę – wystąpienia moje i dr. Wojciecha Błasiaka zostały bezceremonialnie przerwane, żeby Grono mogło spokojnie udać się na lunch. Moje pismo w tej sprawie do Prezesa NIK pozostało bez odpowiedzi.

Po śmierci Falzmanna, razem z moim kolegą – fizykiem, Mirosławem Dakowskim, na podstawie dokumentów, jakie pozostawił nam Michał, napisaliśmy książkę "Via bank i FOZZ", która nie została przychylnie przyjęta. Nie pozostawiły na nas suchej nitki "NIE", "Trybuna" i "Gazeta Wyborcza", inne media rzecz taktownie przemilczały. Książka nasza nie trafiła do księgarń. Jak mi oświadczył kierownik jednej z uniwersyteckich księgarń: "bo to nikogo nie interesuje, proszę pana". I faktycznie. Do dzisiaj nie znalazł się wydawca, który by chciał się podjąć jej wznowienia.

Jednakże na wniosek jednego z głównych "macherów" FOZZ, niejakiego Dariusza Tytusa Przywieczerskiego, zainteresował się naszą książką Sąd Okręgowy w Warszawie i w rezultacie tego "zainteresowania" musiałem przez 14 lat jeździć do Stolicy, aby przed sądem odpierać stawiane mi zarzuty. Pełnomocnik powoda, wybitny warszawski jurysta, mec. Ryszard Siciński, kwestionował wszystko, w ogóle i w szczególe. Najbardziej, naturalnie, kwestionował sam Przywieczerski, który z ogniem w oczach zapewniał Sąd, że nigdy, przenigdy nie miał żadnych związków z żadnymi "służbami specjalnymi", a wszystko, co napisaliśmy to haniebna potwarz! Kiedy jednak zażądaliśmy sprawdzenia tego w IPN, to Sąd natychmiast sprawę utajnił. Niepotrzebnie zresztą, bo naszą książką pies z kulawą nogą się nie interesował, nie byli ciekawi wyniku procesu wybitni dziennikarze śledczy, którzy z takim zaangażowaniem tropią godne tego sprawy.

Z procesu, który w istocie był procesem o dobre imię Michała Falzmanna, wyszliśmy cało: upadł i wycofał się z procesu "Universal" – największa kiedyś spółka handlu zagranicznego; uciekł z Polski nasz "bohater" – Dariusz Tytus, który podobno przebywa dzisiaj USA, współpracując z oddaniem z tamtejszymi służbami specjalnymi. Jego chlubna przeszłość w komunistycznych służbach z pewnością dodaje mu tylko wdzięku i znaczenia. Oddał pełnomocnictwo wybitny warszawski jurysta. Sąd pozew oddalił, po 14 latach dochodząc do wniosku, że był bezzasadny.

Z pewną satysfakcją możemy dzisiaj powiedzieć, że obroniliśmy dobre imię Michała Falzmanna, że wszystko co nam zostawił w swoich dokumentach, jest wiarygodne i wytrzymało próbę czasu. Ale cóż więcej przyniosła ofiara jego młodego życia? Dzisiaj już nikt na nasz widok nie puka się w głowę, nikt, śladem Jerzego Urbana nie pisze, że jesteśmy "oszołomami, tropiącymi wymyśloną mafię czerwonych szpiegów". Tak, dzisiaj już wszyscy wiemy, że "mafia czerwonych szpiegów", to żaden wymysł, lecz brutalna rzeczywistość III RP, że większość z tych "czerwonych szpiegów" ma się dobrze, a nawet jeszcze lepiej, że finansami Rzeczypospolitej nadal zajmują się ówcześni "eksperci", ze wspaniałym profesorem Balcerowiczem na czele. Przez 18 lat nie doczekaliśmy się specjalnej sejmowej i prezydenckiej komisji śledczej, której powołania domagał się Falzmann. Sprawa FOZZ jest nadal niewyjaśnioną zagadką, mechanizm FOZZ, o jakim wielokrotnie pisaliśmy i mówiliśmy w jakichś marginalnych publikacjach, nie został oficjalnie przedstawiony i nie wyciągnięto z niego żadnych konsekwencji.


Ale Michał Falzmann "nie wszystek umarł". Sprawa, której badanie przypłacił życiem, jak duch z zaświatów pojawia się, od czasu do czasu, w mediach publicznych. A na grobie Michała zapalmy świeczkę i pomódlmy się słowami Poety:

W swej racji samowiednej, w natchnieniu wytrwałym,
Bo słowo wyszło z prawdy i stało się ciałem.

I stanie się wolnością, i Bóg jej wysłucha.
W imię Ojca i Syna, i polskiego ducha.



%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%

Jerzy Przystawa

Michał Tadeusz Falzmann, 18 lipca

AntySocjalistyczne MazowszE, 14 lipca 2010 r.


http://www.asme.pl/127911309415781.shtml




Jerzy Przystawa

Czego chcesz od nas Michale Falzmannie?

16 lipca 2012 r.


http://www.jow.pl/blog/jerzyprzystawa/czego-chcesz-od-nas-michale-falzmannie.html


%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%%

Nigdy dosyć przypominania, że afera FOZZ

1) to NIE jest efekt niepodległości (RZEKOMO odzyskanej 20 lat temu), lecz właśnie podległości (Moskwie);

2) to NIE jest dorobek "prawicy" i Kościoła (JAKOBY uosabianych przez premiera-katolika Mazowieckiego), lecz dorobek lewicy i bolszewickich tajnych służb z MSW i z MON;

3) to NIE jest skutek kapitalizmu (którego w Polsce po II wojnie światowej nie było i do tej pory nie ma), lecz socjalizmu!


ad 1: Odmienianie na wszystkie sposoby frazy o RZEKOMYM odzyskaniu niepodległości dzięki spotkaniu Olka i Bolka oraz Kiszczaka i Bujaka przy jednym okrągłym stole ― to wszystko jest WŁAŚNIE PO TO, aby Polacy znienawidzili niepodległości i zatęsknili za sowieckim albo niemieckim biczem na sobą.

ad 2: Premier-katolik, przywrócenie stosunków dyplomatycznych z Watykanem, lekcji religii w szkołach, kapelanowie w wojsku i konkordat ― to wszystko urządzono pospiesznie WŁAŚNIE PO TO, aby Polacy znienawidzili Kościół (poprzez stworzenie pożywki dla gazet, które wzmagają antyklerykalizm u swoich czytelników i potem żerują na nim: stąd pochodzi epitet "klęczony" na wojskowych politruków, masowo uczestniczących w praktykach religijnych, stąd kampania oburzenia na koszty, w które był miał być brzemienny konkordat, byle nie mówić o kosztach gazociągu jamalskiego...).

ad 3: Codzienne gdakanie o RZEKOMYM wolnym rynku, tudzież o jego tak zwanych "wymaganiach" (owocujących nieszczęściami wielu polskich rodzin) i o jego (tj. tegoż "wolnego rynku") umacnianiu poprzez tzw. "integrację europejską" ― to wszystko jest WŁAŚNIE PO TO, aby Polacy znienawidzili kapitalizmu pamiętając, że na Zachód BARDZIEJ opłacało się wyjeżdżać w czasach RWPG, zaś obecnie w czasach RWPG-bis na wczasy zagraniczne nadal BARDZIEJ opłaca się pojechać do Złotych Piasków w Bułgarii niż do Saint Tropez we Francji.


Tylko samo zestawienie tytułów trzech KOMUNISTYCZNYCH gazet (= "NIE" + "Trybuna" + "Gazeta Wyborcza"), ośmieszających ludzi, chcących zdemaskować publicznie i nagłośnić aferę FOZZ, mówi samo za siebie: Czerwoni, chociaż podzieleni na rywalizujące frakcje, umieją być solidarni tam, gdzie ich WSPÓLNY interes im to nakazuje: tak było w sprawie FOZZ, tak było w sprawie referendum akcesyjnego i przy każdej innej doniosłej sprawie (aborcja, ordynacja większościowa itd.).

Szerzej o tym:

uzupełnienie ― Balcerowicz a tzw. transformacja
http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?p=10105#10105

uzupełnienie ― rola agentury
http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?p=10110#10110

uzupełnienie ― oszustwo ustrojowe
http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?p=10533#10533

uzupełnienie ― Polska w PODWÓJNEJ strefie wpływów
http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?p=18645#18645










Ostatnio zmieniony przez Esse Quam Videri dnia Sro Lip 18, 2012 3:15 pm, w całości zmieniany 7 razy
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Esse Quam Videri
Weteran Forum


Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 754
Skąd: Tczew

PostWysłany: Wto Sie 25, 2009 11:04 am    Temat postu: Volta Mazowieckiego (między Sachsem a Kriuczkowem) Odpowiedz z cytatem

Volta Mazowieckiego (między Sachsem a Kriuczkowem)

Tadeusz Mazowiecki po desygnowaniu go na premiera PRL uzyskał 24 sierpnia 378 głosów poparcia dla zatwierdzenia swojej kandydatury (były 4 głosy sprzeciwu i 41 głosów wstrzymujących się.)

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

Początkowo ten "pierwszy niekomunistyczny premier" był przeciwny w ogóle powoływaniu "solidarnościowego" premiera i rządu. Jako redaktor naczelny świeżo reaktywowanego "Tygodnik Solidarność" napisał:


"[...] Adam Michnik i Jacek Kuroń lansowali koncepcję wyłożoną następnego dnia w artykule. [...] Oczywiście, jest dobrym prawem każdego publicysty lansować publicznie koncepcje, jakie uznaje za słuszne. Dotyczy to również gazety, nawet jeśli jest to jedyna codzienna gazeta opozycyjna. Nikt by się nie zdziwił, gdyby zainicjowano na ten temat dyskusję, dając od razu głos i poglądowi >>za<< i poglądowi >>przeciw<<. Artykuł ten jednak nie był jednakże takiej dyskusji inicjacją. Był propozycją adresowaną do obozu władzy i do opinii publicznej ― świadomie tworzonym faktem politycznym. [...] nie dopuszcza żadnej wątpliwości [...] nie wyjaśnia [...], że nie jest to propozycja stworzenia >>solidarnościowego<< rządu, lecz odwrócona wersja >>wielkiej koalicji<<, o której pisze się, i którą proponuje się na innych zgoła łamach. [...] >>Odwrócenie<< polega na tym, że premier miałby być z opozycji. [...] trzy ważne resorty: MON, MSW MSZ są poza dyskusją co do tego, kto w dzisiejszej sytuacji może nimi kierować i jakie z tego wynikają konsekwencje. [...] rząd czy ministrowie >>solidarnościowi<< nie mogliby skutecznie kierować obcym sobie aparatem [...] Na parę jeszcze wstępnych pytań nie odpowiedziano wcale lub w pełni ― warto więc je postawić:
co przemawia za tym że taka odwrócona >>wielka koalicja<< byłaby trwała, a jej niepowodzenia nie obróciłyby się i politycznie, i społecznie przeciw Solidarności i opozycji;
― czy wolno właśnie teraz ryzykować ciągle jeszcze trudną i niepewną stabilizację sytuacji wytworzoną kontraktem Okrągłego Stołu ― na rzecz koncepcji, które wszystko, co zostało osiągnięte, mogą wywrócić w wyniku gwałtownego oporu, mogącego się łatwo zwiększyć na skutek porażki wyborczej koalicji;
― i wreszcie [...] czy po naszej stronie istnieje program, który można przedstawić społeczeństwu, jako zwartą koncepcję wyjścia z kryzysu gospodarczego, czy byłby on przez to społeczeństwo zaakceptowany i czy jest to program możliwy do natychmiastowej realizacji? [...]

Artykuł, o którym mowa, odpowiedzi na nie w żadnej mierze nie daje. [...] Uważać, że kluczem do sytuacji jest odwrócenie koncepcji >>wielkiej koalicji<< ― to głosić rzecz ryzykowną. [...] Taka jest przecież wymowa przesunięcia sprawy wolnych wyborów do roku 1993, o czym Adam Michnik dobrze wie."


Wyprzedzając troszkę chronologię moża dopowiedzieć, że odpowiedź na trzecie z retorycznych/polemicznych (?) pytań T. Mazowieckiego pod adresem A. Michnika (to o programie przemian gospodarczych) została skrystalizowana zapewne w dniu 22 sierpnia 1989 r. podczas spotkania przybyłego poprzedniego dnia do Warszawy Jeffreya Sachsa z uczestnikami posiedzenia senackiej komisji gospodarki narodowej. Propozycję Sachsa poparł Jacek Kuroń (chociaż poseł, a nie senator, lecz za to jeden z najbardziej wpływowych członków OKP). Zapewne po tym spotkaniu musiano przekonać Mazowieckiego, by się "spieszył prędko", a nie "powoli" (zob. niżej).

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

Obok znajdował się tekst innego autora, napisany tonem znacznie swobodniejszym, ale o tej samej wymowie, przeciwnej pomysłowi Jan usza Reykowskiego, ale ogłoszonemu przez Adama Michnika w "Gazecie Wyborczej" i uchodzącemu wtedy za jego własny pomysł (prezydent z PZPR i preemier z "Solidarności"):


"Tysiąc razy opluli ją od góry do dołu jak szmatę. Więzili, wypuszczali, poniewierali. pisali, że się łajdaczy za amerykańskie dolary. I nagle w swaty ślą? Pan Passent za swata robi. Kraj, powiada, czeka katastrofa, jeśli ona będzie wciąż się wzbraniać. [...] Nie damy panny na zmarnowanie. Ale, powiada, jak jej nie dacie, powiada, to świat nie będzie tu pchał większych pieniędzy, powiada. Nie będzie, to nie będzie. Pobiedujemy, a jej na dwór dla pieniędzy nie damy. Jeszcze jak przyjdzie co do czego, to ona was swoją piersią osłoni. Ale nie wtedy, kiedy będzie konkubiną waszą. No i tak. Czegom się nie spodziewał, to że jeden z braci naszej sam zacznie ją do łożnicy popychać wołając do onych: >>Wasz król, nasza dama!<< Oj, bracie Adamie, a co też to za honor ten tron dziadowski? Toć już, mówią, wszystkie kamienie z korony wydłubane, za długi poszły. Co nagle, to po diable. Niech sobie jeszcze ten król, póki chce i może, panuje, choćby i z przyzwoleniem naszym. Ale damę naszą zachowajmy dla republiki."

Jerzy Jedlicki, "Ich król, nasza dama", "Tygodnik Solidarność", nr 7(44) z 14 lipca 1989 r., str. 2

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

Volta Tadeusza Mazowieckiego wzbudziła rozliczne domysły, pytania i obawy, między innymi następujące:


"24 sierpnia Tadeusz Mazowiecki został formalnie zaakceptowany przez Sejm jako nowy premier PRL. Przeciw niemu głosowało zaledwie 4 posłów, 41 wstrzymało się od głosu. Można by zachwycać się tak gładkim startem Wielkiej Koalicji, gdyby nie rozliczne znaki zapytania i wątpliwości, których nie usuwa przecież sejmowa manifestacja jedności. Jedności pozornej, nieszczerej i niosącej w sobie zapowiedź groźnych konfliktów. Tak się złożyło, że najostrzejszą chyba krytykę pomysłu rządu Wielkiej Koalicji z solidarnościowym premierem na czele sformułował nie kto inny lecz sam Tadeusz Mazowiecki. [...] W czterdzieści dni później w >>Gazecie Wyborczej<< (24 sierpnia) ukazał się wybór aktualnych wypowiedzi Tadeusza Mazowieckiego. Tytuł >>Muszę się spieszyć prędko<< jest oczywistą aluzją do tamtego artykułu z połowy lipca (>>Spiesz się powoli<<). Treść podobnie jak tytuł świadczy o gruntownej zmianie poglądów premiera. T. Mazowiecki tłumaczył się: >>Dlaczego zmieniłem zdanie? Odpowiadam z całą szczerością, że to nie ja zmieniłem zdanie, ale sytuacja. Byłem zwolennikiem tego, żeby ewolucja następowała wolniej, żeby opozycja była opozycją, ale historia nabrała w ciągu ostatnich kilku tygodni wielkiego przyspieszenia i musiałem wyciągnąć z tego wnioski<<. Nie jestem pewien, czy sierpniowe enuncjacje Tadeusza Mazowieckiego są zadowalającą odpowiedzią na jego własne wątpliwości sformułowane przed sześcioma tygodniami. Wypada więc zapytać, co takiego zdarzyło się w owych tygodniach, że nowy premier nabrał wiary w polityczny i pragmatyczny sens >>wielkiej koalicji<<? [...] W rezultacie społeczeństwo jest skołowane i coraz bardziej nieufne. Nie wie, któremu Mazowieckiemu należy przyznać rację ― temu z lipca, czy temu z sierpnia? A chodzi przecież o sprawy olbrzymiej wagi i nie jest obojętne, czy Solidarność ocali swój opozycyjny profil czy też pójdzie pod ramię z komunistami tworząc jakąś współczesną wersję frontu narodowego. [...] boje się po prostu, że już rychło zacznie się zamykać gęby wszystkim, którzy nie zachwycają się polityką ugody, >>wielkiej koalicji<< i nie spieszą się z wpadaniem w ramiona dotychczasowym właścicielom PRL, awansowanym nagle do rangi sojuszników.".

Jacek Maziarski, "Trzymajmy za niego kciuki", "Przegląd Wiadomości Agencyjnych", nr 203 z 1 września 1989 r., str. 2-3, w sieci:





++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

Zob. także wyżej (w niniejszym wątku)

uzupełnienia inne ― premierostwo Mazowieckiego:
http://swkatowice.mojeforum.net/post-vp10103.html#10103,


m. in. o
spotkaniu świeżo desygnowanego "naszego premiera"
z gen. Kriuczkowem, szefem KGB
(26 sierpnia 1989 r. w Warszawie).

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++


Tak, to właśnie WTEDY, DOKŁADNIE 20 lat temu
(podczas tych kilku dni między 22 a 26 sierpnia 1989 r.)
udało się zablokować stery "Priwislinija" w taki sposób,
aby "Polsza" nie zboczyła z socjalistycznej drogi rozwoju,
lecz by wszystkim wmówić, że oto wraca kapitalizm: Sachs
obiecywał: "Likwidujemy całkowicie inflację w ciągu
sześciu miesięcy. Stopa życiowa zacznie wzrastać za pół
roku (...) Nie dajcie sobie wmówić, że radykalny program
gospodarczy wymaga cierpień i wyrzeczeń"
(zob.: dz
[= Danuta Zagrodzka - ?], "Cud gospodarczy w Polsce?",
"Gazeta Wyborcza" z 24 sierpnia 1989 r.).


"Wszystkim się zdawało,
że szmal szeleści, a to Polit-Biuro grało"
.


I na tym polega "Pan Tadeusz [Mazowiecki]",


a także ― przekręt, o którym napisał Henryk Grzesło
w felietonie pt. "Głupcy czy zdrajcy" ― zob.:

uzupełnienie ― oszustwo ustrojowe
http://swkatowice.mojeforum.net/post-vp10533.html#10533.


++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++


W dniu 24 sierpnia 1989 r. Tadeusz Mazowiecki zapowiedział:
"Rząd, który utworzę, nie ponosi odpowiedzialności za hipotekę,
którą dziedziczy. Ma jednak ona wpływ na okoliczności, w których
przychodzi nam działać. Przeszłość odkreślamy grubą linią. Odpowiadać
będziemy jedynie za to, co uczyniliśmy, by wydobyć Polskę z obecnego
stanu załamania."


Nie za te słowa należy go krytykować! Należy krytykować jego
(i jego następców) za to, że ich nie zrealizowano! Nie zerwano (do
tej pory!) konstytucyjnej i międzynarodowo-prawnej ciągłości z PRL
,
chociaż okazji ku temu było przynajmniej kilka, pierwsza z nich jeszcze
pod koniec 1989 roku (kolejna zmiana konstytucji PRL).

Dzięki temu sprawcy tzw. "zbrodni komunistycznych" (to termin
prawny, stosowany również do oznaczania przestępstw, które nie są
zbrodniami w zwykłym ― zarówno kodeksowym, jak też potocznym ―
sensie tego słowa) czują się znacznie bardziej pewni siebie (wszak
służyli... "legalnemu państwu", "państwu polskiemu"!).

Dzięki temu wierzyciele PRL nadal otrzymują z naszych (tj. podatników)
kieszeni strumień pieniędzy w ramach obsługi długów tzw. Polski
Ludowej.

_________________
facet wyznaj?cy dewiz? Karoliny Pó?nocnej: Esse Quam Videri


Ostatnio zmieniony przez Esse Quam Videri dnia Pon Wrz 06, 2010 12:30 pm, w całości zmieniany 31 razy
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Wto Sie 25, 2009 10:06 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wczoraj (poniedziałek, 24.0Cool w programie emitowanym na kanale TVP Historia o godz. 23:30 można było zobaczyć "Bez komentarza - Tadeusz Mazowiecki premierem" zapis z posiedzenia Sejmu, na którym odwołano gen.Kiszczaka (ministrowi od bezpieki nie udało się sformować rządu) i powołano Tadeusza Mazowieckiego. Niestety nie ma możliwości odtworzenia tego akurat programu z archiwum, a program TVP Historia, jest dostępny w bardzo nielicznych sieciach i w związku z tym jest prawie nieznany. Tym, którzy go nie znają gorąco polecam, pozostałych chyba nie byłbym w stanie zniechęcić, bo dobrze wiedzą, że to najlepszy kanał TVP.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Esse Quam Videri
Weteran Forum


Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 754
Skąd: Tczew

PostWysłany: Sob Wrz 12, 2009 7:02 am    Temat postu: 1989: wzrost poparcia Mazowieckiego o 24 głosy Odpowiedz z cytatem

1989: wzrost poparcia Mazowieckiego o 24 głosy

Tadeusz Mazowiecki 12 września jako nowy premier otrzymał
(wraz z całym rządem) jeszcze więcej głosów w Sejmie, aniżeli
24 sierpnia podczas desygnowania go na premiera.
Nie 378 zaledwie, lecz aż 402 głosy.


Zakładając, że

1) wszystkie posłanki i wszyscy posłowie nominalnie "koalicyjni",
czyli: z Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego
i Stronnictwa Demokratycznego przestrzegali dyscypliny koalicyjnej
tzn. byli obecni i wszyscy oni głosowali ZA rządem,

2) zarówno absencja (45 posłów) jak też wstrzymanie się od głosu (13 posłów)
przydarzyły się tylko najbardziej nie utulonym w żalu posłom, reprezentującym
Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą,

trzeba uznać, że
pozostali posłowie z tej partii w liczbie 115 (bowiem: 173-45-13=115)
głosowali ZA udzieleniem votum zaufania rządowi Mazowieckiego. Pozostałe 23 głosy ZA
musiały (przy tych samych 2 założeniach) pochodzić od 10 posłów Stowarzyszenia PAX,
8 posłów Unii Chrześcijańsko-Społecznej
i 5 posłów Polskiego Związku Katolicko-Społecznego.

Jeśli nie było tak, że obydwa w/w założenia były spełnione, to spośród
liczącego 173 osoby klubu PZPR więcej niż 115 osób głosowało ZA
rządem Mazowieckiego.


Tak czy owak przynajmniej około dwóch trzecich klubu PZPR poparło
rząd Mazowieckiego ― i to się nazywa, że PZPR przeszła do opozycji?


Nie jest to niczym dziwnym, skoro uczestniczyli w nim:
gen. Czesław Kiszczak, gen. Florian Siwicki, sekretarz Komitetu Centralnego PZPR Marcin Święcicki
(zięć Eugeniusza Szyra, dawnego wicepremiera PRL, a później, w latach dziewięćdziesiątych
― prezydent miasta stołecznego Warszawy), także Franciszek Wielądek obok
kilku ex-towarzyszy! (jak np. Leszek Balcerowicz, członek PZPR w latach 1969-82,
Jacek Kuroń, czł. PZPR przez kilka miesięcy w 1953 r. i ponownie w latach 1956-64),
zaś
wymaganą przepisami akceptację dla owej ekipy wyraził także prez. gen. Wojciech Jaruzelski...

To by tłumaczyło, dlaczego tak wzrosło (zapewne zwłaszcza wśród
komunistów) poparcie sejmowe dla premiera.



Znaczy to także, że naprawdę w PRL była wtedy koalicja:
PZPR + ZSL + SD + OKP (zamiast dotychczasowej: PRON =
= PZPR + ZSL + SD + PAX + PZKS + UCh-S).



Taką samą interpretację faktów wyrazili już 20 lat temu inni, bardzo znani autorzy:


"W ten sposób powstał rząd Mazowieckiego, który jest niespodziewaną wersją >>wielkiej
koalicji<<, jakiej domagał się przed wyborami gen. Jaruzelski
."

(zob.: Antoni Macierewicz, "Alternatywa?",
"Głos. Niezależne pismo społeczno-polityczne", nr 2(55), listopad 1989 r., str. 11);


"Dlatego mówienie o koalicji OKP, ZSL i SD jest mylące, gdyż sugeruje, że jest to koalicja
bez PZPR, a tymczasem jest to nieco zmodyfikowana wersja wielkiej koalicji z zachowaniem
istotnej roli dla partii
."

(zob.: Stefan Niesiołowski, "Władzy spragnionym uczyń, by władza im poszła w smak",
"Głos. Niezależne pismo społeczno-polityczne", nr 2(55), listopad 1989 r., str. 18).

Przeciwną opinię (na temat przynależności PZPR do koalicji rządowej) w tym samym czasopiśmie
wyrazili wówczas Jarosław Kaczyński (w tym samym numerze "Głosu") i Piotr Wierzbicki (w
numerze 70-71, o niemal półtora roku później).

_________________
facet wyznaj?cy dewiz? Karoliny Pó?nocnej: Esse Quam Videri


Ostatnio zmieniony przez Esse Quam Videri dnia Pon Wrz 06, 2010 12:31 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Esse Quam Videri
Weteran Forum


Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 754
Skąd: Tczew

PostWysłany: Wto Wrz 29, 2009 2:37 pm    Temat postu: Już 30 lat temu! Odpowiedz z cytatem

Już 30 lat temu!

Tadeusz Świerczewski napisał:
"ZABAWA W KONSTRUKTYWNĄ OPOZYCJE"Ta "zabawa" zaczeła się dużo wcześniej. [...] W roku 1986 Stefan Bratkowski
i Karol Modzelewski w "Tygodniku Powszechnym", napisali o "Konstrutywnej opozycji". [...]


Tak, w 1979 r., jak o tym obszerniej pisałem (także słowami cudzymi ― Łukasza Łańskiego)
w innym miejscu niniejszego wątku: http://swkatowice.mojeforum.net/post-vp19258.html#19258.
Po prostu Bratkowski i Modzelewski wylansowali wyrazy: "konstruktywna" i "niekonstruktywna"
w miejsce wykorzystanych przez to samo środowisko (= "lewicę laicką") w 1979 r. wyrazów:
"odpowiedzialna" i nieodpowiedzialna", jako epitetów, mających rozróżniać 2 rodzaje opozycji.

_________________
facet wyznaj?cy dewiz? Karoliny Pó?nocnej: Esse Quam Videri
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Wto Wrz 29, 2009 11:04 pm    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Swego rodzaju bieda powstaje przez to, że komuniści zawłaszczyli wiele słów próbując nadać im swoje, fałszywe znaczenie. Jednym z niech jest słowo 'towarzysz' innym 'nomenklatura', jeszcze innym są dwusłowowe zlepki typu 'demokracja socjalistyczna', czy 'konstruktywna opozycja'. W tych zlepkach znaczenie słow zwykle całkowicie się fałszowało. Cóż to bowiem za opozycja (ta 'konstruktywna'), która chce iść łapka w łapkę z tymi w stosunku do których jest niby opozycją. Jakby napisać opozycja kochana i opozycja niekochana, to byłoby zbyt oczywiste o kogo chodzi. O demokracji socjalistycznej to się kiedyś nawet mówiło, że to jak śwnka morska, która nie jest ani świnką, ani nie jest morska. Więc jak nie było demokracji (i dalej jej nie ma i być nie może), to ten niby substytut nazwyano właśnie demokracją socjalistyczną - ustrój demokracjopodobny. Wydaje mi się, że dobrze jest przywracać słowom ich stare, przednowomowowe znaczenie.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Esse Quam Videri
Weteran Forum


Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 754
Skąd: Tczew

PostWysłany: Pon Paź 19, 2009 2:13 am    Temat postu: 25-lecie zbrodni na ks. Jerzym Odpowiedz z cytatem

25-lecie zbrodni na ks. Jerzym



<><><><><><><><><><><><><><><><>



1) data „ojcowskiego napomnienia”
prymasa Glempa dla wikarego Popiełuszki
― 18 XII 1983 r.?




październik 1992 r.

"Poza Układem. Miesięcznik społeczno-polityczny" nr 10[37] z października 1992 r., str. 3-4

http://swkatowice.mojeforum.net/post-vp19655.html#19655



"Zapiski" ks. Jerzego Popiełuszki (fragment):

Prasa podała wiadomość, że znaleziono obciążające mnie mocno materiały, w drugim mieszkaniu, o którym nie wiedziały ani władze kościelne, ani śledcze. [To zapewne ten lokal, o którym niejaki Michał Ostrowski /= Jerzy Urban?/ napisał w tamtym czasie artykuł "Garsoniera obywatela Popiełuszki", opublikowany w "Ekspresie Wieczornym", a przedrukowany potem przez różne inne reżymowe gazety ― E.Q.V.] 18 XII na mszach świętych księża odczytali w kościele moje oświadczenie wyjaśniające sprawę mieszkania i znalezionych w nim przedmiotów. (...) Wezwał mnie bp Romaniuk. Pojechałem do Seminarium i tam spotkałem przy furcie Ks. Prymasa. Weszliśmy do pokoiku. To co tu usłyszałem, przeszło moje najgorsze przeczucia. To prawda, że Ks. Prymas mógł być zdenerwowany, bo wiele kosztował Go list pisany do Jaruzelskiego w mojej sprawie. Ale zarzuty mi postawione zwaliły mnie z nóg. SB na przesłuchaniu szanowało mnie bardziej.



wywiad ks. prymasa Józefa Glempa opublikowany w "Famiglia Cristiana" nr 47 z 27 listopada 1985 r. (fragmenty):

Nie mamy żadnych obaw co do inicjatyw w rodzaju mszy za Ojczyznę. Chcemy jednak, by pozostały one katolicką modlitwą, a nie okazją do demonstracji, z którymi ludzie Kościoła nie mają nic wspólnego. [...] [o reprymendzie udzielonej ks. Jerzemu:] Publikacja, o której pan wspomniał, powiada, że spotkanie to miało się odbyć w Warszawie 18 grudnia. Sprawdzałem w moim notesie z 83: byłem wówczas w Toruniu, cały tydzień nie było mnie w Warszawie. [...] Biednemu księdzu zalecałem ostrożność, by nie dał się wciągnąć ludziom, których cele były przede wszystkim polityczne. Poza tym to normalne, że rozmowa biskupa ze swoim księdzem toczy się na wielu płaszczyznach, może być w niej również miejsce na ojcowskie napomnienie. On nie zawsze był z tego zadowolony. [...] [o zamiarze wysłania ks. Jerzego do Rzymu:] Nie, to nie był mój pomysł! Pewni jego przyjaciele, obawiając się o niego, przyszli do mnie i powiedzieli, że dla uratowania księdza dobrze byłoby, gdyby udał się na jakiś czas do Rzymu. Prosili, bym mu przekazał tę radę. Zrobiłem to, ale jemu pozostawiłem decyzję. Ks. Popiełuszko odpowiedział, że wyjedzie z kraju tylko wtedy, kiedy biskup mu tak rozkaże. Nie mogłem tego zrobić również dlatego, że podobny rozkaz wyglądałby na zapowiedź absurdalnej ustawy o banicji. Ci, którzy manipulowali księdzem Popiełuszką, nie byli ludźmi Kościoła.


Oba powyższe cytaty za: "Poza Układem. Miesięcznik społeczno-polityczny" nr 10[37] z października 1992 r., str. 3-4.



Ks. Popiełuszko nie żyje, więc nie można sprawić, aby wypowiedział się na temat tego, czy owa rozmowa z prymasem odbyła się 18 grudnia 1983 r. czy w innym czasie. Ale ks. prymas żyje i mógłby powiedzieć, kim byli ci zacni przyjaciele ks. Popiełuszki, których rady on (prymas) wysłuchał. Skoro przekazał tę radę swemu podwładnemu, to widocznie nie byli to (w jego prymasowskich oczach) jacyś manipulatorzy, ale "ludzie Kościoła", toteż nie powinni mieć za złe ks. prymasowi, gdyby ich nazwiska ujawnił. Ba, chyba nawet powinni czuć się mile połechtani po swojej próżności, gdyby zostali nazwani "przyjaciółmi" męczennika, kandydata na ołtarze, i to ― nazwani tak nie przez siebie samych, nie przez kogokolwiek, a przez samego prymasa!

Przy okazji: w dniu 18 grudnia 1983 r. były 54. urodziny ks. prymasa Glempa. Trochę dziwnym jest to, że psuł sobie humor w dniu własnych urodzin udzielaniem reprymendy (przepraszam: "ojcowskiego napomnienia") podwładnemu. Ale chyba jeszcze dziwniejszym było spędzać urodziny poza miejscem zamieszkania... Akurat w Toruniu na dodatek! Co za "genius loci" przywiódł księdza prymasa właśnie do tego miasta? zob. też: http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?p=38456#38456




<><><><><><><><><><><><><><><><>



2) wybór daty uprowadzenia ks. Jerzego




18 października 2003 r.

Konrad Turzyński

Zbieżność rocznic i dat

http://www.asme.pl/1066507505,92662,.shtml

[…] już JUTRO, w dniu 19 października, będą urodziny tow. gen. Czesława Kiszczaka. Zaraz, zaraz, toż to data zamordowania ks. J. Popiełuszki! A tak, wcale nie wykluczone, ze zbieżność nie jest przypadkiem.


+++++++++++++++++++++++++++++++++


2005 r.

Wojciech Sumliński,

"Kto naprawdę go zabił"

Rosner i Wspólnicy, Warszawa 2005,
str. 173/174.

"Co więcej, w kalendarzu Adama Pietruszki z 1984 roku, do którego dotarli prokuratorzy lubelskiego IPN, znajduje się dyskredytujący pułkownika zapis >>Imieniny Czesława, a oni chcą 13<<. Zapis ten wskazuje, że Pietruszka doskonale orientował się w zamiarach dotyczących zabójstwa, pierwotnie planowanego na 13 października 1984 roku, ale on sam optował za wykonaniem akcji 19 października ― w imieniny Czesława."



+++++++++++++++++++++++++++++++++



5 listopada 2007 r.

Konrad Turzyński

Strach Antypasa

http://www.polskieradio.pl/krajiswiat/opinie/artykul22324.html



[...] Pamiętamy tę scenę z Ewangelii. Święty Mateusz opisał to w rozdz. 14 (werset 6), a święty Marek w rozdz. 6 (werset 21). Święty Jan Chrzciciel został ścięty na rozkaz króla Heroda Antypasa w dniu, kiedy król akurat obchodził swoje urodziny. Uwięziony został już wcześniej – za to, że miał odwagę publicznie wytykać niegodziwość króla. Takich męczenników było sporo, w różnych krajach i w różnych czasach.
W minioną sobotę przypadła kolejna rocznica pogrzebu ks. Jerzego Popiełuszki. Duchowny znany był z kazań odważnych wobec opresyjnej władzy. Został zamordowany, a okoliczności jego śmierci do dziś nie zostały w pełni wyjaśnione.

Podobieństwo sięga jednak dalej niż w wypadku takich męczenników, jak choćby św. Stanisław ze Szczepanowa († 1079) albo dwaj Anglicy – św. Tomasz Beckett († 1170) i św. Tomasz Morus († 1535). Choć prawdopodobnie usiłowano dokonać tej zbrodni na ks. Jerzym już trochę wcześniej, ostatecznie do porwania ofiary doszło w dniu 19 października. Wybór daty zapewne nie był tym motywowany, ale tak się złożyło, że były to urodziny. Czyje? Ano, "króla" – gen. Czesława Kiszczaka. W dniu 19 października 1984 r. generał ukończył 59 lat. Gdyby udało się utrzymać w tajemnicy to, kto uprowadził księdza, sprawcy mogliby potem solenizantowi zameldować: "oto jest głowa zdrajcy". (Te pamiętne słowa, znane jako polski tytuł filmu, odnoszą się do ściętego w Anglii św. Tomasza Morusa, a oczywiście zdrajcami nie byli ani św. Tomasz Morus, ani ks. Jerzy Popiełuszko, ale władza, nie znosząca sprzeciwu, chętnie za zdrajcę poczytuje każdego tak odważnego człowieka.) Jednak zaledwie w dziesięć miesięcy wcześniej, w grudniu 1983 r., reagując na ofertę wypuszczenia kilkunastu czołowych więźniów politycznych, za cenę ich wyjazdu na emigrację i wyłączenia się z aktywności politycznej, oburzony tym Adam Michnik – jeden z tych więźniów, do których owa propozycja się odnosiła – napisał z aresztu śledczego list do ministra spraw wewnętrznych, czyli właśnie do gen. Kiszczaka, gdzie umieścił m. in. takie oto szyderstwo: "ofiaruję Panu przeto, śladem pana Zagłoby podążając, tron w Niderlandach! >>Monarcha Niderlandów, król Kiszczak I<< ― czy nie znajduje Pan urody w tym sformułowaniu?". Nominacja szydercza, ale jakże pamiętna!

No, dobrze, powie ktoś, ale przecież ani Polska nie była w 1984 r. monarchią, ani gen. Kiszczak nie sprawował w niej najwyższej funkcji państwowej. Owszem, Czesław Kiszczak formalnie nie sprawował najwyższej władzy w Polsce. Nie był przewodniczącym Rady Państwa, ani prezesem Rady Ministrów, ani I sekretarzem Komitetu Centralnego PZPR. Najwyższa władza w państwie i w partii była skupiona wtedy w rękach gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Jak jednak od stosunkowo niedawna, dzięki Instytutowi Pamięci Narodowej, wiadomo, wcale nie byłoby dziwne, gdyby w tamtym czasie to premier, będący generałem armii, musiał – po prostu: musiał! – być posłuszny ministrowi spraw wewnętrznych, będącemu zaledwie generałem dywizji (zamiast odwrotnie). Gen. Kiszczak już wówczas i przez poprzednie ponad 30 lat wiedział o gen. Jaruzelskim to, czego prawie nikt w świecie wtedy wiedzieć nie mógł...

Jest jeszcze jedno podobieństwo między śmiercią ks. Jerzego Popiełuszki a śmiercią św. Jana Chrzciciela: strach wrogów przed zamordowanym. Król Herod Antypas już po straceniu proroka usłyszał o nauczającym Jezusie i zaniepokoił się, że to jest zmartwychwstały Jan Chrzciciel. W wypadku ks. Jerzego nawet samo jego imię budzi alergię, o czym świadczą usiłowania [post?]komunistów, dążących do tego, aby nie było ulic, nazwanych imieniem zamordowanego księdza. Oczywiście, jak wiele innych niecnych pomysłów, także ten można ustroić w mylące pozory, np. "obrońcy ulicy Stołecznej". [...]



+++++++++++++++++++++++++++++++++



18 października 2008 r.

Leszek Pietrzak

Nieznana prawda o śmierci ks. Jerzego Popiełuszki

http://www.polskatimes.pl/opinie/forumautorow/53946,nieznana-prawda-o-smierci-ks-jerzego-popieluszki,id,t.html#material

Zbliżały się urodziny ministra Kiszczaka (19 października) i kpt. Grzegorz Piotrowski wiedział doskonale, że sfinalizowanie werbunku kapłana byłoby znakomitym prezentem dla szefa MSW. Przełożony kpt. Piotrowskiego, gen. Płatek, zapisał wówczas w swoim służbowym kalendarzu (odnalezionym później przez prokuratora Witkowskiego): "nadchodzi 19, a oni chcą".


+++++++++++++++++++++++++++++++++


Cytat z kalendarzyka płk. Pietruszki w tekście Leszka Pietrzaka jest niekompletny, wydaje się, że brakuje w nim właśnie „13”. Jednak za to Pietrzak chyba ma rację pisząc o urodzinach, a nie imieninach (co zdaje się wynikać z książki Sumlińskiego), gdyż w żadnych kalendarzach nie ma mowy o imieninach Czesława pod datą 19 października. Hipoteza urodzin (zamiast imienin) koresponduje z komunistycznymi zwyczajami (jakże odmiennymi od katolickich!).



<><><><><><><><><><><><><><><><>



3) szansa odbicia storturowanego,
ale żywego księdza Jerzego z rak oprawców



22 sierpnia 1992 r.

Piotr R. Bączek

"Dzisiaj polują czarownice.
Rozmowa z Marcinem Dybowskim"


"Najwyższy CZAS!", nr 34(125) z 22 VIII 1992 r.


(por.: http://swkatowice.mojeforum.net/temat-vt6248.html,
ew. także: http://www.abcnet.com.pl/rzekoma-rewelacja-dziennika-polska)


"[...] ks. Popiełuszko był torturowany na terenie jednostki sowieckiej. Istniała nawet szansa odbicia Księdza z rąk sprawców przez podziemie antykomunistyczne. Niestety, możliwość ta została zablokowana przez osobę, która obecnie znalazła się na tzw. liście zasobów archiwalnych MSW ujawnionych przez Macierewicza."



+++++++++++++++++++++++++++++++++



4 września 1992 r.

Bogdan Rymanowski

Pytania bez odpowiedzi

tygodnik "TAK" nr 25(30) z 4 IX 1992 r.


(por.: http://swkatowice.mojeforum.net/temat-vt6248.html)



">>Tuż przed zamordowaniem ksiądz Jerzy Popiełuszko był torturowany na terenie jednostki sowieckiej w Polsce. Istniała szansa odbicia księdza przez paramilitarne grupy opozycyjne. Przeszkodził w tym jednak znany działacz solidarnościowego podziemia, którego nazwisko znalazło się ostatnio na listach ministra spraw wewnętrznych Antoniego Macierewicza<< – twierdzi Marcin Dybowski, właściciel oficyny wydawniczej ANTYK. […] >>Absolutnie potwierdzam to, co powiedziałem. Nie chcę ujawniać skąd mam takie informacje, mogę zapewnić jedynie, że są one wiarygodne. Ksiądz Popiełuszko był kapelanem grup podziemnych, które nieco poważniej traktowały sprawę opozycji w stosunku do komunistów. Nie mogę ujawnić, niestety, o jakiego działacza opozycji chodzi. Cała sprawa była blokowana zarówno przez solidarnościowe podziemie, jak i ludzi Kościoła. Wysoko postawione osobistości hierarchii kościelnej nie dopuściły do ponownej sekcji zwłok księdza Popiełuszki, ponieważ były tam ewidentne ślady torturowania przy użyciu prądu elektrycznego<< – mówi nie chcąc podawać szczegółów Marcin Dybowski."



+++++++++++++++++++++++++++++++++



23 października 2004 r.

Krzysztof Wyszkowski

20 lat zmowy milczenia

"Głos" nr 43/1057

http://swkatowice.mojeforum.net/post-vp3279.html;
http://swkatowice.mojeforum.net/temat-vt1583.html


Marcin Dybowski (Kąkolewski nie podaje jego nazwiska) twierdzi, iż był członkiem oddziału zbrojnego planującego (i mającego podobne realne możliwości sukcesu) zaatakować znajdującą się pod Toruniem bazę sowiecką, w której miał być przetrzymywany ksiądz Jerzy. Jest to wiadomość takiego kalibru, że blednie przy niej np. informacja podana przez Arkadiusza Rybickiego oficerowi SB podczas potkania w hotelu „Heweliusz”, że nie wie co ma robić z propozycjami dostarczenia podziemiu broni palnej. [...]




<><><><><><><><><><><><><><><><>



4) przejawy esbeckiego matactwa
w śledztwie w sprawie tej zbrodni





20 grudnia 2002

Jerzy Przystawa

Czegóż chce od nas jeszcze Jerzy Popiełuszko?

http://www.asme.pl/104041072719742.shtml

(komentarz pierwotnie wygłoszony w Katolickim Radio Rodzina Rozgłośni Archidiecezji Wrocławskiej, 19 grudnia 2002 r.)


[...] W sprawie męczeństwa Jerzego Popiełuszki bezsporne są tylko dwa fakty: że porwania dokonano ok. godziny 22-giej 19 października 1984, w okolicach Przysieka, na drodze pomiędzy Bydgoszczą i Toruniem, a 30 października, w asyście kamer telewizyjnych, Jego zwłoki wyłowiono przy tamie we Włocławku. Z badań anatomopatologicznych wynika jednoznacznie, że umarł śmiercią męczeńską. Wszystkie inne informacje na temat Jego drogi krzyżowej, na temat tego kto, jak i po co? ― znamy wyłącznie z zeznań trzech zbrodniarzy, oficerów Służby Bezpieczeństwa, którzy przyznali się do porwania i zamordowania Księdza. [...] Przez ostatnich 18 lat, ze wstydem i zgrozą, uświadamiałem sobie, że należę do znikomej cząstki polskiej opinii publicznej, która nie uwierzyła zawodowym kłamcom i zbrodniarzom i nie przyjęła za prawdę ich sądowych enuncjacji. Posługując się jedynym dostępnym mi środkiem badawczym, logiką, głosiłem i pisałem, gdzie tylko mogłem, że te opowieści ubeckie są pozbawione sensu i nic w nich „nie trzyma się kupy”, a zatem przestępcy kłamią i oszukują. Po co to robią? Odpowiedź jest prosta: aby ukryć prawdę i osłonić odpowiedzialnych za tę zbrodnię. [...] Okazuje się bowiem, że te same wątpliwości mają teraz prokuratorzy Instytutu Pamięci Narodowej, a w szczególności prokurator Andrzej Witkowski, który od lat tę sprawę ponownie bada i dzisiaj ujawnia, że nie jest pewny nie tylko tego gdzie, kiedy i jak zamordowano Księdza Popiełuszkę, ale nawet nie może być pewnym, że zrobili to ci ludzie, którzy się do popełnienia zbrodni przyznali i ponieśli karę! [...] według wersji Piotrowskiego i spółki, morderstwa dokonali jeszcze tej samej nocy, z 19 na 20 października i ciało zaraz wrzucili do rzeki. Tak się jednak składa, że każdy z nich wskazywał inne miejsce wrzucenia: Piotrowski twierdził, że gdzieś pod Toruniem, a Pękala z Chmielewskim pokazywali różne miejsca przy tamie we Włocławku. Na tę rozbieżność w zeznaniach mało kto zwracał uwagę, bo wiadomo, że przestępcy zawsze coś mataczą i w końcu czy to nie wszystko jedno, gdzie? Kilkadziesiąt metrów w lewo czy w prawo, we Włocławku czy w Toruniu, kogo to może obchodzić? [...] na kilka dni przed oficjalnym wyłowieniem zwłok Księdza Popiełuszki z Wisły rozeszła się pogłoska, że ciało znaleziono przy tamie we Włocławku. Zanotowaliśmy tę szeptaną wiadomość w sobotę, 27 października. Tymczasem oficjalne poszukiwania trwały dalej, jakby nigdy nic, i jeszcze we wtorek, 30 października, na konferencji prasowej w południe Jerzy Urban opowiadał dziennikarzom, że szukają intensywnie. I dopiero po południu, ok. godziny 16-tej, nastąpiło wielkie odkrycie: płetwonurkowie wydobyli ciało z rzeki! Dokładnie tam, gdzie plotka głosiła to już od co najmniej 3-4 dni!

I otóż dzisiaj tę „plotkę” potwierdzają badania prokuratorów Instytutu Pamięci Narodowej. [...] Co [...] wynikać może z faktu, że to nie Piotrowski i jego łotry wrzucali ciało Popiełuszki do Wisły?

Przede wszystkim wynika jednoznacznie, że były inne łotry, które w tej zbrodni uczestniczyły. Następnie, że te inne łotry zajmowały stanowiska dużo wyższe niż były kapitan Piotrowski, naczelnik wydziału w MSW. Musiały to być łotry usadowione tak wysoko, że Piotrowski wolał przyznać się do zbrodni morderstwa i przyjąć wyrok 25 lat więzienia niż ujawnić ich nazwiska. Podobnie postąpili Chmielewski i Pękala. Dla kogo mogli tak się poświęcić ludzie, o których ofiarności nic nigdy nie słyszeliśmy?

Jest rzeczą oczywistą, że trop wiedzie wprost do generała Kiszczaka i generała Jaruzelskiego. Obaj twierdzili i twierdzą do dzisiaj, razem ze swoim rzecznikiem Jerzym Urbanem, że Piotrowski i jego kamraci działali przeciwko nim, samowolnie. Ale jeśli nie Piotrowski wrzucał ciało do Wisły, to takie tłumaczenia nie są warte nawet tyle ile kartka papieru, na której są napisane. W najlepszym wypadku będą winni matactwa, które miało ukryć prawdziwy przebieg zbrodni, będą więc współsprawcami.

A jeśli tak, to co powiemy o ludziach opozycji, którzy obśliniali się pocałunkami i uściskami z tymi „wielkimi mężami stanu”, którzy zaprzyjaźnili się z nimi i zaręczyli nam, że obaj generałowie są ludźmi honoru, patriotami, twórcami okrągłego stołu? Pominę tu wielką postać redaktora Michnika, ale np. wczoraj pokazano nam w telewizji senatora Andrzeja Wielowieyskiego, sędziwą postać innego „wielkiego autorytetu”, który gratulował, w imieniu Narodu (w czyim imieniu może przemawiać senator Wielowieyski?) premierowi Millerowi (nota bene, Leszek Miller, w czasach o których mowa, też był nie byle kim i mógłby nam to i owo opowiedzieć!) jego historycznych zasług. Senatora Wielowieyskiego przywołuję tu nie bez powodu: przecież był jednym z tych, którzy w sposób szczególny przyczynili się do wyboru Wojciecha Jaruzelskiego na pierwszego Prezydenta już wolnej i niepodległej Rzeczypospolitej! [...]

Tygodnik „Wprost” donosi, że w roku 1991 prokurator Witkowski chciał przedstawić zarzuty w tej sprawie gen. Kiszczakowi. Natychmiast odsunięto go od sprawy i pogoniono z Warszawy do Lublina. Kiedy zwrócił się o pomoc do Prezydenta Rzeczypospolitej, to jego prawa ręka, znany wszystkim profesor prawa Lech Falandysz, miał mu powiedzieć: „Ja pana bardzo wysoko oceniam, ale jednocześnie jest mi pana bardzo szkoda. Bo widzi pan, u nas nie było rewolucji, tylko ewolucja”. [...]



+++++++++++++++++++++++++++++++++



19 października 2004

Jerzy Przystawa

Przegonić ochraniarzy Jaruzelskiego

http://www.asme.pl/1098198526,58985,.shtml

(komentarz pierwotnie wygłoszony na antenie Katolickiego Radia Rodzina Rozgłośni Archidiecezji Wrocławskiej, 19 października 2004 r.)

[...] Jest wiele oczywistych kwestii związanych ze zbrodnią na Księdzu Jerzym Popiełuszce, na które do dzisiaj nie znamy odpowiedzi, pomimo że ludzie, którzy tę odpowiedź są nam winni ― funkcjonują nadal w naszym życiu publicznym, a nawet odgrywają, w różnych środowiskach, rolę autorytetów. Niektóre z tych pytań, jak słyszymy, jeszcze w roku 1991, usiłował postawić prokurator Andrzej Witkowski, prowadzący wówczas śledztwo w sprawie okoliczności zbrodni, ale natychmiast odsunięto go od prowadzenia sprawy i przeniesiono na inną placówkę. Co ciekawe, podobne pytania pozwalam sobie stawiać publicznie od roku 1984, pomimo że nie miałem i nie mam dostępu do żadnych tajnych dokumentów, posługując się jedynie kojarzeniem faktów i zwykłą, dostępną każdemu logiką. Cała bowiem historia, opowiedziana przez Piotrowskiego i spółkę, a następnie zatwierdzona przez sądy i wszystkie autorytety państwowe i niepaństwowe, podana nam do wierzenia, jest kompletnie bez sensu i nic tam nie trzyma się kupy, a jedynym dowodem na jej prawdziwość są niespójne zeznania zawodowych kłamców i morderców. Przyznają się oni wprawdzie do zabicia Księdza i wrzucenia go do Wisły, ale, jak się dowiadujemy, każdy z nich wskazał, podczas wizji lokalnej, inne miejsce, w którym tego dokonali. [...] Powstaje pytanie, na które do dzisiaj nie znaleziono odpowiedzi: w jakim celu zabójca, który przyznał się ze skruchą do zbrodni, pokazuje nie to miejsce, w którym wrzucił ciało? Jak bowiem wynika z publikowanych dokumentów, miejsce to od razu przeszukiwała ekipa złożona z 32 płetwonurków, antyterrorystów, którzy 26 października 1984, przez cztery godziny, do zapadnięcia zmroku o godzinie 16.30 przeszukują to miejsce i nic nie znajdują?

Ale może nie kłamie Chmielewski, może kłamie raczej ktoś, kogo do dzisiaj nikt nie jest w stanie zmusić do powiedzenia prawdy, a kto kierował tymi poszukiwaniami? Nie kierował nimi przecież żaden zwykły śledczy, ani jakiś młodszy czy starszy oficer. Jak relacjonuje ten sam Biuletyn IPN, poszukiwania ciała Jerzego Popiełuszki prowadzi nie jakaś ekipa, ale cała dywizja: "1423 funckjonariuszy ZOMO, z Poznania (300), Łodzi (300), Bydgoszczy (200), Torunia (170), Włocławka (100), Płocka (100), Olsztyna (100), Ciechanowa (70), Ostrołęki (50) oraz 33 funkcjonariuszy innych jednostek". Nad tą chmarą poszukiwaczy fruwają śmigłowce Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych MSW, które oświetlają teren. Cała Polska widzi i słyszy huk tych poszukiwań i nie może mieć cienia wątpliwości, że gen. Jaruzelskiemu naprawdę zależy na wykryciu prawdy! Gdyby bowiem wszystko to była lipa i hucpa, to czy byłoby możliwym, żeby w parę lat po tych poszukiwaniach, autorytety moralne "Solidarności" wybrały go na prezydenta Wolnej i Niepodległej, i podawały nam do wierzenia, że tak on sam, jak i jego prawa ręka, to prawdziwi ludzie honoru?

Mamy podstawy, żeby nie wierzyć autorytetom i uważać, że obaj szacowni generałowie kłamią i oszukują, a razem z nimi nadal kłamią i oszukują całkiem liczne gremia ich wczorajszych podwładnych. [...] Przygotowując do druku, w listopadzie 1984, specjalny, poświęcony w całości zamordowaniu Jerzego Popiełuszki, numer podziemnego kwartalnika "Obecność", zanotowałem fakt następujący: w sobotę, 27 października, we Wrocławiu, a więc stosunkowo daleko od Włocławka, gdzie te poszukiwania trwały, rozeszła się, w kręgach prokuratorów, wiadomość, że ciało Księdza Jerzego zostało znalezione przy tamie we Włocławku. Pomimo tego ekipy złożone z wielu setek "poszukiwaczy" nadal tego ciała szukały. Dopiero we wtorek, 30 października, w asyście kamer telewizyjnych i mikrofonów radiowych, po południu, miałem okazję usłyszeć przez radio całą, transmitowaną na żywo relację ze znalezienia i wydobycia zwłok, akurat w tym miejscu, które "szeptanka" głosiła od czterech dni. Może więc Chmielewski nie kłamał, może tych 32 płetwonurków znalazło ciało już na cztery dni przed jego powtórnym znalezieniem? Według cytowanego wyżej protokołu, poszukiwania w dniu 26 października przerwano o godzinie 16.30, "z powodu zapadnięcia zmroku". Tymczasem, cztery dni później, poszukiwania trwają znacznie dłużej i protokół podaje godzinę 17.00 jako godzinę znalezienia i wydobycia zwłok. Czyżby w tamtym roku, odmiennie niż od zarania dziejów, dzień się wydłużał?

W takim razie, po co ta cała maskarada, za ogromne pieniądze, po co ten cały cyrk?

Musiał się o tym wszystkim dowiedzieć prokurator Witkowski i nabyć wątpliwości, co do tych wszystkich ustaleń śledczych. Wysunął więc hipotezę, że Ksiądz Jerzy wcale nie został zabity i utopiony 19 października, jak opowiadają ci, którzy się do zabójstwa przyznali, ale że wszystko to musiało się odbyć całkiem inaczej. I za te horrendalne herezje został ciupasem odsunięty od śledztwa. [...] Są, jak wiemy, tajemnice nie do wyjaśnienia, jak, dla przykładu tajemnica śmierci Generała Władysława Sikorskiego, a tajna teczka dotycząca tej sprawy w tajnych archiwach brytyjskich ma napis "nie otwierać nigdy". Myślę, że w Polsce nie musi tak być. Nie przypuszczam, żeby za sprawcami tego mordu stały ochraniające ich instytucje naszych wspaniałych sojuszników, Amerykanów i Anglików, NATO i UE. [...]



+++++++++++++++++++++++++++++++++



23 października 2004 r.

Krzysztof Wyszkowski

20 lat zmowy milczenia

"Głos" nr 43/1057
http://swkatowice.mojeforum.net/post-vp3279.html;
http://swkatowice.mojeforum.net/temat-vt1583.html


Od czasu procesu toruńskiego wiadomo jest o planie zawiezienia księdza Jerzego po porwaniu na „przesłuchanie” do bunkra pod Kazaniem. O Kazuniu, jako miejsca zaplanowanego na długo przed pierwszą próbą porwania w dniu 13.X.1984 r., w którym ksiądz miał być przetrzymywany, mówili zarówno Piotrowski, jak Chmielewski i Pękala (Piotrowski miał nawet sprawdzać ten bunkier wraz z funkcjonariuszem KGB). Z Kazunia rzeczywiście zabrano 50 kg kamieni, które przechowywano w szafie pancerne w MSW. [...] sądzę, że Kazuń został wybrany nieprzypadkowo. Jak wszystkie inne elementy scenariusza musiał posiadać uwiarygodnione związki z działalnością ludzi podziemia. SB musiała być w posiadaniu dowodów, że wśród osób stykających się z działaczami podziemia gdańskiego, bunkier w Kazuniu będzie trafiał na uprzednią wiedzę o planach wykorzystania go do ćwiczeń zbrojnych bojówek. [...]

Waldemar Siedliński został aresztowany 23.X, a Adam Hołysz następnego dnia. Opóźnienie w stosunku do daty porwania miało markować dokonanie tych aresztowań, jako wyniku śledztwa ukierunkowanego podrzuconym na miejscy porwaniu orzełkiem od czapki milicyjnej, który nie dość, że był nieaktualnego wzoru, to nigdy nie był do niej przyczepiony, co miało stanowić kolejny dowód amatorszczyzny prowokacyjnego plany podziemia.

Pełny obraz zamiarów władz widać po umieszczeniu Hodysza i Siedlińskiego w jednej celi z Piotrowskim. Rozumie się, że podsłuch w celi miał zarejestrować wymianę zdań na temat współpracy ich wszystkich z podziemiem.

Aresztowanie Siedlińskiego i Hodysza było oczywiście wykorzystaniem kilkuletniej już gry operacyjnej. Adam Hołysz został zdekonspirowany jako współpracownik Halla i Borusewicza już przynajmniej wiosną 1980 r.
Od tego czasu SB wykorzystywała go do działań dezinformacyjnych wobec „Solidarności”, o czym, jako potencjalnej możliwości, Hodysz lojalnie z góry uprzedził. [...]

Że Jaruzelski był wprowadzony w szczegóły sprawy dowodzą jego słowa o wyjeździe księdza do Rzymu: „Dlatego były wszystkie te działania prowadzone, o których była tutaj mowa, żeby go wyekspediować, zbliżało się to do szczęśliwego końca”. „Te działania” to prowokacje, napady, zamach z 13 października 1984 r. Wygłaszając to przemówienie Jaruzelski oczywiście doskonale wiedział, że Popiełuszko odmówił wyjazdu, a prymas to stanowisko zaakceptował. Miał to być tylko argument wskazujący, że „góra” nie mogła zlecić Piotrowskiego morderstwa na księdzu Jerzym. [...]

Władze zamierzały przedstawić porwanie księdza jako dzieło zbrodniczych szaleńców z gdańskiego podziemia. Realizacja takiego scenariusza możliwa była dzięki wykorzystaniu całej szerokiej agentury SB i WSW w Kościele i „Solidarności. [...] Grupa Piotrowskiego ściśle podporządkowała się scenariuszowi procesu, uzyskując prawo do wspomnienia o pierwotnym, zaakceptowanym przez kierownictwo państwa scenariuszu „kazuńskim”. Było to dla niej niezbędne jako polisa ubezpieczeniowa mająca im zapewnić ochronę przed zamordowaniem przez kolegów z MSW. I prokurator i sąd wiedzieli jednak, że tematu drążyć nie wolno i uniemożliwiali zadawanie pytań oskarżycielom posiłkowym. Relacje mecenasów Jana Olszewskiego, Krzysztofa Piesiewicza i Edwarda Wendego są pełne dowodów na pilną dbałość prokuratury i sądu o nieujawnieni prawdy o przebiegi zbrodni i wyjaśnienia jego motywów. [...] ekipa Jaruzelskiego – Kiszczak, Barcikowski, Rakowski – to jest dokładnie ta sama formacja co grupa Milewskiego – Grabskiego – Molczyka. Obie grupy, rywalizujące ze sobą o tytuł bardziej sowieckiej od Sowietów, były absolutnie tożsame, gdy chodzi o ich stalinowskie korzenie oraz wyszkolenie do zdrady i zbrodni. [...]



+++++++++++++++++++++++++++++++++



19 października 2007

Jerzy Przystawa

Wodo czarna i głębsza od nocy...

http://www.asme.pl/11927513476741.shtml



[...] Należę do ludzi, którzy od samego początku kwestionowali i kwestionują przyjętą oficjalnie wersję mordu na Jerzym Popiełuszce, kwestionują prawdziwość zeznań Piotrkowskiego i spółki, podważają wiarygodność sędziów, adwokatów i ekspertów uczestniczących w tamtym procesie i przygotowaniach do niego. Jest tak dlatego, że uznane za prawdziwe fakty sprzeczne są ze zdrowym rozsądkiem i logiką, istnieją również fakty, które wprost zaprzeczają ustaleniom śledztwa i sądu. Do tego stopnia, że istnieją poważne podstawy, aby wątpić, czy to Piotrowski i jego kompani naprawdę zamordowali Jerzego Popiełuszkę, a nie są jedynie wynajętymi aktorami w tym historycznym teatrze. [...] W październiku 1984 Redakcja wrocławskiego podziemnego kwartalnika "Obecność" poprosiła mnie o opracowanie kalendarium sprawy zabójstwa Księdza Jerzego. Zostało ono opublikowane w nr 8 "Obecności", pod koniec roku 1984. Pod datą 27 października przedstawiłem sprawozdanie z zakończonego tego dnia XVII Plenum KC PZPR, na którym gen. Czesław Kiszczak obszernie referował sprawę i postępy śledztwa, sylwetki aresztowanych sprawców. "Niestety, nie mogę obecnie udzielić informacji ani nawet dostatecznie wiarygodnych domniemań, co do losów ofiary porwania. Podejrzani składają w śledztwie krańcowo różne zeznania... jeden ze sprawców zeznaje, że ksiądz Popiełuszko został po uprowadzeniu pozostawiony żywy na przedmieściach Torunia. Długotrwałe poszukiwania w tym rejonie, z udziałem znacznych sił i środków nie przyniosły jednak żadnych rezultatów... Żadnych śladów nie znaleziono...".

Pod omówieniem wystąpienia Kiszczaka zanotowałem: "Pomimo tych zapewnień gen. Kiszczaka >>z kół zbliżonych do MSW<< przedostaje się wiadomość, że ciało ks. Jerzego Popiełuszki zostało jeszcze przed południem wyłowione z zalewu wiślanego k. Włocławka".

Wynika z tego, że przy pomocy jakiejś dziwnej telepatycznej mocy, opowiadający sobie tę historię prokuratorzy, po prostu przewidzieli to, co stało się całe trzy doby później, bo we wtorek 30 października! Pamiętam zdziwienie i rozbawienie, jakie towarzyszyło mi owego popołudnia, kiedy słuchałem reportażu radiowego z ukończonych spektakularnym sukcesem poszukiwań przy tamie we Włocławku!

Ponieważ jestem człowiekiem wychowanym na naukach ścisłych, nie wierzę w telepatię zbiorową. Było dla mnie od początku oczywiste, że całe te "poszukiwania" i "wyławiania" to wyreżyserowane widowisko dla maluczkich. Kiedy się okazało, że do takiego przebiegu wypadków nie mają zastrzeżeń ani uczeni eksperci od anatomopatologii, zarówno państwowi, jak i kościelni, ani jeszcze bardziej uczeni sławni mecenasi stojący po stronie prawdy, stało się jasne, że mamy do czynienia ze zmową, której celem jest ukrycie prawdy o prawdziwym przebiegu i przyczynach mordu na Jerzym Popiełuszce.

Z moimi podejrzeniami dzieliłem się z kim mogłem, usiłując je opublikować w podziemiu, a nawet posyłając je red. Jerzemu Giedroyciowi do Paryża. Z jakiegoś jednak powodu nikomu nie odpowiadała moja "spiskowa wizja wydarzeń" i do pierwszej publikacji doszło dopiero w roku 1998, w "Tygodniku Nowojorskim". [...] Dzisiaj wiemy już z pewnością nie tylko to, że ciało znaleziono wtedy i tam, gdzie to wskazywała krążąca po Polsce od piątku 26 października plotka, ale także znaleziono świadków, którzy widzieli, jak w czwartek, 25 października, akurat w tym samym miejscu, w którym nazajutrz płetwonurkowie znaleźli zwłoki, jacyś osobnicy wrzucali, późną nocą, pakunek, który nie mógł być niczym innym, jak tym właśnie co w piątek znaleziono! Wiemy natomiast, że 25 października Piotrowski, Pękala i Chmielewski byli już od dwóch dni pod kluczem w więzieniu MSW przy ul. Rakowieckiej. Jest oczywiste, że siedząc za kratkami, nie mogli jednocześnie wrzucać ciała do Wisły!

Te ustalenia, i wiele innych faktów, i poszlak, rozbijają w proch i pył legendę skonstruowaną podczas Procesu Toruńskiego i nadal podawaną nam do wierzenia, zarówno przez "czynniki państwowe" jak i kościelne. [...] Nie słyszymy nic, żeby przedmiotem zainteresowania służb było wykrycie i ujawnienie prawdy o mordzie popełnionym na Kapłanie "Solidarności". Prokurator Andrzej Witkowski, który miał odwagę podjąć ten trop, w roku 1991 został odsunięty od śledztwa przez ministra Wiesława Chrzanowskiego, podobno na polecenie z Kancelarii Prezydenta RP. Po 10 latach prok. Witkowski, już w IPN, ponownie podjął przerwany wątek, ale szybko kierownictwo IPN pracę tę przerwało i odsunęło go od śledztwa. Nic nam nie wiadomo, żeby obecne władze IPN albo minister sprawiedliwości podjęli jakieś zdecydowane kroki, aby przybliżyć nam prawdę.



+++++++++++++++++++++++++++++++++



18 października 2008 r.

Leszek Pietrzak

Nieznana prawda o śmierci ks. Jerzego Popiełuszki

http://www.polskatimes.pl/opinie/forumautorow/53946,nieznana-prawda-o-smierci-ks-jerzego-popieluszki,id,t.html#material


Poszlaki wskazują także, że w dniach 20-25 października ksiądz mógł przebywać na terenie jednej z sowieckich jednostek w rejonie Kazunia, gdzie znajdowała się m.in. ekspozytura KGB. [...]

Dotychczasowe ustalenia wskazują, że 25 października 1984 r. ks. jeszcze żył. W tym właśnie dniu u lekarza leczącego kapłana pojawiło się dwu osobników z MSW z zapytaniem, jakie leki brał ksiądz i jakie dawki, sugerując zarazem, że wszystko jest z nim w porządku. Przerażona pani doktor udzieliła niezbędnych informacji tajemniczym osobnikom. [...]




Dopowiedzenie ze strony EQV: W niedzielę 21 października 1984 r. w Gdańsku piszący te słowa (w prywatnej rozmowie) ku ogromnemu swemu zdumieniu dowiedział się, że w Warszawie Seweryn Jaworski publicznie twierdził jakoby ks. Popiełuszko był w rękach bezpieki, ale nadal żywy (motywem zdumienia było przekonanie, że w ten sposób Jaworski musiał wystawiać siebie albo na represje ze strony SB, albo na podejrzenia ze strony zwolenników "S").




<><><><><><><><><><><><><><><><>



5) Hipotezy dla wyjaśnienia celu
tak strasznego okrucieństwa








26 września 2007 r.



Krzysztof Kąkolewski

Kto i dlaczego zamordował księdza Jerzego Popieluszko

http://www.radiopomost.com/index.php?option=com_content&task=view&id=1864&Itemid=42


[...] Piotrowski w rozmowie z Tadeuszem Fredro-Bonieckim jedyny raz zbliża się niebezpiecznie do prawdy, dając zaszyfrowany, tajemny znak, który nie został odczytany. Bezpośrednio po wyborze Karola Wojtyły na papieża: Podjęto gwałtowne poszukiwania wszystkich, którzy mieli lub mogą mieć kontakt z kardynałem Wojtyłą ― papieżem. Szukano też wśród ludzi, którzy byli, są lub może będą w kontakcie z otoczeniem papieża. Obowiązywało hasło: rzucić wszystko i rozpracowywać tylko te osoby. Wiadomo było, że rozpocznie się ruch księży między Polską a Watykanem, szukano więc i na tej drodze. Prowadzono szczegółowe analizy ewentualnych kandydatów na wyjazd do pracy w Watykanie.

Piotrowski mówi Fredro-Bonieckiemu wprost, brutalnie o próbie pozyskania na agenta jego brata, powszechnie znanego polskiego księdza w Rzymie, ks. Bonieckiego, jakby chcąc sprowokować Tadeusza Fredro-Bonieckiego do zadania kluczowego pytania. […]

Papież żył i nadarzała się okazja, by w bezpośrednim jego kręgu umieścić agenta najwyższej wagi.

Od jakiego momentu, w jaki sposób rozmówcy Kościoła (gen. Kiszczak) zaczęli sugerować polubowne załatwienie sprawy ks. Jerzego przez wysłanie go do Rzymu na studia? Właśnie gen. Kiszczak najmocniej ukazuje nam bezsens wersji Procesu Toruńskiego, "porwania dla porwania", zamierzonego ― tylko ― zabójstwa ks. Jerzego, gdy wyraża zdumienie:

Na około dwa tygodnie przed uprowadzeniem, zostałem poinformowany przez arcybiskupa Bronisława Dąbrowskiego, że Popiełuszko (!) w najbliższym czasie wyjedzie na studia do Watykanu. O fakcie tym poinformowałem zainteresowanych podwładnych, uznając, że ten kłopot mamy z głowy, dlatego szczególnie byłem zaskoczony (!) jego uprowadzeniem 19 października 1984 roku i początkowo przez myśl mi nie przeszło (!), że sprawcami mogą być funkcjonariusze MSW, bo i po co, kiedy sprawa już jest nieaktualna? [...]

Teza, że chodziło o pozyskanie za wszelką cenę ks. Jerzego (nawet za cenę jego śmierci w wypadku nieudania się werbunku), świadczy nie tylko o ogromie przemocy i pogardy dla życia, jaka panowała pod rządami generałów w Polsce, ale także o wadze sprawy, rodzącej determinację. Teraz widzimy, jak wielka luka znajduje się w oskarżeniu przedstawionym na procesie toruńskim. Nikt nie wydał rozkazu porwania i zabicia ks. Jerzego, tylko rozkaz porwania go i wszystkimi dostępnymi środkami zmuszenia do zgody na współpracę, nawet jeśli tortury, przekroczywszy pewną granicę, przyniosą ks. Jerzemu śmierć.

Godzono się więc z góry z ewentualnym skutkiem śmiertelnym, ryzykując komplikacje, jakie potem nastąpiły; tak wielka byłaby wartość pozyskania na agenta ks. Jerzego.
Jego męczeństwo jawi się nam w nowy sposób. Nie tylko jako wynikłe z ogólnych prześladowań wiary, ale także dla obrony swojej własnej czystości i świętości, obrony Kościoła przed wielkim niebezpieczeństwem, obrony papieża.

Dopiero teraz widzimy, jakiego znaczenia nabiera wrażenie, które odniósł Chrostowski, który powtarzał od pierwszej chwili, że ks. Jerzy został wyprowadzony do lasu; odczucie, któremu dawał wyraz od pierwszej chwili, aż nie przytłumiły go zeznania jedynych świadków morderstwa.


[…] Nawet gdyby był projekt jego likwidacji, to wiele mówiłby fakt, że nie zabito go, jak potem księży Niedzielaka, Suchowolca i Zycha, czy przedtem Pyjasa i jego kolegę, Bartoszcze albo Strzeleckiego ― z marszu, gdy te osoby były na wolności i rozporządzały sobą. […] Porwanie go było absolutnie niepotrzebne, jeśli miałby być tylko zgładzony. Wystarczyłby snajper umiejscowiony w jednym z wynajętych dla celów operacyjnych mieszkań na ówczesnej ul. Stołecznej. Mógłby z dachu strzelić do księdza wygłaszającego homilię na balkonie w czasie Mszy św. za Ojczyznę. [...]

Postawmy się w położeniu tajnych służb ZSRR i PRL. Z ich punktu widzenia lepiej, by ks. Jerzy zginął (odwrotnie niż twierdzono na procesie ― nie spowodowało to zagrożeń dla władz komunistycznych i zostało potwierdzone w czasie spokojnego pogrzebu ks. Jerzego), niż gdyby ujrzano go żywym w ranach, potłuczonego. Ale i to władze by zniosły. Ksiądz dowiedziawszy się czego od niego żądają albo mógł na te żądania przystać, lub ponieść śmierć. Wszedł już w posiadanie tajemnicy: wie, czego żądają. Zna plany tajnych służb. Skoro nie zgodził się, jest ― jak mówili gestapowcy Geheimnistraegerem ― nosicielem tajemnicy, który jeśli nie został współpracownikiem tajnej policji, musiał zapłacić życiem. W owym "krytycznym momencie" został zmasakrowany ponad miarę. Wypuszczenie go na wolność w takim stanie bardziej zaszkodziłoby komunistom, niż zawikłana i w gruncie rzeczy nie wyjaśniona śmierć ofiary tortur.

Gdyby zgodził się na to, co mu proponowano w zamian za darowanie życia, musiałby od tej chwili współpracować z SB i zacząć od wyjaśniania przyczyn swojego poranienia, podtrzymywać wersję oficjalną: np. wzorowaną na wydarzeniu z udziałem Chrostowskiego: musiałby twierdzić, że
wyskoczył w biegu z auta (powiedzmy, otworzywszy w biegu bagażnik, jak to rzekomo robił, gdy samochód się zatrzymywał) lub że np. uderzył go parokrotnie Chmielewski, a zakazał bicia Grzegorz Piotrowski, lub że Piotrowski i inni wyrwali go z rąk "terrorystów" z Solidarności. Czego żądano od księdza?

Prawdopodobnie były co najmniej trzy żądania, postawione naraz, z tym, że wystarczyłoby, gdyby ks. Jerzy przystał tylko na jedno z nich i podpisał odpowiedni dokument, a zgodę na pozostałe wymuszono by na nim potem, mając ten dokument w rękach. 1. By znalazłszy się w Watykanie, prawdopodobnie jako pupil Jana Pawła II, w jego bliskim otoczeniu raz na miesiąc, w jakimś ustronnym kościele Rzymu spotykał się z rezydentem wywiadu PRL lub ZSRR, informował go ustanie lub pisemnie o zagadnieniach interesujących tajne służby. 2. By jako kapłan podziemnej Solidarności wydał znane sobie jej struktury i wprowadził do nich osobę (osoby) wskazane przez Piotrowskiego, który prawdopodobnie liczył na to, że będzie prowadził najważniejszego agenta komunistycznego od czasów V Komendy WiN.
Chodziło nie o podziemie, które w części kontrolowały służby specjalne, prawie jawne, ale podziemie niepodległościowe, o którym wiemy niewiele (mamy nadzieję, że i SB, i Informacja Wojskowa wiedziały równie mało ― a ks. Jerzy był kapelanem tegoż właśnie podziemia, które komuniści podejrzewali o posiadanie broni, a także sum, które interesowały resort. [...]




+++++++++++++++++++++++++++++++++




16 kwietnia 2008

Tom Tomek,

Czy Ks. Popiełuszko musiał zginąć dlatego,
że chciał przekazać Papieżowi dowody
na współpracę Wałęsy z SB?



http://www.conservativepunk.net/forum/viewtopic.php?t=4595,
http://lista-obecnosci.blogspot.com/2008/04/czy-ks-popieuszko-musia-zgin-dlatego-e.html



To tylko pytanie nie teza, ale już wyjaśniam skąd ono się wzięło. [...]

Dlaczego kłamali na temat daty i okoliczności śmierci Księdza Jerzego? [...] co by było, gdyby wyszło na jaw, iż Popiełuszko przed śmiercią był przez tydzień torturowany i męczony w bunkrze w Kazuniu? [...] dlaczego torturowano księdza aż przez 6 dni? Tylko dla zemsty? Wątpliwe.

A może, by zmusić go do współpracy? Niewiarygodne.

Takimi sposobami? Czemu miałaby to służyć tak wymuszona współpraca? Już wtedy rozpoznawano zasadę, że z niewolnika nie ma pracownika. Skuteczniejsza byłaby pewnie intryga, prowokacja lub wstawienie zaufanego w otoczenie księdza. Co zresztą z pewnością uczyniono.

A może próbowano zmusić Popiełuszkę by wyjawił jakąś informację? By ujawnił sekret lub oddał dokumenty? Co to mogło być takiego, że Kiszczak kazał na całego torturować Popiełuszkę a potem go zabić? Co to było takiego, że oprawcy od razu wiedzieli, że ten człowiek musi zginąć? – wszak dlatego nie bawili się w ukrywanie obrażeń.

Udział osobisty Kiszczaka w planowaniu śmierci Księdza Jerzego nie podlega dyskusji. Rozkaz torturowania i zamordowania popularnego kapelana Solidarności, człowieka bliskiemu polskiemu społeczeństwu, a nawet Papieżowi-Polakowi, mógł wydać tylko szef aparatu przemocy PRL lub jego przełożeni. Wszystko zależy od ciężaru motywu. [...] porwanie przez esbeków nastąpiło na kilka dni przed planowanym wyjazdem Księdza Popiełuszko do Rzymu. A konkretnie, miał się ksiądz udać z tajną misją do Watykanu. Miał tam przekazać osobiście na ręce Jana Pawła II dokumenty operacyjne zdobyte przez wysokiego funkcjonariusza MSW pracującego dla Kościoła, bądź zdelegalizowanej Solidarności. Z tych dokumentów miało wynikać, iż Lech Wałęsa był agentem SB, którego się udało umieścić na czele Solidarności. Jego zadaniem miało być ponoć spacyfikowanie Zarządu Solidarności poprzez jego skłócenie, wycięcie ludzi niezależnych oraz wprowadzenie do władz związku agentów wpływu przygotowanych przez SB, z dobrze sprokurowaną legendą opozycyjną.

Jednak jednym z najważniejszych zadań Wałęsy miało być animowanie i manipulowanie związkiem w taki sposób by sparaliżować jego skuteczne działanie, stworzyć wrażenie narastającego chaosu i nie dopuścić do przekształcenia się 10-milionowej Solidarności w partię polityczną. [...]

Na to wszystko miał mieć dowody Ksiądz Jerzy Popiełuszko. Sam był przyjacielem Wałęsy, ale podobno dokumenty były porażające i jednoznaczne. Kościół Polski nie mógł ich jednak ujawnić w prosty sposób, gdyż w roku 1984 Lech Wałęsa nie był już tylko przywódcą związku zawodowego – był Legendą, Noblistą i Symbolem. Wokół jego nazwiska skupiła się cała nadzieja zdeptanego społeczeństwa polskiego. Ujawnienia takiej prawdy mógł dokonać tylko człowiek bardziej wpływowy i charyzmatyczny niż Wałęsa, będący większą Legendą i światowym autorytetem – Ojciec Święty Jan Paweł II. W dobre intencje nikogo innego Polacy by nie uwierzyli. Tylko Papieżowi-Polakowi uwierzyliby wielcy przywódcy oraz światowa opinia publiczna. Żeby jednak Jan Paweł II podjął decyzję na temat konieczności takiego działania, trzeba mu było najpierw te dokumenty dostarczyć.

Dzięki agentom z otoczenia Księdza Jerzego SB musiało się dowiedzieć, że wszedł on w posiadanie materiałów na Wałęsę
(możemy sobie tylko wyobrazić, jaki szok i dyskusję w wąskim gronie osób, musiały ówcześnie wywołać podobne informacje). Wygląda na to, że SB nie wiedziało jak dokumenty zostaną wywiezione i przekazane Ojcu Świętemu, gdzie są ukryte lub komu powierzone na przechowanie. Z pewnością, esbecy wiedzieli, kiedy Ksiądz wylatuje lub wyjeżdża do Rzymu. Nie mogli do tego dopuścić. Porwali Jerzego Popiełuszkę i przez wiele dni katowali by wydobyć potrzebne im informacje. Podobno niczego się nie dowiedzieli. Ale człowieka zamęczyli – ZA DUŻO WIEDZIAŁ. [...]

Ujawnione przez red. Krzysztofa Wyszkowskiego fakty z niejasnej działalności Wałęsy oraz jego wiernopoddańcze rozmowy z SB-kami na wywczasach podczas internowania (materiały operacyjne SB publikowane w ARCANA) też dają wiele do myślenia.

Sama historia Solidarności uprawdopodabnia w pewnym stopniu opisywaną hipotezę. Dzięki agenturze Lech Wałęsa uzyskał niepodzielną władzę. Pozbył się antagonistów takich jak Walentynowicz i Gwiazdowie. Oddał Solidarność pod kontrolę tzw. doradców, którzy pojawili się z teczkami prosto z Warszawy. Geremek, Mazowiecki, Kuroń i Michnik utopili Solidarność w dyskusjach i zaczęli ją paraliżować organizacyjnie oraz prowadzić na manowce polityki. Solidarność traciła impet. Odczuwalne stało się napięcie i zmęczenie. Stan Wojenny policyjnym butem dokonał atomizacji organizacji. Już nigdy się nie odrodziła. Ukradziono jej tylko nazwę. [...] być może chłopcy z KGB i GRU doskonale wiedzieli, że nie trzeba będzie sięgać po środki militarne. Czy liczyli tylko na Jaruzelskiego, czy także na swoich potężnych agentów wpływu? Przecież w wasalnym PRL-u normalne było, że najważniejsze osoby przechodziły pod bezpośrednią kuratelę służb Wielkiego Brata. Czy to oni wydali Kiszczakowi polecenie (lub tylko zasugerowali) zabicie Księdza Jerzego Popiełuszki? Czy planowali kolejne role dla Bolka i jego kolegów z Firmy?

Wszak przemalowywanie się komunizmu było planowane. Europę czekały wielkie zmiany. Okrągły stół powstawał w zamysłach. Kontrakt polityczny był redagowany, konstruktywna opozycja przygotowywana a TAKI AGENT byłby z pewnością na wagę złota.

Czy Lech Wałęsa naprawdę mógł być przejętym od SB agentem KGB? Czy możliwe jest, że za taką wiedzę oddał życie Ksiądz Jerzy Popiełuszko? [...]



<><><><><><><><><><><><><><><><>


_________________
facet wyznaj?cy dewiz? Karoliny Pó?nocnej: Esse Quam Videri


Ostatnio zmieniony przez Esse Quam Videri dnia Sro Gru 18, 2013 1:04 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Esse Quam Videri
Weteran Forum


Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 754
Skąd: Tczew

PostWysłany: Sro Sty 06, 2010 1:21 am    Temat postu: "przełom" sprzed 20 lat (= 1989/90) Odpowiedz z cytatem

"przełom" sprzed 20 lat (= 1989/90)

Najbardziej symboliczna zmiana (zmiana nazwy i herbu państwa)
nastąpiła na styku grudnia 1989 i stycznia 1990 r., miała bowiem
zatrzeć wrażenie powodowane wchodzeniem w życie tak zwanego
planu Balcerowicza.

Postąpiono zgodnie z sugestią w powieści "Lampart" Giuseppe
Tomasi di Lampedusy (
"wiele musi się zmienić, by wszystko
pozostało po staremu"
) i Jerzego Urbana ("[...] w jednym czasie
trzeba zgromadzić wiele różnych politycznych wydarzeń
. Może
nowa konstytucja? Rozwiązanie Sejmu? [...] Sądzę że wiele tego
rzędu zdarzeń trzeba skumulować w czasie
, żeby stworzyć sytuację,
że oto dokonuje się ten upragniony, wielki przełom."
, jak pisał do
I sekretarza KC PZPR Stanisława Kani w poufnym liście z 3 stycznia
1981 r.; obszerniejszy cytat znajduje się w tym wątku wyżej, adres:
http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?p=9924#9924).


NA TYM POLEGA POZORNOŚĆ OWEGO PRZEŁOMU!


"Dano nam więc premiera, który chodzi do kościoła
(prezydent Bierut też chodził), dano kilku ministrów,
35% posłów, 100% senatorów, orłowi Koronę
a państwu przywrócono nazwę sprzed 1952
(RP przemianowano na PRL 22 lipca 1952).
Zrezygnowano z represji za poglądy i poza TV
dano praktycznie wolność słowa. I co? I nic!"


Andrzej Gwiazda, "Krótka ocena", "Poza Układem", nr 5(15) z maja 1990 r., str. 7; w sieci:

.


Można tu dodać, że na ową SYMBOLICZNĄ zmianę z końca grudnia 1989 r.
składa się także wykreślenie z konstytucji PRL (od tej ― PRL-bis) przepisu
o kierowniczej roli PZPR.


Nie tylko komentarz Andrzeja Gwiazdy, wyrażony wkrótce po owym
"przełomie" (w każdym razie ― przełomie lat 1989 i 1990), ale także
komentarze z ostatnich dni, z okazji 20. rocznicy "przełomu", dają wiele
do myślenia:

Stanisław Michalkiewicz, "Rocznica Balcerowicza"
http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=1069,

Stanisław Michalkiewicz, "Drugi etap okadzania"
http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=1075,

Janusz Korwin-Mikke, "Zaczął się Nowy Rok"
http://fakty.interia.pl/tylko_u_nas/news/zaczal-sie-nowy-rok,1418822,3439.

Owszem, ocena Kongresu Prawicy Polskiej (który odbył się 1 maja 1990 r.
w Warszawie) zapewne jest INNA u tych dwóch autorów, aniżeli ta, jaka
widnieje w słowach Andrzeja Gwiazdy u samego dołu wyżej reprodukowanej
stronicy z "Poza Układem". Mam na myśli jednak zbieżności w innych kwestiach.


_________________
facet wyznaj?cy dewiz? Karoliny Pó?nocnej: Esse Quam Videri


Ostatnio zmieniony przez Esse Quam Videri dnia Czw Sty 07, 2010 6:26 pm, w całości zmieniany 31 razy
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Grzegorz - Wrocław
Moderator


Dołączył: 09 Paź 2007
Posty: 4333

PostWysłany: Sro Sty 06, 2010 1:36 am    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Pamiętam (nie wiem czy dokładnie) taką piosenkę śpiewaną już wiele lat temu przez Jana Pietrzaka, której słowa refrenu były mniej-więcej takie:

I to jedno pytanie wciąż nasuwa się z siłą:
Ile trzeba nazmieniać, żeby nic się nie zmieniło?


PS. Wałęsa utracił dar przekonywania (znajdowania głupków) i teraz stać go na występownie jako żałosna dekoracja różnych 'uroczystości' oraz na dalszą 'walkie' o swoje (nie wiedzieć dlaczego) dobre imię. A 'zdolność propagandową' posiadła PO i tumani sporą rzeszę łatwowiernych i bezkrytycznych, którzy nie potrafią zaufać własnym obserwacjom.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Sylwia



Dołączył: 19 Wrz 2019
Posty: 123

PostWysłany: Czw Wrz 19, 2019 7:15 am    Temat postu: Może Cię zaciekawi... Odpowiedz z cytatem

Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Esse Quam Videri
Weteran Forum


Dołączył: 13 Sty 2008
Posty: 754
Skąd: Tczew

PostWysłany: Wto Lut 02, 2010 10:55 pm    Temat postu: Michnik i Jaruzelski na śniadaniu w Davos 20 lat temu Odpowiedz z cytatem

Michnik i Jaruzelski na śniadaniu w Davos 20 lat temu

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

Jacek Maziarski, "Do góry nogami",
"Tygodnik Solidarność", nr 7(74) z 16 lutego 1990 r., str. 3:


Niedawny dysydent przyleciał do Davos z generałem Jaruzelskim, i to w najwyraźniej zażyłej komitywie. [...]

Do przeprowadzenia rewolucji ekonomicznej Polska potrzebuje politycznej stabilizacji. Jesteśmy za słabi ― mówi Michnik ― aby osiągnąć oba te cele równocześnie. Musimy utrzymać wiarygodność wobec polskiego społeczeństwa, wobec Zachodu i wobec Moskwy. Jaruzelski, którego podziwiam za to, że uznał konieczność własnej przemiany, jest częścią tych wysiłków...

Ale czemu właściwie Michnik prawi komplementy pod adresem gen. Jaruzelskiego? Ma to być odpowiedź na wątpliwości zachodnich bankierów [...], którzy dziwią się, że czołowymi rzecznikami wschodnioeuropejskich reform są ci sami ludzie, którzy jeszcze niedawno zwalczali demokrację. Michnik uważa, że sojusz z tymi ludźmi i jest czymś naturalnym, rozumnym, może nawet moralnym. [...]

Rola Adama Michnika jest wyjątkowo niewdzięczna. To właśnie on zapisał się w naszej pamięci jako rzecznik kategorii moralności i honoru w polityce. Nie kto inny, ale sam Michnik puścił w obieg pojęcie myśli zaprzecznej i oznaczającej odstępstwo od zasad na rzecz interesów. W jaki sposób usprawiedliwia teraz ewolucję swych poglądów, która doprowadziła go do śniadanek z gen. Jaruzelskim i otwartego wyznania, że ten sojusz jest elementem walki o władzę? [...] Michnik usprawiedliwia swój flirt z postkomunistyczną lewicą stwierdzeniem, że podziały na lewicę i prawicę tracą* dziś sens. [...] Skoro podział na lewicę i prawicę traci sens, nie warto zawracać sobie głowy doborem sojuszników ― równie dobry jest Kwaśniewski czy Jaruzelski jak, powiedzmy, Stomma. Może nawet lepszy jest Jaruzelski, bo reprezentuje realna siłę. Wart jest nie tylko mszy, ale i śniadania w Davos, a nawet komplementów udzielanych amerykańskiemu dziennikarzowi.

Właśnie owe wyznania Michnika adresowane są do prasy zachodniej. Polski czytelnik otrzymuje natomiast w "Gazecie Wyborczej" zapewnienie, że pomysł sojuszu z pogrobowcami PZPR to oszczerstwo i próba poderwania autorytetu poniektórych działaczy OKP niesprawiedliwie pomawianych o lewicowe sympatie. Jakie lewicowe sympatie, skoro w dzisiejszej Polsce pojęcia lewicy i prawicy straciły sens?


++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

Maciej Zalewski, “Czarodziejska góra”,
“Tygodnik Solidarność”, nr 7(74) z 16 lutego 1990 r., str. 3:


Adam Michnik wrócił z Davos, małego szwajcarskiego kurortu, z którego świat wygląda inaczej. W Davos spotkali się politycy i bankierzy, ekonomiści i teologowie, by rozprawiać. W spotkaniu, które Michnik określa mianem pierwszego szczytu Wschód-Zachód, wziął udział także generał Jaruzelski.

Co widać z Davos, co gnębi ludzi na szczycie?

Wielkich tego świata gnębi polska destabilizacja. To ona czyni Polskę krajem mało atrakcyjnym dla obcego kapitału. Michnik przytacza pouczenia świata: waszą szansą jest zarówno Wałęsa z Mazowieckim, jak Jaruzelski z Kiszczakiem.

Dwie rzeczy burzą polską sielankę i spychają ją z drogi “hiszpańskiej” (historyczny kompromis skrzydła reformatorskiego obozu władzy z demokratyczna opozycja, potem adaptacja ludzi dawnego reżimu do instytucji i obyczajów ładu demokratycznego).

Po pierwsze, młodzi zajmują** komitety partii, a to, według Michnika, nie jest już walka o wolność: to już walka o władzę.

Po drugie, padają żądania usunięcia wojsk radzieckich z naszego kraju.

A przecież (powtarzano mi) Polska ma szansę stać się przykładem kraju wolnego od ksenofobii*** i narodowych konfliktów.

Refleksje z Davos zamyka cytat z generała Jaruzelskiego, który rację miał formułując dwie myśli. Pierwsza o przyszłości: wolne wybory zadecydują o przyszłości krajów Europy Środkowej. Druga o stanie wojennym: zło zawsze pozostaje złem.

Michnik wyznaje: dotychczas przyzwyczailiśmy się widzieć zło tylko wśród komunistów. Teraz nadszedł czas, byśmy zaczęli uważnie przyglądać się samemu sobie.

Tekst po tekście, przemówienie po przemówieniu, utrwala się przepaść wykopana w poprzek polskiej opozycji. Co znajduje się po tamtej stronie, w imię jakich wartości Michnik cytuje Jaruzelskiego, broni majątku komunistów (zajmowanie majątku partii to bolszewizm ― przekonywał ostatnio w OKP), potrafi tak lekko rozstrzygać, co jest walką o wolność, a co już nią nie jest?

[...]

Sojusz ze starą władzą nie jest gwarantem spokoju społecznego. Walka polityczna ze spadkobiercami PZPR nie jest przykładem ksenofobii. [...]


++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

Krzysztof Czabański, "Kalka"
"Tygodnik Solidarność", nr 7(74) z 16 lutego 1990 r., str. 3:


Kiedy słyszę w telewizji o "wyrostkach" (na ulicach miast) albo o "bojówkach" (w Azerbejdżanie), albo o "gierkach politycznych" (ugrupowań pozaparlamentarnych), to przypominają mi się najgorsze dni stanu wojennego i język ówczesnej propagandy. A przecież nie jest tak, że obecnie używają tego języka wytrawni propagandziści tamtego czasu. Wręcz przeciwnie, są to najczęściej ludzie zasłużeni w bojach o demokratyczną Polskę, o Solidarność. Ludzie, których jeszcze niedawno takim językiem lżono, opluwano. I teraz oni...


++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++


* Nazwa "lewica laicka" pochodzi z książki "Kościół lewica dialog" wydanej w Paryżu na początku drugiej połowy lat 70. ub. wieku. Jej autor "Adam Michnik, [...] człowiek, który w latach siedemdziesiątych wylansował nazwę >>lewica laicka<< [...] w dyskusjach telewizyjnych usiłował dystansować się od tego swojego pomysłu (wtedy jeszcze nie zdążyła powrócić >>moda<< na afiszowanie się lewicowością i socjalizmem), bowiem nazwę >>lewica laicka<< obracał w żart, dopowiadając >>prawica muzułmańska<<. Wiadomo, że próżno by szukać w Polsce prawicy muzułmańskiej." (zob.: Konrad Turzyński, "Czy prawda zawsze leży pośrodku?", "Opcja na Prawo", nr 2(26) z lutego 2004 r., str. 42, http://www.opcja.pop.pl/?id_artykul=2230). Pewne "Freudowskie pomyłki" pokazują, że lewica laicka miała jakąś szczególną predylekcję do walki z… islamem: "[...] Michnik napisał, że przed Polską stoją różne rodzaje zagrożeń, m. in. zagrożenie iranizacją. W ogóle używano wiele tego typu określeń." (zob.: "Spod stołu. Z Krzysztofem Wyszkowskim, współzałożycielem WZZ, uczestnikiem strajków w Stoczni Gdańskiej w 1980 i 1988 r., rozmawia Krzysztof Czabański", "Kultura" /paryska/ nr 502-503, lipiec-sierpień 1989 r., str. 120). Ale nie tylko w 1989 r., już 10 lat wcześniej zdarzyło się coś podobnego: Oto zapomniany ale interesujący szczegół dot. stosunku lewicy laickiej do Leszka Moczulskiego: "A jakiż to tytuł nosił poświęcony mu artykuł (nieżyjącego już) Jana Walca w >>Biuletynie Informacyjnym<<, który zaszokował nawet wielu sympatyków KOR-u drastycznym złamaniem niepisanej zasady, że frontalnym atakiem nie >>wystawia się<< bezpiece konkurentów z opozycji? Otóż ― >>Drogą podłości do niepodległości<<. W tym samym donosie można odnaleźć też piękny przykład >>poszanowania dla niekwestionowanych autorytetów<<, czyli nazwanie Prymasa Polski ajatollahem Wyszyńskim. Można, niestety, tylko w niektórych egzemplarzach, bo w tej części nakładu, w której nadążono, ten “sympatyczny” zwrot wydrapano albo zamazano czarną farbą." (zob.: prof. Jacek Bartyzel, "O fałszywej historii jako mistrzyni fałszywej apologetyki", http://haggard.w.interia.pl/kuron.html). Mowa o artykule "Drogą podłości do niepodległości", będącym iście "po leninowsku" (= z licznymi inwektywami ad personam) napisaną polemiką z broszurą "Rewolucja bez rewolucji" Leszka Moczulskiego ― polemiką opublikowaną w KOR-owskim "Biuletynie Informacyjnym" nr 7(33) z września-października 1979 r., na str. 59-61. Oto dosłowny cytat z tekstu Jana Walca: "[...] jakby co, ajatollah Wyszyński stanie na czele i zaprowadzi porządek [...]". Nie ― nie chodzi o solidaryzowanie się polskich Żydów z Żydami w Izraelu, zmagającymi się z nieprzyjaznym otoczeniem zdominowanym przez islam! Aczkolwiek również na takie tropy można by się natknąć: "[…] Michnik sformułował bardzo ciekawą zasadę, mianowicie stwierdził, że punktem odniesienia kwalifikacji ruchu niepodległościowego jest odpowiedź na pytanie, czy uzna on granice Izraela, czy też nie. […] dosyć dziwne, zwłaszcza, że Polska nie graniczy z państwem izraelskim." (zob.: Antoni Macierewicz, "Jesteśmy skazani na drogę sprzeciwu... z Antonim Macierewiczem rozmawia Piotr R. Bączek. Rozmowa pierwsza (lipiec 1991)" , "Antyk", nr 9/10/11/12 z 1993 r., str. 27 i 28 ). Przy okazji debaty o w/w książce Michnika można było dowiedzieć się, że: "Powstaje tu np. problem inteligencji żydowskiej [...] Sprawa konfliktu Izraela z Arabami wywoływała w środowisku Znakowym w owym czasie mocne emocje. [...] O Izraelu nie można było w tym środowisku wypowiadać się równie swobodnie i bez oporów jak o Chile, Portugalii, Tanzanii lub Kanadzie." (zob.: prof. Andrzej Grzegorczyk, "Kilka myśli na marginesie książki A. Michnika: >>Kościół, lewica dialog<<", "Spotkania", nr 5-6 [reedycja paryska], str. 339.). Jednak słowo "ajatollah" przystawione obok nazwiska prymasa Polski wskazuje, że dla lewicy laickiej tym "islamem", którego warto się bać, i który warto zwalczać, naprawdę jest katolicyzm! A oto pełny tekst "Spod stołu" czyli wywiadu Wyszkowskiego dla "Kultury":

http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/d3f2ba71873ef42e.html
http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/a18a763e08f62915.html
http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/92aa93c15a4d22b7.html
http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/43da1adaeb1674dc.html
http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/ab6f04ca0cc0ebc6.html
http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/e30272ffff7549b2.html
http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/c98ef614f93bfdf2.html
http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/7bc0fdcd70e39bb7.html
http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/ba5194fcc3ca4f48.html

(powyższe 9 linków skopiowałem z kilku ― dokonanych w lutym 2012 r. ― wpisów p. Roberta Majki, innego uczestnika niniejszego Forum).


** Jest to aluzja do młodzieżowych protestów brutalnie stłumionych w styczniu 1990 r.: "Już 27 stycznia milicja brutalnie rozpędziła demonstrację Federacji Młodzieży Walczącej i Niezależnego Zrzeszenia Studentów przed Pałacem Kultury i Nauki, w którym odbywał się ostatni zjazd PZPR. Dzień później gdańscy młodzi antykomuniści dowiedzieli się, że działacze partyjni palą akta w Komitecie Wojewódzkim PZPR w Gdańsku. Następnego dnia uczestnicy manifestacji pod kościołem św. Brygidy w Gdańsku przemaszerowali pod KW i zajęli go. [...] próba antykomunistycznej rewolucji zakończyła się interwencją milicji i rozgonieniem demonstrantów. Niestety, za zgodą lub milczeniem niemal wszystkich czołowych solidarnościowych polityków. [...] Tego dnia (była to niedziela) nie można było dodzwonić się do żadnego z senatorów; w Warszawie. Ale za to zapadła zaś decyzja o odbiciu budynku z rąk opozycyjnej młodzieży. Podjął ją nie kto inny, jak >>pierwszy niekomunistyczny premier<< powojennej Polski, Tadeusz Mazowiecki, wspólnie z ówczesnym ministrem ds. partii politycznych, Aleksandrem Hallem ― czołowym gdańskim opozycjonistą i założycielem Ruchu Młodej Polski. Około godziny 23 do budynku wtargnęła milicja wraz z brygadą antyterrorystyczną. Po kilkunastu minutach w KW nie było już działaczy FMW. Milicja rozpędziła także demonstrację, która zebrała się po opuszczeniu gmachu." (zob.: Stefan Sękowski, "Gdańska kompromitacja Mazowieckiego, Halla i Wałęsy", http://fronda.pl/news/czytaj/gdansk, http://blogmedia24.pl/node/24322). Jak na ironię było to dokładnie w (zaledwie!) 10 lat po wyjściu Aleksandra Halla z jednej z odsiadek w milicyjnym areszcie: "Zdaniem bezpieki: >>jak wynika z ustaleń Wydziału III tut. Komendy ― udawali się do Gdańska, a stamtąd mieli jechać do Warszawy na antysocjalistyczne spotkanie u Jacka Kuronia<< (naczelnik Wydziału Śledczego KWMO w Toruniu płk. Eugeniusz Gawroński, pismo L.dz. J-0242/80 z dnia 27 stycznia 1980 r., sygn. IPN By 082/143, t. 1, k. 1, awers). [...] czterej zatrzymani spędzili dwie doby w: Toruniu (Hall i Ziemkiewicz) i Golubiu-Dobrzyniu (Śmigiel i Turzyński)." (zob.: Jakub Stein, "Ich troje w monitoringu (w tym ― o dwóch takich, co donosili na Ochojską", http://w.icm.edu.pl/t/stein/ich3.htm).

*** Zatem KSENOFOBIĄ byłaby na przykład radość z uwolnienia kraju od obcych wojsk, wyrażana np. słowami znanej pieśni "Witaj majowa jutrzenko": "Wrogów tłuszcze wyrok boski. / Zmiótł z powierzchni polskich łanów. / Znikła boleść, znikły troski. / Nie ma w Polsce obcych panów". Co prawda, niebawem konstytucję 3 Maja obalono siłami obcych panów i rodzimych zdrajców, niosących rzekomą wolność uciśnionemu ludowi w Polsce: "Naznaczeni zostali przez kogoś z wyższa, w obcym kraju, w swym zespole, w swej partii. Jako takich można by ich nazwać tylko komisarzami w znaczeniu, jakiego ten wyraz nabrał w opinii ludowej polskiej podczas długoletniej działalności komisarzy >>po krestjańskim diełam<<, za poprzedniej inwazji carów moskiewskich na ziemię polską. I tamci stawali przecie w obronie ludu polskiego wobec ucisku szlachty. Tamci także opierali pomoc swoją dla chłopów polskich na nieprzeliczonej ilości bagnetów. Jedna tylko różnica: tamci komisarze nie byli z naszego rodu. Krew polska nie płynęła w ich żyłach." (Stefan Żeromski, "Na probostwie w Wyszkowie", http://monika.univ.gda.pl/~literat/zeromski/probost.htm). Ba, to tych, którzy stawili opór najeźdźcy, nazwano "zdrajcami ojczyzny", a targowiczan "patriotami", a już tak zdefiniowany patriotyzm NA PEWNO jest od ksenofobii wolny: "[...] święta obrona Jej Mości obwarowała ten kraj od strachu i zamieszania, w którym duch rozpusty nad wszystkie zastanowienia się przeważał, gdzie zdrajcy ojczyzny, przywłaszczywszy sobie prerogatywy władzy, zrujnowali prawa cywilne i polityczne, rozlewali w tyrańskiem okrucieństwie krew współbraci, wyzuwali z majątków ich, przymuszali bogobojnych i spokojnych do uczestnictwa z sobą groźbami i uciskami, a dla większego pobudzenia przykładami okrucieństw i nawet samemi najokropniejszemi i przeciwko prawom karami. Chytrość tych wyrodków, odważywszy się powstać przeciw bezpieczeństwu i spokojności ojczyzny swojej, dopuścić się wszelkich tyrańskich postępków i podnieść broń przeciwko wojsku rosyjskiemu, pomimo wszystkich praw i wszelkich ustaw narodowych, przymusiła Najmiłościwszą Imperatorową moją przeciw woli jej dobyć miecza na ochronienie granic swojej Imperji i na uśmierzenie buntu w przyległych jej krainach;" (zob.: "Manifest gen.-gubernatora litewskiego Mikołaja ks. Repnina do obywateli litewskich", Grodno, 28 grudnia 1794 r., w: Henryk Mościcki, "Dzieje porozbiorowe Polski w aktach i dokumentach. I. Od rozbiorów do Księstwa Warszawskiego 1772 – 1807", Gebethner i Wolf, Warszawa – Kraków – Lublin – Łódź – Poznań – Wilno – Zakopane, 1928., str. 36-37.).




++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++


Warto zobaczyć obłudę ekipy Mazowieckiego.

Najpierw obłudę teoretyczną poprzez szantażowanie Polaków
(po fakcie, rzecz jasna), że alternatywą dla okrągłego stołu byłyby krwawe wydarzenia
na skalę podobną do tej, jaką pokazano na krótko przedtem w telewizji
podczas relacjonowania obalenia Ceausescu.

Zwracam uwagę na słowa Andrzeja Gwiazdy:
"T. Mazowiecki należy do polityków, którym nawet w prywatnych, a szczególnie
już w publicznych wypowiedziach pomyłki i przejęzyczenia nie zdarzają się.
"
.

przecie to "Pan Tadeusz [Mazowiecki]", a więc:

Nie zmylił się mistrz taki! On umyślnie trąca
Wciąż tę zdradziecką strunę, melodyję zmąca,
Coraz głośniej targając akord rozdąsany,
Przeciwko zgodzie tonów skonfederowany;
Aż Klucznik pojął mistrza, zakrył ręką lica
I krzyknął: "Znam! znam głos ten!
to jest T a r g o w i c a!"
I wnet pękła ze świstem strona złowróżąca.


Andrzej Gwiazda, "Rozwiązanie rumuńskie",
"Poza Układem", nr 1(11) ze stycznia 1990 r. str. 9-10:








Z kolei obłuda praktyczna, czyli opis tego, jak chłopcy Kiszczaka
pałują na polecenie solidarnościowych kolegów Kiszczaka w rządzie.



"Tygodnik Solidarność" to organ neo-"Solidarności", a jego redaktorem naczelnym
był w tym czasie Jarosław Kaczyński (o rok wcześniej ― jeden z uczestników obrad
przy okrągłym stole, a latem 1989 r. "architekt" rządu Tadeusza Mazowieckiego),
toteż do tłumienia przez milicję protestów młodzieżowych uczynił tylko aluzję
(w powyższych tekstach Zalewskiego i Czabańskiego).

O wiele bardziej pryncypialny miesięcznik "Poza Układem"
przedstawił obszerniejszą relację z tych wydarzeń w Gdańsku,
którą można przypomnieć sobie poniżej:

nie podpisane, "Okupacja budynku KW PZPR"
oraz
L. Bandurska, "Akcja grupy antyterrorystycznej i ZOMO",
"Poza Układem", nr 2(12) z lutego 1990 r. str. 1-4:











++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++


Ostatnio zmieniony przez Esse Quam Videri dnia Pią Kwi 20, 2012 8:59 am, w całości zmieniany 16 razy
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> Dyskusje ogólne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
Strona 4 z 6
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz dołączać plików na tym forum
Możesz ściągać pliki na tym forum






Załóż forum phpbb2 lub phpbb3 za darmo na Forumoteka.pl





Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group